Gerrit Brennan
trener łyżwiarstwa figurowego
The Skating Club of New York
Nie pamięta dokładnie chwili, w której przestał być dzieckiem. To nie było jedno wydarzenie, które można by wskazać palcem i nazwać końcem. To działo się powoli, gdy kolejne dni odcinały od niego kawałki dzieciństwa, aż w końcu nie zostało z niego nic, co dałoby się rozpoznać. Może zaczęło się to wtedy, kiedy po raz pierwszy zrozumiał, że nikt nie przyjdzie. Że drzwi domu dziecka otwierają się dla innych dzieci, tych młodszych, ładniejszych i bardziej uśmiechniętych, ale nie dla niego. Że każdy krok na korytarzu, każdy obcy głos i każda sylwetka pojawiająca się w progu nie jest odpowiedzią na jego ciche, nigdy niewypowiedziane oczekiwanie. Z czasem przestał podnosić wzrok. Nauczył się nie reagować. Nauczył się nie mieć nadziei.
A może stało się to później, w dniu, w którym przyszła ona. Pamięta jej obecność wyraźniej niż cokolwiek z tamtego okresu. Była jak coś obcego w przestrzeni, do której przywykł – zbyt uporządkowana, zbyt pewna siebie, zbyt chłodna, żeby pasować do miejsca, które było zbudowane z przypadkowości i braku. Nie uśmiechała się. Jej spojrzenie przesunęło się po nim powoli, metodycznie, nie szukając w nim emocji, ani nie próbując go poznać. Zatrzymało się na jego sylwetce, na ustawieniu ramion i sposobie, w jaki stał, jakby patrzyła na coś, co można ocenić, zmierzyć i poprawić. Nie zapytała go o imię. Nie zapytała, czy się boi. Nie zapytała, czy chce. Wyciągnęła rękę i w tej jednej chwili wszystko zostało przesądzone. Został wybrany, ale nie dlatego, że był kochany i nie dlatego, że ktoś go chciał. Został wybrany, bo się nadawał.
Adopcja była transakcją. Nowe nazwisko, nowe państwo, życie i zasady. Lód stał się jego domem szybciej niż jakiekolwiek łóżko, bo tam miał być idealny i tam miał nie czuć. Jego adopcyjna matka była jednocześnie – a nawet bardziej – jego trenerką i menadżerką, architektem wszystkiego, czym się stał. Nie wychowała syna, tylko stworzyła markę, ukształtowała go jak projekt, nie zostawiając w nim miejsca na błędy i słabość. Była obecna zawsze, niezmiennie i konsekwentnie, ale jej obecność nigdy nie oznaczała bliskości. Była przy każdym treningu, przy każdym występie i przy każdym kroku, który stawiał na lodzie. Widziała wszystko. Rejestrowała każdą niedoskonałość i zawahanie, a jej spojrzenie było jak lustro, w którym odbijało się tylko to, co należało poprawić. Ona też miała swoje błędy i ambicje, których nie spełniła, ale nie potrafiła się z nimi zmierzyć i może właśnie dlatego patrzyła na niego tak uważnie – bo w jego ruchach szukała czegoś, co miało naprawić jej własną historię. Kochała jego zwycięstwa, ale jego nigdy nie nauczyła się kochać prawdziwie. A on, wychowany w cieniu tej warunkowej miłości, też nigdy nie nauczył się robić tego inaczej niż tylko zasługiwać, spełniać oczekiwania i istnieć jedynie wtedy, gdy jest się wystarczającym.
A może stało się to później, w dniu, w którym przyszła ona. Pamięta jej obecność wyraźniej niż cokolwiek z tamtego okresu. Była jak coś obcego w przestrzeni, do której przywykł – zbyt uporządkowana, zbyt pewna siebie, zbyt chłodna, żeby pasować do miejsca, które było zbudowane z przypadkowości i braku. Nie uśmiechała się. Jej spojrzenie przesunęło się po nim powoli, metodycznie, nie szukając w nim emocji, ani nie próbując go poznać. Zatrzymało się na jego sylwetce, na ustawieniu ramion i sposobie, w jaki stał, jakby patrzyła na coś, co można ocenić, zmierzyć i poprawić. Nie zapytała go o imię. Nie zapytała, czy się boi. Nie zapytała, czy chce. Wyciągnęła rękę i w tej jednej chwili wszystko zostało przesądzone. Został wybrany, ale nie dlatego, że był kochany i nie dlatego, że ktoś go chciał. Został wybrany, bo się nadawał.
Adopcja była transakcją. Nowe nazwisko, nowe państwo, życie i zasady. Lód stał się jego domem szybciej niż jakiekolwiek łóżko, bo tam miał być idealny i tam miał nie czuć. Jego adopcyjna matka była jednocześnie – a nawet bardziej – jego trenerką i menadżerką, architektem wszystkiego, czym się stał. Nie wychowała syna, tylko stworzyła markę, ukształtowała go jak projekt, nie zostawiając w nim miejsca na błędy i słabość. Była obecna zawsze, niezmiennie i konsekwentnie, ale jej obecność nigdy nie oznaczała bliskości. Była przy każdym treningu, przy każdym występie i przy każdym kroku, który stawiał na lodzie. Widziała wszystko. Rejestrowała każdą niedoskonałość i zawahanie, a jej spojrzenie było jak lustro, w którym odbijało się tylko to, co należało poprawić. Ona też miała swoje błędy i ambicje, których nie spełniła, ale nie potrafiła się z nimi zmierzyć i może właśnie dlatego patrzyła na niego tak uważnie – bo w jego ruchach szukała czegoś, co miało naprawić jej własną historię. Kochała jego zwycięstwa, ale jego nigdy nie nauczyła się kochać prawdziwie. A on, wychowany w cieniu tej warunkowej miłości, też nigdy nie nauczył się robić tego inaczej niż tylko zasługiwać, spełniać oczekiwania i istnieć jedynie wtedy, gdy jest się wystarczającym.
Gert Brennan
4 XII 1992 r, Moskwa
łyżwiarz figurowy
pary sportowe
trener łyżwiarstwa SCNY
w USA od 2002 r.
Jego adopcyjną matką, a zarazem trenerką i menadżerką, jest Lucy Curley Joyce Brennan — jedna z najbardziej wpływowych postaci amerykańskiego środowiska łyżwiarskiego. To ona od początku kierowała każdym aspektem jego życia i kariery, podporządkowując mu każdy etap jego rozwoju. Fakt adopcji nigdy nie został ujawniony, pozostając skrzętnie ukryty poza oficjalną narracją jego życia, podobnie jak jego rosyjska tożsamość.
Dopiero dziesięć lat temu zaczął naprawdę poznawać swoje rosyjskie korzenie jako coś więcej, niż tylko fakt wpisany w dokumentach. Do tamtego momentu były one jedynie cieniem przeszłości, zredukowanym do nazwiska, akcentu i wspomnień, których nikt nie pielęgnował. To wtedy po raz pierwszy sięgnął do tego, co zostało mu odebrane, próbując zrozumieć, kim był, zanim stał się tym, kim go uczyniono.
Do 2020 roku media nie przestawały rozpisywać rozpisywać się o nim i jego sportowej partnerce, śledząc każdy ich ruch zarówno na lodzie, jak i poza nim. On i Elena Cain stali się jedną z najbardziej rozpoznawalnych par sportowych swojego pokolenia — obserwowanych, komentowanych i nieustannie interpretowanych. Ich drogi ostatecznie się rozeszły, choć żadne z nich nie zakończyło definitywnie swojej kariery łyżwiarskiej.
Nowy Jork pozostaje jego domem od 2002 roku. W tym mieście dorastał już nie jako dziecko, a jako projekt, który należało doprowadzić do perfekcji. To tutaj spędził niezliczone godziny na lodzie, trenując głównie w nowojorskich ośrodkach takich jak Chelsea Piers Sky Rink oraz innych lodowiskach, z którymi współpracuje SCNY. Właśnie w tych przestrzeniach, pomiędzy wczesnymi porankami a nocnymi treningami, ukształtował styl, który później stał się jego znakiem rozpoznawczym.
Poza lodem jego świat ogranicza się do kilku rzeczy: do fotografii, w której łatwiej jest mu obserwować niż uczestniczyć, do muzyki, która zawsze była nieodłącznym elementem jego codzienności oraz języka rosyjskiego, do którego wraca trochę mimowolnie, jakby wciąż próbował odnaleźć coś, co kiedyś zostało mu odebrane. Grywa w hokeja, traktując go jako mniej kontrolowaną wersję tego, co zna.
Ma wielką słabość do truskawek w czekoladzie. Zamieszkuje własny dom przy Irwin Street na Manhattan Beach. Jego rodzinna posiadłość mieści się przy Meadow Lane w Hamptons. Porusza się samochodem marki Mercedes-Maybach.
