aktualności

06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

01/04/2026

[KP] I don't want to be my enemy

VASILISA DRAGUNOVA
„Zmartwiło mnie coś innego (...). Trenowałam Vasyę, odkąd miała cztery lata, i wszystko, co osiągnęliśmy, było wbrew niej, a nie dzięki niej. Później się to zmieniło: stworzyłam potwora ciężkiej pracy i ambicji... Teraz skacze i wygrywa dla USA, nie mam o to żalu, wierzę, że wciąż pamięta, czego się tutaj nauczyła” — była trenerka o Vasilisie Dragunovej.
✦ ❈ ✦ ❈ ✦
ur. 24.12.2001 r., Moskwa — — uczyła się w Sambo-70, renomowanej moskiewskiej szkole sportowej — — do Stanów Zjednoczonych przeprowadziła się z rodziną, gdy miała osiem lat, i to tam rozwinęła swoją karierę sportową — — jej ojciec, Jegor, jest chirurgiem, a matka, Wiera, byłą lekkoatletką z kilkoma złotymi medalami — — ma starszą o pięć lat siostrę, Jelenę, która jest cenioną primabaleriną — — łyżwiarka figurowa, reprezentacja: Stany Zjednoczone; konkurencje: solistki i pary sportowe — — początkowo startowała w amerykańskich zawodach juniorskich, z czasem przebiła się do krajowej czołówki, a przełomem okazały się dla niej mistrzostwa USA, które wygrała dwa razy z rzędu (2019, 2020); potem na stałe weszła do reprezentacji Stanów Zjednoczonych — — dwukrotna mistrzyni olimpijska z Mediolanu (2026 drużynowo i indywidualnie), mistrzyni świata (2025) i brązowa medalistka mistrzostw świata (2022), zwyciężczyni finału Grand Prix (2025) — — obecnie związana z The Skating Club of New York — — apartament na Upper West Side — — kontuzjowana w styczniu 2026, z diagnozą przeciążenia stawu biodrowego; w trakcie rehabilitacji, stopniowo wraca do treningów i pracuje nad formą, aby wystąpić podczas Grand Prix w sezonie 2026/27 i mistrzostw — — mól książkowy, fanka gorzkiej czekolady i kotów — — Instagram — — relacje — — ...
Nie wolno się bać. Strach zabija umysł.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie...
Przy pierwszych obrotach nie czuła jeszcze pełnej swobody. Weszła w spin ostrożnie, pilnując bioder i barków. Rotacja narastała stopniowo, nieufnie – Vasya sprawdzała, czy może przekroczyć granicę, ale kiedy przyspieszyła, coś się zmieniło. Wirowała coraz ciaśniej, coraz szybciej; w pewnym momencie płynnie uniosła wolną nogę, niemal nienaturalnie wysoko, otwierając biodro i wyginając ciało w trudnej, wymagającej pozycji. Plecy napięły się w łuk, ramiona ustawiły się precyzyjnie. Przez kilka obrotów trwała tak, wyciągnięta i idealnie napięta, balansując między bólem a kontrolą, zanim miękko zmieniła pozycję i wyszła z obrotu bez najmniejszego grymasu, jakby wcale nie czuła dotkliwego pieczenia w mięśniach.

Pierwsze miejsce to wygrana, wszystko inne jest porażką.

Skoków nie było wiele. Jeszcze nie. Tylko pojedyncze wejścia, uproszczone podejścia, krótsze wybicia, bardziej kontrolowane niż efektowne, ale ciało wiedziało i pragnęło zrobić więcej, niż mogło. Najazd nadszedł szybko, ostrze weszło pewnie, ramię się poruszyło, a Vasya wystrzeliła w górę w poczwórnym toe loopie – i wtedy to poczuła. Rotacja nie domknęła się do końca, oś minimalnie uciekła, prawie niezauważalnie, a przy lądowaniu biodro nie przyjęło ciężaru, jak powinno. Ostrze dotknęło lodu pod złym kątem. Obiła się o taflę twardo i nieelegancko, z głuchym dźwiękiem, który przeciął ciszę wokół. Przez chwilę się nie ruszała, leżała na lodzie, z jednym kolanem pod sobą i z chaotycznym oddechem, który umykał gniewnie z jej ust. Jej ramiona drżały. Zacisnęła zęby i mocno uderzyła dłonią w taflę, krzycząc z frustracji.

Tylko nieludzka perfekcja pozwala zdobyć szczyt, liczy się wygrana, zawsze.

Podniosła się za szybko, z bolesnym szarpnięciem, jakby sama myśl o tym, że mogłaby choć jeszcze chwilę zostać na lodzie, była nie do zniesienia. Zaczesała włosy w tył, stanęła nieruchomo i wzięła głębszy oddech. W oczach miała tę zimną, niebezpieczną złość, która pojawiała się zawsze wtedy, gdy najbardziej nienawidziła własnego ciała — za jego ograniczenia, za zawahanie, za bycie nieperfekcyjnym.
kilka słów ode mnie
wizerunek: Derya Pınar Ak, w karcie: Diuna, Ozzy Osbourne
Cześć, hej! Vasya pojawiła się w mojej głowie nagle i… pozwoliłam jej się tutaj rozgościć – niech dziewczyna sobie poszaleje, o! Przygarniemy wszystko, chętnie kogoś z branży łyżwiarskiej – niech się dzieje!, (podobno) łatwo się ze mną dogadać, więc oddaję Vasyę i liczę, że nie zostanie tak szybko pożarta 😂💙
📩 Złapać mnie można mailowo: ayliri.lunah@gmail.com

64 komentarze:

  1. [Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. Jestem tylko ja. 🖤
    Cześć i tutaj! Łatwo się z Tobą dogadać, a na dodatek tworzysz fajne postacie, więc polecam tego użytkownika 😉 I jeszcze nie wiem, jak to zrobimy, ale chcę jakiś sportowy wątek z moim Chrisem, a co! Ale, w razie czego, mam też do dyspozycji moje pozostałe dzieciaczki ^^
    Baw się z Vasyą dobrze i zostań z nami na długo!]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć!
    Hah, tak patrzyłam na imię i nazwisko, i myślę sobie: fanka Akademii Wampirów?, aż musiałam sprawdzić, czy dobrze mi świta i świtało gdzieś niedaleko. :D
    Cudowna postać. ♥ Vasya jest naprawdę świetnie wykreowana, a ja będę się zachwycać łyżwiarstwem figurowym, które teraz było chyba jedyną dyscypliną na Olimpiadzie, jaką pochłaniałam z zapartym tchem.
    Chętnie porwę Cię na wątek. Albo do którejś z moich dziewczyn, albo do pana, który się tworzy. Jeśli któraś z panien Cię zainteresuje, daj znać. ;-)]

    Andrea Wilson, Debbie Grayson & Olivia Fitzgerald

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam jakże ciekawą panią, dziękując przy tym za komentarz pod moim wypocinami :D Bardzo ładna karta, zarówno pod względem stricte wizualnym, jak i treści. Kontuzja twojej postaci brzmi naprawdę paskudnie, ale przy takiej dyscyplinie sportowej, to niestety czasami nieuniknione.

    Vasya i Alexander mają ze sobą sporo wspólnego, mimo różnych światów, w jakich żyją. Miłość do książek, kosmosu i sportu - sporo miałybyśmy rzeczywiście punktów zaczepienia. Łączy ich również ambicja i, jak sądzę, upór oraz złość na własne ciało za jego ograniczenia, choć oczywiście z różnych względów. W każdym bądź razie, mimo braku ogólnej cierpliwości mojego pana do ludzi, mogliby się naprawdę fajnie dogadać, nawet jeśli graliby sobie na nerwach.

    Jeśli nie przeszkadzają Ci rzadsze odpisy, możemy zrobić burzę mózgów, by jakoś sensownie nasze państwo zgrać. Biblioteka wydaje się być najbardziej oczywistym tutaj miejscem, ale możemy też iść w przypadkowe spotkanie w parku, albo powiązać to z przelotnym zobaczeniem siebie na jakimś obiekcie sportowym. Alexandrowi najbliższy jest co prawda tenis, ale ceni bardzo zimowe dyscypliny sportowe, więc możemy założyć, że był na występie, podczas którego Vasya doznała kontuzji. A teraz mogliby się zobaczyć gdzieś indziej.
    Ma to jako taki sens?]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć! Czy moja intuicja dobrze podpowiada mi, że Vasya jest imienniczką jednej z moich ulubionych łyżwiarek? ^^ Wpadam do Was, bo mam ogromny sentyment do łyżew oraz wszystkiego co z nimi związane, choć jest to bardzo wymagający sport i myślę, że świetnie oddałaś to w karcie. Kurczę, od dawna chodzi za mną łyżwiarski wątek, ale powątpiewam, że Twoja mistrzyni miałaby czas i ochotę pouczyć laika (Marco czasem wpada na lodowisko w Central Parku w czasie świąt)?
    Witajcie na blogu. :D Niech czas na odpisy i wena nigdy się nie kończą, a wątki nie dają spać po nocach. Co prawda odpisuję raczej powoli, jednak gdyby Ci to nie przeszkadzało, to zapraszam do mojego aktorzyny — dzieli z Vasyą obsesję na punkcie perfekcji, więc może udałoby się nam jakoś ich zgrać.


    MARCUS LOCKHART

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witaj i tutaj! Pięknie przestawiona dziewczyna, a ja nie dziwię się tym wszystkim zachwytom wyżej, tworzysz postacie z lekkością i tych Twoich tworów po prostu nie da się nie lubić 💕😊 Śliczna buzia, ale jeszcze bardziej ujmuje mnie jej samozaparcie i ta wewnętrzna siła! Nawet jej złość jest słodka, taki makutki motorek napędowy! 💨
    Udanej zabawy, gdyby łyżwiarka potrzebowała cukru, Emma jej coś upiecze, a gdyby była smutna, to Lilka poleca się do śmiechu! Niech Was wena pcha do przodu! ]

    Emma & Lily

    OdpowiedzUsuń
  6. [Bardzo słodka, taka lekka, wiosenna odsłona karty, a dziewczyna na zdjęciach jest takim promyczkiem, lekkim i zachwycającym dzwoneczkiem ^^ Urzekła mnie ta piękna swoboda. Tyle osiągniętych sukcesów, tyle poświęcenia, codziennych męczących treningów, żeby zachwycić oglądających, ale i jurorów podczas wystąpień, a to oznacza, że to musi być silna babeczka, bo jakby nie wierzyła w siebie, nie byłoby tego wszystkiego, co osiągnęła swoją ciężką pracą. Oczywiście zasmuciła mnie informacja o kontuzji, ale wyjdzie z niej, podnosząc się jak Feniks z popiołów. Proszę też, żeby łaskawiej do tego wszystkiego podchodziło, bo nie jest nieperfekcyjna, gdyby tak było, nikt nie wiedziałby, czym się zajmuje, więc samobiczowanie się na bok odsunąć ;D
    Sukcesów na blogu!]

    Natalie Harlow i Vanessa Kerr

    OdpowiedzUsuń
  7. [Bardzo miło i tu Cie przywitać :) Jaka ona jest urocza i słodka! Wydaje się być taką drobną twardzielką, co to może zabić zarówno uśmiechem, jak i złością! Niebezpieczna dziewczyna ;) Baw się znakomicie, smacznych powiązań i jeszcze pyszniejszych wątków! ]

    Tamsin🎻

    OdpowiedzUsuń
  8. [Bardzo proszę, nie ma za co dziękować :D
    Hmm, w sumie całkiem ciekawy pomysł - nie ma co chyba przesadnie na początek kombinować xD Vasilisa mogłaby zacząć zaglądać częściej do biblioteki i któregoś weekendu Alexander w końcu by o to spytał. Z początku pewnie, mimo ciekawości, jedynie by ją obsłużył i odpowiedział na jej książkowe/biblioteczne pytania. Bywa trochę przytrzymany społecznie, ujmijmy to w ten sposób :P]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  9. [Hihihi, Evan na pewno sporo ukrywa, przynajmniej taki był zamysł, bo to nawet na pierwszy rzut oka niezbyt wylewny typ! :D
    I oczywiście, że najbardziej liczy się wygrana. W jego przypadku liczy się tylko to. Zaraz pędzę odpisywać na twojego e-maila. Dziękuję za miłe słowa. ♥]

    Evan Roth

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie lubił tkwić w miejscu. Nigdy tego nie lubił. Nie był w stanie wytrzymać w bezruchu dłużej niż było to konieczne, a takich konieczności po prostu unikał. Równoważył swoje życie, odkąd sam mógł o nim decydować. Jego praca w głównej mierze polegała na siedzeniu za biurkiem albo za kierownicą, na przeglądaniu artykułów, formułowaniu przepisów, robieniu głębokiego researchu. Musiał taką stagnację odreagowywać. Robił to. Czasami w sposób sportowy, czasami nieco mniej, graniczący na granicy legalności. Potrzebował tego. Ruchu. Adrenaliny. Szybszego przepływu krwi. Potrzebował czasami poczuć jej zapach, delektować się zwycięstwem.
    Mógł się wydawać, mimo młodego wieku, człowiekiem bez skrupułów. W końcu jedyną osobą, która trzymała go w życiu w ryzach była Joyce. Po utracie młodszej siostry rozsypał się, a zbierając się w garść, formując na nowo, popełnił wiele, wiele błędów. Nie przetrawił straty, nie przepracował lęków. Rzucił się na głęboką wodę, a każde niepowodzenie wyzwalało w nim wyrzut agresji. Potrafił być niebezpieczny, jego pięści nie zatrzymywały sięw porę. Parokrotnie cudem uniknął aresztu i sprawy sądowej. Cudem był jego pracodawca, ale obaj zgadzali się na to, aby o tym nie mówić, a koperta wypchana dolarami miała skutecznie zamykać cudze usta.
    Już dawno wybrał hokej. Łyżwiarstwo figurowe wydawało mu się pedalskim sportem, ale lubił lód. Mógł wybrać łyżwiarstwo szybkie, ale to jawiło mu się jako coś nudnego, coś co wymaga głównie wytrzymałości, a nie siły. Hokej jako sport kontaktowały dawał mu możliwość ukształtowania agresji w sposób, który pozostawał na lodowisku. A przynajmniej powinno.
    Od dwóch do trzech razy w tygodniu pojawiał się na treningu swojej drużyny. Lubił to, kiedy po prostu wchodził na taflę i oddawał się w ręce kapitana. Lubił, gdy zaczynali między sobą walczyć o krążek, rozgrywając mecz. Lubił, gdy mógł rozpychać się barkami między innymi. I lubił, gdy wygrywał. Rzadko kiedy zostawał dłużej. Tak, jak dzisiaj. Rzadko kiedy czuł niedosyt. Głód. Był wściekły, a krótki trening nie pomógł mu w uporządkowaniu myśli. Pożegnał się z chłopakami, wyjątkowo nie dając zaciągnąć się na piwo do pobliskiego pubu. Wiedział, że po dwóch kuflach mógłby obić komuś twarz. A naprawdę tego nie chciał.
    Chciał, ale wolał tego uniknąć.
    Został. Słyszał tylko dźwięk łyżew zatapiających się w poszarpanej tafli lodu. Słyszał tylko swój ciężki oddech, szum krwi w uszach. Podniósł kratkę przymocowaną do kasku, bo skoro był sam, to nie potrzebował dodatkowej ochrony. Wyżywał się na krążku, który raz za razem wpadał do siatki. Przy kolejnym okrążeniu, ściągnął kask i wrzucił go za bramkę. Nie rezygnował. Był diabelnie zmęczony, o odpoczynek wołały mięśnie, ale i płuca. Evan nie chciał kończyć, chciał doprowadzić się do stanu, w którym nie będzie w stanie ruszyć ręką.
    Był zły. Przytłaczała go sytuacja, która w ogóle nie powinna go dotyczyć. Sytuacja, która przywoływała wspomnienia o Joyce. Nienawidził ich. Tego, jak atakowały jego opanowany, chłodny umysł. Nie powinno ich tam być.
    Pot perlił się na czole blondyna, gdy zdecydował się na to, aby pozbyć się kolejnych elementów stroju. Ściągnął nagolenniki i ochraniacze z ramion, zostając jedynie w obszernych, hokejowych spodenkach i w obszernej koszulce. Biało-niebieskiej. Spod niej wystawały dopasowane rękawy czarne, termicznej bluzki.
    Kątem oka dostrzegł ruch przy bandzie, ale nie patrzył w tamtą stronę. Akurat mknął w kierunku drugiej bramki. Kolejny traf. Nie miał problemu z tym, aby wyobrazić sobie swoich przeciwników. Ani tego, jak miażdży ich nosy. Krążył po środku zarysowanej tafli, co pozwalało mu unikać drobnej łyżwiarki. Parokrotnie pozwolił sobie na to, aby spojrzenie niebieskich oczu przesuwało się po wyćwiczonej sylwetce. Kojarzył ją. Skądś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ta myśl pozwoliła mu od ucieczki przed wspomnieniami. Była jak zbawienie, chociaż nie przyznałby tego na głos. Zwolnił. Jego gra nie była już taka agresywna, krążek był niemal przyklejony do końca kija oklejonego taśmą. Nie walczył z niewidzialnym przeciwnikiem, po prostu jeździł. Musiał ochłonąć i akurat miał zawijać, zrobić kolejne okrążenie, gdy mikrus w białych łyżwach zastąpił mu drogę.
      Zatrzymał się nagle, bez większego trudu. Musiał pochylił głowę, aby móc bezczelnie spojrzeć w ciemne oczy młodej kobiety. Cień uśmiechu pojawił się na jego ustach. Wolną dłonią, z której ściągnął grube rękawice, przeczesał przydługie włosy. Jego uśmiech nie był miły, nie powinien w nikim wzbudzać sympatii.
      Dragunova.
      Nie był kompletnym ignorantem. Interesował się łyżwiarstwem. A akcent wybrzmiewający w jej głosie tylko dodatkowo naprowadził go na właściwe tory.
      — Kontuzjowanej mistrzyni? — spytał, cofnął się. Bruzdy po jego łyżwach pozostały widoczne. Teraz nie musiał obniżać spojrzenia, a ona zadzierać głowy. Teraz mógł bez żadnego skrępowania pozwolić sobie na to, aby zlustrować ją wzrokiem. — Wątpię.
      Już miał się wycofać. Nie z tafli, ale z drogi, którą sobie obrała. Ani drgnął. Uderzył kijem kilka razy o lodowisko.
      — Byłem pierwszy.
      Padło w końcu, a Roth zabrzmiał niczym szczeniak. Bezczelni, głupi szczeniak. Ale nie będzie mu żadna mikroskopijna łyżywiareczka wchodzić w drogę.

      Evan Roth ❄️

      Usuń
  11. [Cześć, dzień dobry! Z przyjemnością skusimy się na jakiś wątek, chociaż muszę trochę pogłówkować, jak tutaj te dwójkę ze sobą połączyć. Ja w ogóle nie mogę wyjść z podziwu, jaką śliczną buźkę ma dziewczyna z wizerunku. No piękna! Jeżeli masz jakiś zalążek pomysłu śmiało dawaj znać, a ja jeszcze chwilkę muszę pomyśleć nim przyjdę z konkretami. Ale na wątek jestem na tak!]

    Tim

    OdpowiedzUsuń
  12. Na uroczystym otwarciu nowego sezonu, wśród tłumu ludzi zgromadzonych na ogromnej sali elegancko przystrojonej białymi kwiatami, Lily stanęła przed swoim bratem Robem, którego potężna sylwetka i narwany wyraz twarzy od razu przyciągały uwagę. Był hokeistą, wspinał się po szczeblach kariery raz za razem, coraz wyżej z kolejnym sezonem i grał coraz brutalniej. Na lodzie był bestią, ale w gruncie rzeczy miał dobre serce, choć ruda naprawdę mocno zastanawiała się momentami, czy aby na pewno ma z kolei mózg. Nie zgadzali się w wielu kwestiach, ale dbali o siebie, bo rodzinę, choć małą i niekompletną, cenili ponad wszystko.
    Z zaciętą miną, choć na co dzień pełna uroku i pogodnego usposobienia, Lily spojrzała mu prosto w oczy. Jej długie włosy były z okazji uroczystego eventu zaczesane w gładkiego koka, a wygodne, miękkie swetry i marynarki zamieniła na długą bordową sukienkę z wycięciem na plecach i opuszczonymi ramionami. Rob wyglądał za to jakby zaraz szyty na miare garnitur miał mu pęknąć w bicepsie, był przystojny i cholernie seksowny, ale cholernik dobrze o tym wiedział i zachowywał się jak bałwan. Jak teraz, gdy próbował trzeci raz podbić do drobnej, filigranowej dziewczyny, która już dwa razy go zbyła. Siostrzany głos był spokojny, ale stanowczy, gdy zaczęła mówić:
    - Rob, naprawdę nie zamierzam patrzeć, jak robisz z siebie błazna i próbujesz podrywać nieznajome. To miły wieczór, możesz nie robić z tego wielkiej afery? Jak jeszcze raz podejdziesz do tej biednej dziewczyny, to stąd wyjde i więcej nie będziesz mógł się u mnie przekimać, przelatując przez Nowy Jork, zmienię zamki w mieszkaniu - zagroziła, zadzierając głowę wysoko, bo pomimo wysokich szpilek, i tak brat był sporo wyższy.
    Rob spojrzał na nią z wyrazem zaskoczenia, jakby nie spodziewał się tak stanowczej wypowiedzi. Lily, choć na co dzień pogodna, w tym momencie emanowała pewnością siebie i siłą, której nikt nie mógł jej odebrać. On właśnie taką chciał widzieć siostre, niezależną i nieustraszoną i chyba popełniła błąd, stając w obronie nieznajomej, która musiała słyszeć ich rozmowę, bo zaraz Lily zorientowała się, na co zejdzie temat.
    - Powinnaś korzystać z okazji i sama poznawać ludzi, przecież nie masz żadnych zasięgów i w ten sposób swojego życia nie zmienisz - pouczył ją, sięgając po kolejną szklankę whisky, gdy mijał ich kelner. - Szanuję twoje pasje, Lily, gdybyś broniła ich tak, jak cnót nieznajomych, to na pewno nie musiałabyś chować pędzli za drzwiami - powiedział po chwili, choć jego głos brzmiał nieco narastająco. - Ale musisz zrozumieć, że nie zabrałem cię tutaj, żebyś wokół mnie skakała jak pchła i pilnowała jak dziecka - burknął, obserwując rudą z dołu, jakby naprawdę była robaczkiem. Rob potrafił być kawałem gnojka.
    - Ja wiem, co robię — przerwała mu stanowczo. - Nie chcę żyć pod presją, że muszę mieć "praktyczny" zawód, bo tak mówisz, albo znajomości. I nie potrzebuję, żebyś mi mówił, co powinnam robić, ale jesteś teraz po prostu żałosny i robisz mi wstyd. Mi! A to twoja impreza - wyrzuciła mu i złapała go mocno za ramie, wyciągając mu z ręki szklankę.
    Rob spojrzał na nią przez chwilę, a potem skinął głową, choć na jego twarzy nadal widniało zacięcie. Lily odwróciła się spokojnie, pewna siebie i gotowa iść do ich stolika. Była pewna, że Rob po tym wykładzie też z nią pójdzie, ale gdy przeszła kilka kolejnych kroków i nie słyszała go za sobą, zerknęła w tył. Ten typ już stał przed brunetką i próbował popisowo dostać kosza trzeci raz.
    - Ale bałwan - mruknęła pod nosem i mimo narastającego napięcia, uśmiechnęła się lekko, bo wiedziała, że właśnie została widownią pierwszorzędnego spektaklu.

