Mickey Boyle
41 lat • piętnaście za zabójstwo w afekcie • zwolnienie warunkowe po dwunastu i czterech miesiącach • od pięciu tygodni praca na zmywaku, pokój w domu przejściowym, kurs na elektryka i cisza • scheda irlandzkiej klasy robotniczej z Queens • kiedyś wiecznie wściekły drań, teraz niepokojąco milczący recydywista • ojcobójca
Kolekcjonował wyroki, jak ludzie kolekcjonują tablice rejestracyjne albo płyty winylowe; za posiadanie, włamanie, za posiadanie z zamiarem sprzedaży, kradzież. Nikt nie zauważył, że w sekwencji zaprzeszłych zbrodni brakowało przemocy, ta przyszła później, kiedy zdławiony przez latynoską kwiat irlandzkiej społeczności opuścił zakład. Mickey Senior przywitał synów wpierdolem stulecia, w skutek którego to młodszy dzieciak postanowił rozgościć się w pierdlu na dłużej, a Junior niemal przestał wystawiać nos spod masek kolejnych rozklekotanych aut. Wtedy coś jeszcze go interesowało, klejące się od smaru palce i zapach silnikowego oleju przynosiły wytchnienie. Aż do tamtej deszczowej nocy 2013 roku.
Z czarnym charakterem mu do twarzy, skurwysyn podkreśla dobrze zarysowaną żuchwę, prosty nos i bezpardonowość spojrzenia. Genetycznie predysponowany do ściśle określonego końca godzi się, że osiadły na wszystkich ciuchach zapach smażonego oleju palmowego jest równie tymczasowy, jak bransoletka z GPS-em oblekająca kostkę. Nie zna dnia, ani godziny. Ale wie, że wróci za kraty. I czeka.
▶ WIĘCEJ
Na wizerunku Paul Würdig, w tytule Kafka. Mickey szuka pracy, mieszkania i świętego spokoju.
brak.morfeusza@gmail.com
brak.morfeusza@gmail.com

[Jeszcze słowem wstępu: Mickey wyszedł super i może Philip tak od razu się nie ucieszy, ale ja tak!]
OdpowiedzUsuńPrzez długi czas miał go z tyłu głowy, ale nie myślał o nim aktywnie. Przez długi czas udawało mu się uniknąć niekończącej się parady pytań bez odpowiedzi, buzującego pod czachą poczucia winy i obezwładniającej złości. Wymyślił sobie własne wyjaśnienia, wyrzuty sumienia wykorzystał jako motywację by ze swoim życiem nie zrobić absolutnie nic, a gniew trzyma w sobie na tyle głęboko, ale do złudzenia przypomina znudzenie.
Tyle że Jamie zanim zezgonował na kanapie, powiedział, że Mickey wyszedł i że robi w Szanghaj Expressie, ale że ma smycz i nie może się z nim kontaktować. Chyba nie chciał o tym mówić, ale się wymsknęło, bo nie ma z kim pogadać o bracie. No więc teraz wie. Początkowo chce tę wiedzę zignorować, tak jak ignorowany był przez ostatnie dwanaście lat. Informacja jest jednak męcząca. Wchodzi na tyle głęboko, że kiedy budzi się następnego dnia, znów jest cały zlany potem, a przed oczami ma nie tylko swoje zakrwawione ręce, ale i jego twarz. Wzdycha ciężko, jak stary dziad, który nie może podnieść się z łóżka, a potem robi sobie kawę.
Kofeina pobudza – pobudza Lipa, ale pobudza również niechciane myśli. To z nimi pojawia się w pracowni i tatuuje Arnolda na przedramieniu old englishem, nie zadaje przy tym żadnych pytań: klient nasz pan. Po południu wypija drugą kawę, zjada kanapę z masłem i szynką, siada na obrotowym taborecie i obserwuje czy ktoś nie zrzuca sobie hantli na stopę. Głowa nadal jednak siedzi u Jamiego, bełkotliwe wyszedł jak neon świeci wyraźnie.