Urodzony w Moskwie w 1992 roku jako Boris Siergiejewicz Grińkow. Krótko po narodzinach trafił do domu dziecka, gdzie się wychowywał i po raz pierwszy trafił na lodowisko w ramach zajęć dla dzieci. Zwrócił uwagę lokalnego trenera dzięki dobrej koordynacji i szybkim postępom, co pozwoliło mu rozpocząć regularne treningi, a z czasem, na podstawie rekomendacji, został skierowany do Sambo-70, gdzie rozpoczął profesjonalne szkolenie. To właśnie tam został zauważony przez jedną z trenerek współpracujących z zagranicznymi ośrodkami, która dostrzegła w nim potencjał wykraczający poza lokalny system. Niedługo później doszło do jego adopcji, zmiany nazwiska i przeniesienia do Stanów Zjednoczonych, gdzie jego dalsze szkolenie zostało całkowicie podporządkowane wymaganiom nowego systemu i osoby, która od tej pory kierowała jego karierą. Trafił do jednego z nowojorskich ośrodków treningowych, gdzie przez kolejne lata pracował pod okiem prywatnych trenerów, jednocześnie będąc związanym z The Skating Club of New York – to właśnie tam ukształtował styl, który później wyniósł go na światowy poziom. Wyspecjalizował się w konkurencji par sportowych, szybko odnajdując się w pracy w duecie i wymagającej precyzji tej dyscypliny, tworząc duet, który w kolejnych latach zaczął dominować na arenie międzynarodowej. Wspólnie z partnerką sięgnęli po medale cyklu Grand Prix, a następnie zdobyli złoto olimpijskie, umacniając swoją pozycję w światowej czołówce. Ich sukcesy szybko przełożyły się także na rozpoznawalność poza lodem – stali się jedną z najbardziej rozchwytywanych par w mediach, pojawiając się w kampaniach reklamowych, wywiadach i pokazach, gdzie ich wizerunek sprzedawano równie skutecznie, jak ich osiągnięcia sportowe. Z czasem zaczęto przypisywać im także coś więcej niż sportową chemię, kreując ich jako idealną parę również poza lodem, podsycając plotki i narrację o uczuciu, które w rzeczywistości nigdy nie mogło istnieć. Jednak pod ciężarem oczekiwań, presji i czegoś, co nigdy nie było prawdziwe, ta starannie wykreowana jedność zaczęła się rozpadać. Ich drogi ostatecznie się rozeszły, kończąc nie tylko sportowy duet, ale i iluzję, którą przez lata sprzedawano światu. Gert nie odszedł definitywnie od lodu, a zamiast tego stanął po drugiej stronie bandy, rozpoczynając pracę jako trener i próbując odnaleźć się w roli, która wymagała od niego czegoś więcej niż perfekcji, czyli zrozumienia, którego sam nigdy nie otrzymał. Jednocześnie wciąż pojawia się na lodzie w parach sportowych, w pokazach i występach, gdzie perfekcja przestała być obowiązkiem, a stała się jedynie częścią roli, którą nadal odgrywa.
cześć, po bilet na przejażdżkę życia zapraszamy tu: zdaniezlozone@gmail.com 😁
[Jest i nasz trener! 🩵 Vasya obiecuje być grzeczna i nie testować aż tak bardzo jego cierpliwości... :>]
OdpowiedzUsuńVasilisa Dragunova ⛸️❄️
Wciąż pamiętała swoje pierwsze zwycięstwo. Nie była faworytką tych zawodów, ale gdy tylko zaczęła swój program, coś się zmieniło. Pewne wejście, czysty skok, miękkie lądowanie i ten jeden szczególny moment, kiedy poczuła, że nie chciałaby być nigdzie indziej. Wszystko przyszło wtedy z niezwykłą lekkością; obroty były szybkie i wyśrodkowane, każdy krok precyzyjny, a ciało doskonale posłuszne. Kiedy muzyka ucichła, a Vasya zatrzymała się w ostatniej pozie, jeszcze nie była pewna, czy to wystarczy. Dopiero brawa, głośniejsze, niż się spodziewała, i późniejszy wynik świadczyły o tym, że właśnie wydarzyło się coś, czego nie będzie w stanie nigdy zapomnieć.
OdpowiedzUsuńNie od zawsze chciała jeździć i wygrywać, zmieniło się to, gdy jako mała dziewczynka poczuła uścisk w klatce piersiowej i skręt żołądka, gdy zwyciężył ktoś inny. Przegrała i czuła, że jeśli dostosowałaby się do wszystkich poleceń trenera, to być może to ona by wygrała, dlatego zaczęła ćwiczyć, pilnować diety i zostawać po godzinach, aby skakać lepiej i wyżej. Nauczyła się, jak przekraczać kolejne granice, jak zmusić ciało do wygięcia się w sposób niemal niemożliwy – Vasya zdawała sobie sprawę z tego, co robiła. Pilnowała się i podczas treningów, i gdy jadła, w głowie licząc kalorie. Nauczyła się tego dość szybko, bo już jako dziecko wiedziała, ile może zjeść, aby waga nie pokazała dodatkowych dekagramów. Każdy detal miał znaczenie, a Dragunova była perfekcjonistką.
Czasem mówiło się, że w sporcie nie zawsze wszystko powinno być tak idealne, że przez jazdę przekazywało się emocje, ale Vasya wiedziała, że w łyżwiarstwie liczył się każdy szczegół. Technika, artyzm, program. Wszystko musiało mieć swój początek i koniec, mocne otwarcie, przyciągające wzrok rozwinięcie i zapierające dech zakończenie.
Najbardziej bolesny w jej karierze okazał się 2026 rok, kiedy została dwukrotną mistrzynią olimpijską z Mediolanu drużynowo i indywidualnie, a potem doznała kontuzji i skończyła z diagnozą przeciążenia stawu biodrowego. Podczas ostatniego ze swoich programów chciała zrobić pierwszego poczwórnego axela wśród łyżwiarek, przejść do historii i udowodnić wszystkim, może przede wszystkim sobie, że wciąż potrafiła zaskakiwać i przekraczać granice, ustanawiając rekord wśród kobiet. Nie udało się. Rotacja nie domknęła się tak, jak powinna, lądowanie uciekło jej spod ostrza, a zamiast triumfu przyszło pęknięcie – udało jej się jednak utrzymać pozycję i skończyć występ, ale z trudem przełknęła tę porażkę, opuszczając lodowisko. Skok nie został zaliczony. Nie spojrzała wtedy Gertowi w oczy, obawiając się, że jeśli nawiąże z trenerem kontakt wzrokowy, puszczą jej nerwy. I nie chodziło o to, że Brennan był małostkowy czy złośliwy, a o to, że Vasya wiedziała, gdzie popełniła błąd i że to przez jej niedociągnięcie nie zdobyła tego axela dla Gerrita, co z oczywistych względów byłoby cudownym uzupełnieniem zwycięstwa podczas mistrzostw.
Gerrit Brennan był legendą i Vasya wcale nie udawała, że nic nie wie o jego karierze, gdy zdecydował się ją trenować. Świat łyżwiarstwa figurowego wbrew pozorom był całkiem mały i każdy znał każdego, nawet jeśli nie zamieniło się z daną osobą ani jednego słowa. Niezdrowa rywalizacja, ciągła presja, oczekiwania – to nie był sport dla osób, które miały słabą psychikę, bo gdy zakładało się łyżwy i występowało przed publicznością, ważny był nie tylko talent czy technika, ale też to, czy umiało się wytrzymać, a więc nie pękać pod cudzym spojrzeniem i nie rozsypywać się pod ciężarem własnych ambicji.
Swoją współpracę z Gertem uznałaby za intensywną. Był dobrym trenerem, być może najlepszym, jakiego miała, odkąd wyjechała z Rosji. Współpracowała z nim od kilku lat, bo przejął ją, kiedy zaczął pracę w The Skating Club of New York, i to pod jego skrzydłami zdobyła mistrzostwo świata w 2020 i 2025 roku, ostatecznie kończąc jako zwyciężczyni finału Grand Prix w zeszłym sezonie. Oprócz tego był też jej partnerem sportowym, któremu musiała ufać i z którym trenowała pod okiem Aleksieja Miszyna, występując podczas zawodów par sportowych. Miszyn zawsze powtarzał, że jedność jest najważniejsza, jakby mówił o czymś prostym, niemal oczywistym. Ale Vasya wiedziała, że nie ma w tym nic prostego. Jedność nie rodziła się z samych treningów, a z pokory i dopasowania się do partnera – ostatecznie doskonale wiedziała, kiedy Gert bierze oddech, w którym momencie napina ramiona, jak układa ciężar ciała tuż przed podniesieniem i kiedy, jeszcze zanim naprawdę się poruszy, podejmuje decyzję o kolejnym ruchu. Z czasem nauczyła się odczytywać jego postawę nie wzrokiem, a całą sobą.
UsuńPojawiła się przed umówioną godziną. Lodowisko było puste, ale perfekcyjnie przygotowane do wejścia – tafla gładka, świeżo wyrównana i lśniąca pod chłodnym światłem lamp. Vasya wzięła głębszy oddech, stojąc przed bandą w łyżwach, które wciąż miały ochraniacze, ubrana w dopasowaną, czarną bluzeczkę termiczną z wysokim kołnierzem, krótką bluzę treningową, lekko za dużą, ale ciepłą i wygodną i ciemne legginsy do jazdy, ciasno opinające uda i biodra. Łydki otulały grube, grafitowe getry, marszczące się miękko nad kostkami, a włosy spięła wysoko i ciasno, aby żaden kosmyk nie łaskotał ją w twarz. Jej małe dłonie były ukryte w cienkich, czarnych rękawiczkach, chroniąc palce przed chłodem. Obok, przy ławce, leżała jej niewielka torba treningowa z butelką wody, ręcznikiem, ochraniaczami, gumkami do włosów i kilkoma drobiazgami, które mogły się przydać podczas treningu.
Oparła się bardziej o bandę, jeszcze raz omiatając pustą taflę wzrokiem, a kiedy zdała sobie sprawę z tego, że ktoś właśnie tutaj wszedł, odwróciła się wolno, doskonale wiedząc, kim był intruz. Jej oczy wbiły się w wysoką, dominującą sylwetkę Gerta Brennana, gdy ten się do niej zbliżał. Też przyszedł wcześniej.
Pierwsze, co zrobiła, to nie było rzucenie krótkiego cześć czy dzień dobry, a wręczenie trenerowi dokumentacji medycznej – bez zielonego światła od lekarza i fizjoterapeuty Brennan pewnie kazałby jej zabrać swoje rzeczy i wrócić do domu.
— Też wolałabym nie zaczynać od papierów, ale bez tego pewnie nawet nie pozwoliłbyś mi wejść na lód — odezwała się, grzecznie czekając przy bandzie, jeszcze w łyżwach w ochraniaczach. Vasya bywała impulsywna, ale nie sprzeciwiała się temu, co mówił Gert, bo choć czasem miała mu ochotę wytknąć, że jest dupkiem i że próbuje ją ograniczać, to milczała; ostatecznie zazwyczaj okazywało się, że Brennan miał rację, w końcu znał ją i znał jej ciało.
