aktualności

01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

10/02/2026

[KP] We are what we pretend to be, so we must be careful about what we pretend to be

 WAYNE TRAVERS

Myślałem, że rozpacz jest elementem nie do zniesienia, że dławiąca nieumiejętność, by wstać rano z łóżka, umyć się czy zjeść to części spójne z tragedią, jednostajnie paskudne i ciężkie jak ołów. Myślałem, że gdy w końcu wezmę prysznic albo spojrzę w telefon, coś się zmieni. Myślałem, że gdy przestanę wyć, nastąpi akceptacja albo złość, albo inna, równie użyteczna emocja.

Zamiast tego jednak przyszły nicość i odrętwienie, a tęsknota za cierpieniem, jak dokuczliwy efekt uboczny, zawisła w powietrzu kwaśnym posmakiem na języku. Stracony potencjał i niewykorzystane pokłady ambicji, ten dzieciak, który miał przed sobą taką świetlaną przyszłość, a zamiast komponować muzykę, komponował jedynie dźwięki ignorowanych połączeń. Dzieciak, który w końcu wyszedł z łóżka i w milczeniu rozpoczął  wędrówkę przez kolejne lata, jak żołnierz, który wie, że czeka go jedynie stracenie. 

A teraz, gdy minęło zbyt wiele czasu by czuć cokolwiek, udaję. Ciężar maski od lat jest prawie niewyczuwalny, ta zrosła się z moją twarzą. Jak huba. Jestem porośnięty kłamstwem jak grzybem i nie mam pojęcia czy istnieje jakakolwiek część mojej osoby, która wciąż jest prawdziwa. Uśmiech, który zakładam to szereg wyuczonych drgań mięśni. Dzieci uczą się alfabetu, ja nauczyłem się rozciągać usta jak profesjonalista. Z ogromnym zaangażowaniem podchodzę do mojej roli: jestem sercem imprezy, lekkoduchem bez zmartwień, tym typem, o którym mówi się, że po prostu wie jak się dobrze bawić. Z pewnością wiem, jak nie orzygać sobie butów po całonocnym piciu. Jestem cyniczny, płytki i nieszczególnie przyjemny przy każdym bliższym kontakcie; nadzwyczaj wręcz czarujący, gdy tylko nie ma to żadnego znaczenia. Nie utrzymuję przy sobie ludzi i nie utrzymuję siebie przy żadnym zajęciu, chwytam się wszystkiego, byle zająć czas jak najciaśniej, a czy będzie to pośladek, czy kolejna, przypadkowa fucha, nie robi mi większej różnicy. Nie jestem wybredny. Mogę zatopić nos zagłębieniu szyi, a mogę dłonie w brudnej wodzie do naczyń. Póki nie trzeba myśleć. Póki można z uporem maniaka powtarzać: u mnie w porządku.

Dwadzieścia siedem lat, z czego ostatnich dziesięć spędzonych na absolutnie niczym konkretnym. Zero prawdziwej pracy czy wykształcenia, chwytanie się każdej dorywczej roboty, która pojawia się na horyzoncie, od miesiąca na zmywaku, przez dwa tygodnie w sklepie z kanapkami, kolejnych kilka kserując dokumenty. Nic na stałe, nic na poważnie. Zbyt żałosnym byłoby dalsze rozpamiętywanie swojej nastoletniej miłości, tej samej, która trzymana w tajemnicy nie mogła wyjść na światło dzienne, a której żniwo zbiera po dziś dzień, gdy tylko w rocznicę śmierci telewizyjne nagłówki znów poruszają temat zbyt szybko utraconego talentu. Chciałby złościć się za bycie sekretem, za to że nikt nie mógł się dowiedzieć, a więc i po, nie było miejsca dla smutku czy żałoby, ale i na to nie ma siły, bo przecież ten wypracowany uśmiech sam nie rozciągnie się na ustach.

Wayne potrafi być naprawdę świetnym towarzystwem, bo bardzo przykłada się do tego, by nikt nie odkrył jak bardzo nim nie jest. W tytule Kurt Vonnegut, na zdjęciu Anar Khalilow.