Właściwie nie pamięta reszty dnia, umysł ciągle powraca do neonu i w końcu decyduje się na rozwiązanie radykalne, ale oczywiste: zaleje tego chuja. Kupuje butelkę Bartona, wychodząc ze sklepu wypija pierwszy haust i wyjmuje z kieszeni telefon. Nic dobrego nie ma prawa powstać w zetknięciu już zmęczonej głowy z alkoholem, co przekłada się na kolejną marną decyzję. Wsiada w metro, wciska się w siedzenie, wlewając do gardła procenty i wie tylko to, że wyszedł.
Ściska w dłoni butelkę, patrząc na szyld knajpy i choć początkowo rusza w kierunku głównego wejścia, wycofuje się i obchodzi budynek. Alejka jest brudna, ale opuszczona, opiera się więc o ogrodzenie naprzeciw i wpatruje w tylne drzwi Szanghaj Expressu.. Może dzisiaj nie pracuje. Może się minęli. Może pomylił lokale. Lip nie ma pojęcia, co chce mu powiedzieć. Minęło tyle czasu, że nic nie wydaje się odpowiednie. Nic nie odzwierciedla emocji, które z taką intensywnością odzywają się zalane wódą.
A potem drzwi się otwierają, Mickey wychodzi z workiem na śmieci, a Lip odrywa plecy od ogrodzenia i rusza przed siebie. Nie wie czy mężczyzna go widzi – sam wpatruje się w tatuaż na szyi. Wcześniej go tam nie było.
Wzrok unosi dopiero, gdy ma go na wyciągnięcie ręki. A skoro ma to rękę wyciąga. Dłoń zaciśnięta w pięść z impetem uderza w twarz. Nie słyszy żadnego chrupnięcia, ale ma nadzieję, że złamał nos albo chociaż podbił oko.
Nie dyszy, ale oddycha ciężko przez zaciśnięte zęby – te szły w parze z pięścią; teraz pozostają jedynie one, dłoń rozprostowuje i zgina kilkukrotnie, żeby w końcu opuścić ją luźno wzdłuż ciała. Drugą, ta z wódką, wyciąga przed siebie, wciska w cudzy tors, wzroku nie odrywając od znajomych oczu.
Philip Callahan
[Jak mi ta karta postaci złamała serduszko 💔 Z takim złamanym serduszkiem ciężko jest napisać sensowne powitanie, ale hej, cześć i czołem! Nawet nie wiem, co więcej napisać, wiesz? Bo nic, co napiszę, nie odda tego, co poczułam. Smutno mi. Źle mi. I myślę sobie, że Mickey musi strasznie mocno kochać swojego młodszego brata, a to nie tyle łamie mi serduszko, co je ściska.
OdpowiedzUsuńTobie życzę udanej zabawy na blogu, a Mickey'owi tego, żeby sobie poukładał, co trzeba i jak trzeba 🧡]
IAN HUNT & MAXINE RILEY
[Hej! Bardzo fajna postać, brakuje tutaj osób z pod ciemnej gwiazdy, choć w sumie Mickey chyba taki straszny nie jest. Ojcobójstwo w tym konkretnym przypadku to przecież nie taka znowu zbrodnia dla zbrodni, a raczej obrona własna i rodziny. Wierzymy, że chciał dobrze, a wyszło jak zawsze i do tego jeszcze system prawny nie zadziałał na korzystać prawdziwego poszkodowanego! Poza tym, może chlopina nie wróci znowu za szybko za kraty, albo i wcale, a bransolety z kostki pozbędzie się szybciej niż by zakładał.
OdpowiedzUsuńWątków, weny i wiele frajdy życzymy z Mattie :)]
Mathilde Stevenson
Mickey butelki nie chwyta, więc Lip unosi ją do swoich ust i wypija kolejny łyk. I jeszcze jeden. Za siebie i za niego. Satysfakcję z uderzenia odczuwa przez może jakieś trzy sekundy, dopóki mężczyzna milczy. Gdy tylko się odzywa, czar pryska, rzeczywistość zalewa go falą pomyj i wątpi, żeby kiedykolwiek znów mógł być czysty.