Vasilisa Dragunova ✨⛸️
Dla Vasilisy lód był wszystkim i nie byłaby w stanie zrezygnować z jazdy, owszem, zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest coraz młodsza i że ostatecznie przyjdzie jej czas, aby zakończyć karierę i zająć się, być może, mentoringiem, ale teraz nie miała zamiaru sobie odpuszczać. Nowy sezon był coraz bliżej i wiele od niej wymagano: Gert, klub, sponsorzy. Vasya starała się zadowolić wszystkich po kolei, choć najbardziej pragnęła poczuć zadowolenie z samej siebie. I nie chodziło o to, że potrzebowała cokolwiek usłyszeć, bo jej cel był prosty: zdobyć złoto i wykonać poczwórnego axela jako pierwsza łyżwiarka. Do tego dążyła.
OdpowiedzUsuńGert wymagał dużo, a Vasya była w stanie mu to dać. Ufała mu; gdyby tak nie było, nie słuchałaby jego rad ani nie postanowiłaby zostać jego partnerką sportową. W całej tej relacji nie czuła się jednak tylko jego podopieczną, bo nigdy tak nie było – była jego lustrzanym odbiciem, przedłużeniem ruchu, który chciał wykonać, czytała z niego, wykonywała polecenia, ale gdy było trzeba, kłóciła się z nim i dyskutowała, bo ceniła sobie szczerą komunikację. Wtedy najczęściej wplątywała w rozmowę rosyjskie słowa, a jej akcent był o wiele bardziej wyraźny.
Najważniejsze jednak było to, że Gert doskonale rozumiał, że pragnęła przekraczać granice i był w stanie zaakceptować to, że nie zadowala jej drugie czy trzecie miejsce, złoto – tylko to się liczyło. Nie chciała słuchać o pięknie tego sportu i o tym, że liczy się zabawa; Vasya mogła się bawić w inny sposób, poza lodowiskiem.
Obserwowała jego sylwetkę, chłonąc wzrokiem to, jak zabierał dla siebie przestrzeń. Brennan nie był człowiekiem, którego obecność pozostawała niewidoczna – przyciągał spojrzenia, wzbudzał zainteresowanie. Vasya lubiła mu się przyglądać, bo im lepiej znała jego ciało, tym więcej była w stanie wyłapać podczas wspólnej jazdy. W ten sposób doskonale wiedziała, jak silne ma ramiona, jak rozkłada ciężar ciała i w którym momencie napina mięśnie. Znała rytm jego oddechu i ciężar rąk przy talii, które idealnie tam pasowały. Przez chwilę zastanawiała się nad tym, ile minęło, odkąd je tam czuła. Bliskość była nieodłącznym elementem wspólnej jazdy i Vasya skłamałaby, gdyby powiedziała, że owa bliskość wcale jej nie ruszała. I Gert pewnie to zauważał, musiał, skoro wiedział nawet, że źle się napięła w konkretnej sekundzie, dlatego jej obrót w powietrzu był krótszy.
— Myślałam, że nie potrzebuję trenerskiego pozwolenia, aby robić, co chcę poza lodowiskiem. — Kącik jej ust delikatnie zadrżał, a potem spojrzała Brennanowi prosto w oczy. Przechyliła przy tym głowę, mimowolnie zsuwając wzrok po jego czole aż do ust i brody.
Nie przeszkadzało jej to, gdy zdrabniał jej imię, i w jakiś sposób to lubiła, bo tylko Gert tak się do niej zwracał. Nie Vasya, nie Vasilisa, choć była pewna, że słyszała pełną wersję swojego imienia w momentach, w których przestawało być miło, a robiło się duszno i ciężko, bo wymiana argumentów z Brennanem przypominała wojnę.
— Wiem, ja też nie — odpowiedziała. Nie musiał jej mówić o papierach, bo zdawała sobie sprawę z tego, że powinna dostarczyć wszystkie dokumenty w odpowiednim czasie albo może być mały problem. Ostatnim razem, gdy ktoś z kadr zgubił jej dokumentację, Vasilisa była o krok od puszczenia salwy przekleństw w stronę młodej kobiety, która tłumaczyła się niezbyt przekonująco, i uduszenia jej. Takie rzeczy niby się nie zdarzały, ale gdy już się działy, trudno było w nie uwierzyć. Pamiętała, że wtedy Brennan musiał wszystko wyjaśniać, stając pomiędzy nią a federacją, a po jakimś czasie teczka jakimś cudem odnalazła się w jednej z szafek, podobno skleiła się z inną. Od tamtego czasu Vasya dodatkowo kopiowała wszystkie swoje dokumenty.
Gdy w końcu Gert pozwolił jej wejść na lód, Vasilisa zdjęła ochraniacze z łyżew i odłożyła je z boku. Potem oparła dłonie o bandę i wykonała ruch; odepchnęła się lekko, wjeżdżając na taflę. Przez pierwszą chwilę sunęła wolno przed siebie, wyczuwając pod łyżwami gładką powierzchnię. Wzięła głębszy oddech, spięła nieco ramiona i potrząsnęła dłońmi. Wiedziała od czego powinna zacząć – zaczynała w ten sposób każdy trening z Brennanem. Najpierw zrobiła spokojny przejazd przez środek lodowiska, prowadząc ostrza szerokim łukiem i miękko przenosząc ciężar z jednej nogi na drugą. Chwilę później weszła w prostą sekwencję krawędzi – zewnętrzne, wewnętrzne, zmiana kierunku, kilka płynnych przekładanek i krótki najazd, który pozwalał ocenić, czy dobrze trzyma postawę. To nie miało być nic widowiskowego.
UsuńPrzyspieszyła odrobinę i wykonała niewielki obrót, krótki, ale wyśrodkowany, po czym wyszła z niego miękko, bez szarpnięcia. Zaraz potem zrobiła prosty spiralny najazd, unosząc nogę, i utrzymała pozycję przez kilka sekund, zanim znów zeszła niżej. Kończąc, dodała jeszcze parę szybkich obrotów, przyjmując pozę baleriny tańczącej w pozytywce, następnie zmieniła krawędź i zahamowała, zatrzymując się tak, by Brennan miał pełny obraz jej obecnej formy. Ten pierwszy przejazd był dla niego i jego trenerskiego oka.
Odbiła się lekko od lodu i podjechała do bandy, tam, gdzie stał trener, zatrzymując się tuż przed nim z miękkim szelestem ostrzy. Oparła dłonie o barierkę; miała odrobinę szybszy oddech niż wcześniej, a jej twarz delikatnie się zaczerwieniła. Milczała przez moment, zanim uniosła brodę odrobinę wyżej i spojrzała Gertowi w twarz.
— Bark uciekł mi przy obrocie — wytknęła własny błąd, nie próbując się tłumaczyć. — Krawędź też nie była tak czysta, jak powinna. Za szybko zeszłam z osi.
Kącik jej ust drgnął nieco w lekkiej irytacji własną kondycją. Wiedziała, że to wszystko da się naprawić, jeśli zacznie regularnie trenować. Mimowolnie spojrzała na taflę za swoimi plecami, chłonąc wzrokiem chłodne światło rozlane po hali i ślady po łyżwach, które zostawiła.
— Tęskniłam za tym bardziej, niż chciałabym przyznać — dodała. — Za lodowiskiem, za pierwszym przejazdem. — Wróciła spojrzeniem do jego twarzy, mocniej opierając się o barierkę. — Zamierzasz założyć dzisiaj łyżwy? Bo jeśli nie, zacznę myśleć, że wolisz tylko patrzeć, jak poruszam się po lodzie.
Spojrzała mu w oczy z lekkim, zaczepnym uśmiechem, rzucając mu wyzwanie, którego wcale nie musiał przyjmować, ale gdy Gert dołączał do niej na tafli, dynamika nieco się zmieniała.
Vasenka ✨😈
Zdecydowanie to, co robiła poza lodem, było później widoczne, gdy jeździła. Dlatego starała się pilnować we wszystkim. Miała dietę, najczęściej wybierając catering, bo nie miałaby tyle czasu, aby gotować wszystkie swoje wartościowe dania, nie zajmowała się też sprzątaniem ani robieniem zakupów, bo gdyby musiała dbać o to wszystko, raczej nie byłaby tak skupiona, żeby zdobywać złoto. Wiedziała, że większość osób tak żyła i najprawdopodobniej gdyby nie sport, też troszczyłaby się o te rzeczy. To, oczywiście, nie znaczyło, że nie umiała pokroić ogórka czy zrobić obiadu – pochodziła z typowej rosyjskiej rodziny, w której kobiety uwielbiały luksus i złoto, ale potrafiły też zadbać o bliskich. Jej matka, mimo że była wymagająca, pokazała Vasilisie, że da się połączyć karierę i rodzinę. Ojciec również robił, co mógł, żeby wspierać ją i Jelenę – nigdy nie próbował jej zniechęcać do sportu, ale bardzo otwarcie mówił o tym, że to nie będzie łatwe. I nie było. Dlatego Vasya tak bardzo lubiła wygrywać.
OdpowiedzUsuńWiedziała, że Gert nie miałby problemu z rozliczeniem jej za cokolwiek, choć do tej pory nie usłyszała żadnej szorstkiej reprymendy dotyczącej swojego życia. Była grzeczna; pilnowała kalorii, ćwiczyła i nie sprawiała większych problemów, chyba że te, w których Brennan też brał udział.
Nie odwróciła wzroku, gdy spojrzał jej w twarz – lubiła mieć jego uwagę przy sobie, co nie zawsze było tak przyjemne. Gert widział wszystko, dostrzegał w jej ciele każdy błąd, za szybkie spięcie, obrót – to wszystko sprawiało, że nie dało się niczego przed nim ukryć, choć Vasya nie starała się nawet tego robić. Była szczera, mówiła to, co myślała i nie próbowała udawać mądrej, bo tam, gdzie jej ambicja zaczynała pokazywać zęby, tam pojawiał się Brennan, który kazał jej zwolnić, aby nie zrobiła sobie krzywdy. I doceniała każdy moment, w którym był w stanie do niej dotrzeć, bo wiedziała, jak uparta niekiedy bywała.
