Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

20/09/2026

[KP] Just because you're paranoid doesn't mean they aren't after you

WALK-INS WELCOME: 30% off on tribals / roses / names in Kanji / 50% off on tattoos from photos 

Philip Callahan

trzydzieści sześć lat | tattoo artist | recepcjonista na siłowni

Liczył na inne zakończenie, ale zawsze był kiepski z matmy, więc nic dziwnego, że i tym razem nie wyszło. Robi to, co trzeba, kiedy trzeba i nie zadaje zbędnych pytań. Kilka lat temu bolało go jeszcze, że zbuntował się przed życiem, które mógłby mieć, ale teraz wzrusza jedynie ramionami. Śnią mu się czasami zakrwawione ręce, przyspieszony oddech, a potem szczęk metalu i budzi się zlany potem. Śnią mu się też wielkie lampy w kształcie orek. Stoi na scenie, oświetlają go te ryby i on mówi to ja, to ja!, nic się nie dzieje, lampy gasną, on stoi. Nie musi być żadnym terapeutą ani psychologiem, żeby rozszyfrować, co się dzieje, za to z pewnością u takiego powinien się pojawić. Klnie jak szewc, pali jak smok, chociaż mówi, że rzuca, często wymyśla, gdy nie chce mówić prawdy albo gdy prawdy nie pamięta. Od trzech miesięcy wybiera się do dentysty, bo boli go piątka, od sześciu do mamy. Z tą drugą ciężej, bo na pewno się martwi, więc trzeba będzie pozmyślać. Nie powie jej przecież, że wciąż siedzi w tym samym gównianym pokoju w suterenie, gdzie słychać, jak sąsiad spuszcza wodę, że wciąż nie zwolnił się z szemranego studia tatuażu, gdzie zamiast ładnych wzorków trzepie tribale jak na produkcji, że potem leci na kilka godzin do siłowni po drugiej stronie ulicy i niby siedzi na recepcji, ale głównie to wyciera pot z ławek treningowych i wyciąga włosy z odpływu. Mama myśli, że mu się udało. Że się wyrwał. Tyle, że wyrywa to on jedynie słowa z kontekstu, żeby mieć się czego złapać. Powinien być wielki jak te orki, bo tyle trzyma w sobie złości i nie ma dla niej ujścia, nie ma, gdzie jej wsadzić. Wali w worek treningowy, ale nie umie dobrze, więc tylko rani sobie knykcie i nic to nie daje, bo wciąż jest tylko zły, zły zły. Stracił niewinność i umiejętność trawienia emocji, więc musi trzymać je w sobie – jakby go tak wypatroszyć jak rybę to wypadłby z niego gniew i wstyd, i strach; no i flaki. No i nie ma tego, bo łyka to jak pelikan, wybiórczo traktując to, co zostaje. Niby gbur i prostak, ale nie pluje na chodnik i przytrzymuje drzwi jak trzeba. Jeśli cyniczny to tylko czasami, jak trzeba to ma gadane, jak nie trzeba to pomilczy.
Wieczorem, kiedy leży już w łóżku i twarz oświetla mu ekran smartfona, ogląda rolki i myśli, że może jest po prostu cholernie smutny.  

__
Druga postać mnie zaskoczyła, nie ukrywam. Na focie Pattinson (Cullen), w tytule Heller. Philip z Magnusem niewiele ma wspólnego więc przynajmniej mi się chłopaki nie pomieszają. No i chciałam, żeby mi do nicku pasował. Można mnie złapać na born.this.whale@gmail.com na głębsze rozkminy albo na discordzie. To tyle, popiszmy coś.

6 komentarzy:

  1. [Widzę, że Edward musiał się jednak pojawić :D Niemniej jestem fanką Philipa, bo jest statystycznym chłopem, takim z krwi i kości, co lekarzy i nie tylko ma na niskim szczeblu potrzeb, a do psychologa nie pójdzie. Bardzo fajna, życiowa postać <3 Współczuję tylko machania tribali w studiu tatuażu... Ktoś by chociaż po swastykę mógł przyjść dla urozmaicenia.
    Życzę Ci z tym panem więcej radości, niż jego smutków i wielu fajnych wątków!]

    Matylda

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, hej!
    Philip od razu mnie urzekł, bo hej, kto nigdy nie był na takim życiowym rozdrożu, co się niby chciało więcej, a jest jak jest i co z tym zrobić??? Mam jednak nadzieję, że Phil jeszcze się wyrwie i że ogarnie dentystę, i mamę, i wszystko wokół! A rolki nie takie złe, byleby było dużo słodkich zwierzątek :D
    Od siebie życzę mnóstwa weny i samych wciągających wątków! A gdyby w razie co, zapraszamy do nas – może uda nam się coś wymyślić!]

    Reilynn Bothwell & Wilhelmina Sallow

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nie pluje na chodnik – no to się chwali! Szczególnie przy takiej ilości złości czasem by się chciało po prostu splunąć na to wszystko. I dwojga złego dobrze, że przychodzą po tribale a nie po imiona swoich obecnych a za chwilę byłych, bo do tego musiałby jeszcze robić potem jakieś żmudne covery. Życzę dużo dobrej zabawy z kolejnym panem!]