15 komentarzy:

  1. [Cześć! Nieco przygnębiająca ta karta, ale jednocześnie bardzo prawdziwa. Widzę Wayne'a jako jedną z twarzy, które w swoim teledysku lub jakimś projekcie chciałaby uwiecznić Andrea. ♥
    Mam nadzieję, że zabawisz u nas na dłużej. Mnóstwa weny i ciekawych wątków! :)]

    Andrea Wilson, Debbie Grayson & Olivia Fitzgerald

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hejka!
    Kurczę, smutna ta karta. Oby ten wypracowany uśmiech kiedyś zastąpił taki bardziej szczery i beztroski.
    Zapraszam do mojej panny, a nuż wpadniemy razem na coś fajnego <3]

    Powder Smith

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dobry wieczór, cześć i czołem :) Zgadzam się z dziewczynami, smutna ta karta postaci, ale jednocześnie bardzo prawdziwa. Wayne jest bardzo prawdziwy, z powodzeniem mógłby być jednym z nas, choć nikomu nie życzę takich odczuć i takich doświadczeń. Mam nadzieję, że uda mu się wyrwać z tego błędnego koła, w które wpadł i choć nie wiem, co miałoby go z niego wyrwać (a może musiałby to być ktoś?), to będę mocno trzymać za to kciuki!
    Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na długo i życzę udanej zabawy, nie takiej udawanej i nie na siłę ;)]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jak najbardziej możemy iść w tym kierunku. Ostrzegam jednak: bar w którym pracuje Powder to totalna speluna, jeśli to nie przeszkadza Wayne'owi to zapraszamy na wspólną zmianę. <3
    Żeby trochę podkręcić możemy dodać jakiegoś agresywnego klienta, albo może jakąś bójkę? :D]

    Powder Smith

    OdpowiedzUsuń
  5. [Andy nie nagrywa profesjonalnych teledysków, a raczej takie swobodne klipy, które pokazują miasto, jego mieszkańców i życie. Czasami, kiedy jedna osoba zachwyci ją bardziej, decyduje się nawet na rozmowę i próbuje coś dla siebie ugrać, i w takiej sytuacji możemy ich postawić na starcie, jeśli Ci to pasuje. Myślę, że Andy, która nie ma pieniędzy, może próbować negocjować na różne sposoby. ;>]

    Andrea Wilson

    OdpowiedzUsuń
  6. [A więc podrzucam początek, poleciałam na żywioł. Co ma być to będzie :D]