    Lilka

    OdpowiedzUsuń
  13. [Bardzo dziękuję za życzenia i z Ivanem grzecznie czekamy :P
    P.S. Mam nadzieję, że Vasilisa jest ubezpieczona 😁]
    Ivan "Groźny" Voronin🪆

    OdpowiedzUsuń
  14. Vanya był chłopakiem, który nie ulegał łatwo presji, ani nie próbował zadowolić kogokolwiek, z sobą samym włącznie. Nie mógł powiedzieć, że bierze życie takim jakim jest, bo byłoby to wierutne kłamstwo, ale spokojnie rozgrywał karty podarowane mu przez los, nie unosząc się przy tym dumą, czy honorem. W jego oczach było to zachowanie ludzi na tyle zamożnych, by nigdy to w nich nie uderzyło, albo na tyle głupich, by nie zdawali sobie sprawy z potencjalnych konsekwencji. Lubił o sobie myśleć, jak o lodowej górze, gotowej rozwalić największy statek, ale będącej samą w sobie jedynie spokojnym olbrzymem, dryfującym swobodnie w wodach oceanu. Problem polegał na tym, że spokój umiał zachować, ale tylko do czasu, często łapiąc się na tym, że zaciska pięści, gdy inni są spokojni i musi powstrzymywać nerwowe kiwanie nogą, gdy ktoś mówi zbyt długo.
    Nie lubił czczej gadaniny. Sam nie mówił raczej dużo, za to lubił słuchać i chociaż Lera była osobą, przy której pięści zaciskał bardzo często, a noga potrafiła chodzić mu częściej niż przy kimkolwiek innym, to z całej rodziny jej lubił słuchać najbardziej. Cieszył się, że zdecydowała się wybraź drogę, która nie wiązała ją z rodzinnymi interesami; jeszcze bardziej cieszył się z tego, że ojciec nie miał nic przeciwko. Valeria była najmłodsza i Ivan miał wrażenie, że ich ojcu zwyczajnie zabrakło na nią pomysłu – jakby nie wiedział, co chciał z niej ulepić, więc postanowił dać jej wolną wolę. Podobnie podchodził do Ivana, którego jedynie ukierunkował w wybraną stronę, w przeciwieństwie do Dimy, za którego Sergey gdyby mógł, prawdopodobnie chciałby oddychać. Problem Dmitra polegał jednak na tym, że ten był zachwycony ilekroć mógł zadowolić ojca i jego Ivan nie mógł słuchać nawet przez chwilę, o czym wiedzieli wszyscy z rodziny. Wskoczyłby za nim w ogień, ale gdyby ktoś powiedział mu, że Dima dostał wyrok za wkurzenie wszystkich ludzi na świecie, nie miałby żadnych problemów aby w to uwierzyć – jego wkurwiał niemiłosiernie.
    Zrobił to nawet dzisiaj, kiedy kilka godzin wcześniej doprowadził do sytuacji, w której Ivan zamiast asystować w sądzie, musiał oprowadzać po Nowym Jorku gości jego brata. Gości na tyle ważnych, że zależały od nich jakieś interesy, ale na tyle nudnych, że po wspólnym obiedzie i odwiedzeniu firmy, nie było mowy, aby resztę dnia spędził w pracy. Tuż po tym, jak zamknęły się za nimi drzwi zadzwonił do brata z wyrzutami, a następnie do najmłodszej siostry, która wspominała o swojej wizycie w mieście. Z niezadowoleniem przyjął informację o planowanej przez nią wycieczce do klubu, bo znacznie bardziej wolałby się z nią spotkać u siebie w mieszkaniu, zamówić coś na wynos, może napić się jakiegoś piwa, ale choćby chciał, nie był w stanie na nią wpłynąć, bo już była umówiona. Na grupie, którą dzielił z kolegami jeszcze ze szkolnej drużyny koszykówki dał znać, że dzisiaj wychodzi, dając tym samym otwarte zaproszenie dla każdego, kto chciałby się przyłączyć. Mimo nieco szorstkiej powierzchowności udało mu się zdobyć dobrych kolegów w ogólniaku, czego nie mógł powiedzieć o studiach, z których wyciągnął jedynie powierzchowne, niewiele znaczące znajomości.
    Po powrocie z treningu, na który udał się chwilę po wcześniejszym wyrwaniu się z pracy, wziął szybki prysznic i przygrzał sobie jedzenie od matki, wcześniej wysyłając jej zdjęcie talerza. Mały gest, ale był pewien, że ucieszy kobietę.
    Najedzony, ubrany w czarną koszulkę z grubej bawełny, skórzaną kurtkę i dopasowane, czarne dżinsy wyszedł do klubu, w drodze do taksówki zapinając złotą bransoletkę. W duchu dziękował sobie za wybór fryzury, która skracała jego szykowanie się gdziekolwiek do abolutnego minimum, przy okazji odstraszając tych, którzy mieli ochotę zawracać mu głowę jakimiś pierdołami – stosunkowo duży wzrost też się do tego przyczyniał, z czego doskonale zdawał sobie sprawę. Nigdy nie miał zamiaru przypodobać się komukolwiek, a ponad wszystko cenił sobie święty spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Wziąć Ci coś do picia? — zapytał Lery, nim wszedł do klubu. Zaciągnął się ostatni raz papierosem, który zgasił po chwili w wyznaczonej do tego popielniczce.
      — Nieee, zaczekam na Vasyę i coś zamówimy, zaraz powinna być — uśmiechnęła się blondynka, zerkając w ekran telefonu — Idź do środka, zajmij nam miejsce przy barze. Nikt mnie nie porwie przez te trzy minuty — wywróciła oczami, a Ivanowi jedyne, co pozostało to posłuchanie jej prośby.
      Zrobił dokładnie to, o co poprosiła go siostra, zajmując miejsce obok dwóch kolegów, którzy wygodnie rozsiedli się przy barze. Nie zdążył nawet nic zamówić, gdy wyższy z nich trącił go w ramię, palcem wskazując w stronę drzwi wejściowych, w których już stała Lera. Ivan uśmiechnął się do niej szeroko, machnął zapraszająco ręką, kiedy poczuł na sobie spojrzenie kogoś jeszcze. Wyminął drobną brunetkę, zupełnie ignorując jej uśmiech i przywitał siostrę.
      — To gdzie ta twoja koleżanka, co? Wymyśliłaś ją? — zaśmiał się, zadając pytanie po rosyjsku, bo przy swoich amerykańskich kolegach starał się uchodzić za troskliwego, kochającego brata, mając nadzieję, że tym samym jasno da im do zrozumienia, że jego siostra jest całkowicie poza ich zasięgiem.

      Ivan 🔍

      Usuń
  15. Odkąd zaczął pracę na pełen etat, w klubach bywał sporadycznie, bardziej ceniąc sobie leniwe posiadówki w gronie bliskich znajomych, weekendowe wypady za miasto, czy nawet siedzenie z mamą, jeśli akurat oboje mieli wolne. Olga uczyła się angielskiego, mieszkanie wciąż opłacał jej Ivan, ale kobieta chciała być możliwie niezależna, dlatego starała się dorabiać, ile mogła. W ocenie Ivana spokojnie wystarczyłoby jej na życie to, co jej dawał (sam nie wydawał wiele więcej) i co wciąż dostawała od jego ojca, ale słabością Olgi był jej gust, który współdzielili niegdyś z Sergeyem. Kochała złoto, drogie perfumy i samochody z jasną tapicerką, czego Ivan, mimo wychowania się wśród ludzi z tej samej kultury, zwyczajnie nie rozumiał.
    Ilekroć był w Moskwie, czy w Petersburgu, z całych sił unikał miejsc pełnych blichtru, czyli tych, w których większość jego rodziny odnajdywała się najbardziej, a które przypominał klub wybrany przez Lerę. On wolał miejsca znacznie bardziej przyziemne, proste, nieskomplikowane i przede wszystkim takie, w których nie musiał rozmawiać, tylko tańczyć. Bo tańczyć lubił bardzo, chociaż niekoniecznie tak, jak ludzie na parkiecie obok nich, nie w tej wymuszonej elegancji, która wydawała mu się być zupełnie zbędna do dobrej zabawy.
    Stosunkowo szybko był wysokim chłopakiem, więc w zasadzie od najmłodszych, nastoletnich lat podobał się dziewczynom. Do tego dochodził akcent, który wyśmiewany w podstawówce, później był dla niego przepustką do kobiecego serca, jeśli akurat trafiło na podatny grunt – a często trafiało, tylko on nieczęsto z tego korzystał. Małomówny, zajęty bardziej nauką i sportem, zwyczajnie nie miał za dużo czasu na dziewczyny, które wymagały od niego swojej uwagi, którą on zwyczajnie nie chciał się dzielić, mając w swoim odczuciu ciekawsze sprawy na głowie, niż ciągłe spotykanie się na randki, które w dodatku on sam musiał planować. Lera twierdziła, że nie był nigdy zakochany i może miała w tym trochę racji, bo gdy jego ostatnia dziewczyna się od niego wyprowadzała, był smutny, zawiedziony, ale jeśli to miało być to uczucie, które ma się przy złamanym sercu, to można było mu je łamać co tydzień. Tego samego wieczora spotkał się z Gaborem i Vasylem, pojeździli chwilę po mieście, pojechali coś zjeść i tak naprawdę, to było wszystko, co było mu potrzebne na przeżycie żałoby po związku. Nie był bez serca, tylko nikt go do tej pory nie porwał.
    Nie był osobą publiczną. Mógł w zasadzie robić co chciał i zdarzało mu się z tego korzystać. Daleko było mu do nachalnych mężczyzn, bo zazwyczaj to nie on wychodził z inicjatywą czegokolwiek, ale byłby kłamcą, gdyby powiedział, że nie korzysta ze wzbudzanej uwagi. Mimo aparycji zbira, najwyraźniej podobał się niektórym kobietom, które, całkiem możliwe, liczyły na gorący romans z rosyjskim mafiozem. A on nie był ani gorący w uczuciach, ani żaden z niego był mafiozo, chociaż garnitury kupował pewnie w tych samych miejscach.
    Spojrzał zaskoczony na siostrę, kiedy ta zaczęła się rozglądać wkoło. Podążył za jej spojrzeniem, ale oprócz drobnej brunetki, którą wyminął, nikt nie wyglądał, jakby mógł przyjść z Lerą. To nie było tak, że jego siostra wybierała sobie koleżanki na podstawie wyglądu, ale Valeria zwyczajnie miała tendencję do kolegowania się z ładnymi dziewczynami, co tłumaczyła prawem przyciągania, które dla Ivana może i brzmiało bzdurnie, ale sam też nie miał wśród swoich przyjaciół ludzi, o których bez zastanowienia można byłoby powiedzieć, że są brzydcy.
    Uniósł brwi, kiedy ta drobna brunetka, jedyna, która zwróciła jego jakąkolwiek uwagę, się odezwała..
    — Ja nie wiedziałem, że zaczęłaś przyjaźnić się z elfami, Lera — po rosyjsku odpowiedział na zaczepkę odnośnie swojego wzroku, pozwalając jedynie na drgnięcie kącików ust. Mógł przyrównać dziewczynę do skrzata ogrodowego, ale patrząc na to, jak najwyraźniej zirytował ją swoim gapiostwem obawiał się, że Lera suszyłaby mu głowę, za taką złośliwość, przez cały wieczór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmierzył dziewczynę wzrokiem od góry do dołu, kiedy Lera mu ją przedstawiała, próbując nie tyle zgadnąć, ile ma wzrostu, czy lat, tylko skąd ją kojarzył. Jeśli szło o sport, nawet ten, w którym Stany stawały przeciwko Rosji, jak równy z równym, był zupełnym ignorantem. Dla niego istniała tylko koszykówka i judo, które uprawiał jako dzieciak, co i tak zabierało mu sporo czasu.
      — Miło Cię poznać, Vasiliso — skinął grzecznie głową, powstrzymując się jednak przed wyciągnięciem ręki – w końcu pierwszeństwo miały kobiety, nie spuszczając wzroku z okrągłej buzi dziewczyny.
      — Jezus, Ivan. To Vasilisa Dragunova, medalistka, łyżwy… Pamiętasz? Oglądałam wszystkie jej występy! — jęknęła Lera, dobrze znając badawcze spojrzenie brata, kiedy ten wiedział, że gdzieś dzwoni, ale nie wiedział w którym kościele — Też oglądałeś, bo wszystkim pokazywałam…
      — No tak, chwaliłaś się, że znasz medalistkę — przypomniał sobie, jak Lera skakała ze szczęścia po skórzanych meblach w salonie, a jej entuzjazm udzielił się nawet Sergeyowi, który uznał, że Rosjanie wygrywają nawet z obcą flagą, nikomu nie tłumacząc, co miał przy tym dokładnie na myśli.
      Uniósł brwi jeszcze wyżej, kiedy uświadomił sobie, że najwyraźniej mówiła o nim, a on wcale nie czuł się człowiekiem bez manier. Olga bardzo dbała o to, żeby umiał zrobić przyzwoite pierwsze wrażenie, gdzie przyzwoite było tutaj słowem-kluczem
      — Dla Ciebie mogę być Ivan Bez Manier, chociaż wolę Ivan, albo zwyczajnie Vanya — nachylił się do niej nieznacznie, by nie musiała zadzierać głowy i uśmiechnął lekko, zwracając się tym razem zarówno do łyżwiarki, jak i swojej siostry, między którymi twarzami przeskakiwał spojrzeniem — Czego się napijecie? — zapytał, w końcu się prostując.

      Ivan Bez Manier🍷🍸🍹

      Usuń
  16. Ivan nigdy niczemu nie poświęcił się w takim stopniu, w jaki zrobiła to Vasilisa. Chciał od życia więcej, ale nie czuł możliwości, by móc postawić cokolwiek na jedną kartę. W pierwszych latach szkoły był małomówny, bo prócz tego, że przez pierwszy rok wcale nie mówił po angielsku, to dochodziła zraniona duma i nieufność względem wszystkiego i wszystkich. Został gwałtem wyrwany ze znanego sobie świata, w którym miał swoich kolegów, mamę z babcią i trzepak, na którym przesiadywał każdą wolną chwilę; został za to wsadzony do rzeczywistości, gdzie koledzy nie rozumieli co do nich mówi, zamiast mamy i babci była macocha, która starała się być miła, ale chodziła w szpilkach po domu i używała za dużo perfum, a trzepak zastąpił ogromny pokój, w którym Ivan nie mógł nawet grać w piłkę. W wieku dziecięcym miał w sobie dużo gniewu, który jego ojciec próbował pomóc mu wylądować w sporcie, w którym Ivan zbyt często się zapominał by być dobry; w judo nie wystarczyła siła, należało także myśleć, a Ivan miał w sobie zbyt dużo złości i agresji, by myśleć o czymkolwiek innym, niż znalezienie ujścia dla tych emocji. Może to dlatego, kiedy jeszcze był dzieciakiem, zamiast słów wolał pięści?
    Dużo zmieniło się w szkole średniej, kiedy po spędzonych u matki wakacjach wrócił do Stanów. Spotkał wtedy swoich dawnych kolegów, z którymi snuli plany o wielkiej przyszłości, samochodach które na nich czekają i karierach, które były na wyciągnięcie ręki. Wtedy uświadomił sobie, przed czym chciała go uchronić mama, albo raczej, czemu tak bardzo zależało jej aby wyjechał i otrzymał szansę. Jego koledzy jej nie dostali i już jako nastolatkowie wiedzieli, że nie czekają na nich studia, egzotyczne wakacje i zagraniczne samochody, którymi jeździli najwyżej pracownicy ojca Ivana, nie jego rodzina. Pamiętał, jak okłamał ich, że zrobił prawo jazdy, ale nie dostał jeszcze samochodu, bo wstyd było mu się przyznać, że za samo bycie synem dostał auto, które było warte tyle, co mieszkanie jednego z nich.
    Czuł się oszustem przez większość życia. Bez poczucia przynależności, jedną nogą w bogatych Stanach, drugą na biednym osiedlu w Petersburgu, miał poczucie, że nigdzie nie należy, dlatego postanowił zbudować swój własny świat, do którego miał należeć całkowicie i jak dotąd, całkiem mu się to udawało.
    Valeria była klasycznym przykładem beznadziejnej romantyczki, która sama, swoim brakiem zdecydowania łamała męskie serca częściej, niż jej było złamane. Ivanowi, jako przyszywanemu starszemu bratu, ale wciąż bratu, średnio podobał się fakt, że wzbudzała zainteresowanie wśród jego kolegów, ale gdyby ktokolwiek kazał mu wskazać, kto po amorach będzie cierpiał bardziej, to bez zastanowienia wskazałby na amanta. Lera nie była bezduszna, tylko niezdecydowana, szybko się nudziła i do tej pory jedynym, który zdążył za nią nadążyć, był Gabor – najlepszy przyjaciel Ivana, z którym dziewczyna miała relację, w którą Ivan wolał zwyczajnie nie wnikać.
    — Dla mnie gin na lodzie i butelka wody — skinął do barmana, który zbierał ich zamówienia. Liam, bo tak nazywał się kolega, który przerwał im rozmowę, uśmiechnął się do Lery, z którą już po chwili wymienił przyjacielskie uściski.
    — Cześć Lera! — wysoki, śniady chłopak z długimi do łopatek włosami podszedł do dziewczyny i cmoknął ją w policzek, jednak zamiast cofnąć rękę, która lekko oparł na dole jej pleców, objął ją w talii na co dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
    — Cześć Gabor… — zaćwiergotała Lera, opierając rękę na ramieniu chłopaka tym samym puszczając rękę przyjaciółki.
    Ivan odchrząknął cicho, podając siostrze drinka, na co ta wypadła z transu wgapiania się w stojącego obok chłopaka — A, tak! Liam, Gabor, to jest Vasilisa, opowiadałam Wam o mojej przyja….

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Wielokrotnie, Val. Był moment w którym lepiej orientowaliśmy się, co dzieje się w łyżwiarstwie figurowym, niż w draftach NFL — przyznał Liam i uścisnął dłoń dziewczyny, Gabor uśmiechnął się jedynie i skinął głową, zbyt zaaferowany stojącą tuż obok Lerą. Ivan przez cały czas milczał, patrząc to na siostrę, to na obejmującego ją Gabora, aż w końcu na drobną brunetkę, którą w głowie zamiast Vasilisą, postanowił nazwać Calineczką. Podał drinka Lerze, wziął swojego do ręki, butelkę wody wsadził do tylnej kieszeni i ruszył bez słowa w stronę zarezerwowanej loży.
      — Trent zrobił rezerwację, za godzinę przyjdzie reszta ekipy — powiedział Liam i zaoferował swoje ramię Vasilisi — Lera już stracona, musisz znaleźć sobie nowych znajomych. Proponuję swoje towarzystwo i mojej dziewczyny, która powinna do nas dołączyć za dziesięć minut. Tak jak mnie, jej też nie da się nie lubić — uśmiechnął się wesoło, ruszając w stronę w którą odszedł Ivan