Przytaknęła jego słowom, nie próbując się tłumaczyć. Wiedziała, gdzie popełniła błędy i przyjęła też krytykę trenera, zgadzając się, że lepiej było sprawdzić, czy to kwestia fizyczna, czy może tylko strach, który siedział głęboko w jej głowie. Do tej pory nie myślała, że zmierzy się właśnie z tym; nie sądziła, że tamten wypadek podniesie w niej pewną ostrożność do bardziej otwartego ruchu. Nie lubiła być bierna, nie lubiła być w tyle, więc dlaczego działo się to teraz? Ostatecznie przecież wszystko zależało od jej decyzji i od tego, co przyjmie lód. Przeciążenie stawu biodrowego nie było wyrokiem, takie rzeczy często zdarzały się łyżwiarzom, więc uparcie próbowała sobie wmówić, że to przejściowa przeszkoda, coś, co da się przeczekać, przepracować i zostawić za sobą. Tylko że nigdy nie była zbyt cierpliwa i znacznie lepiej radziła sobie z bólem niż z odpuszczaniem.
Odepchnęła się od bandy, biorąc głębszy oddech. Łyżwy przecięły taflę długim, czystym śladem. Lewa krawędź, prawa, zmiana ciężaru, lekki skręt bioder. Z każdym metrem napięcie, które w sobie czuła, rozkładało się inaczej. Vasya jechała coraz pewniej. Ramiona miękko rozcinały chłodne powietrze, dłonie pozostawały rozluźnione. Weszła w sekwencję kroków z charakterystyczną precyzją: czyste krawędzie, płynne przejścia, krótkie, zdecydowane zmiany kierunku. Nie pozwalała sobie myśleć o niczym innym jak o tym, co działo się tu i teraz. Była obecna właśnie w tym momencie, nic innego się nie liczyło.
Kiedy przyszło wejście w trudniejszy element, poczuła, jak jej ciało odruchowo chce się spiąć. W tym samym miejscu, w którym wcześniej zawahała się o ułamek sekundy za długo. Nie myśl. Jedź. Zacisnęła nieco zęby, wchodząc w ruch z pewnością siebie i przekonaniem, że jest w stanie to zrobić. Wybicie było zwarte, obrót zamknięty, lądowanie miękkie.
Odbiła się zaraz potem i ruszyła przed siebie. Jechała szerzej, odważniej, z większym zaufaniem do własnej siły. Krok po kroku wszystko zaczęło się uzupełniać – ruch wychodził za ruchem. Nabrawszy rozpędu, weszła w kolejny element; ostrze przecięło lód pewnie, ciało zebrało się w jeden punkt i Vasya wystrzeliła w górę w potrójnym axlu. Zwolniła tylko odrobinę, przeniosła ciężar na jedno z ostrzy i uniosła nogę wysoko za siebie, aż jej sylwetka wygięła się głęboko, ręce otworzyły miękko, a wolna noga przecięła powietrze.
UsuńUtrzymała pozycję przez kilka sekund, sunąc po tafli z lekkością, która zawsze robiła największe wrażenie właśnie dlatego, że wydawała się niemożliwa. Wszystko było tam, gdzie powinno: oś, oddech, napięcie w brzuchu, spojrzenie uniesione odrobinę ponad lodowisko. Potem płynnie zeszła z wygięcia, nie łamiąc ruchu.
— Czyżbym właśnie zrobiła to, czego brakowało mi w poprzedniej jeździe? — spytała, hamując miękko przy bandzie. Uniosła rozgrzane wysiłkiem spojrzenie w stronę Gerta, łapiąc oddech przez lekko rozchylone usta. Ręce oparła o barierkę, jakby to miało pomóc jej się uziemić.
— Ale miałeś rację, tylko że to nie jest nic, co ogranicza mnie fizycznie, mam kontrolę nad własnym ciałem, ale za to głowa… czułam zawahanie przed wejściem w bardziej skomplikowaną figurę. Musiałam się zmusić, żeby odpuścić sobie tę... ostrożność — powiedziała, wydając z siebie poirytowane westchnięcie. Zacisnęła dłonie w pięści i delikatnie uderzyła o bandę. — Zróbmy przejazd jeszcze raz.
Vasilisa Dragunova 🔥⛸️
Mogła liczyć na Brennana w każdej kwestii. Był dobrym trenerem, umiał dostrzec w niej więcej niż ktokolwiek inny i jednocześnie był po jej stronie, stając się tarczą między nią a zarządem i sponsorami, bo nikt tak sprawnie nie umiał powiedzieć nie i uargumentować odmowy jak Gert. Lubiła w nim ten nieszablonowy charakter i temperament, co tworzyło dość interesującą mieszankę. I jeśli ją nazywano królową lodu, to jego powinno nazywać się królem, bo Gert wciąż zachwycał, gdy zakładał łyżwy.
OdpowiedzUsuńCzasem zastanawiała się, dlaczego zdecydował się ją trenować, dlaczego zgodził się, aby została jego partnerką sportową. Lubiła myśleć, że to dlatego, bo widział w niej to, czego wymagał od siebie, że stała się jego lustrzanym odbiciem, przedłużeniem ruchu. Chciała wierzyć, że to, co działo się podczas wspólnej jazdy, było czymś wyjątkowym, niepowtarzalnym i że ostatecznie dzięki ciężkiej pracy oraz zaufaniu będą w stanie sięgnąć po złoto w nadchodzącym sezonie. Vasya chciała wygrywać nie tylko jako solistka, ale także w parze – jeśli była w stanie zdobyć dla Gerta podium, to zamierzała to zrobić w każdej kategorii.
Wyłapała jego uśmiech, a potem patrzyła, jak oparł brodę o dłoń zaciśniętą w pięść. Było w tym ruchu coś miękkiego i przyciągającego. Wzięła głębszy oddech przez usta, sunąc wzrokiem po jego przystojnej twarzy, zahaczając o jego oczy, aż ulokowała niemal bezczelne spojrzenie w jego ustach, które chwilę później poruszyły się w konkretnych słowach.
Skoro problem leżał w głowie, a nie w ciele, to Vasya była pewna, że upora się z tym poprzez regularny trening. Nigdy nie miała problemu z tym, aby pokonywać strach i ostrożność; gdyby się bała, nie skakałaby tak wysoko, a już z pewnością nie wykonywałaby tak skomplikowanych akrobacji w rękach Gerta, bo nie chodziło tylko o zaufanie czy siłę, a o pokonanie wrodzonej ludzkiej ostrożności.
— Tęskniłam przede wszystkim za lodem — odparła, pochylając się w jego stronę, ale tak, aby śledził ten ruch wzrokiem. Zniwelowała dystans do minimum, czując jego oddech przy swojej twarzy. Oparła czoło o jego czoło, co robiła wiele razy, gdy Gert miał łyżwy i kończyli jakiś skomplikowany element, który wymagał nie tylko skupienia, ale też niebywałej siły. Wtedy potrzebowała potwierdzenia, że wszystko się udało, a teraz? Teraz chciała być po prostu blisko.
— Za tobą też, a najbardziej za twoimi dłońmi — dodała szeptem i odbiła się gwałtownie od bandy, chcąc zrobić przejazd jeszcze raz. Posłała Gertowi znaczące spojrzenie, co świadczyło jedynie o tym, że miał rację; tęskniła za nim. Był częścią jej treningów, jej rutyny i tego, co działo się wokół, bo wszystko przechodziło przez niego. Każda decyzja, każde zawahanie, każda złość… Czasem przychodziła, żeby podpatrzeć trening kogoś innego, aby poczuć coś nieprzyjemnego, jakiś bolesny ucisk w klatce piersiowej, rozpychającą się zazdrość. To miało jej przypomnieć o tym, że jeśli nie potraktuje rehabilitacji poważne, że jeśli nie nauczy się odpuszczać, będzie mogła pożegnać się ze sportem i karierą. I wtedy ktoś inny zajmie jej miejsce.
Wzięła głębszy oddech, z ramionami opuszczonymi luźno wzdłuż ciała i potrząsnęła rękoma. Odepchnęła się miękko. Najpierw kilka spokojnych, płynnych przełożeń, potem lekkie przejście w głębszy łuk i krótka sekwencja zmian kierunku, obrotów oraz przenoszenia ciężaru z nogi na nogę.
Nie myśl, jedź.
Czuła własne ciało wyraźniej niż wcześniej, a choć zawsze traktowała je jak narzędzie, nad którym musiała przejąć kontrolę, to teraz miała świadomość, że powinna zepchnąć się w przepaść i odrzucić strach. Bo strach zabijał wszystko, czego się nauczyła. Weszła w Ina Bauer, głęboko i pięknie otwartą, z jedną nogą prowadzoną przodem, drugą z tyłu, z wygiętymi plecami. Sunęła tak przez kilka sekund pewną linią, a potem zamknęła ruch i przeszła dalej bez szarpnięcia.
UsuńNastępny element przyszedł szybciej. Krótki najazd, zebranie ciała, wybicie; czysty podwójny axel, lekki i zamknięty, z miękkim lądowaniem na jednej nodze. Zaraz po nim weszła w serię kroków, szybszą i ciaśniejszą: zmiana krawędzi, krótki choctaw, znów przejście, obrót bioder. Wykonała camel spin, wysoki i czysty, z wolną nogą prowadzoną niemal idealnie w linii, potem płynne zejście do sit spin.
Vasya znów wyskoczyła, robiąc kolejny potrójny axel. I w tym momencie był tylko lód, oddech, których kontrolowała, i ciało, które przestawało stawiać opór, a zaczynało odpowiadać myślom. Kiedy wyszła z ostatniego elementu i wyhamowała przy bandzie, zrobiła to bez pośpiechu, ale z policzkami zaróżowionymi od wysiłku.
— Chyba już udowodniłam, że wciąż potrafię się poruszać, ale co do ciebie… myślę, że powinieneś mi pokazać, czy nie zapomniałeś, jak się jeździ — rzuciła wyzywająco, sunąc spojrzeniem po sylwetce Brennana. Mówiąc to, tylko się droczyła, bo wiedziała, że Gert był w formie. Wystarczyło spojrzeć w jego stronę, dostrzec, jak stał przy bandzie, jak układał ramiona i jak pewny siebie był, żeby nie mieć co do tego większych złudzeń.