    Powder zawsze przychodzi do pracy zawsze kilka minut wcześniej, choć nikt tego od niej nie wymaga. Ba!, nawet gdyby się spóźniła to najpewniej nikt by tego nie zauważył. Nie w takim miejscu. Ona jednak jest punktualna, to nawyk, który nabyła jeszcze na farmie. Jej ojciec źle znosił wszelkie spóźnienia, a kara za nie była nieprzyjemna. A ona wolała unikać kar, być może dlatego zawsze była ulubienicą tatusia. Grzeczna, posłuszna i ułożona. Przynajmniej do dnia, w którym postanowiła uciec i odciąć się od starego życia. W barze na Bronxie panuje półmrok, chłód i zapach wczorajszego alkoholu, który nigdy do końca nie znika. Powietrze jest ciężkie, stojące, jakby bar wstrzymywał oddech między jednym dniem a drugim, a ona ma wrażenie, że wciąż unosi się tu dym papierosowy. Otworzyła więc okna, chcąc wpuścić nieco świeżego powietrza. Następnie zapaliła światła, a żółtawe światło oświetliło to miejsce, pokazując je we wszystkich niedoskonałościach: odsłoniło rysy, pęknięcia w blacie, obdrapane stoły i rozlane trunki. Na ostatnie była w stanie coś poradzić, więc chwyciła w smukłe palce szmatę, przecierając blaty. Stając za barem, zdjęła kurtkę, wciskając czapkę i szal w jej rękawy i wieszając ją na chybotliwym wieszaku na zapleczu. I tak zaczyna się jej praca. W mechaniczny sposób wytarła szkło, sprawdza butelki, przeciera blat, choć doskonale wie, że zaraz i tak będzie lepki. Zaraz bar zapełnia się pierwszymi klientami. Powder zna te twarze już niemal na pamięć. Zawsze ci sami mężczyźni, zmęczeni swoim życiem, głośni i wulgarni, wlewający w siebie litry taniego piwska. Czasami przychodzą ze swoimi dziewczynami, młodymi i zagubionymi ćpunkami, które nie ogarniają rzeczywistości. Te dziewczyny są idealnym kąskiem dla Nate’a, miejscowego dilera, który czasem przychodzi do baru i opycha im jakieś tanie i nędzne narkotyki.
    — Powder, dziś nie będziesz sama. Ktoś przyjdzie na zastępstwo. — z zaplecza doszedł ją głos szefa, ciemnoskórego mężczyzny po pięćdziesiątce. — Poradzicie sobie — właściwie stwierdził, a nie zapytał.
    — Dobrze, ale kto… — nawet nie zdążyła zadać pytania. Kiedy obróciła się w jego stronę, aby dopytać o coś więcej, ten zniknął za drzwiami, a ona już wiedziała, że dziś raczej nie wróci. Westchnęła ciężko, wracając do wycierania szklanek i zerknęła na zlew piętrzących się naczyń. Przynajmniej nie będzie musiała ogarniać tego sama.
    Kiedy dochodziła dwudziesta do baru wszedł młody chłopak, o ciemnych włosach. Podobnie jak ona, nie pasował do tego miejsca. Gdy stanął przy ladzie Powder uśmiechnęła się do niego niepewnie, jakby nie wiedziała, czego może się spodziewać.
    — Hej, Ty przyszedłeś na zastępstwo za Jacka, tak? — zapytała, ale było to dość oczywiste. W końcu znała niemal każdego klienta baru, a tu wyjątkowo rzadko pojawiał się ktoś nowy. — Jestem Powder. — przedstawiła się, unosząc kąciki ust w bladym uśmiechu. — Spóźniłeś się. — zauważyła, zerkając na zegar wiszący na ścianie. — Zresztą, kogo to obchodzi? — westchnęła cicho. — Łap za szmatę, a ja idę podać im piwo. — wskazała na zlew pełen brudnych kufli po piwie, rzucając ścierkę stolik prosto w niego. Sama zaś chwyciła zgrabnie tace wypełnioną kuflami z piwem i ruszyła w kierunki stolika przy którym siedziało czterech latynosów. Postawiła piwa na ich stoliku i czym prędzej się ulotniła, nie chcąc słuchać na swój temat niewybrednych komentarzy. Wróciła za bar, obserwując swojego nowego kolegę z pracy.
    — Głównie lejemy piwo, czasami ktoś wypije shota wódki albo tequili. Żadnych wymyślnych drinków, nie sprzedajemy jedzenia. Właściwie to tyle. — wzruszyła obojętnie ramionami. — Ja robię wszystko. Stoję za barem, jestem kelnerką, sprzątam. Nie będę Cię niczego uczyć, ani nic pokazywać, bo nie ma czego. — stwierdziła cicho. — Aha. Swoje osobiste rzeczy trzymaj blisko siebie… — uprzedziła go, bo kradzieże zdarzały się tu dość często. — I nie wkurzaj klientów… są... specyficzni. — ściszyła głos jeszcze bardziej, jakby w obawie że ktoś mógł ją usłyszeć.