      Ivan Voronin🥃🪩

      Usuń
  17. Valeria nie miała wstydu, ale Ivan, jako jej brat nie miał zamiaru robić jej z tego powodu wyrzutów tym bardziej, że chociaż nie rozumiał tego, co działo się między jego siostrą a Gaborem, zdawało się, że nikomu nie dzieje się krzywda. Wolał wiedzieć z kim musiałby porozmawiać, gdyby złamał serce jej siostry, więc wciąż wolał Węgra od jakiegoś przypadkowego studenta z uczelni Lery. Na całe szczęście, Valeria pikantne szczegóły swoich miłosnych podbojów zostawiała dla swoich przyjaciółek, bo gdyby nie to, Ivan z całą pewnością nie byłby w stanie zachować takiego spokoju, nawet wobec własnego przyjaciela.
    Chociaż Voroninova poświęciła większość uwagi Gaborowi, to wiedziała, że przyjaciele i bliscy znajomi jej brata nie pozwolą, aby Vasilisa nudziła się chociaż przez chwilę. Na Ivana za to wcale nie liczyła, bo wielokrotnie zastanawiało ją, jak taki mruk przyciągał do siebie ludzi pokroju do bólu ekstrawertycznego Liama, czy nawet Gabora, który był znacznie bardziej rozgadany. Z całej paczki Voronin był stanowczo najcichszy i najbardziej wycofany, ale nie wyglądał przy tym, jakby szukał sobie towarzystwa, czy czegoś dla zajęcia uwagi, bo chociaż nie udzielał się najczęściej, co rusz ktoś go zagadywał, albo przypominał jakąś historię z jego udziałem.
    Ivan powoli popijał gin, co kilka łyków dolewając do niego wody z przyniesionej butelki, to samo robiąc z drinkiem Lery, kiedy ta nie patrzyła, zbyt zaaferowana towarzystwem Gabora i innych znajomych. Przysłuchiwał się ich rozmowom, ale zanim zdążył dorzucić cokolwiek od siebie, Lera klasnęła w dłonie, przyciągając uwagę większości osób przy stoliku,
    — A pamiętacie Psycho-Ashley? — skierowała się w stronę Vasili, która jako jedyna nie znała historii dziewczyny, która uganiała się kiedyś najpierw za Ivanem, a później za każdym członkiem drużyny koszykarskiej, w tym Gaborem i Liamem— … i wiesz, to że z jednej paczki znajomych to jedno, ale po tym, jak próbowała szczęścia z każdym, później czatowała nam pod domem, bo liczyła, że Ivan do niej wróci.
    — Wystarczy, Lera… Dziewczynie trochę się pomieszało w głowie, nie ma co tego rozdrapywać — wzruszył niby obojętnie ramionami, pierwszy raz tego wieczoru odzywając się na szerszym forum.
    — Ktoś wie, co u niej słychać? — zapytała dziewczyna Liama, patrząc po znajomych z zaciekawieniem.
    — Wyjechała do swojego ojca, do Kanady — powiedział Gabor, patrząc porozumiewawczo na Ivana, jakby tych dwoje wiedziało coś więcej, ale najwyraźniej nie miało zamiaru nic więcej mówić.
    — I bardzo dobrze! To było strasznie dziwaczne… No, ale opowiem wam lepiej, jakich dziwaków ostatnio poznałam na domówce u koleżanki… — Lera ponownie nadała rytm rozmowie, a Ivan skupił się na topniejącym w jego szklance lodzie, wygodnie rozsiadając się na skórzanym fotelu, ledwo widocznie kiwając głową w rytm muzyki. Zerknął w stronę przyjaciółki siostry z zaskoczeniem zauważając, że ta drobna dziewczyna wpasowała się w grupę lepiej niż on sam, całkowicie naturalnie wchodząc w towarzystwo, zupełenie tak, jakby było to dla niej jedno z wielu wyjść z jej znajomymi. Przypatrywał jej się przez chwilę, zastanawiając się, czemu Lera wcześniej jej nie przyprowadziła, z typową dla siebie spostrzegawczością zgadując, że jako zawodowa sportsmanka Vasilisa pewnie nie miała zwyczajnie czasu na takie zwyczajne spotkania. Tylko dlaczego piła, skoro jeszcze nie było po sezonie? Odchylił się lekko do tyłu, by przypadkiem nie zdradzić się z tym, czego szuka na telefonie i szybko znalazł krótki artykuł z rzeczowym podsumowaniem tego sezonu dla Vasilisy. Zamknął stronę i wsunął aparat do kieszeni spodni, ponownie rozsadzając się wygodnie, nie dając po sobie absolutnie nic poznać i uśmiechnął się lekko do Lery, która spojrzeniem dawała mu znać, by spojrzał na Calineczkę, delikatnie nachylającą się w jego kierunku. Pochylił się w jej stronę, nie odwracając oczy od jej, czekając na to, co ma mu ta drobna kobieta do powiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiechnął się lekko na jej słowa, ale nic nie powiedział, z uwagą obserwując jej ruchy. To jak przesunęła dłońmi po połyskującym materiale spódnicy, delikatnie opinającym się na jej biodrach, jak odrzuciła włosy w pełnym nonszalancji ruchu. Pamiętał, jak oglądał ją na mistrzostwach z Lerą, z jaką gracją poruszała się na lodzie i z jaką pewnością wchodziła w każdy z obrotów i musiał przyznać, sam przed sobą, że teraz robiła na nim równie duże wrażenie. Wstał powoli, oparł się o barierki i patrzył na nią z góry z podwyższenia, na którym umiejscowione były loże i stałby tam pewnie nadal, będąc jedynie obserwatorem oferowanego przez dziewczynę widowiska, gdyby nie Lera, która uszczypnęła go w bok, gdy szła z Gaborem do baru,
      — Idź do niej. Głupio tak, żeby sama tańczyła — syknęła, ale Ivan dobrze wiedział, że Vasilisi nie jest ani przykro, ani głupio, bo gdyby tak było, z całą pewnością nie poruszałaby się w taki sposób.
      Zrobił jednak to, o co poprosiła go siostra i podszedł do dziewczyny od tyłu, zniżając twarz na wysokość jej policzka, wyczuwając przy tym przyjemny, słodki zapach jej skóry i włosów.
      — A jak zapytam teraz to zatańczysz? — zapytał cicho, ale na tyle głośno, by przebić się przez klubową muzykę.

      Ivan Voronin 🕺🪩

      Usuń
  18. Lily nie miała w sobie ani tyle odwagi, ani siły, by przeciwstawić się światu i przeć do przodu na własnych warunkach. Była łagodna i kolorowa, miała zawsze dobre słowo i ciepły uśmiech dla ludzi, w pracy nadrabiała zawziętością, bardzo mocno pilnując prezesowskiego kalendarza i własnych obowiązków, ale o ile tam umiała być twarda, tak prywatnie traciła ostre brzegi i zwykle po prostu ulegała, nie chcąc nikomu sprawić przykrości. Była młodszą siostrą, trochę rozpieszczoną i trochę wychuchaną przez samotnego ojca, a choć zwykle uparta kłóciła sie o to, czego była pewna, nigdy nie było w niej ani odrobiny zawziętości. Rob to wiedział, jej tata to wiedział i każdy, kto rozmawiał z nią najmniej dwa razy. Lily była po prostu miła i już, a gniewne wybuchy nie trwały u niej długo.
    Sport to świat Roba, od zawsze tak było, kibicowała mu, ale poza nim nie interesowała się innymi dyscyplinami. Nie oglądała nawet namiętnie rozgrywek brata, ale tego nikt nigdy głośno w domu nie mówił. Kibicowała mu, wspierała go i tak jak dzisiaj, towarzyszyła na imprezie, gdzie jej głównym zadaniem było pilnować, aby starszy brat ani się nie rozochocił w piciu, ani nie narobił afer, ani nikogo nie obraził, o czym rozpiszą sie jutro tabloidy. Był narwany i szarmancki, choć czasem wychodził z niego troglodyta, ale niestety dziewczyny dawały się na to nabrać, a on skupiony na swojej karierze, nieszczególnie myślał o związkach na poważnie, za co Lily było zwyczajnie wstyd, bo ona zawsze myślała o relacjach aż zbyt poważnie i stanowiła zupełnie przeciwieństwo Roba.
    Widziała ten uśmiech, jakim dziewczyna obrzuciła jej brata i jak z jednej strony bardzo podobała jej się niestrudzona w odpychaniu jego zalotów postawa brunetki, tak z drugiej poczuła niepokój i siostrzaną troskę. A co jeśli on naprawdę zobaczył w niej coś więcej? Coś co go ujęło? Lily jak na beznadziejną romantyczkę przystało, miała czasami wrażenie, że całe życie to film, sceny pełne potencjału i szans. Ona nie umiała wykorzystać żadnej, jej brat też nie, ale co jeśli teraz zmarnuje jedną z tych największych?
    Rob za to nie przejmował się niczym, wielki jak niedźwiedź, dumny z siebie i swojej głupiej poniekąd odwagi, stanął wyprostowany naprzeciw drobnej łyżwiarki i błysnął białymi, równymi zębami w uśmiechu, na który poderwał już niejedną. W dłoni miał szklankę z wyrytymi prostymi wzorami w której błyszczał bursztynowy trunek, a choć miarkował się i nie przesadzał, bo wcale nie był takim głupkiem, za jakiego miała go siostra, to oczy juz mu błyszczały wesoło.
    - Ruda? - obejrzał się na Lily przez ramie i roześmiał swobodnie. - Z rudą spotykam się całe jej życie, od kiedy się urodziła - oznajmiła, uznając, że tyle wyjaśnień i słów o Lily wystarczy. Mimo pozorów, dbał i chronił siostrę, rodzina dla Taylorów była naprawdę ważna. - Nie martw się, jeśli spotykalibyśmy się długo, albo krótko, noc albo kilka, ona wszystko zrozumie - zapewnił, puszczając słodkiej dziewczynie oczko. Bawił się całkiem nieźle. - Jestem Rob, zwykły hokeista? A ty? - był swobodny, niewymuszony i szczery, może trochę prostacki, ale wiedział, że dziewczyny to lubia, że dla nich to słodkie. Dla niego mogłoby być nawet kwaśne, bo nie planował tej nocy żadnej panny sobie porywać , skoro miał w obowiązku odwieść siostrę. Ale kto mu zabroni umówić się na przykład na jutro, o.
    Lily miała za to na przemian zatroskaną i nadąsaną mine, gdy sięgnęła do stolika, przy którym siedzieli po szklankę wody i powoli ruszyła między stolikami do tamtej dwójki. Tak asekuracyjnie, jakby brat miał dostać w łeb i miała go ściągać z sceny tego nieudanego podrywu.

    Lilka zatroskana i Rob niestrudzony 🍾

    OdpowiedzUsuń
  19. Sytuacja z Ashley nie była tak czarno-biała, jak Lera ją przedstawiała, ale Ivanowi nie zależało na tłumaczeniu komukolwiek czegokolwiek. Była to jego pierwsza, poważniejsza partnerka, z którą może nie widział się na ślubnym kobiercu, ale przez te kilka miesięcy, kiedy byli razem, zwyczajnie lubił spędzać z nią czas. Potem jednak… Życie dziewczyny wywróciło się do góry nogami, ona chciała wywrócić życie Ivana w podobny sposób zapominając, że już kiedyś ktoś to zrobił i Voronin zwyczajnie wie, jak się przed czymś takim uchronić, kiedy nie ma na to ochoty. A wtedy nie miał do tego ani głowy, ani sił, zbyt skupiony na swoich sprawach.
    Świat prawniczy był pełen sztucznych uśmiechów i toksycznych ludzi, czekających jedynie na twój upadek, ale Ivan bezczelnie korzystał z kart, które otrzymał od losu. Jego ojciec był właścicielem firmy, nie było sensu udawać, że do wszystkiego doszedł sam, bo chociaż musiał włożyć w to dużo pracy, poświęcić sporo czasu na naukę i wciąż się kształcić, to był uprzywilejowany. Mógłby udawać, że wszystko zawdzięcza sobie, ale okłamywałby nie tylko ludzi wkoło, ale też samego siebie, a tego nie lubił. W jego świecie, ostatecznie liczyło się to, kto wygrywa na sali sądowej, a Ivan z prawdziwą zręcznością jej unikał, całkowicie poświęcając swoje zainteresowanie prawu podatkowemu, którego sprawy zazwyczaj kończyły się w urzędzie, lub niewielkiej sali konferencyjnej, zamiast przed ławą przysięgłych.
    Nie próbował się ukrywać, kiedy patrzył na nią z góry. Prawda była taka, że prócz dziewczyny na parkiecie nie widział nikogo innego, kto mógłby zwrócić jego uwagę, którą Vasilisa z dużą wprawą przyciągała, co nie znaczyło, że miał zamiar pobiec za nią jak pies z wywieszonym jęzorem.
    Odpowiedział na jej zaczepny uśmiech lekko unosząc prawy kącik ust, ale nie siląc się na nic więcej, zupełnie nie przejmując się tym, że został przyłapany na podglądaniu. Ivan nie podglądał, a bezczelnie gapił się na dziewczynę, nie wstydząc się tego nawet przez moment. Podobało mu się to, jak dziewczyna zdaje się mieć swój własny, zamknięty świat, do którego on dostał zaczepne zaproszenie i mógł zastanowić się, jakby to było, gdyby je przyjął. Gdyby nie Lera, prawdopodobnie patrzyłby na nią nadal, czerpiąc przyjemność z widowiska w którym sam nie musiał uczestniczyć, ale jego siostra miała rację – głupio, żeby dziewczyna tak sama tańczyła, tym bardziej, że było jedynie kwestią czasu, żeby sama przestało obowiązywać.
    — Potrzebowałem zachęty — mruknął, układając jedną dłoń w jej talii, długimi palcami sięgając miękkiej skóry brzucha. Drugą oparł o jej ramię, by już po chwili niespiesznie, ledwo muskając skórę, utrzymując dłoń o milimetry od jej ręki, przejechać wzdłuż niej aż do jej drobnego nadgarstka, o który jedynie zahaczył wskazującym palcem. Nadążył za nią bez większych problemów, chociaż musiał przy tym nieznacznie ugiąć kolana, by nie górować całkowicie nad jej postacią, przy czym musiał przyznać, że mimo różnicy wzrostu było mu całkiem wygodnie tańczyć z Dragunovą. Zupełnie, jakby wcale nie robili tego pierwszy raz.
    Kiedy dziewczyna się odwróciła, odchylił się nieznacznie unikając w ten sposób zderzenia z jej włosami, ale nie skomentował tego w żaden sposób, jedynie odgarnął jej większy kosmyk, który jakimś sposobem zawędrował na jej czoło. Lubił kobiety, które robiły to, na co miały ochotę, a niekoniecznie to, co było od nich oczekiwane – a taką kobietą zdawała się być Dragunova, która wcale nie zdawała się tańczyć dla niego, a dla siebie samej, jego pozostawiając jedynie jako dodatek do przedstawienia, które odgrywała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Układając ręce w jej tali, pozwolił sobie na zahaczenie opuszkami palców o napiętą skórę na żebrach, unoszących się płynnie w rytm jej przyspieszonego oddechu. Już miał złapać za jej dłonie, opierające się o jego klatkę piersiową i zarzucić je na swoje ramiona, kiedy dziewczyna uśmiechnęła się w sposób jasno sugerujący, że to on ma podążać za nią. I tak zrobił. Gdy dziewczyna zaczęła się odchylać, płynnie przesunął jedną z dłoni, do tej pory leżącą powyżej jej biodra, w górę pleców, asekurując dziewczynę przed upadkiem, drugą z rąk obniżając dla przeciwwagi, lekko łapiąc ją za biodro, umożliwiając jej tym samym pogłębienie łuku. Z zadowoleniem wykonał z nią w ten sposób półobrót, wcześniej upewniając się, że mają na ten ruch wystarczająco dużo miejsca i uśmiechnął się półgębkiem, kiedy dziewczyna się wyprostowała. Nachylił się do niej, wcześniej cofając dłonie do jej talii i zatrzymał twarz tuż przy jej uchu, by nie musieć przekrzykiwać muzyki, w rytm której wciąż się poruszał.
      — Lubisz zwracać na siebie uwagę, co? — zapytał z uniesioną brwią, którą mogła zauważyć, gdy tylko się wyprostował.

      Ivan prawie-oswojony

      Usuń
  20. Ivan, który przez większość życia najbardziej chciał mieć święty spokój, swoim wyglądem zbira sprawiał, że przez dużą ilość czasu było wręcz odwrotnie. Teraz, ku własnej uciesze, tańczył prawdopodobnie z najbardziej gibką i tanecznie utalentowaną tanecznie dziewczyną w klubie, czym nie tylko przyciągał zaciekawione spojrzenia, ale też spojrzenia pełne zazdrości, co ku jego własnemu zdziwieniu, mile łechtały jego ego, a jednocześnie sprawiały, że miał ochotę wysłać Vasilisę na górę loży, to samo robiąc z Lerą i każdą inną, znaną mu dziewczyną.
    Patrzył jak urzeczony, kiedy Vasya zdała się oddać chwili zapomnienia, którą dał jej z pełną premedytacją, widząc w niej wesołą, młodą dziewczynę, zupełnie różną od tej skupionej, twardej zawodniczki, którą oglądał w telewizorze, ilekroć Lera to na wszystkich wymusiła. Nie oglądał tych występów dużo, jedynie te, które puszczała jego siostra i było to już kilka lat temu, kiedy wciąż mieszkali razem, jednak o ile dobrze pamiętał, to Dragunova nie tylko była niezła, bo skoro miała mistrzostwo to musiała taka być, ale też przyjemna dla oka. Jej towarzystwo na parkiecie jedynie to potwierdzało, bo pomimo urody księżniczki z bajki, bez wątpienia miała w sobie ten kobiecy pierwiastek, miękkość bioder i linii ciała, który sprawiał, że był więcej niż pewien, że gdyby nie podszedł do niej w odpowiednim momencie, to nie on by z nią tańczył. Daleko było mu do zaborczego dupka, tym bardziej, że Vasilisa była jedynie przyjaciółką jego siostry, ale znał Valerię i wiedział, że ta zaraz będzie chciała ratować brunetkę z opresji, a tym ratunkiem będzie musiał być on. Czasami zastanawiał się, czy dobrą nauczką pokory dla Lery nie byłoby zostawienie jej na pastwę jej decyzji, ale najpierw musiałby jeszcze powstrzymać Gabora przed pomocą, a na niego nie miał już sił.
    Zaśmiał się pod nosem, kiedy odpowiedziała na jego pytanie, ale dokładnie tego typu się spodziewał, więc nie było w tym dla niego nic zaskakującego. Była sportsmenką, wyszkoloną zarówno w swojej dziedzinie, jak w wystąpieniach publicznych, więc nic dziwnego, że cudza uwaga jej nie przeszkadzała. Dodatkowo Ivan miał przeczucie, że uwaga jej odpowiadała – lubiła ją, czerpała z niej jeśli nie radość, to moc. A może chodziło o siłę, jaką miała przyciągając do siebie spojrzenia? Nie wiedział, co to było, ale nie była jedyną kobietą z jego otoczenia, która nie miała problemu z zatrzymującymi się na niej spojrzeniami.
    — Jednak Vanya? — uniósł wysoko brew, lekko pochylając się w jej stronę, by mogła swobodnie ułożyć ręce na jego ramionach. Czując jej palce na swojej szyi miał przez chwilę ochotę zniżyć się jeszcze bliżej, by dać jej możliwość wędrowania z ramion do karku, ale zaniechał tego pomysłu w porę przypominając sobie, że Vasilisa była przyjaciółką Lery. Musiał się zachowywać, grzecznie i w miarę miło, żeby Lera nie suszyła mu później głowy przez najbliższe tygodnie, że jest bucem i chamem; że wstyd zabrać go gdziekolwiek i z kimkolwiek zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie chciałem Ci zrobić przykrości… Podobno odrzucenie boli — powiedział, lekko unosząc kąciki ust, z zaciekawieniem obserwując jej reakcję na jej słowa. Przyciągnął ją do siebie nieco mocniej, nim zdążyłaby go odepchnąć, czy zareagować w jakikolwiek sposób, jedną dłonią obejmując ją na wysokości pleców, a drugą na wysokości bioder. — Ale to był całkiem przyjemny pokaz, Dragunova — szepnął jej wprost do ucha, dobrze wiedząc, że jeśli Vasilisa naskarży na jego bezczelność Lerze, to będzie musiał się swoje nasłuchać. W tej chwili jednak o to nie dbał, nie chciał też wcale zrobić Vasilisi na złość, ale czuł podskórnie, że przyłączy się do dogryzającej zabawy, na którą najzwyczajniej w świecie miał ochotę. Nie wierzył, by była tak niewinna, na jaką wyglądała – nie mogła, nie po tym, z jaką pewnością siebie poruszała się na parkiecie.
      Wypuścił ją z objęć, oblizał usta i pewnie, gdyby miał włosy, przeczesałby je ręką, zamiast tego ujął kosmyk jej włosów i lekko nakręcił sobie na palec.
      — Chcesz drugie dirty martini, czy coś innego, Dyuymovochka? — zapytał, uważnie obserwując jej okrągłą, usianą piegami buzię.

      Ivan 🪩🍸

      Usuń
  21. Nie planował zostać trenerem. Nigdy nie miał ambicji doskonalić innych. Jego dążenia od zawsze skupiały się wyłącznie na nim samym, na przekraczaniu własnych granic i osiąganiu kolejnych poziomów, nawet jeśli te teoretycznie były daleko poza jego zasięgiem. A teoretycznie tylko dlatego, że gotów był poświęcić wszystko, by uczynić je osiągalnymi i ostatecznie sięgnąć po to, czego chciał. Sensem jego istnienia zawsze było osiąganie i przesuwanie granic tak daleko, aż te przestawały mieć znaczenie. Wcześniej dotyczyło to lodu, bo nie schodził z niego tak długo, dopóki nie miał pewności, że każdy ruch został poprowadzony dokładnie tak, jak powinien, czyli czysto, równo i bez najmniejszego zawahania. Powtarzał te same elementy bez przerwy aż do momentu, w którym przestawały być wysiłkiem, a stawały się czymś automatycznym, kiedy ciało zapamiętywało za niego to, czego nie wolno było zepsuć. Wcześniej miał tylko lód, teraz ten sam rygor rozlewał się na każdą dziedzinę życia. Nigdy nie udało mu się osiągnąć jednak tego, do czego przez całą swoją łyżwiarską karierę dążył naprawdę, mimo że w gruncie rzeczy chciał niewiele. Chciał tylko choć raz usłyszeć od niej, że to wystarczy. Że było dobrze. Że wszystko wyszło tak, jak powinno. Że te wszystkie dni, które zaczynały się i kończyły treningami, kiedy cała reszta była tylko przerwą pomiędzy wejściami na lód, miały w sobie jakiś sens i nie były tylko drogą do kolejnego jeszcze raz. Ale to właśnie jeszcze raz było tym poleceniem, które usłyszał od matki na krótko po głośnym zakończeniu współpracy ze swoją partnerką. Pierwszy raz nie wykonał go jednak w sposób, którego od niego oczekiwała, bo wcale nie wrócił na środek lodu, żeby zaczynać od nowa zupełnie tak, jakby nic się nie zmieniło. Zamiast tego zrobił coś, co z jej perspektywy wyglądało jak krok w tył, a dla niego było po prostu przesunięciem się o krok w bok. Lód pozostał jedynym miejscem, które znał naprawdę, ale tym razem nie walczył już na nim tylko o własne wyniki. Dopiero wtedy zaczął rozumieć, że może istnieć inny sposób, by na nim być, i że być może to wcale nie była kolejna rola do odegrania, tylko pierwsza, której nikt wcześniej mu nie narzucił.
    Jako trener nie był ani ciepły, ani szczególnie wyrozumiały, a przynajmniej na pierwszy rzut oka. Stał przy bandzie z tym samym skupieniem, z jakim kiedyś wychodził na lód, obserwując każdy detal i wyłapując błędy, których inni nawet by nie zauważyli. Mówił mało, konkretnie, bez zbędnych emocji, ale wymagał dużo, bo nie potrafił inaczej. Perfekcja była jedynym językiem, jaki znał, nawet jeśli czasami przypominał przez to bezdusznego robota na bateryjki. W tej surowości było jednak coś, co pozostawało ludzkie, bo nigdy nie kazał powtarzać programu bez końca dla samej idei poprawy. Wiedział, kiedy zatrzymać, kiedy odpuścić, kiedy nakazać zejść komuś z lodu, żeby dłużej nie patrzeć, jak próby osiągnięcia doskonałości rozbijają się o coś, co nie miało nic wspólnego ani z lodem, ani z ciałem. Wiedział, bo przerobił to milion razy na sobie samym. Jeśli głowa nie będzie wolna od ciężaru myśli, to wszystko i tak zdradzi się na lodzie.
    Wszyscy łyżwiarze, z którymi do tej pory pracował, byli ambitni i zdeterminowani do tego, by sumiennie trenować, a potem sięgać po kolejne cele, medale, miejsca na podium czy uznanie, które w tym świecie znaczyło więcej niż cokolwiek innego. Oni wiedzieli czego chcą i byli gotowi zrobić wiele, żeby to osiągnąć, a on widział w nich tą samą potrzebę bycia lepszym, która kiedyś prowadziła jego. Może właśnie dlatego potrafił odczytać ich szybciej, niż oni sami byli w stanie zrozumieć, dokąd tak naprawdę zmierzają. Z tego powodu zgodził się trenować również Vasilisę, natomiast decyzja o wspólnej jeździe w parze przyszła później, choć nie była oczywista, ani tym bardziej planowana. Zdecydował się na nią dlatego, że Vasya w wielu aspektach była jego lustrzanym odbiciem. Rozumieli się bez słów, a każde z nich znało schemat, według którego na lodzie działało to drugie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szedł wzdłuż bandy i patrzył na nią, gdy stała grzeczna i skupiona, w pełni gotowa znaleźć się już po drugiej stronie. Nie był zaskoczony, że przyszła wcześniej, a właściwie nie wyobrażał sobie, żeby mogło być inaczej, już nie tylko ze względu na przerwę od treningów, która była spowodowana kontuzją. Na pewno nie trenowałby jej, gdyby nie była punktualna, bo bez podstawowej dyscypliny nigdy nie znalazłaby się tak wysoko, jak była obecnie, więc zwyczajnie nie byłoby im dane spotkać się na tym poziomie.
      Skoro miała już na sobie łyżwy, a w dłoniach trzymała papiery, to więcej niż pewne, że lekarze i fizjoterapeuci zezwolili jej na powrót do łyżwiarskich łask, ale mimo to, kiedy do niej podszedł, przejął papiery i krótko w nie zerknął.
      — Nie pozwoliłbym ci wejść nawet do szatni, Vasenko — odparł, obracając kartkę chwilowo na drugą stronę. — Chyba, że do swojej — dorzucił, a kącik jego ust uniósł się w ledwo zauważalnym, zaczepnym uśmiechu. Przeczytał kilka zdań z tych zaświadczeń i zaraz oddał jej dokumenty z powrotem, a potem ruszył bez słowa w stronę wspomnianych szatni. Był tu już dziś z samego rana. W szafce zostawił tablet, stoper i rękawiczki – wszystko, czego potrzebował do pracy. Miał tam też swoją parę łyżew, choć rzadko po nie sięgał przy pracy z Vasyą, bo zwykle wystarczało mu stanie przy bandzie, obserwowanie i krótkie, konkretne uwagi. Teraz podszedł do szafki tylko po polar, bo termiczna bluza nie zawsze radziła sobie z chłodem bijącym od lodowiska. Zarzucił go na ramiona bez pośpiechu, zapiął zamek do połowy i wziął swoje manatki.
      — Dopilnuj, żeby te zaświadczenia znalazły się w twojej dokumentacji. Nie chcę do tego wracać później — zaznaczył, gdyby papiery nie trafiły jeszcze do federacji. Odpowiadał za nią jako trener, więc zapobiegawczo wolał o tym wspomnieć. Klub klubem, ale federacja rządziła się własnymi zasadami i lepiej żeby wszystko trafiło do nich na czas.