Vasilisa Dragunova 😈👑
Vasya wiedziała, że chce wygrywać i tylko to było ważne, jednak gdy zaczęła jeździć z Gertem, zaczęła postrzegać ten sport nieco inaczej. Nie chodziło już o nią samą; nie była w stanie kontrolować każdego elementu, bo wiele zależało od jej partnera sportowego; od jego kondycji, siły i zaangażowania. Wiedziała, że wcześniej jeździł z Eleną – widziała ich występy, znała technikę i słuchała kilku wywiadów. I zrobiła to tylko po to, aby mieć pewność, że nie jest taka sama jak Cain. Nie chciała być jej kopią czy zastępczynią, nie miała zamiaru wypełniać po niej pustego miejsca, co powiedziała Brennanowi prosto w twarz. Jeśli to wszystko miało się udać, musiał wejść w nią w parę bez widzenia w niej Eleny. Podejrzewała, że mogło to być trudne, skoro wiele lat jeździła u jego boku, ale to był jej warunek.
OdpowiedzUsuńDla sędziów i obserwatorów była objawieniem. Zawsze przygotowana, zawsze skupiona, z dopracowanym treningiem i elementami, które zachwycały. Nie bez powodu zaczęła być cicho nazywana królową lodu, szczególnie że w ostatnim sezonie zgarnęła aż dwa złote medale. Teraz wiele pismaków zastanawiało się, czy Vasilisa Dragunova będzie w stanie sięgnąć po zwycięstwo raz jeszcze po kontuzji i czy przez wymuszoną przerwę nie straciła swojego charakteru – i tylko ona i Gert wiedzieli, że ta przerwa jedynie zaostrzyła jej apetyt, aby wygrywać.
W swojej relacji z Gertem nie próbowała niczego szufladkować, bo tak naprawdę nie dało się tego w żaden sposób określić. Był jej trenerem, partnerem, czasem przyjacielem, niekiedy najgorszym wrogiem, innym razem zwykłym dupkiem – to, co naprawdę zawsze przyciągało ją do Brennana, to jego obecność; obecność człowieka, który zabierał dla siebie całą przestrzeń. Lubiła to, że nigdy nie był łatwy do rozgryzienia, że potrafił ją irytować, prowokować, wyciągać z niej najgorsze i najlepsze rzeczy niemal jednym spojrzeniem. Przy nim nic nie bywało proste, a jednocześnie było tak łatwe, naturalne.
Zgrała się z Gertem dość szybko, choć może wynikało to z tego, że żadne z nich nie musiało się ograniczać w tym duecie. Brennan prezentował poziom światowy i Vasya po prostu do niego pasowała. Gdy mowa była o skomplikowanych elementach w programie, Dragunova nie pytała, czy dadzą radę, a o to, jak wysoko ma się wybić czy ile obrotów zrobić. Nie istniały rzeczy niemożliwe, ale żeby mogły one zaistnieć, należało wykonać sporo pracy i mieć dostatecznie dużo zaufania do swojego partnera.
Powstrzymała się od uśmieszku, słysząc jego śmiały komentarz, a gdy Brennan się oddalił, zrobiła spokojny przejazd po lodowisku, nie spiesząc się ani nie robiąc nic wyczynowego. Odwróciła się przez ramię, patrząc, jak Gert z łatwością sunie po lodzie – przez moment obserwowała jego sylwetkę, wyprostowane plecy i bijącą pewność siebie.
Złapała jego wyciągniętą dłoń i przysunęła się bliżej. Jej wolna ręka oparła się o jego ramię, palce przesunęły się nieco w dół, badając strukturę, a ciemne oczy Rosjanki przez moment były wbite w męską twarz, jakby szukały w niej jakiegoś pęknięcia. Wzięła głębszy oddech, pozwalając Gertowi wykonać pierwszy ruch, za którym płynnie podążyła.
Tańczyli przez lód gęstą sekwencją kroków, szybkich i ciasnych. Krótkie przejścia, zmiany kierunku, skrzyżowania ostrzy, odwrócenia bioder, wspólne wejścia w łuk – wszystko wynikało z precyzji i doświadczenia, bo robili to samo tysiące razy wcześniej. Nie było żadnej rozmowy ani półsłówek; był tylko nacisk, wyważona ciężkość i zaufanie, że ciało nie zapomniało, jak ułożyć się w drugich rękach.
Vasya czuła przy tym wszystko aż nazbyt wyraźnie; siłę jego ramion, stanowczość, rytm, który narzucał. Kiedy przyszły pierwsze krótkie podniesienia, nie myślała o sobie i Brennanie jak o dwóch osobnych jednostkach. Stała się przedłużeniem jego ruchów, jego lustrzanym odbiciem. Gert trzymał jej talię, przesuwał dłonie po krzywiznach ciała, pozwalał jej się wybić, schwycić się jego rąk i ramion, odchylając się i napinając, gdy konkretny element tego wymagał. Przez ułamek sekundy przestała należeć do lodu, a zaczęła istnieć tylko w jego rękach.
UsuńThrow triple loop wymagał pełnego zaangażowania, więc wzięła głębszy oddech, złapała rytm i pozwoliła, aby w odpowiednim momencie Gert ją podniósł i wyrzucił, dając jej siłę – to od niej zależało, czy wyjdzie z tego ruchu, bo jej partner zrobił wszystko, jak należało. Oderwała się od tafli, zamknięta w rotacji, jakby nie istniała dla niej grawitacja. Chwilę później wróciła czysto i miękko na lód, sunąc na jednej nodze.
Znów się zbliżyła, łapiąc się jego rąk. Spojrzała Gertowi w oczy, wiedząc, że zmierzają do death spiral. Brennan zwolnił, schwycił jej dłoń i osadził się mocniej na nodze prowadzącej, a Vasya zaczęła schodzić coraz niżej, aż niemal położyła się nad taflą. Jedna noga wyciągnięta, wolna ręka otwarta, włosy sunące po lodzie; wyglądała tak, jakby miała za chwilę dotknąć tafli policzkiem, a trzymała się tylko dzięki sile jego ramienia.
Wyprostowała się płynnie, pozwalając, aby Gert przyciągnął ją do siebie w spokojniejszej jeździe; ich oddechy mieszały się przez tę jedną, zbyt długą sekundę, a usta pozostawały blisko. Vasya uśmiechnęła się pod nosem, obserwując w tej pozycji jego oczy – był od niej wyższy, wiec musiała zadrzeć nieco podbródek, aby to zrobić.
— Twoje ręce są dokładnie takie, jak zapamiętałam — szepnęła mu w usta.
Vasilisa Dragunova 😘😈
Vasya rzadko bywała zazdrosna, ale niekiedy to niechciane uczucie wkradało się samoistnie, gdy Elena pojawiała się gdzieś w pobliżu, czasem obdarowując Gerta spojrzeniem, które mogło znaczyć zbyt wiele. Zdawała sobie sprawę z ich długoletniego partnerstwa i właśnie dlatego miała obawy, że Brennan nie będzie potrafił dostosować się do kogoś innego, ale niepotrzebnie, bo nigdy nie zrobił niczego, co mogłoby uderzyć w nią jako łyżwiarkę figurową. Ostatecznie liczyło się to, że Gert spełniał się u jej boku i że wciąż chciał wygrywać; obiecała mu nawet kiedyś, że wygrają złoto podczas kolejnego sezonu – pamiętała o tym i nie miała zamiaru odpuszczać.
OdpowiedzUsuńVasilisa musiała przekonać się do tych wszystkich akrobacji, których nie była w stanie zrobić, gdy jeździła solo. Problem nie leżał w tym, że się bała, a raczej że musiała zaufać Gertowi dostatecznie, aby oddać mu kontrolę i własne ciało – w układzie par sportowych nie chodziło o sukces jednego człowieka, więc Rosjanka często chowała ego w kieszeń i pozwalała świecić Gertowi tak jasno, jak tylko się dało, bo wiedziała, że Brennan zaraz odda jej cały lód, sprawiając, że nikt nie będzie w stanie oderwać od niej wzroku. Podziwiała jego siłę, gdy łapał ją bez trudu, obracał się i trzymał jedną ręką, podczas gdy ona musiała sprawnie prześlizgnąć się przez niego, opierając się o jego ciało – wystarczyła jedna pomyłka, aby wszystko zepsuć.
Lubiła być blisko niego i zazwyczaj ani trochę nie przeszkadzało jej to balansowanie między tym, co grzeczne, a tym, co wydawało się zupełnie nieprzyzwoite. Vasya wierzyła w to, że ma standardy i że nie ma czasu, aby randkować, bo trenowała; była skupiona i zdeterminowana, żeby wygrywać i nie chciała się rozpraszać związkiem, który i tak by nie wyszedł, bo mało kto rozumiał ten wewnętrzny pracoholizm i ambicję, której nie dało się nakarmić. Ale im dłużej jeździła z Gertem, tym częściej zastanawiała się nad tym, czy podświadomie nie zaczęła kopać sobie dołków, bo jedyną relację damsko-męską, którą uważała za wartością, to ta z Brennanem. Był od niej starszy o dziewięć lat, był kimś, kto rozumiał jej poświęcenie dla łyżwiarstwa i… obiektywnie uchodził za przystojnego. Jelena, jej starsza siostra, zawsze lekko sobie żartowała, że trening z kimś takim jak Gert zapewne jest wyjątkowo przyjemny – i był, Vasya nie zamierzała zaprzeczać.
Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc jego odpowiedź, a potem poddała się jego dłoniom, gdy ją uniósł i posadził w dogodnym miejscu. Gert był teraz pomiędzy jej kolanami, a jego dłonie odnalazły jej biodra. Urocze. Przechyliła lekko głowę, obserwując jego twarz – była teraz nieco wyższa od niego, co pozwoliło Vasilisie przyjrzeć mu się właśnie z tej perspektywy.