    Powder Smith

    OdpowiedzUsuń
  7. [Cześć, już po samym zdjęciu wiedziałam, że nie będzie różowo, ale takiej żałoby i tęsknoty nie spodziewałam się wcale. Mimo że karta i kawałek historii pokazują smutek, to jest w tym też ładna i spójna historia, aż ciekawi mnie jaki był te kilka lat temu, przed stratą. Gorycz, rozczarowanie i tłumiona złość, to chyba główne kolory wraz z smutkiem w palecie barw, w której tworzy maski. I szorstki cynizm mega pasuje!
    Mam takie skojarzenie, że ten jego los tak wiruje jak niesione nad ziemią przez wiatr potargane piórko, albo ledwie się tli jak gasnące ognisko, w którym jeszcze czasem żar ożywia zimny wiatr...
    Smutne i przykre, ale ładnie napisane. Życzę wątków, które pobudzą wenę jeszcze bardziej!]

    Emma/ Lily

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Hej! Nie odkryję Ameryki, więc po prostu przyznam to, co wszyscy już zdążyli zauważyć: smutny los spotkał Wayne. My autorzy kochamy tworzyć nietuzinkowe i smutne historie, które rzucają naszych bohaterów na kolana... Mam nadzieję, że Wayne w końcu zazna choć odrobiny szczęścia, że przepracuje swoją stratę, o której nie można mu mówić głośno i w końcu wyjdzie na prostą, znajdzie miejsce, w którym zostanie na dłużej. Może kogoś, kto pokaże mu, że czasami trzeba pójść do przodu.

    Marisol może zawsze pomóc, choć na chwilę rozbawić i podnieść na duchu, bo sama dobrze wie, jak boli strata. ]

    Marisol Rivera

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ta twarz jest bardzo przyjemna i nikt inny na Chrisa mi nie pasował ^^ Ja chęci na pewno bym miała, ale z czasem jest u mnie zdecydowanie gorzej - nabrałam sobie ostatnio tyle wątków, że ledwo wyrabiam 😅 Ale gdyby miało zrobić się u mnie luźniej, będę wiedzieć, gdzie Cię znaleźć!]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS

    OdpowiedzUsuń
  10. [W takim razie podeślę na dniach rozpoczęcie. ;-)]

    Andrea Wilson

    OdpowiedzUsuń
  11. Spogląda na chłopaka uważnie, a on najwyraźniej zbytnio się nie śpieszy, myjąc powoli naczynia. Powder uśmiecha się mimowolnie, sięgając po umyte szklanki i je wycierają. Zupełnie jakby musiała coś robić, na czymś skupić swoją uwagę a bezczynne stanie zdecydowanie nie było dla niej.
    — Cóż, masz całkiem ładną buźkę, więc to już mógłby być zapalnik — wzruszyła ramionami, po prostu stwierdzając fakt, nie miała zamiaru ani prawić mu komplementów, ani tym bardziej go podrywać. Chyba. — Po prostu nie bądź wredny… — dodała, choć na to mogło składać się wiele różnych rzeczy. A tu przychodzili różni ludzie, czy klienci czy pracownicy na zastępstwo. Prócz Powder nikt nie mógł tu długo wytrzymać. — Ale spokojnie, nikt tu jeszcze nie znokautował barmana. W końcu, kto by wtedy podawał im piwo? — mruknęła z uśmiechem. — Do której dziś zostaniesz? — zapytała, żeby zagaić rozmowę. Była dość beznadziejna w small talku i gadaniu o niczym, więc ta próba była dość marna.
    Do baru podszedł Nate, diler i znajomy szefa, który przed chwilą wszedł do lokalu. Usiadł na wysokim barowym krześle, uśmiechając się szeroko do Powder.
    — Blondi, daj mi szota wódki — odezwał się do dziewczyny, a ta lekko odwzajemniła jego uśmiech i przesunęła w jego stronę kieliszek. — A ten to kto? — burknął, wskazując na jej nowego kolegę z pracy. — Gdzie jest kurwa Jack? — walnął pustym już kieliszkiem o blat.
    — To Wayne. Jest na zastępstwie za Jacka. — wytłumaczyła cicho dziewczyna i nalała mu kolejnego shota, zupełnie jakby to miało zadziałać na mężczyznę uspokajająco. — Miałeś do niego jakąś sprawę? — zapytała, delikatnie lustrując twarz mężczyzny.
    Nate wyglądał na dość wkurwionego i choć Powder domyślała się o co mogło chodzić to milczała. Teraz przynajmniej wiedziała dlaczego Jack wziął wolne. W końcu desperacko potrzebował pieniędzy. A najwyraźniej wisiał Nate’owi za narkotyki. Co za idiota. Pomyślała z cichym westchnięciem. Kiedy wypił kolejnego shota, jebnął kieliszek o stół na tyle mocno że szkło się roztrzaskało na milion małych kawałeczków.
    — Ja to posprzątam… — szepnęła, czując Wayne za swoimi plecami. A może tylko jej się tak wydawało? Obróciła się gwałtownie i czując jego bliskość przełknęła głośno ślinę. Stanęła na palcach by móc dosięgnąć do jego ucha a i tak ledwie jej się to udało. — Takie sytuacje to moja codzienność. — uśmiechnęła się krzywo i sięgnęła po miotłę. Starała się dokładnie wszystko zamieść, ale znając życie jakieś kawałki wciąż były na podłodze. Z blatu zebrała je ścierką, przy okazji rozcinając sobie skórę.
    — Cholera… — mruknęła, zerkając na swoją dłoń. — Zaraz wracam. — zniknęła na zapleczu, chcąc umyć ranę. Zastanawiała się czy gdzieś w barze mogła być apteczka, ale to raczej były płonne nadzieje.