      Gert Brennan ⛸️❄️

      Usuń
  22. Nigdy nie był zawodowcem, ani nawet nie chciał nim, kiedy chodziło o sport. Nie chodziło o niemożność poświęcenia całego życia jednej tylko dziedzinie, spenetrowania jej wzdłuż i wszerz, skupienia całej swojej uwagi na tym, by być w czymś najlepszym. Powód był znacznie bardziej prozaiczny, bo wynikający z bolącej wręcz potrzeby stabilności, która prześladowała go od dziecka, a zaczęła swe nawiedzenia w dniu, w którym matka powiedziała mu o przeprowadzce. Nie widział wypłaty każdego miesiąca w sporcie, ale widział ilość wyjazdów, które miał grając w szkolnej drużynie koszykówki. Nie wyobrażał sobie spania we własnym łóżku każdej nocy, za to bez problemu wyobrażał sobie godziny poświęcone na podróże, badania i ciągłe ważenia, gdy trenował judo. Kiedy jeszcze startował w zawodach, nie mógł przekroczyć pewnej wagi, co przy jego wzroście było o tyle trudne, że większość jego przeciwników była znacznie niższa, przypominająca małe czołgi, zdające się napierać ze wszystkich stron, kiedy on, dość szczupły i wysoki, jedyne co mógł zrobić, to opleść ten czołg swoją siecią, jak na pająka przystało. Chociaż nie miał do judo predyspozycji fizycznych, co ujawniło się w stosunkowo młodym wieku, to lubił przewidywalność którą dawała mata, spokojne treningi, szybkie starcia i skokowe męczenie ciała, zupełnie inne niż w przypadku koszykówki. Tam nie tylko w końcu nie był najwyższy, bo należał wręcz do bardzo przeciętnych wzrostem graczy, ale przede wszystkim musiał myśleć dużo bardziej długodystansowo, odpowiednio pożytkować energię, by pod koniec meczu przypadkiem jej nie zabrakło w kulminacyjnym, najbardziej dla wszystkich stresującym momencie. Poczucie odpowiedzialności za swój, jak i kolegów, sukces zdawał się działać na niego jedynie budująco, dlatego, gdyby ktoś kazał mu wybierać, gdy woli grać mecze, czy mierzyć się z kimś na macie, zawsze odpowiadałby, że piłka, boisko, zapach kurzu i gumy, są dla niego drugim domem. Judo było czymś, do czego wracał, ale było czymś starym, dawnym, jakby należącym do innego życia, kiedy znajdował się pod całkowitym wpływem ojca i jego surowego wychowania.
    Sergey lubił zasady i konwenanse. Lubił też wierzyć, że im podlega, a pojedyncze ich łamania (jak chociażby romans z matką Ivana), są jedynie potwierdzeniem ułomności ludzkiej natury, o której bardzo często się wypowiadał, przytaczając za przykład niektóre, młodzieńcze występki Ivana, zapominając zazwyczaj o ich źródle. Młody Voronin, kiedy poznał Lerę, małą, uśmiechniętą i z dużymi, niebieskimi oczami, prócz siostry dostał od ojca polecenie, że ma się nią zajmować. Większość ówczesnych nakazów i zakazów ignorował, wyzywając ojca od najgorszych, wewnątrz rozpaczając z tęsknoty za mamą, ale to jedno polecenie, żeby doglądać kilkuletniej dziewczynki, wziął sobie do serca i tam zatrzymał. Większość bijatyk w szkole nie była wywoływana przez niego, przez samą chęć odnalezienia ukojenia w przemocy, rozładowania napięcia, czy pokazania kim to nie jest, jak to lubiła mówić jego macocha. Większość pięści, które leciały w czyimś kierunku było spowodowane zaczepianiem Lery, która nie widziała absolutnie nic złego w tym, by prowokować swoim zachowaniem – ubrania były najmniejszym problemem. Bo Lera lubiła, jak się działo, uwielbiała wręcz skupiać na sobie uwagę, ale jeszcze bardziej lubiła, kiedy ktoś próbował udowodnić jej, że skupia na niej uwagę najbardziej ze wszystkich innych skupiających. Gdy tylko przeszła ten dziwny moment w życiu każdej dziewczyny, gdzie jest jeszcze patykowatym, trochę niezgrabnym kaczątkiem i przeistoczyła się w prawdziwego łabędzia, korzystała z tego faktu często i bez większych obiekcji łamała męskie serca. Prócz tego była też zwyczajnie kłótliwa i wyjątkowo pogodzona z tą częścią swojej natury. Lera mogłaby ubrać habit a i tak prowokowałaby wokół siebie zamieszanie, które często kończyło się pięścią Ivana wycelowaną w twarz kogoś, kto w emocjach powiedział do jego siostry za dużo, a czego on nie umiał zwyczajnie odpuścić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Byłem ciekaw, czy taki pokaz jak dałaś solo, jesteś gotowa dać we dwoje i najwyraźniej dobrze założyłem, że i owszem — odpowiedział cichym wyznaniem, wytrzymując spojrzenie jej ciemnych oczu, z których czytało się równie ciężko, co z jego własnych, jasnych i chłodnych.
      Ruszył za nią bez słowa, nieco dłużej niż powinien przyglądając się miękkiej krzywiźnie jej odsłoniętych pleców i delikatnie zarysowanych pod skórą żeber, na czym na jego szczęście nie został przyłapany, gdy stanął obok niej przy barze.
      — Aż tak chcesz mnie poznać? — uniósł zaczepnie brew i delikatnie machnął ręką w stronę barmana, by zwrócić jego uwagę. — Poproszę jeszcze dwie butelki wody.
      Oparł się o blat i spojrzał z uwagą na Vasilisę, zastanawiając się, o co mógłby ją spytać i o co ona mogłaby zapytać jego i tak, jak ta pierwsza część nie stresowała go wcale, tak ta druga już nieco bardziej. Z natury był ciekawski, toteż nie był gotowy na przepuszczenie okazji i nie zadania kilku pytać Dragunovej.
      — W takim razie, ty pierwsza. Skoro zaproponowałaś grę, to pokaż, jak się w nią gra… Pytaj o co chcesz —powiedział pewnie, z wyzwaniem w oczach patrząc na nią z góry, wyjątkowo nie siląc się w tej chwili na to, by nie musiała zadzierać głowy.

      Ivan🪩🥂

      Usuń
  23. Ivan z całą pewnością, z równą bezpośredniością co ona, odpowiedziałby na zaczepkę, że gdyby mu się nie podobało, to by nie patrzył, bo wychodził z założenia, że jeśli dziewczyna już coś odsłaniała to nie dlatego, żeby to konkretne miejsce omijał wzrokiem. Nie czuł się winien patrzenia na innych, ale też unikał robienia tego w sposób, który mógłby kogoś zakłopotać, w szczególności, gdy była to osoba z natury nieśmiała. Vasilisa z całą pewnością taka nie była, toteż niespecjalnie przejmował się, czy w jakiś sposób wprowadziłby ją w dyskomfort, gdyby został przyłapany na podglądaniu, miał też do niej za dużo szacunku, by próbować na niej gładkich słówek, które z resztą i tak nie leżały w jego naturze. Na próżno było liczyć z jego strony na wydumane komplementy, przymilne gesty i wszystko inne, co kojarzyło mu się z wijącym się piskorzem i to nie tak, że dziewczyny wcale go nie interesowały. Interesowały, ale nie te, na które takie rzeczy mogłyby zadziałać, toteż nawet nie próbował, bo nie widział w tym zwyczajnie sensu.
    — Nie mogę Cię rozczarować, co? — mruknął i obrócił kieliszek w palcach, pozwalając by skroplone na nim krople wody spłynęły wzdłuż paliczków. — Ściemniam, jak cholera i przyznam Ci się do tego w pijackiej grze — uśmiechnął się przekornie, patrząc na gradient, który się utworzył z syropu i alkoholu i zamiast zanikać, jedynie się wyostrzał, przez opadającą na dół naczynia ciecz. Bez dłuższego zastanowienia wypił zawartość, sprawnie odstawił kieliszek i oparł się o bar, nieco zniżając, ale jednocześnie przybliżając się do Vasilisi.
    — Obawiam się Dyuymovochka, że nie ma we mnie nic tak ciekawego, żebym musiał to ukrywać przed koleżankami mojej siostry. Jak sama dobrze zauważyłaś jest Ivan, Ivan Groźny, Ivan Dupek i Vanya, i wciąż to jest jedna i ta sama osoba — powiedział pewnie, nawet na chwilę nie zrywając z nią kontaktu wzrokowego.
    Dragunova pewnie nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo trafne było jej pierwsze spostrzeżenie, bo Ivan faktycznie mógł być nazywany w każdy z wymienionych sposobów. Nie był kameleonem, kimś, kto próbował zadowolić wszystkich wkoło, ale potrafił się dostosować do warunków w których przebywał i raczej potrafił przy tym nie odstawać. Sama historia jego aparycji nie była podszyta głębszą myślą, jakoby chciał się zbuntować przeciwko rodzinie i to dlatego postanowił wyglądać jak zwykły zbir, bo samym pomysłodawcą fryzury był Gabor, siedzący w tej chwili koło jego siostry, z którym założył się, że nie dostanie się na studia. Zrobił to trochę specjalnie, żeby kolegę zmotywować, trochę też dla własnej wymówki i efekt, nie tyle wizualny, co społeczny, spodobał mu się na tyle, że postanowił już tak zostać. W końcu sporadycznie widywało się prawnika, który wygląda jak własny klient, zwłaszcza w sprawach kryminalnych, przy których Ivan od dłuższego czasu, z jakiegoś powodu nie pracował.
    — Dostatecznie pełne zdanie, czy masz ochotę na filozoficzną dysputę o dwoistości natury ludzkiej i wielu jej obliczach, hm? — zaśmiał się pod nosem i sięgnął po butelkę, z której pociągnął duży łyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On nie szufladkował ludzi, a przynajmniej starał się tego nie robić świadomie, bo zbyt wiele razy uległby zwodniczemu wrażeniu, że kogoś zna, gdzie prawda była taka, że większość ludzi była znacznie bardziej skomplikowana i mniej przewidywalna niż to, co pozornie się wydawało. Lubił też tak myśleć o naturze ludzkiej, z góry zakładając, że wszyscy są lepsi niż są w rzeczywistości, ale ochrona przed tymi złymi ciąży na nas samych – dlatego z reguły był ostrożny, raczej niechętny do poznawania nowych osób. Chociaż Vasilisa zwróciłaby jego uwagę w klubie, to gdyby nie to, że była koleżanką jego siostry, prawdopodobnie by do niej nie podszedł, bo nie była to dziewczyna, z którą chciałby zatańczyć i ewentualnie zabrać do domu. I to nie dlatego, że uważał, że są dziewczyny lepsze czy gorsze, ale ona nie była taką i było to od niej czuć, więc trzeba było ją poznać, a on już znał dużo ludzi, o wielu z nich musiał i chciał dbać, przez co nie czuł potrzeby poznawania następnych, którym musiałby pokazywać jaki jest naprawdę, chociaż w swoim własnym zawsze był zwyczajnie taki sam.
      — Skoro mówimy o sobie, swoich wersjach, to powiesz mi… Czy to tylko wersja ciebie, którą pokazujesz przy pierwszym spotkaniu, przy znajomych koleżanki, czy prawdziwa ty? — zapytał, bawiąc się pustym kieliszkiem.
      Ivan 🪩🍸

      Usuń
  24. Nigdy nie traktował tego sportu jak zabawy i było to widać w sposobie, w jaki trenował swoich podopiecznych. Każdy jego trening miał swój cel, każde ćwiczenie swoje uzasadnienie, a każde powtórzenie miało swoją wagę, która z czasem przestawała być tylko elementem ćwiczeń, a stawała się czymś, co realnie budowało ich na lodzie. To nie były towarzyskie schadzki na lodowisku, żeby pokręcić się w kółko, bo od tego były weekendy i ludzie, którzy nie musieli nikomu niczego udowadniać. A jemu akurat należało udowadniać przede wszystkim to, że te treningi są warte poświęconego czasu, że przychodzi się tu po coś więcej niż tylko odbębnienie codziennego obowiązku, nawet jeśli od początku było jasne, że nie chodzi o samą próbę, tylko o ostateczny wynik, który będzie tych starań efektem. Ale potrafił doszukać się w tym sporcie piękna, przynajmniej z zewnątrz, bo kiedy jest się widzem, to obraz tańczących na lodzie łyżwiarzy przypomina sztukę, która przy swojej płynności wygląda na pozbawioną jakiegokolwiek ciężaru i wysiłku. Wygląda jak ruch, który nie podlega żadnym prawom, dosłownie jakby ciało na chwilę przestawało należeć do ziemi i sunęło ponad nią, niesione towarzyszącą mu muzyką. Znał go jednak od środka, w tej wersji pozbawionej estetyki, sprowadzonej do wielokrotnych powtórzeń i ceny, którą trzeba było zapłacić, żeby ten obraz w ogóle mógł istnieć, dlatego ilekroć słyszał o pięknie tego sportu, zawsze chętnie rozwijał temat, a przy okazji uświadamiał, że łyżwiarstwo to nie zwykły taniec na lodzie, tylko dyscyplina, w której każdy gest jest wypracowany do granic możliwości i często sił. To była ciężka praca, okupiona bólem, wyrzeczeniami i latami poświęceń, a ta lekkość, którą widzi się z zewnątrz, jest jedynie świetnie ukrytą konsekwencją tego poświęcenia. W tym sporcie po złoto sięgają łyżwiarze, którzy dla łyżwiarstwa poświęcili całe swoje życie, choć nawet wtedy nie mieli pewności, że to wystarczy, bo w tym sporcie nie tylko wygrywa się z innymi, ale najczęściej przegrywa się także z własnymi ograniczeniami. Każdy z nich był ich świadomy, zarówno tych, które dało się przekroczyć, jak i tych, które zawsze wracały w najmniej odpowiednim momencie i potrafiły zniweczyć miesiące pracy jednym, niewielkim zawahaniem.
    Znał ograniczenia swoich podopiecznych doskonale, podobnie jak ich możliwości, i wiedział, gdzie kończy się ich komfort, a zaczyna granica, którą można jeszcze przesunąć. Potrafił też wyczuć moment, w którym jedno powtórzenie więcej przynosiło postęp, a kolejne zaczynało odbierać sens całej pracy, a w treningach z Vasilisą było to o tyle istotne, że ona czasami pragnęła przekraczać swoje granice zbyt gwałtownie, jakby ambicje brały górę i zaczynało liczyć się już tylko to, żeby pójść dalej bez względu na wszystko. Strofował ją niekiedy, wiedząc, że ona odda mu z nawiązką, ale robił to wyłącznie dla jej dobra. Do niektórych sukcesów należało iść wielkimi krokami, ale do niektórych małymi, a to, co Vasya chciała osiągnąć, wymagało przede wszystkim cierpliwości do samej siebie. Pierwszy poczwórny axel w historii kobiet mógł być jej i on w to nie wątpił, bo Vasya miała predyspozycje i potencjał, aby go wylądować, ale był to proces, którego nie dało się przyspieszyć bez ryzyka, że wszystko rozsypie się w jednym, źle trafionym momencie. I że może być to moment, który wykluczy ją z zawodów na bardzo długi czas, albo na zawsze. Ale po to miała właśnie jego – żeby przekraczać swoje granice z głową.
    — Potrzebujesz — skwitował półżartem i uśmiechnął się pod nosem. — To, co robisz poza lodem, widać potem na lodzie — dodał krótko, kończąc tym zdaniem kwestię tego, co Vasya mogła robić poza lodem. To jasne, że nie wtrącał się w jej prywatne życie, ale były sprawy poza lodowe, na które mógł mieć oko. Dla przykładu, plan dnia i regeneracja, czy nawet dieta, bo skoro jeździli w parze, to pilnowanie formy było dla nich szczególnie istotne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mógł ją bez problemu rozliczyć zarówno za Big Maca na kolację, jak i za przekroczenie granicy z alkoholem, choć to na razie pozostawało jedynie w sferze uwag nigdy niewypowiedzianych. Vasya sama doskonale tego pilnowała.
      Pozostawił swoje manatki na ławeczce i stanął wygodnie przy bandzie z dłońmi splecionymi na jej krawędzi. Skupił spojrzenie na sylwetce Vasilisy, gdy ruszyła z miejsca, a świst łyżew sunących po tafli lodu wypełnił szeroką przestrzeń. Obserwował ją uważnie, wychwytując detale i analizując każdy fragment ruchu, który później bez pośpiechu, klatka po klatce, składał na nowo w swojej głowie. Najazd przez moment wyglądał stabilnie, ale wystarczyło jedno, zbyt wczesne domknięcie bioder, żeby zaburzyć rytm wejścia, a potem obrót i bark, który też uciekł minimalnie. Dla niego biodra były tym punktem, w którym wszystko zaczęło się rozjeżdżać, a choć to tylko drobne błędy, to jednak w tym sporcie ważyły więcej, niż mogłoby się wydawać i zawsze rzutowały na całość.
      Westchnął lekko, zdając sobie sprawę, że na najbliższych treningach będą musieli się skupić nad pracą kontuzjowanego biodra. Wiedział, że fizjoterapeuci na pewno robili wszystko, żeby to biodro wróciło do swojej sprawności, ale nie byli w stanie wykasować z jej umysłu świadomości tego urazu, więc możliwe, że gdzieś podświadomie Vasya wciąż niepokoiła się tym biodrem, dlatego zamykała je zbyt wcześnie. Prawdopodobnie jest to kwestia nabrania pewności, dlatego chciał zobaczyć przejazd ponownie.
      Nie ruszył się z miejsca, czekając aż Vasilisa podjedzie do bandy, a kiedy to zrobiła, ulokował spojrzenie w jej lekko zaczerwienionej twarzy. Za moment przeniósł je do jej oczu. Chyba tylko on wiedział, ile w tej dziewczęcej, usianej piegami, ślicznej buźce było tej całej niewinności i jak niewiele miała ona wspólnego z rzeczywistością. Rozkosznie myląca cecha.
      — Musisz bardziej się postarać, żeby mnie przekonać do założenia łyżew — odpowiedział. — Jeszcze raz, Vasilisa — nakazał, kiwnąwszy głową w stronę lodowiska. — Skup się na biodrach, bo zbyt wcześnie je zamykasz, a ja chcę sprawdzić, czy to kwestia fizyczna, czy to jednak tylko problem, który jeszcze siedzi w twojej głowie — wyjaśnił, prostując się i zaciskając palce na krawędzi bandy. Pierwsza jazda po kontuzji nie musiała być perfekcyjna, ale każda kolejna musi być już lepsza, jeżeli błędy są problemem głowy, a jemu zależało na tym, żeby to zweryfikować. A potem może wciąż pod rozważanie, czy wejdzie do niej na lód. Jej z reguły takich, ani żadnych, przyjemności nie odmawiał.