— Myślałam o czymś klasycznym, czarna sukienka zawsze wpisuje się w trendy i nikt nie będzie mi w stanie zarzucić, że nie dbam o to, co zakładam. — Przewróciła delikatnie oczami, bo zdarzało się już, że czytała o sobie dość niepochlebne komentarze w związku ze swoim stylem, choć najczęściej łączyła odzież sportową z codzienną garderobą, co w Stanach nazywano athleisure, lub wybierała coś, co dobrze leżało; nie bawiła się w modę i raczej mało ją obchodziło to, czy ubrała sukienkę od znanego projektanta, chyba że wyjątkowo chciała wyglądać bardziej niż dobrze.
— Hotel Plaza? — Spojrzała mu krótko w oczy. Dłonie, które trzymała oparte o jego pierś, poruszyły się leniwie. Zahaczyła palcami o szyję Gerta, kciukiem muskając jego brodę. — Czyli będą też sponsorzy i sporo dziennikarzy — skwitowała, bo im bardziej ekskluzywna impreza, tym więcej się działo. I więcej wymagano.
Vasya wiedziała, że Brennan raczej nie lubił tego typu wydarzeń, a ona nie próbowała go w żaden sposób namawiać – nie pokazywała się też bez niego, chyba że miała jakieś własne zobowiązania, które nie dotyczyły bezpośrednio łyżwiarstwa. Czasem jednak nie wypadało nie przyjść i tym razem właśnie tak było.
Usuń— Zawsze możemy wymknąć się po pierwszych kilku wywiadach i głównym wydarzeniu. Mógłbyś po prostu zaprosić mnie do siebie… — Spojrzała mu w oczy i odchyliła lekko głowę, uśmiechając się zaczepnie. Ta niewinna propozycja wcale nie była aż tak niewinna i była pewna, że Gert doskonale o tym wiedział, bo grał z nią w tę grę od samego początku.
Jej palce zsunęły się niżej, ku jego karkowi, i zatrzymała je przy jego skórze, delikatnie muskając. Nie odrywała wzroku od męskiej twarzy, z wyraźną satysfakcją przyjmując to, że znajdował się teraz dokładnie tam, gdzie chciała. Oparła się wygodniej o bandę, kolanami obejmując go nieco ciaśniej, robiąc to bez pośpiechu, ale zdecydowanie prowokująco, z myślą o tym, żeby poczuł każdy jej mięsień, który został rozgrzany podczas wspólnej jazdy.
— O kontuzję będą pytać na pewno — powiedziała wolno. Westchnęła, przesuwając palce po karku Brennana; obserwowała ten ruch, wodząc wzrokiem za swoim nadgarstkiem. — Zresztą słusznie, bo mało się o tym wypowiadaliśmy. Nie zamierzam robić z tego tragedii. Biodro było przeciążone, musiałam odpocząć i wróciłam do treningów, bez szczegółów. No chyba że zapytają, czy wierzymy w to, że wygramy złoto w nadchodzących mistrzostwach. Co do reszty, możemy iść na żywioł, to zazwyczaj wychodzi nam najlepiej.
Vasilisa Dragunova 😈🔥
[Trzeba trochę porozpraszać trenera :>>>]
OdpowiedzUsuńWiedziała, że Gert był dobrym trenerem i poświęcał się swojej pracy, bo przede wszystkim był profesjonalistą i robił to, co należało; miał opinię surowego i wymagającego, ale wyciągającego z zawodnika jego potencjał. Słyszała czasem, co mówiły o nim dziewczyny i co szepczą też o niej. Vasya nie była raczej lubiana, ale to nie miało znaczenia, bo rzadko w tym sporcie chodziło o przyjaźń – Dragunova stała się dla wielu łyżwiarek przeszkodą do pokonania, a ostatnie złote medale potwierdziły tylko to, co mówiono w studiu komentatorów: Rosjanka chciała zdominować podium. I wcale tego nie ukrywała. Nie zamierzała też kurczyć się w sobie za każdym razem, gdy któraś z koleżanek posyłała jej znaczące spojrzenie, które mogło sugerować, że albo nie zasługuje, aby jeździć z Brennanem, albo że skacze tak wysoko i wyciąga trzy i pół obrotu w górze, bo zapewne zaczęła się głodzić albo wymiotuje po każdym posiłku. Vasya tylko raz miała skomplikowaną relację z jedzeniem, ale szybko zrozumiała, że żeby mieć siłę, musiała jeść – swoją obecną sylwetkę zbudowała treningiem, dietą i ćwiczeniami. Ostatecznie nigdy nie dochodziło do wymiany zdań, Vasya była grzeczna i nie sprawiała problemów; o wiele bardziej lubiła pokazywać wszystkim tym zakłamanym uśmieszkom, jak się wygrywa i wyjść naprzeciw fałszywym komplementom, trzymając złoto. Przetrwanie w tym środowisku nie było łatwe, ale Vasya wierzyła, że jeśli przeżyła szkołę sportową w Rosji, gdzie jako mała dziewczynka została zmuszona do kilkugodzinnych treningów i pilnowania kalorii, to przeżyje wszystko inne.
Vasya rzadko się komukolwiek tłumaczyła, ale była szczera z Gertem. Mówiła wprost, wiedząc, że lepiej było, aby wiedział o wszystkim. Ostatecznie to Brennan stał po jej stronie i był jej tarczą jako trener. I to on najczęściej rozmawiał z ważniakami z federacji czy klubu, nie mieszając jej w biurokrację. Omijały ją więc absurdalne dyskusje o wymaganiach, których nie dało się spełnić, albo optymistyczne planowanie kolejnego sezonu i kampanii promocyjnej.
Wiedziała, że czasem przekraczała granicę lub się do niej zbliżała, ale to, co nakręcało ją w tych wszystkich sytuacjach, słówkach, spojrzeniach i gestach, było tym, co dało się dostrzec podczas jej jazdy. Nieustraszona, pewna siebie i przyciągająca spojrzenia – Vasilisa Dragunova doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co robiła. I robiła to, domyślając się, jakie będą z tego konsekwencje – od dziecka miała ten swój charakterek, którego nie dało się dostatecznie poskromić. Ostatecznie najbardziej podniecające nie było to, że kontrolowała sytuację, będąc blisko z Gertem, a to, gdy Brennan tę kontrolę przejmował, nie robiąc tego przemocą ani krzykiem – po prostu wystarczyło, że znalazł się dość blisko, że posłał jej jedno znaczące spojrzenie. Był wyzwaniem i nie chodziło tylko o lód, bo poza lodowiskiem istniał też inny Gert Brennan, ten, który miał życie poza mistrzostwami, łyżwami i treningami. Ten Gert Brennan, którego Vasya miała okazję poznać, a który zaczynał ją coraz bardziej interesować.
Vasilisa pokazywała się publicznie, odkąd zaczęła wygrywać. Od tamtej pory przede wszystkim dbała o swoją prywatność i współprace, które nie mogły jej zaszkodzić. Stała się więc marką, a nie tylko łyżwiarką figurową, która wyciągnęła ręce po złoto. Gdyby tego nie zrobiła i wycofała się z reklam czy wywiadów, zapewne szybko by o niej zapomniano i nikt nie chciałby jej sponsorować, a to było ważne – sport sportem, ale tylko bardzo naiwny człowiek sądził, że chodziło w tym wszystkim jedynie o rywalizację.
Miała przy tym przyjemność poznać kilka znaczących osób, w tym matkę Gerta, którą raczej trudno było zadowolić, bo nawet, gdy Vasya skończyła tamten sezon ze złotem, nie usłyszała z jej ust niczego, co świadczyłoby o tym, że uważa jej występ za dobry.
UsuńObserwowała, jak jego szyja odrywa się od jej palców, więc zacisnęła je delikatnie i oparła dłoń o ramię Gerta. Wyłapała jego spojrzenie przy swoich ustach, co sprawiało, że mimowolnie przygryzła dolną wargę, czując lekkie mrowienie, które wynikało z tego zerknięcia. Vasya czasem zastanawiała się, czy niektóre z tych gestów i spojrzeń wciąż należały do owej gry, czy może wychodziły one naturalnie, bez myślenia o konkretnym ruchu, bo bliskość była częścią tego, co łączyło ją z Brennanem. Dotykał jej częściej niż jakikolwiek inny mężczyzna i choć wynikało to, oczywiście, ze wspólnej jazdy, treningów, z ustawiania ciała, poprawiania chwytów i szukania idealnej linii ruchu, to z czasem coraz trudniej było jej wmówić sobie, że chodziło wyłącznie o to.
Przechyliła lekko głowę, słysząc, jak pociągnął temat niewinnej propozycji. Uśmiechnęła się kącikiem ust, rozkoszując się tą grą i wyczuwalnym podtekstem, i nie zamierzała tego zignorować. Pochyliła się nieco w jego stronę, aby jej usta znalazły się tuż przy jego uchu. Przez krótką chwilę nie wydusiła z siebie żadnego słowa, jakby celowo chciała pozwolić mu poczuć ciepło swojego oddechu i zapach delikatnych perfum, które niosły ze sobą zapach białej herbaty i jaśminu.
— Zawsze możesz sprawić, że podczas naszego wieczoru w piżamach skończę… bez niej. W końcu oboje wiemy, jak sprawne masz ręce — stwierdziła lekko, mogąc to sobie wyobrazić, choć może nie powinna, skoro nie mogło to doprowadzić do niczego dobrego, a raczej do niczego poprawnego, bo akurat dobre to wiedziała, że by to było.
Wzięła głębszy oddech przez lekko rozchylone usta, gdy Gert powędrował dłońmi do jej ud i zacisnął palce, a choć zapewne wynikało to bardziej z pozycji, w której się znaleźli i tego, że troszczył się o to, żeby mu się nie wyślizgnęła, to mało ją obchodził powód. Był w idealnym miejscu.
Wyprostowała się nieco, znów opierając luźno ręce o jego pierś i mimowolnie wygładziła palcami jego koszulkę.
— Podjedziesz po mnie swoim autem, czy spotkamy się dopiero przed hotelem? — spytała, nawiązując z powrotem do zbliżającej się imprezy.