    Powder Smith

    OdpowiedzUsuń
  12. Stanęła przed umywalką, dokładnie obserwując swoją twarz w brudnym lustrze. Długie, jasne włosy opadały na jej blade policzki, a sarnie oczy wpatrywały się we własne odbicie. Przez chwilę, zaraz odkręciła wodę, zmywając z dłoni krew i wzdychając. Jednocześnie przysłuchiwała się wymianie zdań przy barze. Na jej twarzy przez ułamek sekundy pojawił się uśmiech. To, że ktoś stawał w jej obronie było dla niej obce. Zaraz jednak pomyślała o konsekwencjach i o tym, że nie warto było zadzierać z Nate’m. Po pierwsze, był niebezpieczny i szkodliwy. Po drugie, był znajomym szefa.
    — Dzięki.. — szepnęła z lekkim uśmiechem, choć nie do końca wiadomo było czy dziękowała za jego interwencję czy za podanie jej ręczników, do których de facto nie sięgała. — Ale… — złapała go za nadgarstek dość mocnym ruchem i wciągnęła na zaplecze. — Wiesz, nie powinieneś z nim zadzierać. — westchnęła. — To dupek, ale jednocześnie znajomy szefa. — i diler, dodała w myślach, uznając że to nierozsądne mówić to na głos. Zresztą, po co była mu ta wiedza?
    Kiedy ogarnęła swoją dłoń, do jej uszu doszedł ją krzyk zniecierpliwionego klienta. Oczywiście tego samego, co jeszcze przed chwilą tłukł szkło. Był głośny i drażniący. Mimowolnie się wyprostowała, wyrzucając zakrwawione ręczniki do kosza.
    — Zajmę się naszym ulubieńcem, dobra? — uśmiechnęła się delikatnie i wyminęła go, wchodząc zza bar.
    — Ej, mała, nie róbmy z tego dramatu, co? — rzuca przeciągle klient, opierając się łokciem o blat. — Lepiej podaj mi piwo. — burknął, spoglądając na Powder. — I powiedz gdzie znajdę Jacka. — oparł się łokciami o blat, pochylając się bliżej dziewczyny. — Jest mi winien sporo forsy.
    Blondynka mimowolnie się wzdrygnęła. Mogła znieść potłuczone naczynia i krzyki, ale nie zniosłaby przekroczenia jej przestrzeni i bliskości z kimś takim jak on. Odsunęła się, podchodząc do lodówki i wyjmując zimne piwo. Otworzyła je i podała mężczyźnie.
    — Nikt nie robi żadnego dramatu. Wszystko jest dobrze… — brzmiała dość niepewnie, jakby próbowała przekonać samą siebie. — Nie wiem gdzie jest Jack. Nie wiem gdzie mieszka. — przyznała szczerze, nigdy się nie zaprzyjaźnili, po prostu pracowali razem. — Jutro powinien już tu być, z tego co wiem… — mruknęła, choć nie była pewna czy to go uspokoi. Jak miała obstawiać, to bardziej rozsierdzi. Z drugiej strony gdyby milczała, to Nate najprawdopodobniej wkurwiłby się jeszcze bardziej.