      Gert Brennan 😈⛸️

      Usuń
  25. Ivan, chociaż może nie wyglądał, lubił czasami posiedzieć w ciszy z myślami tak samo mocno, jak dyskutować na temat swoich zainteresowań, czy poglądów na życie. Gabor, który też może nie wyglądał na najbardziej rozgarniętego, w rzeczywistości podzielał tendencję kolegi do zastanawiania się dłużej nad wieloma rzeczami i Lera wielokrotnie się z nich nabijała, że jako domorośli filozofowie mogliby w końcu do czegoś dojść, zamiast jedynie siedzieć i bredzić. Ale oni lubili te wieczory z papierosem i drinkiem, kiedy czas płynął nieco wolniej, a zamiast muzyki towarzyszyły im odgłosy miasta, które nigdy nie spało. Nawet na wysokich piętrach na Upper East Side dało się słyszeć szum samochodów, karetkę jadącą w oddali, czy warkot helikopterów, które zdawały się krążyć nad miastem częściej niż ptaki.
    Dzisiaj jednak było głośno, oni byli w klubie a Vasilisa zdawała się nie być w nastroju do zadręczania się myślami, które dla odmiany bardzo lubiły nawiedzać Ivana, wciskając go w objęcia zamyślenia i rozważań.
    — Nie, raczej takiej odpowiedzi się spodziewałem — odpowiedział na jej pytanie bez uśmiechu, za to ze zrozumieniem. Jej odpowiedź nie stanowiła dla niego zaskoczenia dlatego, że była podobna do jego własnej, ale dlatego, że tak jak i od niego, od Vasilisy wiele wymagano. Pewnie nawet więcej, niż on mógłby sobie wyobrazić, bo chociaż był synem swojego ojca, to wciąż był tym młodszym, na którym ciążąca presja była znacznie lżejsza, same oczekiwania nieco łagodniejsza a i tak czuł potrzebę do dostosowania się, co w jego przypadku wcale nie było jednoznaczne z tym, że faktycznie się dostosowywał.
    — Kolejne przezwisko? — mruknął z uśmiechem, a kiedy usłyszał jej pytanie bez słowa sięgnął po kieliszek i wypił go szybko, tym razem odpuszczając sobie nawet wodę. — O cholera… — jęknął, przypominając sobie, która randka była dla niego najgorsza. Przez całe swoje życiu był na kilku, może nawet kilkunastu, ale niewiele było spektakularnie tragicznych, takich o których było warto mówić. Były takie, które były zwyczajnie nudne, bo rozmowa zwyczajnie się nie kleiła; były też takie, na których dziewczyny jasno wyrażały znaczące zainteresowanie czymś poważniejszym, kiedy on ledwo zapamiętał ich imię. Były różne, ale jeśli nie były udane, to dlatego, że zwyczajnie brakowało chemii a Ivan nie należał do mężczyzn, którzy na siłę próbowaliby bajerować kogokolwiek. Wychodził z założenia, że jeśli zależałoby mu na kimś na jedną noc, to nie szedłby z tym kimś na kilkugodzinną randkę, bo zwyczajnie szkoda było mu na to czasu. Może to dlatego od dawna z nikim się nie umawiał? Może to przez zwykły pragmatyzm?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była jedna randka, która mogłaby zaliczyć się do tych najgorszych na świecie, ale nie była to randka, o której się opowiadało przy takiej grze – niezobowiązująca, trochę zabawna historia, bo ani nie było w niej nic śmiesznego, ani niezobowiązującego. Ivan był jednak zbyt lojalny, aby o niej opowiedzieć, bo chociaż nie był z tą dziewczyną od lat, to czułby się zwyczajnie jak ostatnia szuja, opowiadając o jej wyskokach, bo niektóre rzeczy, które działy się w związkach powinny były tam zostać.
      — Dobra, miałem jedną, która nie była spektakularnie tragiczna, ale była jak kombo tragicznej randki. Dziewczyna przyszła spóźniona, w tym samym lokalu siedziały jej przyjaciółki i byłoby to okej, gdyby ciągle się nie gapiły. Po pół godzinie wiedziałem chyba wszystko o jej eks, mamie, tacie i tym, gdzie chciałaby brać ślub, wraz z komentarzem, że powinienem zapuścić włosy i pomyśleć o brodzie. Mówiła pewnie więcej, niż ja teraz a i tak grzebała w telefonie, ciągle pijąc czerwone wino, którym na sam koniec, już przed lokalem zrzygała mi sie na buty… — a później to jemu Lera suszyła głowę, że upił biedną dziewczynę.
      Gdyby Lera powiedziała mu o tym, że uważa Vasilisę za królową lodu tylko dlatego, że bardziej liczył się dla niej lód niż randki, prawdopodobnie jedynie wzruszyłby ramionami i powiedział, że ma rację. W końcu to lodowisko i kariera były czymś, co się dla Vasilisy liczyło, czymś, co miało dla niej prawdziwe znaczenie i wartość w życiu, a ludzie przychodzili i odchodzili. Jasne, miło było mieć się koło kogo obudzić, z kim dzielić życie i stawiać mu razem czoła, ale dla Ivana nie było to coś, bez czego to życie było całkowicie pozbawione sensu – czuł się spełniony w swojej pracy, lubił to, co sam dla siebie wypracował i to, jak układała się przed nim kariera. Nie był na tyle próżny, by odrzucić wszystko, co oferował mu ojciec, ale nie miał zamiaru być jedynie dziedzicem, chciał kiedyś rozwinąć firmę jeszcze bardziej, może nawet otworzyć własną, gdy już nauczy się wszystkiego, czego można było się nauczyć. W jego życiu nie było osobnej przestrzeni dla kobiety – spotykał się z nimi, bo lubił ich towarzystwo, ale nigdy nie rzucił wszystkiego tylko po to, by odebrać partnerkę z lotniska, kupić jej kwiaty, czy towarzyszyć jej w wizycie u rodziców, jeśli akurat miał wtedy jakąś ważną sprawę służbową. Gdyby ktoś chciał dzielić z nim przestrzeń, musiałby mieć też swoją własną, bo tylko w taki sposób mogłoby to działać.
      — Okej Vasilisa… Gdybyś mogła przez tydzień robić coś bez konsekwencji, to co by to było? Nie masz absolutnie żadnych konsekwencji, ani prawnych, ani zdrowotnych, ani związanych z wyrzutami sumienia. Robisz co chcesz, co to jest? — zapytał, powoli podsuwając kieliszek w jej stronę.

      Ivan🍸🪩

      Usuń
  26. Jego codzienność wyglądała bardzo podobnie nawet teraz, kiedy był już trenerem, bo jego czas wciąż ograniczał się do przebywania na lodowisku, jeśli nie z samym sobą, to z kimś innym. W tej chwili pod swoimi skrzydłami miał tylko kilka osób i były to osoby o wielkim potencjale, bardzo zdolne a przy tym doświadczone już wieloma zawodami, czy mistrzostwami, ale to, że znały dziedzinę łyżwiarstwa od deski do deski i nie popełniały spektakularnych błędów, nie oznaczało, że można pozostawić ich na lodzie samych sobie. Zawsze wychodził z założenia, że łatwiej jest uczyć tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę, bo ich postępy są wyraźne i motywują, niż pracować z mistrzami, z którymi praca opiera się na korygowaniu ich osobliwych niuansów, ale większą satysfakcje dawało mu to drugie – gdy trzeba szlifować to, co prawie niewidoczne i gdzie o jakości decydują detale. Chodzenie na łatwiznę jest nudne, dlatego praca z Vasyą była przyjemna, bo ona tej łatwizny wcale nie poszukiwała. Była ambitna, ale otwarta na to, żeby dążyć do swojego sukcesu różnymi drogami, bo ostatecznie liczyło się osiągnięcie celu. Dostosowywała się do jego zaleceń, nawet jeśli najpierw oboje musieli stoczyć bitwę na argumenty, żeby odnaleźć wspólny złoty środek. Lubił w niej też to, że potrafiła dzielić się swoimi wątpliwościami, a dzieliła się może dlatego, że mogła liczyć na niego nie tylko w kwestii jazdy na łyżwach, bo reagował nawet wtedy, gdy sponsorzy próbowali wpłynąć na jej strój, albo szedł na udry z choreografem, jeśli ten próbował wcisnąć w program coś, co nie współgrało z jej wizją. Jego odmowy nigdy nie były propozycjami ani zachętami do rozmów, tylko końcem tematu, dlatego bywał skuteczny. Nie podobało mu się, kiedy sztab traktował Vasilisę jak produkt i nie chciał dla niej tego, co przeżywał sam, kiedy był chodzącym znakiem towarowym, opatrzonym etykietą Team USA. Jasne – to był zaszczyt móc jeździć pod tym szyldem, ale wiedział też, ile ten zaszczyt kosztuje i jak szybko przestaje mieć znaczenie wszystko, co nie wpisuje się w oczekiwania. Z czasem przestał być zawodnikiem, a zaczął być projektem, który należało utrzymać na określonym poziomie. Musiał ubierać się zgodnie z kanonem narzuconym przez doradców wizerunkowych i uśmiechać się tak jak zalecali trenerzy komunikacji niewerbalnej. Musiał pokazywać się w miejscach, na których zyskiwali przede wszystkim sponsorzy i chwalić coś, co w gruncie rzeczy sam uważał za kawał gówna. Jego prywatne życie często w sposób zamierzony było wystawiane na świecznik, aż w pewnym momencie stało się bardziej komentowane niż jego wyniki w łyżwiarstwie. Obserwatorzy na jego profilu na Instagramie rosły w zawrotnym tempie, a on nawet nie wiedział, jaki ma tam login. Sława nigdy go nie obchodziła tak bardzo, jak to, żeby stać się doskonałym zawodnikiem łyżwiarstwa i spełnić oczekiwania tej, której wiecznie było wszystkiego mało. Nie uważał, że rozpoznawalność to coś złego, ale tylko pod warunkiem, że skupia się na tym, co słuszne, dlatego w swoim przypadku traktował ją jako skutek uboczny sposobu, jakim jego karierą kierowała matka i cały sztab odpowiedzialnych za to ludzi. Jego szacunek pozostawał niezmienny jedynie do trenerów, którzy wcześniej go prowadzili – Todd Sand i jego żona zawsze skupiali się wyłącznie na tym, by jego duet parowy z Eleną osiągał mistrzowskie wyniki, a cały ten shit, który dział się wokół, uważali za zbędne tło, podobnie jak on sam.
    To, co lubił jeszcze w Vasyi, to z pewnością sposób, w jaki jej ciało poruszało się na lodzie, dlatego obserwował ją teraz z przyjemnością. Poruszała się tak, jakby lód nie stawiał jej już żadnego oporu, jakby zamiast po nim jechać, po prostu sunęła tam, gdzie chciała, zostawiając za sobą tylko ślad ostrzy i wrażenie lekkości, które nie miało nic wspólnego z tym, ile pracy naprawdę za nim stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyraz determinacji na jej okrągłej twarzy i to, jak kobiece były jej ruchy, gdy jej filigranowa sylwetka płynnie przechodziła z jednego w drugi, było widowiskiem samym w sobie. Zrobiła piękny spektakl z wisienką na torcie w formie trzech i pół obrotu. Cudownie.
      Uśmiechnął się, gdy znów znalazła się naprzeciwko, ułożył jedną rękę na brzegu bandy, a drugą dłoń zamknął w pięć i pochyliwszy się nieco, oparł na niej brodę. Lubił też, kiedy patrzyła mu w oczy, bo swoje ciemne miała błyszczące i piękne, a w tej pozycji, kiedy ich oczy znajdowały się na tej samej wysokości, mógł patrzeć w nie bez trudu.
      — Tak — przyznał, odrobinę przeciągając samogłoskę. — A teraz możesz się przyznać, że to za mną tak naprawdę tęskniłaś, a nie za lodem — stwierdził, posyłając jej zaczepny uśmieszek. — I proszę bardzo, Vasi, rób przejazd jeszcze raz. Jesteś coraz bliżej przekonania mnie, że warto do ciebie dołączyć — dodał z tym samym, zaczepnym uśmieszkiem, czekając na jej następny ruch. Tak naprawdę to nie musiała go przekonywać, bo zrobiła to już dawno, jakieś pięć lat temu, ale słowne gierki zawsze wychodziły im na poziomie, choć to prawda, że czasami wymykały się spod kontroli i robiły się niegrzeczne.

      Gert Brennan 😈😘

      Usuń
  27. Pokręcił głową na jej pytanie dotyczące butów, mimowolnie spoglądając w tej chwili na swoje krótkie martensy. Było nawet całkiem możliwe, że wtedy miał takie same.
    — Nauczyłem się, że jak dziewczyna po czterech drinka wypija prawię butelkę wina, to powinienem zachować lepszy refleks — uśmiechnął się krzywo, ale faktycznie było mu nawet całkiem do śmiechu na wspomnienie tamtego wieczoru.
    Ona też mogła go okłamać odpowiadając na pytanie i miał wrażenie, że jeśli nawet nie kłamała, to nie zastanowiła się zbyt głęboko nad odpowiedzią. McDonald’s? Wiedział, że łyżwiarki, zresztą podobnie do baletnic, musiały przestrzegać bardzo restrykcyjnej diety, unikając wszelkich pustych kalorii, dbać o odpowiednią ilość białka, błonnika, suplementować witaminy. Miał to w domu. Jego matka, chociaż od lat nie pracowała zawodowo jako gimnastyczka miała swoje przyzwyczajenia, których przestrzegała do tej pory. Matka Valerii podobnie, bo chociaż nie była gimnastyczką, to długie lata spędziła przygotowując się do zawodu baletnicy, których restrykcje żywieniowe były niemal identyczne. Widział to codziennie, przez cały okres dorastania – miarkę w oku, kalkulator i piętnaście budzików w telefonie by w odpowiedniej chwili przyjąć magnez, żelazo, witaminy, maślan sodu i niesamowite ilości innych rzeczy, które miały utrzymać ciało w formie.
    Tylko, czy faktycznie jedzenie było jedyną rzeczą? W głowie Ivana była cała lista rzeczy, których chciałby się dopuścić, gdyby nie miały konsekwencji w przyszłości, z drugiej jednak strony, on nie był medalistą. Nie poświęcił się niczemu w takim stopniu, w jakim zrobiła to Vasilisa, która wydawała się być gotowa zaprzedać duszę diabłu za łyżwy, jazdę, mistrzostwa i wszystko, co się z tym łączyło. W wyobrażeniu Ivana tak właśnie wyglądali i funkcjonowali mistrzowie, a przynajmniej tak powinno być.
    — Skoro mam władzę i pieniądze, to czego miałbym chcieć więcej, co? — uśmiechnął się krzywo, biorąc od niej kieliszek. Spojrzał na nią przez jego zawartość, podziwiając w jaki sposób szkło przekrzywia obraz, a krople wody go zamazują. Opróżnił kieliszek i odstawił go na blat, oblizując przy tym dolną wargę w zastanowieniu.
    — Chciałbym móc się kiedyś obudzić ze świadomością, że coś sam zbudowałem — powiedział, ale nie dodawał, że bez pieniędzy ojca. Pracował w jego firmie, bo zarabiał tam najwięcej – gdyby nie on, nigdy nie skończyłby NYU, bo nie miałby nawet szansy na przylot do Stanów, nie mówiąc o edukacji. Gdyby powiedział, że chce osiągnąć cokolwiek bez ojca, musiałby cofnąć się prawie dwadzieścia lat wstecz, a wtedy nie miałby i tak zbyt wiele do gadania. Chciał zbudować coś swojego, nie tylko po to, by móc być zadowolonym z samego siebie, ale za wszelką cenę chciał też odzyskać poczucie kontroli, które było mu odebrane, nim zdążył zauważyć, że ma jakikolwiek wybór, który nie byłby zwyczajnie głupi. Oczywiście, mógłby się zbuntować, pracować u kogokolwiek, kto zaczepiał go w ostatnim czasie za pośrednictwem headhunterów – tylko ile by to zmieniło, skoro w tej chwili jedyne, na czym mu zależało to budowanie kapitału i sieci kontaktów? Nigdzie indziej, jako młodszy prawnik, nie miałby dostępu do ludzi, z którymi w tej chwili zasiadał jak równy z równym, przy jednym stole, tylko dlatego, że na nazwisko miał Voronin.
    — Powiedz mi Vasya, czego się wstydzisz? — zapytał, lekko przekrzywiając głowę w bok i podał jej kieliszek wprost w palce.
    Ivan🪩🍸

    OdpowiedzUsuń
  28. Popatrzył jej z bliska w oczy, a kiedy odsunęła się w stronę środka lodowiska, wyprostował się i odprowadził ją wzrokiem, pozwalając sobie na pewny siebie uśmiech. Ciężko było określić jednym słowem to, czym tak naprawdę była ich relacja, bo ona mieściła w sobie dosłownie wszystko. Prawie. Jej filarem było przede wszystkim bezwzględne zaufanie, które zakiełkowało między nimi już podczas pierwszego treningu, a później rozkwitało stopniowo, aż zaowocowało pewnością widoczną w każdym, nawet najbardziej ryzykownym elemencie. W łyżwiarstwie nigdy nie było miejsca na półśrodki – tu albo oddaje się drugiej osobie pełną kontrolę w ułamku sekundy, albo nie wychodzi się w powietrze wcale, dlatego ich ciała reagowały szybciej niż myśli, zsynchronizowane latami powtórzeń i powrotów na lód, a wszystko działo się instynktownie, zapisane gdzieś w pamięci mięśniowej. Vasilisa nie zastanawiała się, kiedy jego dłonie zamykały się na jej talii przed rzutem, a on nie wątpił ani przez moment, gdy łapał ją po locie, że znajdzie się dokładnie tam, gdzie powinna. Byli dwiema oddzielnymi jednostkami, ale na lodzie tworzyli jedność. Poza lodem ich zaufanie w wielu aspektach wyglądało bardzo podobnie, bo gdyby nie było między nimi porozumienia w życiu prywatnym, nigdy nie doszliby do etapu, w którym w łyżwach mogliby wspólnie walczyć o złoto.
    Vasya była jego drugą partnerką w łyżwiarstwie, dlatego podchodził do tej relacji już trochę inaczej, na pewno bardziej świadomie i bez miejsca na błędy, które popełnił poprzednio. Wcześniej wszystko zbudował u boku Eleny. To z nią zdobywał medale, to ich nazwiska pojawiały się na podium, jedno obok drugiego, powtarzane przez komentatorów jak nierozłączny zestaw. Pary sportowe były dyscypliną, której oddał się bez reszty i której podporządkował rutynę dnia, ciało, ambicje, a momentami nawet własną tożsamość. Z Eleną tworzyli duet podręcznikowy, bo ich technika była świetna, a występy widowiskowe, ale to właśnie dlatego medialnie stali się czymś więcej niż tylko sportowcami – stali się historią, którą ludzie dosłownie uwielbiali dopowiadać po swojemu. Łączono ich prywatnie z taką pewnością, jakby to była oczywistość, choć wcale nią nie była. W rzeczywistości mieli swoje wzloty i upadki, ich występy zawsze były emocjonalne, a emocje te często wyraźnie iskrzyły między nimi na lodzie, ale to nie była historia o uczuciu, którego wszyscy się dopatrywali. Byli dla siebie wsparciem, czasami przeciwwagą, a czasami lustrem, w którym odbijały się ich własne słabości i ambicje. Potrafili się ścierać, podnosić głos, zamykać w sobie, ale kiedy wychodzili na lód, wszystko to znikało, ustępując miejsca skupieniu, które nie potrzebowało żadnych romantycznych etykiet.
    I na tym etapie z Vasyą działało to podobnie, a jednocześnie trochę inaczej. Nie było tu miejsca na niedopowiedzenia, które mogłyby rozrosnąć się do rangi problemu, ani na napięcia, które zamiast napędzać, zaczynałyby ciążyć. Ich relacja była bardziej wyważona, ale wcale nie mniej intensywna, a po prostu oparta na innym rodzaju świadomości. Nie potrzebowali udowadniać sobie niczego na siłę. Wiedzieli, kiedy odpuścić, a kiedy przycisnąć mocniej, kiedy pozwolić emocjom wybrzmieć, a kiedy zostawić je za bandą razem z resztą świata. Nie mieszali prywaty z tym, co robili zawodowo, dlatego ich współpraca od samego początku była efektywna, a postępy przychodziły szybciej, niż ktokolwiek mógł się tego spodziewać. Zgrali się szybciej niż większość par, bo od początku operowali na tym samym poziomie zrozumienia, a to pozwalało im iść do przodu bez zatrzymywania się na etapach, które dla innych wciąż były nieuniknione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stał przy bandzie i obserwował pracę jej ciała, szczególnie w spinach, które były jednym z jego ulubionych elementów w występach solistek, zwłaszcza piruet Biellmanna. Vasya wirowała w camel spinie płynnie, jej tempo narastało samo, a linia ciała pozostawała czysta. Książkowa jaskółeczka. To, że była w stanie wykonać trzy i pół obrotu było o tyle znaczące, że dzięki temu w swój występ partnerski mogli wpleść triple twist lift albo potrójny throw lutz czy throw loop, które były świetnie punktowane, a przy okazji też widowiskowe.
      — Jeśli coś mogło zapomnieć, to jedynie moje dłonie, które dawno cię nie dotykały. Myślę, że warto im przypomnieć, jak należy to robić, ale zwłaszcza tobie — rzucił śmiało w odpowiedzi i posłał jej znaczące spojrzenie, zbliżone do tego, które ona posłała wcześniej jemu, a potem ruszył od razu do szatni. Tam wsunął na nogi łyżwy figurowe, które odpowiednio zawiązał i na które opuścił nogawki spodni. W zabezpieczonych łyżwach przeszedł z szatni do małego pomieszczenia, gdzie włączył nagłośnienie, z którego następnie popłynęła melodia, po czym wrócił na halę i przysiadł na ławeczce, żeby zdjąć ochraniacze z ostrzy, a przy okazji też polar, bo nie miał wątpliwości, że na lodzie zgrzeje się w nim zbyt mocno.
      — Zatańczmy, Vasenko — powiedział, gdy jego łyżwy dotknęły lodu, a ciało bez wysiłku ruszyło w jej stronę płynnym, swobodnym ruchem. Jego plecy były idealnie proste, gdy zachęcająco wyciągał do Vasyi dłoń, a spojrzenie skupione miał w jej twarzy. To, co on nazywał tańcem, było ich standardową rozgrzewką. Dużo pracy nóg, dużo sekwencji kroków i krótkich i długich podniesień, a także dużo bliskości, żeby złapać wspólny rytm, a później bez trudu przejść do elementów par sportowych.