Vasilisa Dragunova 🔥😏
Kiwnęła lekko głową, gdy odpowiedział, że po nią przyjedzie. Nie musiał tego robić, ale skoro chciał, to nie zamierzała się kłócić ani udawać, że to wcale nie jest tak wygodne, bo było. Poza tym i tak mieli pojawić się podczas imprezy razem jako para sportowa, więc lepiej było pokazać się we dwójkę już od samego początku, żeby ograniczać ewentualne szepty o rozpadzie ich duetu, bo takowe mogły się pojawić.
OdpowiedzUsuń— O piżamkę się nie martw — odpowiedziała z lekkim rozbawieniem, pozwalając, aby zdjął ją z bandy. Lekko zahaczyła łyżwami o lód i poprawiła rękaw bluzy.
Dalszy trening był konkretny i skupiał się dokładnie przy tych akrobacjach, które należało przećwiczyć i poprawić – Vasya nie opierała się przed kolejnym ruchem, wchodząc w figurę w najlepszy możliwy sposób. Skoro Gert wierzył w to, że uda im się dopracować szczegóły i wpleść w program konkretną rzecz, to nie zamierzała z tym dyskutować – podobnie zresztą myślał Miszyn, który zawsze powtarzał, że mają potencjał.
Jeszcze przed chwilą drażniła Brennana spojrzeniem, gestami i słowami, a teraz poświęciła całą uwagę treningowi. Lód nie akceptował błędów, a wszystko, co następowało po kolejnym ruchu, było wynikiem jej decyzji. Przejechała kilka metrów, wyczuwając rytm najazdu, a potem spojrzała w jego stronę, już bez wcześniejszego rozbawienia.
Po treningu wróciła do domu, robiąc jeszcze porządne rozciąganie, aby zająć się rozgrzanymi mięśniami – elastyczność w łyżwiarstwie była tak samo ważna jak siła czy technika. Wszystkie wykonywane przez nią figury wymagały od niej dobrej kondycji i pełnej kontroli nad własnym ciałem, a najmniejsze zaniedbanie potrafiło zaburzyć płynność całego występu.
W mieszkaniu było cicho, a w powietrzu unosił się zapach płynu do podłóg – sprzątaczka, starsza kobieta, Ann, która lubiła dużo mówić i matkować, musiała niedawno skończyć swoją pracę. Zrzuciła torbę przy wejściu, zdjęła kurtkę, a potem buty. W łazience wzięła gorący prysznic; stała dłuższą chwilę pod strumieniem wody, z głową opartą o chłodne kafelki, aż para gęsto osiadła na lustrze, a skóra zaczęła się lekko czerwienić. Zaczesała włosy w tył, a potem owinęła się ręcznikiem i sięgnęła po szlafrok.
Wiedziała, którą sukienkę chce dzisiaj założyć. Góra opinała sylwetkę, podkreślając talię i linię bioder, a asymetryczny dekolt z szerokim, miękko układającym się pasem materiału zmysłowo odsłaniał ramiona. Największe wrażenie robiła jednak lekka, czarna tkanina spływająca po bokach niczym dwa długie, półprzezroczyste ogony. Przy każdym ruchu materiał falował miękko wokół nóg, a transparentna dolna część sprawiała, że kreacja przyciągała wzrok.
Vasya zdjęła szlafrok i zanim się ubrała, sięgnęła po bieliznę – czarny komplet z gładkiego, miękkiego materiału był prosty, ale miał kilka przezroczystych wstawek i paseczków, co przeważało o jego subtelnym charakterze. Przez chwilę stała nieruchomo przed lustrem, poprawiając sukienkę przy biodrach i przesuwając dłońmi po talii.
Zrobiła mocniejszy makijaż, podkreślając oczy ciemniejszą kreską i chłodnymi, przydymionymi cieniami, a usta zostawiła w bardziej stonowanym kolorze. Spryskała się perfumami, które osiadły przy jej szyi miękką, zmysłową nutą czarnej wanilii, jaśminu i ciepłej ambry.
Jej telefon zawibrował, kiedy wsuwała stopy w szpilki. Sięgnęła po niego bez pośpiechu, a gdy na ekranie zobaczyła wiadomość od Gerta, kącik jej ust drgnął ledwie zauważalnie. Nie zamierzała kazać mu czekać, więc złapała za małą, czarną torebeczkę i przeszła przez próg.
Gdy wyszła z budynku, zauważyła go od razu. Oparty o maskę Maybacha, w czarnym garniturze, w białej koszuli i z muchą pod szyją, wyglądał zbyt… dobrze. Ta męska, chłodna elegancja sprawiała, że trudno było oderwać od niego wzrok. Wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać mężczyzna, z którym zamierzała spędzić dzisiejszy wieczór. I, choć może nie powinna, to czuła jakąś dziwną satysfakcję, że to właśnie Gert na nią czekał. Zwolniła nieco swój krok, sunąc spojrzeniem po jego sylwetce, aby dokładnie poczuł jej wzrok.
Usuń— Zaczynam myśleć, że niezależnie od tego, czy byłby to wieczór w pidżamach, czy w kiecce, i tak skończyłabym bez jednej albo drugiej. — Przechyliła lekko głowę, uśmiechając się kącikiem ust. — Dziękuję, ty też wyglądasz dobrze — odparła. — Tak, rozkręćmy tę imprezę.
Spojrzała mu krótko w oczy i zajęła miejsce pasażera.
Pod Hotelem Plaza zebrał się gęsty tłum. Fasada budynku tonęła w ciepłym świetle, złocenia połyskiwały miękko, wpasowując się w tło nowojorskiego wieczoru, a szerokie wejście zachęcało do przejścia. Piąta Aleja wydawała się jeszcze bardziej ruchliwa niż zwykle. Fotoreporterzy stłoczyli się, tworząc półkole i przepychając się, aby zrobić jak najlepsze zdjęcia. Przez tłum przewijały się różne osoby ze świata łyżwiarskiego – zawodnicy, trenerzy, byli mistrzowie, sponsorzy, ekipy PR i menadżerowie.
Vasilisa płynnie wysiadła z samochodu, nie przejmując się ani gwarem, ani fleszami. Była do tego przyzwyczajona. Sukienka poruszyła się lekko wokół jej nóg, gdy wykonała krok, a zaraz potem ujęła Brennana pod ramię.
Stanęli przed tłem z logotypami sponsorów i nazwą gali, w białym świetle lamp, które natychmiast wyostrzyły każdy szczegół. Vasya ustawiła się z wyćwiczoną precyzją: lekko bokiem, z jedną nogą wysuniętą odrobinę przed drugą, ze swobodnie uniesioną brodą.
— Tutaj! Razem! Jeszcze jedno! — padało z kilku stron naraz.
Kiedy wreszcie zeszli ze ścianki, nie zdążyli przejść nawet paru kroków, bo zaczepił ich chudy, rudawy dziennikarz z mikrofonem i plakietką jednej ze sportowych redakcji.
— Vasilisa, Gert, czy mogę…? — rzucił szybko, korzystając z chwili, zanim będzie musiał walczyć o uwagę łyżwiarzy z innymi reporterami. Odchrząknął. — Wyglądacie dziś jak para, o której i tak wszyscy będą mówić, więc muszę zapytać: czy możemy spodziewać się was w nadchodzących zawodach?
— Tak — odpowiedziała rzeczowo Vasya, a potem dodała: — Radziłabym uważnie śledzić listy startowe, jeśli nie chcecie tego przegapić.
Dziennikarz wyraźnie się ożywił.
— W takim razie muszę zapytać o coś jeszcze — podjął szybko, przesuwając spojrzeniem od Dragunovej do Gerta. — Skoro już wiemy, że celujecie w start, to czy zamierzacie tylko zaznaczyć swoją obecność, czy od razu mierzycie w coś większego, może nowy rekord?
Vasilisa Dragunova 📸🌠
Vasya także zdążyła przyzwyczaić się do blasku fleszy, choć zdecydowanie wolała sesje zdjęciowe niż ściankę. Wtedy miała kontrolę nad zdjęciami, a tutaj wystarczyło źle zapozować, żeby zaliczyć wpadkę. Starała się, oczywiście, nie czytać o sobie żadnych komentarzy ani nie zajmować sobie głowy opinią innych, ale niekiedy ulegała tej pokusie i sprawdzała tę sekcję – ostatecznie nigdy nie dowiadywała się niczego ciekawego, oprócz insynuacji, że choruje, ma bulimię i pewnie kontuzja to wynik zaniedbań. Dlatego nie warto było w ogóle tam zaglądać. Vasya była jednak Rosjanką, a żadne inne kobiety nie były tak pewne siebie jak one; oprócz tego Dragunova odziedziczyła po matce wielkie ambicje i tę szczególną, niemal bezwstydną świadomość własnego ja, która sprawiała, że po prostu brała to, co chciała.
OdpowiedzUsuńGert wyglądał przy niej idealnie i to wystarczyło, aby dać fotoreporterom kilka dobrych zdjęć. Vasya nie zrobiła niczego, co mogłoby zasugerować, jak intensywną relację ma z Brennanem, jednak każdy ruch był naturalny i niósł ze sobą trudną do podrobienia swobodę – wiedziała, jak się ustawić, aby zadbać o to, żeby wyjść perfekcyjnie, jednocześnie dostosowując się do Gerta, który – niezależnie od sytuacji – był fundamentem tego duetu.
Wywiady bywały męczące, ale były częścią wydarzenia i zazwyczaj nie dało się uniknąć mniej lub bardziej niewygodnych pytań. Vasya wiedziała, że dziennikarze mogą pytać o wiele kwestii; o kontuzję, tempo powrotu, o presję po sukcesach, oczekiwania wobec kolejnego sezonu, o współpracę z Brennanem. Zazwyczaj też któryś próbował wejść głębiej w relacje i emocje, chcąc dowiedzieć się czegoś, co mogłoby zatrząsnąć nagłówkami gazet.