    Powder Smith

    OdpowiedzUsuń
  13. Jego postawa była dla niej szokująca. Ta lekkość i beztroskość w prowokowaniu klienta rozkładała ją na łopatki. Z jednej strony zazdrościła mu takiej śmiałości, z drugiej podświadomie czuła, że to mogło się źle skończyć. Dla każdego z nich. A Powder naprawdę nie chciała, żeby komuś stała się tu krzywda. Kiedy ona próbowała załagodzić sytuację, Wayne jedynie ją zaognił.
    — Przestań, proszę — szarpnęła go za rękaw, wiedząc że to się źle skończy. Chłopak jednak nie miał za grosz instynktu samozachowawczego — Mówiłam Ci, żebyś nie wkurzał klientów. To się pod to kwalifikuje — westchnęła cicho. Może mu było wszystko jedno, bo wraz z zamknięciem baru nigdy tu prawdopodobnie nie wróci, ale z nią było inaczej. Nie chciała stracić tej pracy. Była marna, ale dzięki niej mogła opłacić rachunki.
    — Coś Ty kurwa powiedział? — zwrócił się do Wayne’a, a kiedy chłopak się odwrócił w jego stronę ten złapał go za koszulkę i przerzucił przez bar, rozlewając piwo na blacie. Kufel przetoczył się po podłodze i wylądował pod pobliskim krześle. Wayne zaś wylądował na podłodze ku zdumieniu Powder i uciesze innych klientów. Oni, w przeciwieństwie do niej, lubili jak w barze coś się działo, jak ktoś okładał się po ryju czy robił burdę. Ona nie powinna być jednak zaskoczona, mogła się domyślić, że tak właśnie się to skończy.
    — Hej, zostaw go! — krzyknęła do Nate’a, ten jednak zamiast jej posłuchać, uderzył chłopaka w twarz. Przebiegła na drugą stronę baru i próbowała rozdzielić szamoczących się mężczyzn. To jednak nic nie dało, bo żaden z nich nie chciał się uspokoić i nie miał zamiaru jej posłuchać.
    Kiedy więc podnieśli się z podłogi, bez pardonu wbiła się pomiędzy nich, stając pomiędzy jednym a drugim. Jeśli miało jej się dostać rykoszetem, to trudno. Tak najwyraźniej miało być.
    — Przestańcie! Obaj! — wrzasnęła i to zdecydowanie do niej nie pasowało. Jej głos drżał, a ona obróciła twarz w kierunku klienta, kiedy na chwilę się zatrzymali. Jakimś cudem Nate jej nie przywalił. I dzięki Bogu. — Wynoś się stąd. Albo zadzwonię na policję i powiem o Twoim biznesie na boku. — syknęła przez zaciśnięte zęby. Sama nie wierzyła, że była w stanie mu się postawić, a co więcej zagrozić, ale adrenalina i gniew gotowały się w jej żyłach.
    — Pożałujecie tego. Oboje. — zagroził, poprawiając swoją koszulę — Wrócę tu, a wtedy będziesz się przepraszać, mała kurwo — zwrócił się do Powder. — Na kolanach — dodał z obrzydliwym uśmiechem, a blondynka mimowolnie się skrzywiła.
    — Idź już… — powiedziała ciszej, jakby to co powiedział wylało jej kubeł zimnej wody na twarz. O dziwo się posłuchał, warcząc jakieś wyzwiska pod nosem i zataczając się w kierunku wyjścia. Powder nie wiedziała czy był pijany, naćpany czy po prostu był aż tak wielkim dupkiem.
    — Jesteś cały? — zapytała zaniepokojona, odwracając się w kierunku Wayne’a. Ujęła jego twarz w dłonie, obserwując czy nie ma żadnej rany, którą trzeba się zająć.