      Gert Brennan 🎵⛸️

      Usuń
  29. — Jakąś tak — skinął głową na potwierdzenie, chociaż w przeciwieństwie do dziewczyny, jemu nie było aż tak do śmiechu.
    Ivan nie pił za dużo teraz. W czasach nastoletnich i na pierwszych latach studiów lubił sobie pofolgować, szukać odstresowania w alkoholu, co jedynie potęgowało poczucie niepokoju chęci wyładowania się na kimś, lub czymś. Vasilisa martwiła się o kalorie w napojach, wiedząc, że będzie musiała je wypocić – on po każdej imprezie szedł pobiegać, by przyspieszyć metabolizm i możliwie szybko pozbyć się objawów zatrucia alkoholem, często namawiając do tego Lerę, z którą stosunkowo często wychodzili razem.
    Uśmiechnął się do niej, gdy wzniosła toast i na jego część dopił butelkę do końca, odstawiając ją na bar. Ivan był dobrym przykładem człowieka, w którym siedziały dwa wilki. Z jednej strony był bardzo spokojny, zdystansowany, z przemyślanym niemal każdym ruchem, obserwujący uważnie otoczenie i niezbyt gadatliwy, chociaż Vasilisie całkiem dobrze szło ciągnięcie go za język. Z drugiej strony miewał w sobie sporo niepokoju, podsycanego jedynie przez ambicję i chęć zrobienia czegoś, który z jednej strony nakręcał do działania, z drugiej potrafił działać destrukcyjnie, kiedy zamiast coś odpuścić, on zaharowywał się do żywego. No i walczył z własną empatią, którą starał się uśpić, pragnął ukrywać za wszelką cenę, ale która zwyczajnie czasami przeważała nad tym, co było dla niego najlepsze i najbardziej opłacalne.
    Zaśmiał się na jej opowieść, kręcąc przy tym głową.
    — To brzmi jak Lera… — przyznał, bo wstyd był czymś, czego jego siostra nie miała zbyt wiele. Może to dlatego ojciec nigdy nie naciskał na to, czym ma się zająć w przyszłości? Wiedział, że nad tą dziewczyną będzie mu jeszcze ciężej zapanować niż nad Ivanem, który jak do tej pory zachowywał się względnie poprawnie.
    Ivan miał dużo więcej sytuacji w których czuł wstyd i żadna z nich nie była powiązana z brakiem bielizny. Wstydził się jako dziecko, że nie zna języka, kiedy przyjechał do Stanów. Wstydził się, że nie ma normalnej rodziny, jak i tego, że nie mógł narysować drzewa genealogicznego na lekcje, bo nie znał wszystkich krewnych najpierw matki, później ojca, a musiał to drzewo rysować dwa razy, w różnych krajach, różnym alfabetem. Później postanowił, że nie będzie się wstydził już niczego nigdy, bo życie jest na to nie tylko za krótkie, ale też nikt nie zasłużył na jego wstyd. Może nikt poza Olgą, ale przy mamie robił wszystko tak, by wstyd nie miał między nimi wstępu – zarówno z jej, jak i z jego strony.
    Nabrał haust powietrza, po czym wypuścił go powoli w zamyśleniu, zastanawiając się nad odpowiedzią na zadane przez Vasilise pytanie. Mógł opowiedzieć o tym, jak kiedyś z kolegą nasikali na radiowóz moskiewskiej policji, bo ta kilka dni wcześniej zabrała ich kolegę, który dopiero zaczynał pracę jako dziennikarz, a już zdążył zadawać niebezpieczne pytania. Tylko, że wtedy wypił może jedno piwo, a powodem samego uczynku była okazja. Mógłby wspomnieć o tych kilku razach, gdy się z kimś poszarpał, kiedy obił brodę kogoś, kto jego zdaniem na to zasłużył, a szkoda było czasu na rozmowę. Mógł też opowiedzieć o tym, jak pomagał się włamać byłej dziewczyny do jej własnego domu przez okno, bo ze strachu przed rodzicami nie chciała wchodzić przez frontowe drzwi. Nigdy nie był bardzo pijany, to wszystko wynikało z jego charakteru, ale tych historii było dużo. Nawet bardzo dużo, a on niekoniecznie chciał się nimi dzielić z nowo poznaną dziewczyną, która wydawała się być zbyt niewinna na to, co ciągnęło się za nim. W końcu tym, czego najbardziej się wstydziła było przejście bez majtek do domu w legginsach, w których pewnie i tak nie było widać, czy ma na sobie bieliznę. NIe chciał też robić Lerze problemów – wiedział, że zależy jej na przyjaźni Vasilisy i nie chciał, by opinia o nim w jakikolwiek sposób rzutowała na siostrę, a nie znał Dragunovej na tyle, by wiedzieć, w jakim stopniu może jej zaufać. W jakim właściwie chce jej zaufać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Kiedyś jeździliśmy z Gaborem przez pół nocy wózkiem sklepowym po Manhattanie. On w środku, ja pchałem i zmiana… do tej pory nie wiem, jakim cudem udało nam się nie obić żadnego samochodu. To było w Halloween, więc ja jeździłem jako Freddy Krueger, a on jako zakonnica w habicie do kolana, bo nie znalazł dłuższego. Na początku wycieczki nawet rzucaliśmy cukierkami, ale szybko się skończyły — uśmiechnął się do wspomnienia i sprawnie opróżnił kieliszek. Otarł usta palcami, poprawił łokieć na którym się wcześniej podpierał i oparł głowę na zaciśniętej pięści, niespecjalnie w ten sposób przedrzeźniając Vasilisę. Zauważył na jej policzkach i czubku nosa delikatne rumieńce, które mogły wskazywać na wpływ alkoholu na jej organizm, ale równie dobrze mogły być oznakami tego, że w klubie istotnie było ciepło.
      Wyciągnął w jej stronę rękę i odgarnął długim palcem kosmyk, ten sam, który kilkanaście minut wcześniej spadł jej na policzek.
      — Kiedy ostatnio czułaś się naprawdę szczęśliwa? Poza łyżwami, mistrzostwami, zawodami, bo domyślam się, że dla medalistki odpowiedź byłaby oczywista — zapytał i podsunął w jej stronę kieliszek, uważnie obserwując jej dłoń, podążającą w jego kierunku.

      Ivan🪩🍸

      Usuń
  30. Nie było dwóch takich samych łyżwiarzy i on doskonale zdawał sobie z tego sprawę, dlatego Vasya była zupełnie inna niż Elena, nawet jeśli na pierwszy rzut oka można było dostrzec między nimi pewne podobieństwa. Każda z nich niosła jednak w sobie coś własnego, niepowtarzalnego, chociażby inny sposób prowadzenia ruchu, czy inną historię zapisaną w każdym kroku na lodzie. Nigdy nie próbował dziewczyn porównywać, bo wiedział, że każda próba wtłoczenia jednej w formę drugiej nie miałaby najmniejszego sensu, skoro i tak każdej z nich musiał uczyć się osobno, od początku odkrywając język ruchu, którym się posługiwały. One były całkowicie innymi zawodniczkami, ale i osobowościami, dlatego wymagały nie tylko odmiennego podejścia treningowego, ale też zupełnie innego rodzaju uwagi. Zawodowo jego droga z Eleną już się rozeszła, dlatego teraz całą swoją uwagę kierował na Vasyę, bo to z nią pracował, ją prowadził i dla niej układał każdy kolejny etap treningu, skupiając się na tym, by wyciągnąć z niej maksimum bez naruszania tego, co czyniło ją wyjątkową. Prywatnie sprawy wyglądały trochę inaczej, bo choć potrafił oddzielić jedno od drugiego, a przynajmniej na tyle, żeby nie mieszać przeszłości z teraźniejszością, to wiedział też, że nie wszystko da się zamknąć w prostych ramach tego, co było kiedyś i tego, co jest teraz. Niektóre rzeczy po prostu zostają, nawet jeśli nie mają już prawa wracać na lód, a Elena była obecna nie tylko pomiędzy wspomnieniami, ale i w teraźniejszości, jako łyżwiarka, która wciąż czynnie uczestniczy w życiu tego światka. Widywali się, nawet tu na lodowisku, a ponieważ rozeszli się w zgodzie, to naturalnie czasami również rozmawiali. Mimo to byli już teraz w zupełnie innych miejscach, mieli inne cele i ludzi, wokół których budowali swoją codzienność.
    Sunęli obok siebie najpierw spokojnie, ramię przy ramieniu, kiedy ich dłonie splatały się lekko, a cały świat jakby na moment zwalniał tylko po to, żeby pozwolić im poruszać się w jednym rytmie. Potem jedno z nich wysunęło się odrobinę do przodu i prowadząc zapraszało drugie do wejścia w ten sam płynący krok. Ich ciała ustawiały się pod kątem, a ruchy stały się synchroniczne, gdy na tle utworu Arrival of The Birds wykonywali piruety, czy przejścia z krawędzi na krawędź. Gdy zbliżali się do siebie w obrotach, jego dłonie przesuwały się pewniej – jedna odnajdywała talię, a druga dłoń. Czasem jedno z nich odchylało się w łagodnym łuku, powierzając ciężar drugiemu, które utrzymywało równowagę z niezauważalnym wysiłkiem, a innym razem rozdzielali się na ułamek sekundy, tylko po to, żeby zaraz znów wrócić bliżej. Poruszali się na lodzie płynnie, wirując momentami jak dwa płatki śniegu, a kiedy nabrali tempa, ta delikatność zaczęła przechodzić w coś bardziej widowiskowego. Ich ruchy wciąż pozostawały lekkie, ale kryła się w nich coraz większa siła. Najpierw odpowiednie wejście, wspólny impuls i wyczucie chwili, a potem mobilizacja mięśni i wyrzut – czysty i dynamiczny, kiedy jedno z nich oddawało się w powietrze, wystrzelone z tej wspólnej energii, by na moment oderwać się od lodu w doskonale zamkniętym ruchu. Sylwetka Vasilisy przecięła przestrzeń, obracając się z lekkością, a potem wylądowała na jednej nodze z gracją i bez zawahania. Wtedy od razu płynnie weszli w dalszy układ, Gert obniżył środek ciężkości z wyczuciem, uginając kolano i stabilizując się na krawędzi. Jego ciało pracowało w kontrolowanym napięciu, gotowym przyjąć i utrzymać każdy gram siły, jaki za chwilę miał na siebie wziąć. Dłoń, którą trzymał Vasilisę, była stabilna i niewzruszona, stanowiła dla niej jedyny punkt zaczepienia, ponieważ to na nim spoczywał ciężar całego elementu, nie tylko fizyczny, ale i ten wynikający z odpowiedzialności za płynność i bezpieczeństwo. Vasilisa schodziła coraz niżej, równolegle do lodu, zataczając wokół niego szeroki, idealny łuk, a on utrzymywał ją w tym ruchu, stabilnie zakotwiczony w tafli. Dopiero gdy wyprowadził ją z powrotem do pionu, można było dostrzec, jak rozluźnia mięśnie, oddając ciężar z powrotem ich wspólnemu, wolnemu tym razem ruchowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyciągnął jej sylwetkę do siebie, kładąc dłonie w jej talii, a one, jak zawsze, idealnie wpasowały się w jej wcięcie nad biodrami, jakby znały to miejsce od zawsze. Korygował lekkimi ruchami to, jak sunęli swobodnie po tafli, będąc tak blisko siebie, że prawie stykali się ciałami, i spojrzał jej w oczy bez pośpiechu, gdy zadarła nieco głowę. Jego palce nieco się zacisnęły, kiedy prowadził ją tyłem po lodzie, zmuszając do podążania za kierunkiem, który nadawał jej swoim ciałem. Dystans między nimi był tak niewielki, że wystarczyłoby, że jednym, krótkim ruchem przyciągnąłby ramiona do siebie, a ich usta bez trudu spotkałyby się w tym samym miejscu i stałyby się jednością tak jak oni na lodzie. Przyzwyczaił się już do tej bliskości, tak samo jak do sposobu, w jaki Vasya forsowała wszelkie granice, gdy jej pewność siebie osiągała swój szczyt. Ale lubił to. Lubił wyzwania, które testowały jego opanowanie i zmuszały go do utrzymania kontroli tam, gdzie najłatwiej było ją stracić.
      — Nie dałbym ci zapomnieć — odpowiedział, po czym uśmiechnął się krótko, zerknął na moment ponad nią, złapał jeszcze ciaśniej jej sylwetkę i uniósł w odpowiedniej chwili, zatrzymując się przy bandzie i sadzając ją na wąskiej krawędzi. Od razu przeniósł dłonie niżej, pewnie łapiąc ją teraz po bokach, a sam stanął pomiędzy jej kolanami, ze wzrokiem utkwionym w jej twarzy. Mogli uciąć sobie chwilową pogawędkę.
      — Kiecka na ściankę sponsorską już gotowa? — zapytał, nawiązując do zbliżającej się gali łyżwiarskiej. — Doszły mnie słuchy, że impreza ma się odbyć w sali balowej Hotelu Plaza i że mamy zaplanowany jakiś wywiad — powiedział, a może trochę nawet zapytał. — Jeszcze nie zagłębiałem się w program tego wydarzenia — dodał mimochodem, choć Vasya raczej już wiedziała, że takie spędy nie są czymś, do czego on akurat lgnie. — Ale wiem, że na pewno będą pytać o twoją kontuzję. Chcesz coś ustalić, czy idziemy na żywioł? — uniósł lekko brew. Mogli iść na żywioł, ale wolał wiedzieć, czy są tematy, których Vasya nie chce poruszać, żeby móc to uszanować, zamiast zostawiać wszystko przypadkowi.

      Gert Brennan 🔥

      Usuń
  31. [Ależ ślicznotka!]

    Zdawał sobie sprawę, że między łyżwiarzami zawsze istniała jakaś skromna niewypowiedziana rywalizacja, może nie wroga, ale wpisana w samą naturę tego sportu, bo każdy z nich wychodził na lód z własną historią, a jednocześnie ze świadomością, że ktoś obok może zrobić coś lepiej, czyściej, albo piękniej. Nie była to zazdrość w swojej najprostszej formie, bo łyżwiarze potrafili sobie gratulować, uśmiechać się do siebie po występach i szanować pomimo wszystko, ale gdzieś pod powierzchnią zawsze pojawiało się to specyficzne ukłucie i potrzeba bycia o krok dalej niż reszta. On jako trener widział to wyjątkowo wyraźnie, bo choć nie był duszą towarzystwa, której wszyscy chętnie zwierzają się ze swoich bolączek, potrafił być wystarczająco uważny i kontaktowy, żeby wychwytywać te drobne sygnały i tarcia między swoimi podopiecznymi. Wiedział, że dziewczyny są o siebie zazdrosne. Kiedy na światło dzienne wyszła informacja o tym, że będzie jeździł z Vasilisą w parze, jego podopieczne przyjęły to z pozornym spokojem, niby z uśmiechami i gratulacjami, ale jednocześnie z rezerwą, jakby to oznaczało, że straci do nich zaangażowanie. A to nie zmieniło zupełnie niczego. Każdą z nich trenował z takim samym zapałem i wymaganiami, bo te nigdy nie były uzależnione od sympatii czy układów. Jeśli ktoś był pod jego skrzydłami i dawał od siebie tyle, ile brał, to mógł na niego liczyć bez względu na wszystko. Musiało minąć jednak trochę czasu zanim każda z łyżwiarek zrozumiała, że wszystko zostało po staremu, a on dalej pozostaje do ich dyspozycji, nie tylko w kwestii trenerstwa, ale i niezobowiązujących pogawędek, które zawsze były częścią spotkań w tej hali. To partnerstwo nie oznaczało przecież żadnej wyłączności. Oboje nie pakowali się w związki, bo mieli całe mnóstwo swoich powodów, ale byli wolnymi ludźmi, którzy w każdej chwili mogli pójść własną drogą, bez konieczności tłumaczenia się komukolwiek ze swoich wyborów. Powiedzmy. Z niektórymi podopiecznymi był bliżej na stopie prywatnej, z innymi utrzymywał większy dystans, natomiast relacja z Vasyą rządziła się swoimi odrębnymi prawami, już nie tylko z powodu sportowego partnerstwa, co faktu, że jej pewność siebie wprowadzała między nimi dynamikę, której nie dało się zamknąć w oczywistych ramach. Przy niej granice tego, co dopuszczalne, przesuwały się dość gwałtownie, jeśli nie w słowach, to w gestach i niedopowiedzianych momentach, które czasami trudno było sprowadzić wyłącznie do pracy. Ale to była oczywiście gierka, którą oboje prowadzili świadomie. Balansowali sobie na cienkiej linii, gdzie każde z nich dokładnie wiedziało, kiedy zrobić krok dalej, a kiedy się zatrzymać, żeby nie przekroczyć czegoś, czego nie dałoby się już cofnąć. Oboje lubili wyzwania i oboje poniekąd właśnie tym dla siebie byli.
    Nie przepadał za takimi wydarzeniami, bo wydawały mu się wyjątkowo płytkie. Ci wszyscy ludzie, który chełpili się uznaniem i pompowali swojego ego wystudiowanymi komplementami, byli już zwyczajnie nudni, przewidywalni, powtarzalni w swoich gestach, słowach, uśmiechach i wszystkim, co nie byłoby jedynie dobrze wyćwiczonym pozorem. Znał te galowe schematy, bo całe życie spędził w ten sposób, uczony od początku, jak się w nich poruszać, więc była to kolejna forma treningu, tylko bez lodu. Zamiast powtórzeń rozmowy, a zamiast techniki wizerunek, i tak jak na lodzie, w tym też nie było miejsca na przypadek. Bywał na tych wydarzeniach prawie zawsze, ale nie dlatego, że chciał, tylko dlatego, że była to część jego pracy. Ta gorsza część, którą należało zaliczyć i którą odbębniał z konieczności. Pouśmiechać się trochę do błyskających fleszy, palnąć kilka szablonowych odpowiedzi, pokręcić się w towarzystwie i zrobić absolutne minimum, żeby sztab, sponsorzy i wszyscy święci byli zadowoleni, albo przynajmniej na tyle usatysfakcjonowani, by nikt nie miał powodów do narzekań. Zwłaszcza pani Brennan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuł, jak Vasya muskała chłodnymi palcami jego skórę, choć w pewien sposób był już zaznajomiony z jej dotykiem i przyzwyczajony do bliskości, bo ta była nieodłącznym elementem ich pracy na lodzie. Wtedy, co prawda, dotykali się bardziej technicznie, dopełniając tym choreografię, ale to też była gra.
      — Tak? — Jego brwi powędrowały ku górze, gdy z jej strony padła ta niewinna propozycja. — I co będziemy u mnie robić, jeśli cię zaproszę? — pociągnął temat, przechylając głowę nieco w bok, ale zupełnie odruchowo, a nie po to, żeby uciec od jej dotyku. — Wieczór w piżamach? — Kącik jego ust uniósł się w lekkim, pobłażliwym uśmiechu, a wzrok zsunął się chwilowo na jej usta. — Ale ja na co dzień sypiam bez — zdradził, po czym wrócił spojrzeniem do jej oczu, a w jego własnych przez moment błysnęło wyzwanie. Gdy bardziej oplotła go nogami w pasie, powędrował dłońmi do jej ud i na nich lekko zacisnął swe palce, bo belka, na której siedziała, była jednak wąska, a Vasya dopiero co wylizała się z jednej kontuzji, więc druga byłaby im teraz zbędna. Miał swoją posiadłość na Manhattan Beach, chociaż równie często przebywał w tej rodzinnej, która mieści się w Hamptons. Oczywiście i tu i tu można było spędzać czas na całe mnóstwo sposobów, ale akurat ten swój kawałek podłogi traktował jako oazę spokoju całkowicie odciętą od łyżwiarskiej codzienności. Tam odpoczywał nie jako złoty medalista olimpijski, a jako Gert Brennan, który może wieść zwykłe życie. Tam miał po prostu święty spokój.

      Gert Brennan 😈🤭

      Usuń
  32. [Och, ale tu ładnie. ♥]

    Im dłużej jej się przyglądał, tym więcej widział. Irytację, złość, dumę i upór. Przede wszystkim irytację. Łyżwiarka nie pozostawiała złudzeń co do tego, że jest zwyczajnie poirytowana obecnością Rotha na, jak sądził Evan, jej lodowisku. Póki co skutecznie ukrywał satysfakcję, która wynikała z tego stanu rzeczy. Vasyi mogło wydawać się, że była silna i niezwyciężona, bo podnosiła się po porażce, ale w oczach Evana była małą, sfrustrowaną dziewczynką, która pragnęła przegonić go z lodowiska, mimo tego, że nie miała do tego żadnego prawa.
    Dlatego stał. Nieugięty. Ba, niezłomny i lustrował ją wzrokiem bez skrępowania – nadal. Bo Roth nie potrzebował katorżniczych treningów i restrykcyjnej diety, aby wyrobić w sobie siłę charakteru. Wystarczyło, że jakiś zjeb zgwałcił i zabił mu siostrę. Zdobył wtedy wystarczająco siły, aby mierzyć się z całym światem. Sam. Nie potrzebował nikogo. Nie potrzebował trenera, mentora czy opiekuna, chociaż gdy trafił pod skrzydła Rileya, uznał, że to nie było wcale takie złe rozwiązanie. Nigdy na głos, bo byłoby to – oczywiście – słabością.
    Spojrzenie hokeisty padło na buńczucznie wbitą łyżwę w poryty lód.
    — Znam to za dużo powiedziane — odparł, wzruszył ramionami i uciekł spojrzeniem w bok. — Algorytmy podrzucają cię wszędzie, jeśli ktokolwiek interesuje się jakkolwiek łyżwami — wyjaśnił z nienaturalnym spokojem, głosem wyważonym, ale głębokim, zakrawającym o lekką chrypkę. Nie chciał, aby Dragunova nabrała przekonania, że cokolwiek dla niego znaczyła, dlatego też śledził jej poczynania, czy właściwie – porażki. Kącik ust drgnął niebezpiecznie, kiedy ta wspomniała, że nie zna jego imienia.
    — Thomas — odparł bez wahania, podjechał bliżej. Gładko lawirował przy niej, by ostatecznie zatrzymać się za jej plecami. — Ale przyjaciele mówią mi Tommy — mruknął, nie kryjąc już rozbawienia.
    A bawiło go wiele rzeczy. Pierwszą z nim, ba, na pierwszym miejscu pozostawał nadal upór mikroskopijnej łyżwiareczki. Drugą rzeczą mogła być jej buta, bo miała czelność rzucać mu jakiekolwiek wyzwania, a Evan nie był typem człowieka, który uginał się przed słabszymi. Nie wątpił w jej talent – skoro jej osiągnięcia były medialne, musiała mieć talent i skutecznego trenera.
    — To ty zbierasz medale, Vasiliso — zauważył, poniekąd celowo zwracając się do niej pełną formą jej imienia. Obcego imienia, którego potwierdzeniem był tylko obco wybrzmiewający akcent. Ale byli w Ameryce, więc skoro ona mogła tu być i prowadzić własną karierę, byli na równi. Przekleństwo Ameryki. — Mi nie są one potrzebne, aby udowadniać swoją wartość.
    Bawiło go też to, że była taka malutka. Kiedy zdarzyło mu się ją oglądać na ekranie telewizora, drobna sylwetka nie była tak… zauważalna. Wszystkie łyżwiarki były smukłe, ale teraz mógłby bez większego trudu napluć jej na głowę.
    Dlatego odjechał, aby nie wodzić losu na pokuszenie. Znowu się oddalił. Poruszał się na łyżwach płynnie, a kiedy nie walczył z krążkiem, jego ruchy pozbawione były agresji i ciężkości, z którą musiał napierać na przeciwników jako napastnik.
    Jechał tyłem, patrząc na jej sylwetkę, bo przecież była tutaj jedynym interesującym punktem. Ruszała się i mówiła. Nawet dużo. Za dużo.
    — Stawiasz warunki? Chcesz zakładu? — pytał dla potwierdzenia, bo w jego krwi płynęła też polityka, której się uczył z pierwszego rzędu. — Dobra. Bez poprawek. Jedna próba. Przegrany zabiera wygranego na kolację. Dzisiaj. — Zauważył od razu, nie czując żadnych oporów, aby proponować tego typu rozwiązania. Był głodny. I albo mógł wygrać kolację za darmo, albo będzie musiał zmusić się do kolejnej godziny w jej towarzystwie. — I to wygrany wybiera miejsce — dodał, co by nie liczyła na to, że kiedy on wygra, ona zabierze go do parszywego McDonaldsa.