Vasya oddała głos Gertowi, uśmiechając się lekko, gdy się odezwał. Podejrzewała, że najchętniej odpowiedziałby jakoś ironicznie, sprawiając, że dziennikarz zastanowiłby się następnym razem, czy warto pytać o takie rzeczy, ale zachował klasę – zresztą jak zawsze. Publicznie Gert Brennan zawsze wypadał świetnie, reprezentował poziom światowy i zawsze oczekiwano od niego jakiegoś błyskotliwego komentarza.
Zgadzała się z tym, co powiedział. Nie po to się oszczędzała przez cały ten czas i rehabilitowała, żeby ot tak wrócić. Nie interesował jej powrót, obecność ani symboliczne pojawienie się na lodzie. Liczyło się tylko złoto, wygrana, zawsze. Wszystko inne pozostawało jedynie mniej elegancką porażką.
Słysząc kolejne pytanie, zerknęła w stronę Gerta – poczuła jego spojrzenie, zawsze je czuła. Dlatego uśmiechnęła się niemal uroczo, jakby spodziewała się, że właśnie to usłyszy od dziennikarza.
— Oczywiście. Gdyby się nie przekładała, wszyscy moglibyśmy się rozejść — odpowiedziała gładko. — W parze wszystko działa albo nie działa, to widać od razu. Nie da się też udawać wyczucia ani zaufania. Gert jest moją siłą, a ja jestem przedłużeniem jego ruchu. Działamy jak dobrze naoliwiona maszyna, tylko że mamy do zaoferowania coś więcej niż samą techniczną poprawność: emocje.
Dynamika bywała różna, ale zawsze było w tym coś prawdziwego, coś, co było podyktowane przez naturalność tej relacji, w której Vasya odnalazła się niemal od razu. Potem wystarczyło jedynie przekroczyć kilka granic i skakać tak wysoko, jak tylko się dało, wiedząc, że Gert jest tuż obok, wystarczająco blisko, by ją złapać i nie pozwolić jej spaść.
Dziennikarz zadał jeszcze kilka pytań, a kiedy podziękował za rozmowę, Vasilisa poprawiła sukienkę i, nie oglądając się już za siebie, ruszyła z Gertem dalej. Główna sala była duża, rozświetlona i przygotowana z dbałością o szczegóły. Przy jednej ze ścian ustawiono scenę z podświetlonym tłem, logotypami sponsorów i dużym ekranem, gdzie miały się pojawić nazwiska wyróżnionych osób. W centralnej części rozstawiono okrągłe stoły nakryte śnieżnobiałymi obrusami, z połyskującymi kieliszkami, numerkami miejsc i niskimi, eleganckimi bukietami. Wokół krążyli kelnerzy z tacami.
Usuń— Dostaliśmy stolik bliżej sceny — odezwała się, przesuwając spojrzeniem wokół i szybko wyłapując właściwe miejsce. W jej głosie pobrzmiewało lekkie rozbawienie, jakby nie była tym szczególnie zaskoczona. — Czyli albo bardzo nas tutaj lubią, albo chcą nas pilnować.
Zajęła krzesełko, wyprostowała się i z typową dla siebie płynnością poprawiła sukienkę przy udach, dbając, by materiał ułożył się dokładnie tak, jak powinien. Potem uniosła lekko brodę i jeszcze raz omiotła spojrzeniem salę. Spektakl właśnie miał się rozpocząć.
— Zdecydowanie bardziej wolałabym nasz wieczór w piżamach — stwierdziła, odwracając głowę do Gerta. Posłała mu swój zaczepny uśmiech, a potem wyciągnęła dłoń, aby poprawić jego muchę pod szyją. — Byłby znacznie ciekawszy. I podejrzewam, że oboje bawilibyśmy się lepiej niż tutaj.
Vasilisa Dragunova 📸🍸
Vasya nie miała pojęcia, z kim będą dzielić stolik, ale była pewna, że niedługo oboje się o tym dowiedzą. I zapewne będą się kojarzyć lub znać, bo w tym łyżwiarskim światku nie było mowy o byciu anonimowym, szczególnie jeśli miało się kilka zwycięstw i dało się poznać jako ktoś, kto nie zadowalał się drugim czy trzecim miejscem. Dragunova wiedziała, że wiele osób najchętniej wywaliłoby ją z reprezentacji, bo urodziła się w Rosji i była Rosjanką, ale otrzymała tutejsze obywatelstwo i to dla USA zwyciężała, zdobywając podium – dało się więc o niej powiedzieć wiele, ale nikt nigdy nie podważył jej talentu ani determinacji.
OdpowiedzUsuńRozejrzała się wokół, rozpoznając wielu mistrzów i trenerów. Żałowała, że nie było tutaj Miszyna, który miał obecnie dość luźne podejście, bo nie musiał niczego udowadniać – wytrenował dość łyżwiarzy, aby uchodzić za legendę i wcale nie próbował być skromny, wręcz przeciwnie. Vasya uwielbiała, gdy niemal znudzonym głosem kazał powtórzyć jakąś figurę i często nawet nie patrzył, ufając, że naprawdę poprawią konkretny element. Ten typ pracy wcale nie sprawiał, że czuła się lekceważona – Miszyn robił wszystko, aby wyciągnąć z jej i Gerta duetu to, co najlepsze, a przy okazji dawał im dość swobody, żeby każde mogło się rozwijać.
Vasya lubiła elegancją wersję Brennana, choć tak naprawdę nie było różnicy, czy nosił muchę i koszulę, czy może miał zwykłą koszulkę i spodnie – zawsze wyglądał po prostu dobrze i nigdy nie próbowała udawać, że nie podoba jej się to, co widziała; szkoda byłoby odbierać sobie tę drobną, całkiem przyjemną satysfakcję. Poza tym była pewna, że Gert doskonale o tym wiedział.
— Tylko wtedy, jeśli i ty dałbyś z siebie wszystko, tak jak na lodzie — odpowiedziała, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. — Inaczej byłabym rozczarowana, a szkoda byłoby psuć sobie wieczór słabym występem. W końcu liczy się tylko zwycięstwo… — Uśmiechnęła się pod nosem, muskając palcami muchę pod jego szyją, a zaraz potem cofnęła rękę.
Zwycięstwo, o którym teraz mówiła, wcale nie dotyczyło złota, ale nie dodała od siebie nic więcej. Nie musiała. Podtekst był wystarczająco wyraźny, zawieszony w krótkim spojrzeniu, które mu posłała. Czasem zastanawiała się, czy którekolwiek z nich się w końcu złamie i słowa pociągną za sobą czyny – czy cały ten flirt, prowokacje i napięcie przestaną być tylko grą. Wiedziała jednak, że gdyby tak się stało, nie dałoby się już tego cofnąć ani obrócić w żart. I być może dlatego wciąż nie miała pojęcia, jak smakują usta i skóra Gerta Brennana.
Tę uroczą pogawędkę przerwało nadejście jednej z par z federacji – Noah Whitmore był ubrany w granatowy smoking, a Celeste Armand w ciemnozieloną suknię. Od jakiegoś czasu ta dwójka regularnie pojawiała się obok Gerta i Vasilisy, zawsze tam, gdzie chodziło o rywalizację, ambicje i walkę o złoto. Przywitali się krótko, wymieniając się uprzejmościami.
Chwilę później do stolika dosiadła się druga para. Vasilisa omiotła spojrzeniem najpierw Elenę Cain, a potem jej partnera, Nathaniela Frosta. Kobieta podeszła do stolika pewnym siebie krokiem, była elegancja i aż nazbyt oswojona z podobnymi wydarzeniami. Vasya dostrzegła moment, w którym jej wzrok przesunął się po Gercie, a potem zawędrował do niej. Nie było w tym nic jawnie nieuprzejmego, ale zdecydowanie spojrzenie Eleny miało w sobie jakiś ciężar i zimną kalkulację. Być może zastanawiała się, co naprawdę łączyło Dragunovę z Brennanem, a może chodziło o to niewinne spotkanie, którego nikt nie planował.
Obecność Eleny wnosiła ze sobą coś więcej niż zwykłą towarzyską kurtuazję. Była kiedyś partnerką Gerta, z którą ten dzielił sportową karierę, a teraz siedziała naprzeciwko niego. Vasya odchyliła się minimalnie, opierając plecy o oparcie krzesła – nie dało się z niej wyczytać niczego konkretnego; jej porcelanowa twarz pozostała idealnie niewzruszona, istna Królowa lodu, jak lubiono ją nazywać, jakby obecność Eleny nie robiła na niej najmniejszego wrażenia.
UsuńAle choć Elena miała być bardzo starannie domkniętym rozdziałem, to Vasya mimowolnie się do niej przyrównywała; wychwytywała każdy szczegół; jej uśmiech, gest i ton głosu, z irytacją odkrywając, że jej obecność wcale nie jest jej tak obojętna, jak chciałaby wierzyć.
— Wygląda na to, że organizatorzy posadzili przy jednym stoliku naprawdę… ambitne towarzystwo — odezwał się Noah Whitmore, uśmiechając się pod nosem. — Oby tylko to spotkanie nie skończyło się aferą.
Whitmore znany był z tego, że lubił dużo gadać i zawsze próbował wywołać jakieś zamieszanie. Noah wbił wzrok w Elenę, a potem skierował spojrzenie w stronę Dragunovej – były tak różne od siebie, że samo posadzenie ich przy jednym stole wydawało się wystarczającym zaproszeniem do porównań.
— Powiedz, Gert, trudno przyzwyczaić się do zupełnie nowej partnerki, skoro poprzedniej poświęciłeś sporo swojego czasu? — spytał prowokująco. — Wszyscy wiedzą, że Dragunova to zupełnie inny…
— …standard? — Vasilisa przerwała mu gładko, zanim zdążył dokończyć. Kącik jej ust drgnął delikatnie, a głowa przechyliła się mimowolnie. Nie lubiła, gdy mówiło się o niej w trzeciej osobie, gdy była tuż obok. — Byłbyś dobrym dziennikarzem, Whitmore. Naprawdę powinieneś rozważyć zmianę kariery.
Vasilisa Dragunova ⛸️😇