aktualności

11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

08/03/2026

[KP] Welcome to my Brooklyn meltdown

Tamsin Passalis

Wiolonczelistka uzupełniająca w Orkiestrze Opery Metropolitalnej | gra tam, gdzie jej zapłacą
wdowa | 28 lat | mieszka w odziedziczonym mieszkaniu na Brooklynie


Mówili, że jest zdolna. 
Miała raptem dwanaście lat, kiedy wygrała pierwszy konkurs międzynarodowy. Bolały ją palce i było jej strasznie gorąco od świateł reflektorów i niewywietrzonej sali koncertowej, miała spękane do krwi usta.  Podszedł do niej i poklepał ją lekko po plecach swoimi długimi palcami, niskim głosem składając gratulacje jej matce, jakby to ona przed chwilą goniła samą siebie w Scherzo Goens’a, śpiewała przed śmiercią w Łabędziu Saint-Saëns’a i opowiadała historyjkę w Humoresce Dworzaka. Jakby to ona spędzała każdą wolną chwilę przy instrumencie, który wciąż ranił. 

Mówili, że ma przed sobą świetlaną przyszłość. 
Miała piętnaście lat, kiedy poklepał ją swoimi długimi palcami po ramieniu i powiedział, że jest jedyna w swoim rodzaju. Zdolna, pracowita i piękna. Inne niż wszystkie znane mu kobiety, dojrzalsza od nich znacząco i rozkwita niczym kwiat, kiedy tylko gra. Grała więc jeszcze więcej, byle tylko ją chwalił i całował, prosił, by mógł zostać jej tajemnicą.

Mówili, żeby się za bardzo nie spieszyła
Miała osiemnaście lat, kiedy założył na jej palec obrączkę trzęsącymi się, długimi palcami. Sam rok wcześniej skończył czterdzieści pięć i mówił jej, że to właśnie był znak, że powinien uklęknąć przez ukochaną kobietą i jej się oświadczyć. Jej matka im błogosławiła mówiąc, że ma szczęście, że trafiła na takiego mężczyznę i powinna całować ziemię, po której chodził. Całowała, ale chyba nie o to chodziło jej matce.

Mówili, żeby uciekała. 
Miała dwadzieścia jeden lat, kiedy uderzył ją pierwszy raz. Najpierw słowami o jej braku wartości a później dłonią o długich palcach, wprost w policzek, który chwilę wcześniej czule całował. Ubierał ją pięknie, dbał by zdrowo jadła i kazał dużo ćwiczyć, dużo grać, by była jeszcze lepsza, tylko później narzekał, że palce ma krzywe, zgrubiałe na końcach i kciuk zdeformowany, z dwoma niemal przezroczystymi, pożółkłymi naroślami w miejscu, gdzie skóra dotykała metalowych strun. 

Mówili, że im przykro. 
Miała dwadzieścia cztery lata, kiedy pochowała męża i ostatni raz widziała jego długie palce, które miały już nigdy więcej nie zacisnąć się zbyt mocno na jej nadgarstku. 

Teraz nie mówią już nic. 




Odautorsko
Cześć! Jesteśmy chętne i otwarte na wszystko. Spotkać ją można niemal wszędzie - od bankietu, po słaby bar z marnym jazzem, czy metro w środku nocy.
Pozdrawiam i zapraszam 



11 komentarzy:

  1. [Witaj i tutaj <3
    Smutna i bolesna historia, ale zgrabnie ujęłaś w tym całą przemianę jaka zaszła w kobiecie! Podoba mi się, jak opisałaś jej talent, wrażliwość i dobre serduszko, ale do diaska, czy musiała trafić na starego drania?! Ostatecznie dobrze, że została wdową i nie nosi już odcisków chudych palców... -,- Teraz mam nadzeję, że odetchnie i rozkwitnie na nowo! :D
    Udanej zabawy dla Was!]

    Emma / Lily

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dzień dobry, podobnie jak Sol, jest mi bardzo miło, że mogę Cię przywitać także tutaj 🩵
    Miałam ciarki jeszcze podczas sprawdzania Twojej karty postaci, bo choć teoretycznie nie musiałam (sprawdzamy tylko kwestie techniczne), to kiedy już zaczęłam czytać treść, nie potrafiłam przestać. Biedna Tamsin :c Blogowa intuicja podpowiada mi, że okoliczności śmierci pana męża mogą okazać się co najmniej ciekawe i stąd mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zdradzisz nam co nieco na ten temat ;) I może to lepiej, że w końcu o Tamsin nikt nic nie mówi? W końcu dziewczyna może mieć święty spokój!
    Życzę udanej zabawy i wątków bez liku 🩵]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć!
    Przeczytałam kartę w okamgnieniu i miałam takie... ugh. Smutno mi. Sama pisałam, nie tak dawno zresztą, postacią, która doświadczała przemocy ze strony męża i wiem, że z jednej strony jest to ciekawy temat, a z drugiej dość ciężki. Na szczęście Tamsin jest już wolna i mam nadzieję, że nie maczała palców w tym, że pochowała męża. Życzę jej samych dobroci, chociaż wydaje mi się, że wcale nie jest jej łatwo funkcjonować w społeczeństwie.
    Zostańcie z nami jak najdłużej! ♥]

    Andrea Wilson, Debbie Grayson & Olivia Fitzgerald

    OdpowiedzUsuń
  4. [O cholercia, mocna historia, lubię bardzo! Świetnie ją przedstawiłaś, a nie dość, że to, to jeszcze i zachęciłaś, żeby się dowiedzieć, co to się z tym chłopem zadziało. Jakbyście potrzebowały pana prawnika, a coś czuję, że takowy może lub mógł się przydać, to zapraszamy do kancelarii. Tymczasem życzę dobrej zabawy w Nowym Jorku! <3]