    Powder Smith

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciężko jej było się o niego nie martwić. Na szczęście Nate go nie znokautował, bo naprawdę nie miała pojęcia co powinna była zrobić gdyby teraz leżał nieprzytomny na podłodze. I dobrze, że tak szybko się ulotnił, choć przypuszczała, że jego wściekłość będzie się za nią ciągnęła jeszcze dość długo. Miała jedynie nadzieję, że przez ten incydent nie straci pracy.
    — Na pewno jesteś cały? — spytała zatroskana, podchodząc do niego bliżej. Podała mu więcej ręczników, przyglądając się jego zakrwawionej twarzy. — Nie masz złamanego nosa albo… czegoś? — mruknęła niepewnie. Sama nigdy nie brała udziału w bójkach więc nie do końca wiedziała jakie jeszcze mógł mieć obrażenia i czy było to groźne dla jego życia bądź zdrowia.
    — Poczekaj… — zatrzymała jego dłoń, kiedy jak gdyby nigdy nic ponownie zabrał się za mycie kufli, ta cała jego wesołość, chęć sprowokowania rywala i ten uśmiech kiedy dostał w twarz była dla niej niezrozumiała. — Nie chcesz może iść do domu i odpocząć? — szepnęła. — Bo wiesz, raczej dam radę sobie sama. — uśmiechnęła się pokrzepiająco. Do końca zmiany zostało jeszcze kilka godzin, ale ona nie odczuwała ani zmęczenia ani tym bardziej znużona. Przeciwnie, ta cała sytuacja sprawiła, że było nieco pobudzona a adrenalina wciąż buzowała w jej żyłach. W końcu nigdy by się po sobie nie spodziewała tego, że będzie w stanie się postawić komuś takiemu jak Nate. Zazwyczaj, w razie konfliktów, starała się stać z boku i nie wtrącać. Nigdy nie lubiła kłótni i nie była dobra w dawaniu własnych argumentów, bo zazwyczaj była wtedy stłamszona przez innych.
    — Jakim cudem jesteś tak wesoły? — pokręciła delikatnie głową, a kosmyki jasnych włosów opadły jej na twarz. Westchnęła cicho, spoglądając na niego z niedowierzaniem zmieszanym z fascynacją. Totalnie go nie rozumiała. — Hej, na szczęście Ty i on więcej się nie spotkacie… — przyn ajmniej taką mogła mieć nadzieję. Nie zapowiadało się jednak na to, aby Nate dzisiejszej nocy tu wrócił. Ani tym bardziej na to, żeby Wayne wziął kolejną zmianę w takim miejscu. Nie dość, że został pobity to jeszcze marnie płacili.
    Wróciła do swoich obowiązków. Zaczęła wycierać mokre kufle i układać je na półkach.