    Evan Roth ❄️

    OdpowiedzUsuń
  33. Cóż, jego matka była bardzo specyficzną osobą, a pod wieloma względami także zwyczajnie paskudną. Oczywiście, jako sędzina pozostawała nienaganna, bezbłędna w swoich ocenach, konsekwentna i wierna zasadom, przynajmniej tak długo, jak długo prowadziły one do właściwego wyniku. Na lodzie i przy stoliku sędziowskim nie było w niej miejsca na emocje ani sentymenty, wszystko sprowadzała do punktów, detali i tego, co dało się obiektywnie uzasadnić, a to, że trafiła do Galerii Sław Łyżwiarstwa Figurowego USA, nie wynikało przecież z przypadku. Była wymagająca do granic, bezlitosna w swoich oczekiwaniach i całkowicie pozbawiona cierpliwości wobec wszystkiego, co nie wpisywało się w jej wizję, a na dodatek nie znała półśrodków – dla niej coś było albo doskonałe, albo nie miało prawa istnieć. I właśnie w takim świecie go wychowała. Ale on nie był taki jak ona. Przynajmniej nie do końca, bo niczego z jej mlekiem nie wyssał. Po prostu nauczył się jej zasad i przejął jej bezkompromisowość tam, gdzie miały sens, ale nie pozwolił, żeby odebrały mu zdolność dostrzegania tego, co wymykało się tym wszystkim wyuczonym schematom. Wiedział, jak wygląda doskonałość, ale rozumiał też, ile kosztuje i gdzie przebiega granica, po przekroczeniu której ta doskonałość zaczyna niszczyć, dlatego w pracy z innymi potrafił się zatrzymać. Tam, gdzie ona wymagałaby jeszcze jednego powtórzenia, jeszcze jednego podejścia i dowodu, że można więcej, on potrafił powiedzieć, że wystarczy. Nie oznaczało to, że był mniej wymagający, ale z pewnością był bardziej ludzki. Trenował w końcu łyżwiarzy, których ulepiono z krwi i kości, a nie poruszające się po lodzie robociki. Ale jeżeli on sam nigdy nie zdołał zadowolić tej kobiety, jeżeli nie zadowoliła jej również Elena, która przy okazji wpisywała się w ideał synowej, to byłby cud, gdyby Vasya choć na moment zbliżyła się do jej oczekiwań. I nie musiała – wystarczy, że zbliżyła się do tych jego.
    Zaśmiał się cicho i lekko poruszył głową na boki, kiedy uraczyła go tak wymowną odpowiedzią w kwestii sprawnych rąk i pozbywania się piżamy. Flirtowała z nim bezczelnie, coraz dalej rozciągając granice poprawności, ale on nie był wcale lepszy, bo swoją gadką też to nakręcał. Jednak bez względu na kaliber tekstów, czy zalotny akcent w głosie, to wszystko nadal pozostawało w żartobliwej tonacji, a oni oboje dobrze wiedzieli, że w tej grze chodzi bardziej o napięcie niż o finał. Przecież gdyby chcieli finału, to przespaliby się ze sobą już dawno temu. Zrobiliby to nawet teraz, korzystając z okazji, że hala jest pusta, a szatnie znajdują się za najbliższą ścianą. Rzecz w tym, że najlepsza zabawa była właśnie w nieustannym wodzeniu się na pokuszenie i w nieprzewidywalności, bo mimo wszystko żadne nie wiedziało, na co ostatecznie pod wpływem impulsu wpadnie to drugie. Ale to nie prawda – jeszcze nie był w idealnym miejscu. Najlepsze dopiero przed nimi.
    — Przyjadę, Vasenko — odpowiedział, łapiąc ją za przedramiona, i odsunął się o krok. To oznaczało koniec tych pogaduszek i przerwy. — Tylko nie zapomnij spakować piżamki — zaznaczył, uśmiechając się pod nosem. Pomógł jej bezpiecznie zsunąć się z bandy, a kiedy ostrza jej łyżew znalazły się na lodzie, swobodnie odjechał tyłem do środka lodowiska. Musieli poćwiczyć jeszcze trochę najazd do triple twist lift, bo miał nadzieję dopracować ten element na tyle, żeby bez wahania mogli włączyć go do programu na najbliższe zawody. Miszyn na pewno byłby zachwycony, gdyby im się udało, a były ku temu dobre podstawy, skoro bezbłędnie wykonywali już throw triple loop.
    Tamtego dnia miał zaplanowany jeszcze jeden trening, więc kiedy pożegnali się z Vasyą, wyskoczył tylko zjeść posiłek, a później powrócił na lód, na którym trenował o kilka lat młodszą od niej łyżwiarkę. Dziewczyna miała potencjał, ostatnim razem na mistrzostwach sięgnęła po brąz, dlatego postanowił prowadzić jej karierę, mimo że nie była jeszcze tak rozpoznawalną twarzą, by dawało mu to jakieś szczególne korzyści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed galą widzieli się z Vasyą jeszcze kilka razy na lodowisku, z racji tego, że ona wróciła do regularnych treningów. Przerabiali choreografię, a przy okazji ustalili parę szczegółów odnośnie zbliżającego się wydarzenia i umówili się na konkretną godzinę, o której on miał po nią przyjechać. Do Hotelu Plaza mieli rzut beretem z Upper West Side, ale mimo to wziął odpowiednią ilość zapasu, bo w piątkowy wieczór, kiedy ludzie wytaczają się z pracy i wrzucają sobie na luz, nie sposób nie wpaść w centrum w gęste korki.
      Zatrzymał swoje auto pod odpowiednim budynkiem na miejscu, na którym teoretycznie nie należało parkować, ale uznał, że przez te kilkanaście minut nikomu nic się przecież nie stanie. Potem wysiadł, zatrzasnął za sobą drzwi i zerknął krótko na zegarek. Był przed czasem niespełna piętnaście minut, ale nie szkodzi. Oparł się tyłkiem o maskę Maybaha na tyle ostrożnie, żeby nie zagnieść czarnych garniturowych spodni, które miał na sobie w komplecie z marynarką, białą koszulą i zawiązaną pod szyją muchą, a potem wyciągnął telefon z wewnętrznej kieszeni i przesłał Vasyi krótką wiadomość, że czeka na dole. I czekał, choć wcale nie tak długo.
      Kiedy zobaczył ją, wychodzącą z budynku, na jego ustach pojawił się uśmiech, który zdradzał więcej, niż byłby skłonny powiedzieć na głos. Przez moment po prostu na nią patrzył, w myślach oceniając każdy szczegół, ale nie w sposób krytyczny, a przyzwyczajony do wychwytywania detali, które dla innych pozostawały niezauważalne. Wyprostował się powoli, odrywając się od maski samochodu, i schował telefon z powrotem do kieszeni, nie spuszczając z niej wzroku. Była punktualna. Jakżeby inaczej. I wyglądała pięknie.
      — Chyba nie będę czekał, aż założysz piżamę — powiedział, lustrując z wolna jej sylwetkę, a kącik jego ust powędrował zaraz w górę w rozbawionym wyrazie. — Wieczór w kiecce wydaje mi się jednak o niebo ciekawszy, szczególnie, jeśli mogę sprawić, że skończysz bez niej — dodał, podnosząc spojrzenie do jej oczu. — Wyglądasz pięknie — podsumował jeszcze, po czym sięgnął do klamki w samochodowych drzwiach od strony pasażera, żeby otworzyć je dla Vasyi. — Ruszamy?

      Gert Brennan 🍸⛸️

      Usuń
  34. Vasilisa nie łączyła Ivana z Lerą, za to Ivan łączył Vasilisę z Lerą. Była jej przyjaciółką o której dużo słyszał, wiedział też, że była dla niej ważna i liczyła się z jej opinią. Valeria mało z kim się liczyła nie tylko ze względu na swój buńczuczny charakter, ale też zwykłą przekorność, którą pokazywała na każdym kroku i którą wręcz chełpiła się w towarzystwie, za nic mając to, że była ona niekiedy całkowicie pozbawiona logiki. Tak jak na samej opinii Vasilisy zależało mu średnio – było duże prawdopodobieństwo, że więcej jej nie zobaczy, albo zobaczy za wiele miesięcy lub lat, tak opinia Valerii była jedną z nielicznych, które brał do siebie.
    Dla Ivana, chłopaka wychowanego w smutnych blokach, gdzie jedną z największych atrakcji były amerykańskie filmy, Halloween było jednym z symboli nowego życia. Raptem kilka miesięcy po przybyciu do Stanów, wciąż jeszcze średnio oswojony z nową sytuacją, wraz ze swoim rodzeństwem i ich przyjaciółmi, chodził od domu domu zbierając cukierki. Bawił się przy tym świetnie, chociaż niewiele rozumiał, ale od tamtej pory, nieprzerwanie pozostawało to jego ulubionym świętem – spędzanym w gronie ludzi, których się samemu wybierało, w przeciwieństwie do innych okazji, gdzie wskazane było towarzystwo rodziny.
    Vasilisa była łyżwiarką, jednak była też człowiekiem. Nie wątpił, że nie zaszłaby tak daleko, gdyby nie archetypowe cechy każdego sportowca, talent i ten jeden procent szczęścia, które potrzebowali najlepsi – ale to znał, potrafił sobie wyobrazić. Chciał zobaczyć, czy poza łyżwami Vasya miała do zaoferowania coś jeszcze, bo był przekonany, że było tego dużo; w innym wypadku jego siostra raczej nigdy nie zaprzyjaźniłaby się z Dragunovą.
    Nie miał zamiaru jej wyśmiewać, bo gdy tylko jego mama zadomowiła się w swoim mieszkaniu i kazała mu przyjść na obiad, Ivan przez kilka długich sekund nie był w stanie wypuścić jej z niedźwiedziego uścisku, kiedy tylko spróbował domowej roboty blin. Nie należał do mężczyzn, którzy się wzruszają, a nawet jeśli to robił to nie pokazywał tego po sobie – mimo to, wtedy czuł w sobie tyle szczęścia, że nie był w stanie udźwignąć go w pojedynkę. Gdyby ktoś zapytał go o najszczęśliwszy moment w życiu to prawdopodobnie wspomniałby właśnie tamtą chwilę – nie wylądowanie w Stanach, nie pierwszy pocałunek, skończenie studiów, czy wygraną sprawę, ale tamten uścisk.
    — Wcale Ci się nie dziwię. Jedzenie może cieszyć — stwierdził z przekonaniem i wziął swój kieliszek, czekając na następne pytanie Dragunovej. Zaśmiał się głośno, kiedy dziewczyna zadała pytanie, którego absolutnie się nie spodziewał i którego już od dawna nikt mu nie zadał. Jego najbliżsi dobrze wiedzieli, skąd się to wzięło, a nowi znajomi… Ich chyba odstraszał przed tym pytaniem nie tylko aparycją, ale też tym, że zwykle nie rozmawiał z nimi tyle, co z Vasyą.
    — Bo mogę — odpowiedział krótko, wypił zawartość kieliszka i odstawił go na blat — Jeśli nie byłabyś łyżwiarką, to kim chciałabyś być? Co chciałabyś robić zawodowo, a kim chciałabyś być po pracy? — zapytał, patrząc jej bez skrępowania w oczy.

    Ivan Voronin

    OdpowiedzUsuń
  35. Obecność fotoreporterów była tym dodatkiem, do którego przez lata łyżwiarskiej kariery zdążył się już dobrze przyzwyczaić, a błyski fleszy i krótkie okrzyki, którymi próbowano załapać uwagę, zawsze stanowiły tło, na które on reagował odruchowo, tak jak nauczono go lata temu, nie zatrzymując się przy tym ani na moment dłużej, niż było to konieczne. Miał wypracowany swój firmowy uśmiech, do którego nikt nie mógł za bardzo się przyczepić i szukać w nim czegokolwiek poza tym, co rzeczywiście chciał pokazać. Był poprawny i na tyle neutralny, żeby nie dało się go podważyć ani odczytać jako coś więcej niż uprzejmy gest, a do tego dobrze wyglądał na zdjęciach, które nie zawsze robiono w sposób sprzyjający ich bohaterom. Ale do tego, że pismaki często wybierają zdjęcia najgorsze z możliwych, albo że jedno ich ujęcie, wyrwane z kontekstu, potrafi opowiedzieć zupełnie inną historię niż ta, która wydarzyła się naprawdę, też można się przyzwyczaić. Mimo wszystko to właśnie dlatego nigdy nie dawał im więcej, niż było konieczne. Wyćwiczona pozycja i wyćwiczony uśmiech od wielu lat świetnie spisywały się na ściance, dlatego i tym razem, pozując do zdjęć obok Vasyi, ubrał się w tą wygodną, niezmienną maskę i wszedł w nią bez wysiłku, pozwalając fotoreporterom obfotografować się dokładnie tak, jak chcieli.
    Po zdjęciach najczęściej przychodził czas na wywiady, które rządziły się własnymi zasadami i w gruncie rzeczy niewiele różniły się od tego, co działo się chwilę wcześniej. Wiedział już, czego się spodziewać, bo znał schematy i potrafił przewidzieć kierunek rozmowy po kilku pierwszych słowach, ale zawsze odpowiadał spokojnie, rzeczowo, bez zbędnego rozwlekania, mówiąc dokładnie tyle, ile trzeba było powiedzieć, żeby temat uznać za zamknięty, ale nie dać się wciągnąć w coś więcej.
    Jego spojrzenie spoczęło najpierw na człowieku z mikrofonem, a potem przesunęło się na Vasyę, gdy zaczęła udzielać pierwszej odpowiedzi. W ich sportowym światku od dawna mówi się o ich stracie w nadchodzących zawodach, więc to pytanie było po części zbędne, ale może dziennikarze potrzebowali ich klarownego potwierdzenia, żeby oficjalnie o tym napisać, a może był to po prostu płynny wstęp i zachęta do rozmowy, która zaraz może przybrać nieco inny format.
    Gdy dziennikarz spojrzał na niego po zadaniu kolejnego pytania, poczuł się trochę wywołany do odpowiedzi, a chociaż najchętniej przewróciłby oczami i stwierdził ironicznie, że będą robić dosłownie wszystko, żeby wypaść jak najgorzej, to ostatecznie uniósł kącik ust w symbolicznym uśmiechu i lekko poruszył głową.
    — Nie przyjeżdża się na zawody tylko po to, żeby się pokazać — odpowiedział spokojnie. — Start to dla nas oczywistość, ale interesuje nas wyłącznie jakość wykonania. Jeśli wszystko złożymy tak, jak pracujemy na treningach, reszta przyjdzie sama — rozwinął krótko, uznając, że tyle powinno wystarczyć. Taka była zresztą prawda – ich celem był wynik i co do tego nie było wątpliwości, ale liczyło się też jak najlepsze wykonanie programu. I właśnie dlatego nie miał potrzeby składać żadnych deklaracji na wyrost, bo jeśli wykonają to tak, jak powinni, nie będzie potrzeby niczego dopowiadać.
    — Wasza współpraca przyciąga sporo uwagi — podjął jeszcze dziennikarz, chcąc wycisnąć z tej okazji do rozmowy tyle, ile tylko będzie możliwe. — Czy ta dynamika między wami przekłada się bezpośrednio na to, co widzimy na lodzie?
    Tym razem Gert przerzucił swoje spojrzenie na Vasyę, zostawiając tę odpowiedź jej przede wszystkim dlatego, że on jako trener nie miał poczucia, że potrafiłby dobrze ubrać ich dynamikę w słowa. Mógł mówić o technice, o pracy, o elementach, które dało się nazwać i rozłożyć na części, ale to, co działo się między nimi, wykraczało poza ten porządek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trenował kilku łyżwiarzy i ta dynamika zawsze była różna, z Vasyą najbardziej intensywna, ale też najmniej przewidywalna, oparta na napięciu, które nie wynikało wyłącznie z treningu, a jednak to właśnie ono napędzało ich do przekraczania kolejnych granic też na lodzie. Nie próbował tego porządkować ani nazywać, bo nie było w tym żadnego sensu. Wiedział tylko, że kiedy wchodzili na lód, wszystko zawsze układało się dokładnie tak, jak powinno, i że to w zupełności wystarczało. Tworzyli parę, bo rozumieli siebie na lodzie, ale równocześnie to samo porozumienie w dużej części przenikało ich prywatność. Bez tego ich współpraca nigdy nie przebiegałaby tak pomyślnie, że mogliby myśleć o zawodach, czy sięganiu po złoto.

      Gert Brennan 📸✨

      Usuń
  36. Na początku swojej łyżwiarskiej kariery zdarzało mu się śledzić to, co działo się gdzieś w mediach, ale po paru latach sam doszedł do wniosku, że jeśli odetnie się od tych wszystkich portali internetowych, to będzie po prostu zdrowszy. I dokładnie tak zrobił – wycofał się z internetowego życia, a konta społecznościowe i cały ciężar z tym związany oddał do prowadzenia osobie, która świetnie się na tym zna. Nie żałował tej decyzji, choć teraz nie miałby po prostu czasu przeglądać internetów i plotkarskich artykułów, bo z reguły całe dnie spędzał na lodowisku, albo na dbaniu o samego siebie. Miał mnóstwo zajęć, które w całości skupiały jego uwagę, a wolne chwile wolał poświęcać na inne pasje, które przy okazji pozwalały uciec na chwilę od łyżwiarskiej rzeczywistości. Oczywiście, bez względu na to, czy miał w poważaniu artykuły plotkarskich tabloidów, czy nie, zawsze wymagano od niego nienagannej prezencji, a on to wymaganie musiał niezmiennie spełniać, dlatego stał tu teraz i grzecznie odpowiadał na pytania dziennikarza. Akurat ten zadawał pytania konkretne, skupione na ich pracy i formie, nie próbując wcisnąć ich w ramy taniej sensacji, więc rozmowa przebiegła sprawnie.
    Lada moment szli już przez bogato zdobioną salę, a potem dotarli do ich stolika, który znajdował się nieopodal sceny. Gert odsunął krzesło dla Vasyi, zajął miejsce tuż obok i zaraz rozejrzał się dookoła, omiatając wzrokiem zbierających się wewnątrz gości. Eleganckie sylwetki przesuwały się między stolikami i powoli zajmowały przypisane im miejsca, a przy tym wypełniały sale rozmowami. Dostrzegł kilka znajomych twarzy, kogoś z ich klubu, ale także ludzi z federacji, których nie mogło tu przecież zabraknąć. Impreza była skierowana tylko do łyżwiarskiego światka, więc widok znajomych osób nie był niczym zaskakującym. Mimo to zatrzymywał spojrzenie na niektórych odrobinę dłużej, próbując przewidzieć, z kim przyjdzie mu zamienić kilka zdań, a kogo uda się minąć w pół kroku, ograniczając się do krótkiego skinienia głową. Nie ze wszystkimi chciało się gadać dłużej niż to konieczne.
    Oparł się wygodniej o oparcie krzesła, przesuwając spojrzenie w stronę sceny, bo mimo wszystko to tam skupiała się cała uwaga wieczoru, choć dobrze wiedział, że dla wielu osób równie istotne było to, kto siedzi przy którym stoliku. Był szalenie ciekawy, z kim oni będą dzielić swój, bo miał wytypowanych kilka nazwisk i całkiem prawdopodobne, że trafi z większością z nich. Jego matka na pewno była już obecna wśród gości, zajęta zapewne rozmową z organizatorami tego przedsięwzięcia, z którymi najpewniej usiądzie też przy jednym blacie. Na szczęście. Stół był wprawdzie duży, więc rozmowy z osobami z drugiej strony i tak byłby tutaj utrudnione, ale już samo siedzenie z tą kobietą w jednej przestrzeni potrafiło uczuć atmosferę wyjątkowo ciężką. To, że oni zasiedli tak blisko sceny, wydawało się oczywiste, bo raczej nikt nie posadziłby ich gdzieś z tyłu na typowo łyżwiarskiej imprezie, ale jedno wcale nie wykluczało drugiego – mogli ich lubić, a przy okazji mogli chcieć ich pilnować.
    Spojrzał na Vasyę, gdy zbliżyła się, żeby poprawić muchę, którą miał pod szyją. Miał duże wątpliwości, czy w ogóle zakładać ten dodatek, czy może jednak sobie odpuścić, ale ostatecznie uznał, że chyba wypada. A z dwojga złego wolał muchę niż krawat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Kto wie — rzucił z lekkim, zaczepnym tonem, celowo zostawiając tę odpowiedź niedopowiedzianą. — Sama piżama to nie wszystko, ale jeśli dałabyś z siebie wszystko, tak jak na lodzie, to może wtedy rzeczywiście bawilibyśmy się lepiej — dodał, posyłając jej znaczący uśmiech, w którym kryło się więcej rozbawienia niż powagi. Słowa brzmiały dwuznacznie, ale nie było to nic, do czego oboje nie byli już przyzwyczajeni, skoro słowne gierki były ich codziennością od kilku dobrych lat. Czasami przeginali, ale wystarczyło jedno spojrzenie, albo krótkie uniesienie kącika ust, żeby wszystko pozostało na granicy żartu i czegoś, czego żadne z nich nie próbowało nazywać tak wprost. Byli w tym wyjątkowo wprawieni.

