assembled in New York
Paweł Wysocki
owner of PW Constructions
Miał zostać w Nowym Jorku tylko kilka miesięcy, max pół roku. Zacisnąć zęby, zarobić portfel cały wypchany dolarami, wrócić do Polski i opowiadać, że american dream to bujda i na nim Nowy Jork wcale nie zrobił wrażenia. Osiem lat później połowa Greenpointu zna go jako Pabla, druga połowa ma zapisany jego numer telefonu jako emergency, a on sam prowadzi niewielką firmę budowlaną i nadal twierdzi, że w NYC jest tymczasowo.
Remontuje mieszkania, ratuje budowy i rozwiązuje problemy, zanim ich właściciele zdążą spanikować. Zawsze zna kogoś, kto zna kogoś. Potrzebny hydraulik w niedzielę? Pablo go załatwi. Przeprowadzka o szóstej rano? Przyjedzie swoim białym, rozklekotanym vanem. Ktoś stracił pracę, mieszkanie albo wiarę w ludzkość? Paweł zatrudni, znajdzie dach nad głową i wzruszy ramionami, gdy będziesz dziękować.
Jest głośny, rozmowny, bezpośredni i wszędzie zachowuje się tak, jakby był u siebie. Z klientami negocjuje z uśmiechem, z ekipą się droczy, a z nowo poznanym człowiekiem po dziesięciu minutach rozmawia jak ze starym kolegą. W Nowym Jorku zna kogoś niemal na każdej ulicy. Kierowcy dostawczy trąbią na jego widok. Właściciele polskich sklepów odkładają mu ulubione produkty — krówki ciągutki i Michałki. Portierzy wpuszczają jego ekipę bez zbędnych pytań, a pracownicy innych firm podchodzą do niego po radę, nawet jeśli formalnie nie mają ze sobą nic wspólnego.
Wychowany w Gdańsku, w Nowym Jorku znalazł się przypadkiem, gdy jego kuzynka zadzwoniła, że na już potrzebują fachowca przy budowie luksusowego hotelu w centrum Manhattanu. Paweł kupił bilet, spakował torbę i poleciał, przekonany, że wróci, zanim ktokolwiek zdąży za nim zatęsknić.
Tyle że był k t o ś, kto miał na niego czekać.
W Polsce zostawiał nie tylko rodzinę i znajomych, ale również dziewczynę, z którą był od kilku lat. Związek na tyle poważny, że rozmowy o ślubie przestały być żartami rzucanymi przy piwie, a zaczęły dotyczyć konkretnych terminów, mieszkania i pieniędzy. Wyjazd do Stanów miał być częścią tego planu. Paweł zarobi więcej przez pół roku, wróci, dorzucą pieniądze do wspólnego startu i zaczną urządzać życie, które w zasadzie było już ustalone. Paweł nigdy nie wrócił, a ona przestała czekać.
Od tamtej pory Paweł nie ma problemu z kobietami, flirtowaniem ani bliskością. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś to flirtowanie chce ubrać w poważny związek. Raz już obiecał komuś przyszłość, nie potrafiąc zrobić dla niej miejsca w teraźniejszości. Nie chce zrobić tego ponownie.
Dlatego łatwiej powiedzieć mu, że nie szuka niczego poważnego, niż przyznać, że boi się zostać dla kogoś najważniejszą osobą i znowu okazać się wiecznie nieobecny. Wie przecież, że odbierze telefon z budowy o dziesiątej wieczorem, pojedzie ratować cudzą awarię w niedzielę i odwoła własne plany, jeśli ktoś będzie go potrzebował.
Paradoksalnie człowiek, który twierdzi, że unika zobowiązań, jest jednym z najbardziej zobowiązanych ludzi w całym Nowym Jorku. Wobec pracowników, rodziny, przyjaciół, sąsiadów i każdego, komu kiedykolwiek powiedział: dzwoń, jakby coś było potrzebne.
Tak samo jest z Nowym Jorkiem. Ma tutaj firmę, przyjaciół, mieszkanie i ułożone całe życie, ale nadal nazywa je tymczasowym.
Bo dopóki coś jest tymczasowe, nie trzeba przyznać, że podjęło się jakąś decyzję. Paweł w podejmowaniu decyzji jest n a j g o r s z y.