    Brant Dawson
    & Tanner Morgan

    OdpowiedzUsuń
  4. [Chłopaki z całą pewnością Ci się nie pomieszają, a ja - o ile wszystko sobie dobrze pokminiłam - trochę zazdroszczę takiego fajnego, braciakowego wątku. Dobrze pokminiłam czy jednak zmęczenie po górkach weszło zbyt mocno?
    Tak sobie myślę, że ta złość w końcu z Philipa się wyleje, nawet jeśli nie będzie miała źle i trochę współczuję temu, kto będzie tego świadkiem.
    Wyśmienitej zabawy z nowym panem! 🧡]

    IAN HUNT & MAXINE RILEY

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest sam. To pierwszy raz.
    Rodzinny dom odwiecznie przesiąknięty był mężczyznami i dzieciakami, którzy furię wydalali z ciał wraz z potem z równą skutecznością, co i Mickey. Testosteronem waliła cała chata, wsiąkał w materiały żonobijek razem z tanim browarem lub wódką, w zależności od pory dnia i tygodnia. Kobiety zdarzały się rzadko. Zwłaszcza po śmierci matki. Nie pamiętał, by kiedykolwiek jednak siedział w mieszkaniu sam. Zawsze ktoś był, pałętał się, czegoś od któregoś z Boyle’ów chciał.
    Warsztat stanowił pralnię pieniędzy, klientów musiało być sporo, podobnie jak pracowników, aby przez biznes przelewała się dostateczna ilość szmalu. Były też domy dziecka, rodziny zastępcze, poprawczaki i więzienia. Wiecznie zapchane, wiecznie z niedostatkiem samotności, by w ciszy spuścić w kiblu ekskrementy.
    Tym razem ta samotność zastaje go więc znienacka siłą rzeczy, gdy pojawia się przed budynkiem ośrodka przejściowego ze sportową torbą i starym, znoszonym płaszczem jako jedynymi przedmiotami, jakie posiada. Ten ostatni zresztą nawet do niego nie należy. Wspomnienie jest odległe, ale pewien jest, że gdy opuszczał wtedy w ulewie rodzinny blok, nie miał na sobie niczego prócz dresowych spodni i t-shirtu Lipa. Przynieśli jednak z magazynu, powiedzieli, że jego, więc wziął.
    Cisza świdruje uszy mimo otaczających go dźwięków. Nie odzywa się do niego nikt, jak gdyby opaska na kostce rozsyłała jakieś negatywne wibracje. Uczy się z tym żyć. Tak jak uczy się żyć z opryskliwym Jackiem, który Szanghaju na oczy nie widział, ale azjatyckie rysy twarzy to dość, by uczynić go kierownikiem knajpy Szanghaj Ekspress. To, że Boyle skośny nie był, nie miało żadnego znaczenia, bo klientów nie widywał, a fakt, że dopiero wyszedł z pierdla sprawiał, że obskurny lokal dostawał trochę hajsu od miasta. Nikt więc nie narzekał. A zwłaszcza Mickey, którego jedynym wymaganiem było, by i on otrzymał jakieś pieniądze.
    Tej nocy po zamknięciu robi więc to, co zawsze. Sprząta, myje i zamiata. Zapełnia zmywarki i wynosi śmieci. Przystaje przy koszu, podwija rękawy pracowniczego ubrania, które już dawno przestało być białe i odsłania przyzwoite jak na więzienne tatuaże, by wrzucić do kubła cięższy wór. Odwraca się. I to wtedy pada cios.
    W uszach mu dzwoni, ale nie dość, by nie usłyszał chrzęstu łamanej piątki. Jama ustna zalewa się krwią i śliną, Mickey jednak wpatruje się w znajomą postać, choć znacznie szczuplejszą, niż zapamiętał. I przypomina sobie, tę deszczową noc, gdy widział go poprzednim razem.
    Dzieciak był w szoku i nie reagował na polecenia. Stanął za nim i szorował krew z jego rąk, rdzawa ciecz plamiła stal nierdzewną zlewozmywaka i pozostawione w nim brudne naczynia. Kiedy skóra była już czysta, włożył na siebie jego koszulkę i zaczął dzwonić. To wtedy Lip się ocknął. Boyle trzymał go mocno, zasłaniając dłonią usta, a kiedy się rozłączył, objął go jeszcze szczelniej i nie puszczał nawet, gdy szarpanie ustało. Dopiero sygnały nadjeżdżających radiowozów sprawiły, że go uwolnił i nie spojrzał ku nie mu nigdy więcej.
    Do tej chwili.
    Ignoruje butelkę wódki, uderzającą w jego tors i i teraz odwraca wzrok. Spluwa kawałkiem zęba oraz mieszaniną śliny z krwią w bok. Dotyka palcami wargi i rejestruje spojrzeniem czerwień na opuszkach, po czym znowu krzyżuje oczy z cudzymi.
    Kącik warg unosi się minimalnie, w gęstwinie zarostu odsłaniając zalane posoką zęby w makabrycznym półuśmiechu.
    — Daj mi lepiej szluga. — Głos ma niski i chrapliwy. Nie pamięta, czy odzywał się w przeciągu minionej doby.

    Mickey Boyle

    OdpowiedzUsuń
  6. [To dobrze, że jednak wczoraj nie wzięłam się za ten jeden odpis, który miałam 🤭 Przepraszam najmocniej za pomyłkę, teraz przyjdzie mi żyć ze wstydem. Dobrze, że winę mogę zrzucić na zmęczenie górkami 😉 Co prawda coś tak nazwiska mi się nie zgadzały, ale pomyślałam sobie, że różnie to przecież w życiu bywa, a w karcie nie wszystko musi być napisane... No nic! Tak czy siak, przewiduję, że kroi się Wam fajny wąteczek, którego nadal mogę zazdrościć! I życzę mnóstwa czasu na pisanie tego wąteczku 😁]

    IAN HUNT

    OdpowiedzUsuń