      Gert Brennan 🥂

      Usuń
  37. Zawsze dawał z siebie wszystko, bo gdyby cokolwiek zrobił na pół gwizdka, to matka wypatroszyłaby go bez mrugnięcia okiem, a potem wypchała jakąś nową, lepszą wersją, która musiałaby spełnić wszystkie jej wymagania. Nie było zatem innej możliwości, jak robić wszystko na sto procent, ale oczywiście wyłapał podtekst w słowach Vasyi i wiedział, do czego nawiązywała, mówiąc o zwycięstwie. Mogła być jednak pewna, że tam zaopiekowałby się nią tak samo dobrze, jak na lodzie i dokładnie tak jak lubi, albo nawet lepiej. Na lodzie już wiedziała, czego się po nim spodziewać, więc tam miałby znacznie więcej swobody, żeby ją zaskoczyć.
    Skwitował jej słowa uśmieszkiem, a potem przeniósł spojrzenie na grupę osób, która zmierzała do ich stolika. Znał wszystkich, a co niektórych nawet lepiej, niż by chciał. Jego wzrok przesunął się po twarzach łyżwiarzy i zatrzymał odrobinę dłużej na Elenie, która szła wśród nich z tą swoją charakterystyczną, spokojną pewnością. Ostatnim razem widzieli się ze dwa tygodnie temu, ale tylko przelotnie – on kończył trening, ona zaczynała. Wtedy miała na sobie sportowy strój, teraz koronkową, czarną sukienkę, na którą swobodnie rozpuściła włosy, a do tego lekki makijaż, którym podkreśliła oczy i usta. Przywitali się po chwili krótkim uściskiem, a z resztą Gert wymienił symboliczne uprzejmości.
    Atmosfera przy stole wyraźnie zgęstniała, może nie na tyle, żeby ktokolwiek mógł to nazwać wprost, ale wystarczająco, by było to wyczuwalne między spojrzeniami i krótkimi pauzami w rozmowie. W ich świecie wszystko było podszyte rywalizacją, nawet jeśli przykrywano ją warstwą uprzejmości i wyuczonych gestów, ale tutaj nikt nie wychodził poza ramy i nikt nie pozwalał sobie na więcej, niż wypadało. Elena usiadła naprzeciwko niego, jakby było to najbardziej naturalne miejsce i posłała mu pogodny uśmiech, a on zerknął zaraz na Nathaniela kontrolnie, choć ten, jak zwykle, trzymał się swojego standardowego dystansu, nie wychodząc poza bezpieczną neutralność.
    Tak na dobrą sprawę, nie licząc rywalizacji, to Gert nie miał tu z nikim żadnych waśni. Mijali się gdzieś w środowisku łyżwiarskim z Celeste i Noah, rzadko mając w ogóle porządną okazję do rozmowy, więc te znajomości opierały się przede wszystkim na sportowych rozgrywkach, ale uwaga Noah o ambitnym towarzystwie była akurat trafna. Przy tym stole nie było nikogo, kto mierzył nisko, poza tym wszyscy mieli niebawem rywalizować o złoto, więc, jakby nie patrzeć, wszyscy byli tu swoimi przeciwnikami. Teraz była nią również Elena, z którą wcześniej przez ponad dekadę łączyła go sportowa kariera i nie tylko, bo ich partnerstwo było przedstawiane na dziesiątki różnych sposobów. Istnieli w mediach jako para łyżwiarzy, ale też para ludzi, mimo że ich partnerstwo nigdy nie stało się oficjalnie związkiem. Nikomu to jednak nie przeszkadzało. Reporterzy stawiali ich w roli ukochanych, interpretowali sytuacje po swojemu, pchali do ślubnego kobierca i niekiedy nawet na porodówkę. Nie było tematu, którego nie przerobiliby jako dwoje sportowców, którzy na lodzie stawali się jednością, ale prawda jest też taka, że ich PR-owcy kształtowali ten wizerunek umyślnie, bo dawał im on najwięcej korzyści. Nie bez powodu występowali w reklamach, w których udawali idealną rodzinkę, czy sprzedawali świąteczną atmosferę wymienianymi półgłosem czułościami i przeciągłymi, znaczącymi spojrzeniami. To chętnie się klikało i chętnie się oglądało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spojrzał na Noah, wyłapując prowokującą nutę w jego głosie, a potem uniósł lekko brew i zaśmiał się krótko też na wtrącenie Vasyi, która celnie weszła chłopakowi w zdanie. Elena spojrzała wtedy na nią, próbując wyłapać ton tego wtrącenia, ale ostatecznie założyła włos za ucho, nie wtrącając się do tej rozmowy.
      — A co, zamierzasz wymienić Celeste, że dopytujesz? — odbił piłeczkę, utrzymując wzrok w twarzy Noah. — Jeśli będziesz w połowie tak dobry, jak ja, to może wtedy nie zawiedziesz ani jednej ani drugiej — powiedział z pozorną neutralnością, która brzmiała trochę zbyt równo, żeby była tak niewinna, na jaką brzmiałą. Kącik ust drgnął mu ledwie zauważalnie, a w spojrzeniu pojawił się cień rozbawienia, podszyty także czymś ostrzejszym.
      — Właściwie, nie widziałem was ostatnio na lodowisku. Jakiś kryzys? — zapytał, tym razem przenosząc wzrok również na Celeste, żeby włączyć ją do tej niby uprzejmej pogawędki, a równocześnie zatuszować swój lekko uszczypliwy ton. Sięgnął jeszcze do patery, na której znajdowały się owoce, urwał kulkę białego winogrona i w oczekiwaniu na odpowiedź, swobodnie wrzucił ją sobie do ust.

      Gert Brennan 🔥 ⛸️

      Usuń
  38. To, co ich różniło, to przede wszystkim ta zazdrość i zaborczość, bo takie reakcje nie wchodziły w sposób jego myślenia. Może miało na to wpływ wychowanie, że jego samoocena zawsze była budowana bardziej na wymaganiach niż na emocjach – na tym, co potrafi udowodnić, a nie na tym, co czuje. Nie potrzebował potwierdzeń z zewnątrz i nie szukał ich w innych ludziach, bo od początku uczono go, że wartość albo się ma, albo trzeba ją sobie wypracować. Nie reagował impulsywnie na to, co działo się wokół. Jeśli coś go niepokoiło, analizował to zamiast wyciągać pochopne wnioski, a jeśli coś wymagało działania, to działał, zamiast budować napięcie wokół rzeczy, które nie miały znaczenia. Dlatego ze spokojem przyjął informację o tym, że Elena zaczęła współpracę z nowym partnerem i z takim samym spokojem siedział teraz w jego towarzystwie. Nathaniel nie był dla niego żadnym punktem odniesienia, nawet nie pojawiał się w jego kalkulacjach jako potencjalny rywal, będąc nim wyłącznie na lodzie i to też nie w zagrażającym stopniu. Prywatnie było mu wszystko jedno, co oni z Eleną robią, a miał podejrzenia, że wdarła się już między nich bliskość, bo znał Elenę. Dziesięć lat to wystarczająca ilość czasu, żeby poznać czyjeś mocne i słabe strony, a uczucia były zdecydowaną słabością Eleny, bo w wielu kwestiach nie potrafiła odciąć się od nich tak definitywnie. Może siedziała teraz spokojnie, ale w głębi duszy była tak samo poruszona zazdrością, jak Vasilisa. U dziewczyn w ogóle działało to trochę inaczej, bo tu w grę wchodziła jeszcze cała masa innych aspektów, która składała się na rywalizację i dotyczyła zupełnie innego poziomu, niż tego związanego z lodem. Obie miały na twarzach maski, pod którymi gotowały się emocje.
    Rzucił ciche no nie wiem w odpowiedzi na słowa Noaha, a potem dodał sobie w myślach, że na bystrego nie wyglądasz i skubnął kolejną kulkę winogrona, zanim odchylił się na oparcie krzesła. Pokiwał tylko głową do słów Celeste, bo faktycznie o nim i o Vasyi zaczęło się mówić sporo, co na pewno nie było zaskoczeniem dla nikogo z racji tego, że stanowili mocny duet, a sama Celeste, nawet jeśli grała teraz twardą, zapewne miała strach przy tyłku na samą myśl, że będzie z nimi rywalizować. Miszyn nie prowadziłby kogoś, z kim nie osiągnie sukcesu. Wszyscy mieli tu wysokie mniemanie o sobie, ale fakty są jasne i bolesne, a na zawodach obronią się same.
    Miał odpowiedzieć, ale jego spojrzenie przeskoczyło do Noaha w chwili, w której ten znów uderzył w Vasyę, jakby w tym gronie to ona w jakiś sposób przeszkadzała mu najbardziej, a potem powędrowało do Dragunovej. Jej odpowiedź była, cóż, trafiona w punkt. I był to taki punkt, z którym ciężko było jakkolwiek dyskutować, choć uderzał on przede wszystkim w Elenę. Dla niej nie był to jednak punkt zapalny do wszczynania tu kłótni.
    — Och, dajcie już spokój — odezwała się, lekko wywracając oczami. Ręka Nathaniela poruszyła się pod stołem i pewnie spoczęła na jej kolanie, tak dla otuchy. — To zawody zweryfikują poziom każdego z nas, a nie wasza gadka — powiedziała, rzucając krótkie spojrzenie w stronę Gerta, jakby chciała się upewnić, że on na nią parzy i sądzi to samo. A patrzył. I sądził podobnie, bo to rzeczywiście zawody pokażą realnie, kto jest wyżej a kto niżej.
    — To z pewnością — przytaknął krótko i wrócił spojrzeniem do Noaha. — Dlatego nazwisko nie ma tu nic do rzeczy, Whitmore, a nie jeżdżę i nie trenuje tych, z którymi nic nie osiągnę — zauważył, przy okazji na tyle wymownie, by dać mu do zrozumienia, że jego nie trenował i trenować nie zamierzał, co już mówi samo za siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Także powodzenia i czystego przyjazdu, gdybyśmy nie mieli okazji zobaczyć się do zawodów — powiedział akurat w chwili, w której na scenie zaczęło się poruszenie, a mikrofon zebrał sygnał i zabrzmiał krótkim, przeciągłym pogłosem, przyciągając uwagę zebranych. Jeden z organizatorów przygotowywał się już do oficjalnej mowy, która zaraz miała się rozpocząć.
      Nachylił się jeszcze do Vasilisy, chcąc szepnąć jej coś na ucho, zanim zacznie się cała ta paplanina ze sceny.
      — Vasenko, koniecznie chcę posłuchać później o tym wypracowywaniu czegoś lepszego — rzucił zaczepnie i odsunął się z uśmiechem, posyłając jej znaczące spojrzenie. Szkoda było przegapić okazji do złapania jej za tak dwuznaczne słówko i do zasiania ciekawości w reszcie towarzystwa, z którym dzielili stół i najbliższą przestrzeń.

      Gert Brennan 😈

      Usuń
  39. Tak naprawdę, to co osiągnęła Vasya, było wielkie i wiedział o tym każdy, kto siedział przy tym stole, bo skończyła zaledwie ćwierć wieku, a już miała na swym koncie kilka wygranych mistrzostw. Nikt przy tym stole nie osiągnął tego, co osiągnęła ona w swoim wieku. Ale prawda w oczy kole, dlatego nie dziwiło go to, że towarzystwo wsiadło właśnie na nią. Z nim i tak nie mieli o czym dyskutować, bo wszyscy znajdowali się na innym poziomie, natomiast Vasya przeskakiwała ich wszystkich razem wziętych i to drażniło ich najbardziej. Była lepsza. O stokroć lepsza i miała złoto na wyciągnięcie ręki, wcale nie dlatego, że miała nazwisko, a dlatego, że walczyła o nie, poświęcając dla tej walki dosłownie wszystko. I to poświęcenie dawało jej realne efekty, bo na lodzie była doskonała (poza lodem zapewne też), skupiona i całkowicie oddana. To prawda, że nie miała lekkiego charakteru, i że pewnie nie każdy byłby w stanie poradzić sobie z jej temperamentem, ale nie chodziło wcale o to, żeby jakkolwiek go zwalczać, a żeby przekształcać go w siłę napędową do bycia coraz lepszą. Vasilisa miała swoje ostre krawędzie, ale nie była wcale złą osobą, a współpraca z nią była na wysokim poziomie, bo ona dobrze wiedziała, do czego w tym wszystkim dąży. Dlatego ani trochę nie żałował, że zostali połączeni w parę. Były momenty gorsze, były lepsze, ale rozumieli się na lodzie bez słów i ze swoimi umiejętnościami oraz determinacją stanowili doskonały duet, który po prostu deklasował konkurencję. Jeśli komuś przeszkadzało to, że jeździli razem, to najczęściej właśnie z tego powodu – bo we dwoje mogą mieć złoto w kieszeni.
    Poruszył zachęcająco brwiami na jej odpowiedź, bo pokazywanie zawsze wychodziło im lepiej niż opowiadanie, więc to jasne, że jeśli miał wybór, to wolał właśnie tę opcję. Później skupił się już na tym, co działo się na scenie, gdy organizator przywitał wszystkich zgromadzonych i zaczął od niezobowiązującego wprowadzenia, po którym przeszedł od razu do nagród. W ogóle nie brał pod uwagę zgarnięcia tu jakiejkolwiek statuetki, więc kiedy zobaczył siebie na fotografiach, wyświetlanych rzutnikiem, z początku nie skojarzył faktów. Dopiero po wyczytaniu nazwiska, drgnął w miejscu, wyraźnie zaskoczony. Nie wiedział nawet, że był nominowany. Zwykle matka uprzedzała go przed takimi sytuacjami, bo chciała, żeby zawsze miał przygotowaną odpowiednią przemowę i dobrze wypadał przed kamerami. I faktycznie dzwoniła do niego ostatnio kilka razy, ale nie odebrał, więc możliwe, że chodziło właśnie o to. Teraz na pewno siedziała z tą swoją miną typu: nie odebrałeś, to masz za swoje i modliła się w duchu o to, żeby nie palnął żadnego głupstwa. I przy okazji na pewno próbowała pojąć co, do cholery, odwala teraz Dragunova.
    Podniósł się z miejsca, zapinając guzik ciemnej marynarki, a po chwili szedł już w stronę sceny, w salwie aplauzu zastanawiając się, co tu w ogóle powiedzieć poza zwykłym dziękuję, chociaż najchętniej poprzestałby właśnie na tym jednym słowie. Ale nie wypadało. Na pewno organizatorzy liczyli na to, że powie ze sceny coś od serca, bo w końcu chodziło tu także o wizerunek całej federacji, która tak pięknie dbała przecież o to, żeby doceniać swoich ludzi, czyż nie? Za te wszystkie kłamstwa, jedyne, co kiedyś uchyli przed nim bramy, to piekło.
    Odebrał nagrodę i uścisnął dłoń organizatora, a potem podszedł do mikrofonu i uśmiechnął się, choć był to uśmiech skierowany do Vasilisy, która jako jedyna stała teraz przy ich stoliku i klaskała. Możliwe, że gdyby miała tubę z konfetti, nie zawahałaby się jej wystrzelić, w dodatku przypadkiem prosto w twarz Eleny. Jego matka na pewno dostałaby wtedy palpitacji serca.
    — Cóż, całej federacji dziękuję za uznanie oraz za pracę, jaką wykonujecie na rzecz naszego środowiska łyżwiarskiego — zaczął, pochylając się do mikrofonu, który dla niego okazał się być ustawiony trochę zbyt nisko. Ale był tu tylko na chwilę, dlatego wcale nie próbował majstrować przy tym statywie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Chciałbym jednak powiedzieć jeszcze jedną ważną rzecz: że nie byłoby z kogo wydobywać potencjału, gdyby nie świetni łyżwiarze, z którymi mam zaszczyt współpracować. Jestem tutaj również dzięki ich determinacji, dlatego podziękowania kieruję właśnie do was, moi drodzy podopieczni. To wy przekuwacie naszą pracę w wyniki, brawo — zaznaczył i zaczął klaskać, wzbudzając do aplauzu także resztę gości na sali. I w tym czasie, w którym ludzie klaskali, podziękował raz jeszcze organizatorom, ściskając krótko dłonie każdego z osobna, a potem zszedł ze sceny, dziękując jeszcze tym, którzy po drodze do stolika kierowali do niego osobne słowa uznania.
      Gdy dotarł do stolika z nagrodą w dłoni, zwolnił na moment i przeniósł ją do jednej ręki, by drugą wyciągnąć w stronę Vasyi. Pochylił się nieznacznie i objął ją krótko, ale pewnie, w uścisku bardziej znaczącym, niż mógłby to oddać jakikolwiek gest na pokaz. Był to wyraz kontrolowanej dumy i uznania, które należało się jej równie mocno, jak jemu.
      — Jestem zdecydowanie za pokazaniem — skorzystał z chwili, by znów nawiązać do ich słownych gierek i jej odpowiedzieć. Na ułamek sekundy zatrzymał ją przy sobie odrobinę dłużej, niż wymagała tego sytuacja, po czym odsunął się, unosząc lekko kącik ust i wracając na swoje miejsce.

      Gert Brennan ✨️🤗

      Usuń
  40. W budynku fundacji wszystko miało swój własny porządek — ten administracyjny, papierowy, lekko sztywny — który Antonio tolerował, ale nigdy w pełni nie uznawał za wystarczający. Przechodził przez korytarze z kawą w dłoni, witając się półsłówkami z ludźmi, którzy już nauczyli się, że jego obecność nie zawsze oznacza dostępność, ale zawsze oznacza uwagę. Nawet jeśli nie od razu. Pierwsze godziny spędził na spotkaniach, które miały być krótkie, a nigdy nie były. Rozmowy o projektach, budżetach, młodych artystach, których nazwiska jeszcze nic nie znaczyły, ale miały znaczyć coś później — jeśli wszystko pójdzie dobrze. Antonio słuchał uważnie, ale w sposób, który sprawiał wrażenie, jakby jednocześnie słyszał coś zupełnie innego. Czasem notował jedno słowo, czasem jedno zdanie, które dla reszty sali nie miało znaczenia, a dla niego mogło stać się początkiem czegoś większego. W teatrze pojawił się w południe, kiedy scena była jeszcze pusta, a światła techniczne testowane bez widowni. Lubił ten moment najbardziej — kiedy przestrzeń nie udaje jeszcze niczego. Kiedy jest tylko konstrukcją, drewnem, światłem i ciszą, która nie została jeszcze wypełniona historią. Rozmawiał z reżyserami, technikami, ludźmi od dźwięku, czasem tylko gestami, czasem krótkimi zdaniami, które bardziej przypominały polecenia muzyczne niż zwykłą komunikację. Poprawiał szczegóły, które dla innych były niewidoczne, przesuwał akcenty w miejscach, które inni już uznali za skończone. Miał w sobie tę irytującą dla otoczenia zdolność widzenia rzeczy „prawie dobrze” i niemożność pozostawienia ich w takim stanie. Popołudnie w fundacji było bardziej miękkie, ale nie mniej intensywne. Przesłuchania młodych artystów, krótkie prezentacje, rozmowy, które miały decydować o czymś więcej niż tylko o najbliższym sezonie. Antonio nie był łatwy w ocenach, ale też nie był okrutny — bardziej wymagający w sposób, który nie pozostawiał złudzeń. Jeśli coś było dobre, mówił to rzadko, ale jeśli coś miało potencjał, potrafił zatrzymać się przy tym dłużej niż przy reszcie świata. Między jednym spotkaniem a drugim wracał do pustej sali prób, siadał na chwilę w ciszy i po prostu słuchał budynku. Czasem wystukiwał rytm palcami o drewniane oparcie krzesła, jakby sprawdzał, czy teatr nadal „odpowiada”. Jakby to miejsce było instrumentem, który trzeba nastroić, zanim pozwoli się mu grać dalej.
    Pod koniec dnia wszystko zaczynało się rozmywać — granica między fundacją a teatrem, między rozmowami a muzyką, między decyzjami a intuicją. Antonio wychodził z budynku dopiero wtedy, kiedy miał wrażenie, że nic już dziś nie zostanie powiedziane lepiej. Nie dlatego, że wszystko było skończone, tylko dlatego, że na dziś wystarczyło.
    I w tej całej strukturze dnia, która wyglądała jak porządek, a w rzeczywistości była bardzo kontrolowanym chaosem, zawsze gdzieś z tyłu zostawała myśl, że wieczór i tak nie będzie należał tylko do niego.
    Nie gotował dziś niczego, co wymagałoby nadmiernej precyzji. Raczej rzeczy, które „same się składają”, jeśli tylko pozwoli się im nie przeszkadzać. Warzywa, proste składniki, coś, co miało być jedzeniem, a nie projektem. I właśnie dlatego i tak robił to z tą swoją typową dokładnością, która sprawiała, że nawet najprostsze rzeczy wyglądały jakby miały w sobie ukrytą intencję. Antonio jeszcze przez chwilę stał przy blacie, jakby sprawdzał, czy wszystko w kuchni trzyma się tej jego spokojnej, kontrolowanej logiki, kiedy usłyszał dzwonek. Dopiero po krótkiej chwili przeszedł przez mieszkanie, bez pośpiechu, z tym swoim lekkim, prawie nieobecnym skupieniem, które miał zawsze wtedy, kiedy coś już było „gotowe”, ale jeszcze nie do końca rozpoczęte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Jesteś punktualna… co jest dla mnie zawsze trochę podejrzane — rzucił spokojnie, odsuwając się, żeby mogła wejść. Zamknął drzwi za nią z cichym stuknięciem, które od razu przywróciło w mieszkaniu ten jego prywatny rytm. — Ma certo… — mruknął, biorąc torbę od przyjaciółki bez większej ceremonii. — Ty przychodzisz na kolację, a wyglądasz jakbyś próbowała zabezpieczyć cały region przed głodem.
      — Wiesz, we Włoszech za coś takiego dostaje się status „nonna in incognito” — dodał, unosząc brew. — Tylko brakuje ci jeszcze ośmiu garnków i opinii o każdym sosie w promieniu pięciu kilometrów.
      Zrobił krok w stronę kuchenki, mieszając coś w garnku, ale jeszcze rzucił przez ramię. — Ale spokojnie… ja jestem tolerancyjny. Nawet jeśli próbujesz przejąć kontrolę nad moją kolacją jednym winogronem naraz.
      Zatrzymał się na moment, jakby coś sobie przypomniał. — Tylko nie mów nikomu w Mediolanie. Stracę reputację.

      Antoś

      Usuń