    Powder Smith

    OdpowiedzUsuń
  15. Nowy Jork otwierał przed Andreą Wilson nowe możliwości. Nie znała tego miasta, nie mogła też powiedzieć, że czuła się tutaj jak w domu. Jej dom był w Los Angeles. Pozostawiony te tysiące kilometrów stąd, które wieczorami wydawały się być jeszcze bardziej przepastne i trudne do pokonania, choć tak naprawdę wystarczyło wsiąść w samolot i po kilku godzinach mogłaby wpaść w matczyne, troskliwe ramiona.
    Zamiast jednak umartwiać się, bo tak wypadało, doszukiwała się szans na dostrzeżenie czegoś więcej. Poznawała nowych ludzi, zapamiętywała nowe twarze i co najważniejsze – oswajała się z posiadaniem siostry bliźniaczki. Ale Maxine Riley nie mogła definiować jej życia, nie mogła nadawać mu rytmu ani wstrzymywać Wilson w miejscu. Wiedziona zupełnie absurdalnym poczuciem, że nie może nic zmienić, wpadała w wir codziennych zajęć. Studiowała, odbębniała zmiany na siłowni, patrząc na te spocone ciała i nieciekawych mężczyzn prężących sztuczne muskuły przed lustrami, przygotowywała się do projektu dyplomowego i starała się dbać o to, aby każdego dnia spać chociaż te siedem godzin. Udawało jej się to średnio dwa razy w tygodniu, bo przecież chciała mieć jeszcze czas na rozwijanie swoich pasji. Na nagrywanie coverów, na kręcenie i montowanie prostych teledysków.
    Wiosna w Nowym Jorku miała specyficzny klimat. Robiło się przyjemnie ciepło, ale nie wilgotno i duszno. Kwitnące wiśnie tworzyły turystyczny szlak przez miasto, dodając mu uroczych kolorów, które zakrywały pozimowe szarości i brązy. Andrea wykorzystywała więc każdą wolną godzinę, aby móc spędzić czas każdorazowo w innym miejscu. Poza akademikiem, gmachami Columbii i siłownią. Za pierwszą wypłatę kupiła starą kamerę Sony, kiedy jej używany od lat iPhone zaczął się buntować i zbyt szybko się rozładowywał, mimo wymiany baterii. Wyposażona więc w handycama, pokonywała kolejne ulicy i poznawała nowe miejsca. A to zatrzymała się przy niewielkim parku, skwerze niemal nagrywając jak nastolatek pędzi na klasycznej hulajnodze. Zatrzymała się przy rabacie zakwitających wcześnie kwiatów i dopóki nie przegoniła jej starsza pani z okna na parterze, uwieczniała pracujące tam intensywnie owady. Krótki kadr kobiety zamykającej z impetem okno również zajął część pamięci urządzenia.
    Było pięknie. Lekki wiaterek omiatał twarz młodej kobiety, dziewczyny właściwie, która skręciła w pierwszą lepszą ulicę, a zwieńczeniem tej przecznicy okazywał się park. Niezbyt duży, ale ogrodzony wysokim, żeliwnym płotem. Andrea pchnęła skrzypiąca bramę i weszła na wysypaną żwirem alejkę. Dłoń z kamerą spoczywała przy jej biodrze, gdy Wilson szukała odpowiedniego miejsca do odpowiedniego ujęcia.
    Podśpiewywała pod nosem jedną z piosenek, które ostatnio skutecznie zajmowały jej głowę i chciała wynająć znowu studio, aby nagrać cover, ale musiała mieć też kadry. Obrazy, które dopełniłyby nagranie i zasiliły jej skromną biblioteczkę na YouTubie.
    Nagrała więc parkę jamników szarpiących się na łączce. Nagrała latawiec, pierwszy pewnie w tym roku. Było wyjątkowo ciepło, słońce prażyło, choć poranki i wieczory były jeszcze wyjątkowo chłodne. Andrea usiadła na jednej z ławek, poprawiła oversize’ową kurtkę przypominającą flanelową koszulę i już miała się schylić, aby zasznurować jednego z trampków, kiedy dostrzegła na jednej z ławek młodego mężczyznę. Wiedziała, że nie powinna, że tego typu kadry mogły naruszać czyjąś wolność i ochronę wizerunku, ale… było w tym kadrze coś, co kazałoby się jej zatrzymać, gdyby już nie siedziała.
    Nieznajomy nie patrzył w jej stronę, tym lepiej, pomyślała i skierowała obiektyw swojego sony w jego stronę. Uśmiechnęła się. Sama do siebie. Nie utrzymywała kamery w jednym miejscu, przeniosła ją na niebo, na którym pojawiało się coraz więcej chmur i na wieżowce w tle, na których majaczyły cienie i blaski zachodzącego słońca, ale wracała do niego. Do mężczyzny, który wyglądał w jej opinii niczym wyrwany z filmowej sceny.

    Andrea Wilson
    Przepraszam, że tak późno i mam nadzieję, że może być!

    OdpowiedzUsuń