OdpowiedzUsuńJest prawdziwy i stoi przed nim, choć wygląda inaczej. Jest większy – szerszy, bardziej napakowany. Jego ciało zdobi więcej dziar, obserwuje odsłonięte przedramiona, gdzieś pomiędzy więzienną igłą odnajduje swoje pierwszy próby z maszynką i wystarcza, żeby przypomnieć złość. Pielęgnował ją uparcie przez lata, nie wiedząc jak spożytkować jej nadmiar i teraz, kiedy stoi przed jej powodem, ma ochotę wybić mu zęby wszystkie i ten nos. Tyle że pierwsze uderzenie nie dało wyczekiwanego ukojenia; co jeśli i kolejne jedynie by go rozczarowały?
Chce mu powiedzieć, że nie zasłużył na fajki, że nie zasłużył na nic, a jednocześnie nie chce z nim gadać wcale. Widzi ten marny uśmiech skąpany w krwi i już wie, że choć mężczyzna jest większy, nic się nie zmieniło. Tyle że Lip nie chce żartować, nie chce udawać ani kluczyć. Rzuca w jego kierunku jeszcze przelotne spojrzenie, przeciera dolną część twarzy dłonią, dotyk pomaga na spięte mięśnie, szczęka puszcza, a potem wydaje z siebie dźwięk łudząco podobny do prychnięcia.
— Nie wiem na chuj tu przyszedłem — mówi bardziej do siebie niż do niego, wzrokiem przesuwając po tyłach knajpy, po śmietniku i paskudnej okolicy. To nie tak, że spodziewał się wyjaśnień; a może jednak? Coś przecież popchnęło go by wsiąść w metro i tu przyjechać. Wciska dłoń do kieszeni, znajduje zakrętkę od butelki i kiedy ta już jest zamknięta, odkłada ją na ziemię i bez słowa wymija mężczyznę. Opiera się o ścianę, tuż przy drzwiach do lokalu, wódkę kładzie na ziemi, a potem prostuje się i z bluzy wyjmuje zmaltretowaną już paczkę fajek. Chce być złośliwy, wyjąć tylko dla siebie, pozwolić by gniew rozgościł się w najdrobniejszych gestach, ale finalnie kapituluje. Nie ma na to siły. A Mickey na to nie zasługuje.
— Dlaczego?
To tyle, co potrzebuje wiedzieć. Nic więcej go nie interesuje. Wyciąga papierosa z paczki, resztę rzuca w stronę mężczyzny i wbija w niego wzrok odpalając używkę. Nie obchodzi go, na które dlaczego odpowie. Dlaczego wziął to na siebie. Dlaczego nie pozwolił się odwiedzać. Dlaczego nie odpisał na żaden z pieprzonych listów. Tych dlaczego Lip miał tyle, że mógłby wytatuować sobie pół ciała.
Lip
[Ano właśnie widzę, za co już się pokajałam pod kartą nie-brata, ale kajam się także tutaj! Raz, że byłam zmęczona wycieczką w góry. Dwa, wizja wątku między braćmi musiała spodobać mi się tak bardzo, że popłynęłam w nadinterpretację 😆
OdpowiedzUsuńA wiesz, jakoś tak jest mi łatwo litować się nad postaciami, którym na starcie życie splatało takiego figla, a które, gdyby nie ten figiel, z powodzeniem mogłyby wyjść na ludzi. Także po cichu liczę na to, że jak już będziesz dla Mickey'a gotować, to same lekkostrawne rzeczy 😉
Tak, troszeczkę wątków na głowie mam i aktualnie nie chciałabym brać kolejnego, bo nie tak dawno temu przekonałam się, że co za dużo, to niezdrowo i staram się trochę bardziej pilnować. ALE! Jeśli przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł, który nie będzie chciał jej opuścić, to na pewno się zgłoszę. I też zobaczę, jak się moja wątkowa sytuacja poukłada po nadchodzącej liście obecności.]
IAN HUNT