    Tanner Morgan

    OdpowiedzUsuń
  5. [O, milutko wiedzieć, że już kiedyś przez NYC się przewinęłaś i teraz skusiłaś się na powrót! Skoro tak, to tym bardziej musimy postarać się o to, aby Tamsin mogła rozwinąć skrzydła :) (Nie)cierpliwie czekam na post o panu mężu!
    Hm, hm, prawdopodobnie to z Maxine najprościej byłoby połączyć Tamsin ALE co powiesz na to, żebyśmy spróbowały wykombinować coś z Chrisem? Został mi u niego tylko jeden wątek, a nie lubię mieć u postaci tylko jednego wątku, więc z chęcią bym nad czymś pomyślała, nawet jeśli z tą dwójką nie będzie prosto i dlatego, jeśli masz ochotę, zapraszam na burzę mózgów już na maila :)
    P.S. W moim odczuciu właśnie ta scena była kluczowa dla całego posta, więc nawet nie wiesz, jak się cieszę, że to właśnie ona zapadła Ci w pamięć, aż mam wzruszki 🩶]

    nadal cała trójca: MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS

    OdpowiedzUsuń
  6. A kogóż my tu mamy? Pojawiam się z ogromnym poślizgiem, ale chyba taki już mam standard, niestety. Piękna Mara na zdjęciu, postać tragiczna w karcie, a koniec karty taki, że chciałoby się zapytać, co stało się z mężem Tamsin... Część mnie jednak nie chce pytać o to wcale, bo wystarcza mi w zupełności wiedzieć, że się od niego uwolniła. W jaki sposób? Nieistotne.
    Powiem szczerze, że chciałam do Ciebie wpaść z pomysłem na jakiś super wątek, ale nic konkretnego jak na złość nie przychodzi do głowy, bo ze strzępków o których myślę nie da się niczego zszyć. Może Tobie przychodzi na myśl coś mniej oklepanego niż to, że mogliby z Marco być sąsiadami? O ile w ogóle możemy Wam się do czegoś przydać.
    Cześć, witajcie w Nowym Jorku i bawcie się świetnie. <3


    MARCUS LOCKHART

    OdpowiedzUsuń
  7. [Bardzo dziękuję za te wszystkie komplementy! :) Tak, Nyx jest bardzo buntownicza, na pewno ten motyw przewinie się w jej historii wielokrotnie, haha.
    A co do karty — ta akurat nie jest zbyt skomplikowana, wbrew pozorom. Gdyby Cię kiedyś naszło, daj znać, chętnie pomogę w kodowaniu, choć uprzedzam, że jestem amatorką :D]

    Nyx Hackett

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy zostajesz fotografem ulicznym, z pewnością nie spodziewasz się, że któryś z twoich przyszłych współlokatorów zaproponuje ci przeprowadzenie sesji w budynku jednej z najsłynniejszych oper świata. Przez większość czasu żyjesz tak jakby nie obowiązywał cię żaden inny zegar od tego naturalnego. Chwytasz chwilę i robisz to często z ciekawością małego dziecka. A jednak zdarza się, że w całe to twoje niemal sielankowe współistnienie ze wszechświatem wedrze się ktoś, kto ten spokój przełamie. W przypadku Natty’ego była to Rosa, młoda pianistka, która jakieś dwa tygodnie wcześniej wprowadziła się to ich pełnego gwaru mieszkanka.
    - Och, chyba nie powiesz mi, że tak sławny artysta jak ty obawia się pstryknąć kilka fotek pracującym muzykom... – Zbliżała się do niego coraz bardziej tamtego wieczora, robiąc słodkie minki. – Tym bardziej, że to tylko zastępstwo. – Nie przejmując się widoczną na jego palcu obrączką podkreślającą wciąż niezwykle żywe uczucia do nieżyjącej małżonki, zaczęła muskać czubkami palców jego skórę w miejscu, w którym miał lekko rozpiętą koszulę. Rzadko zapinał wszystkie guziki, twierdząc że krępowały mu oddech, lecz akurat wówczas tego żałował. – Za tydzień, może dwa Bastian wróci z chorobowego i będziesz znów wolny niczym ptak. To jak będzie ? – Spytała, doskonale wiedząc, że choć ostatkiem sił usiłował opierać się jej niewątpliwym wdziękom, zwycięstwo miała w kieszeni. Zdradzało go własne, od dawna spragnione kobiecego dotyku, ciało.
    - Niech ci będzie, ale tylko ten jeden raz. – Mruknął, mając nadzieję, że wreszcie się od niego odczepi.
    I faktycznie, niemal natychmiast straciła nim zainteresowanie, biegnąc do telefonu, by poinformować zarząd Opery, że jej misja znalezienia tymczasowego fotografa została zakończona sukcesem.
    ***
    W ten oto sposób dokładnie w samo południe zaparkował swego staruszka nieopodal głównego wejścia. Chociaż zaparkował było w tym wypadku dużym eufemizmem, bo właściwie wcisnął go mocno nieprzepisowo w wąską dziurę jakże typową dla tak ogromnych miast, modląc się, by nie musiał później odbierać go z rąk straży miejskiej lub, co jeszcze gorsze, policji. Zapewne powinien po prostu poszukać innego postoju, ale i tak przyjechał niemal na ostatnią chwilę. Przeskakując po kilka stopni na raz, liczył więc na łut szczęścia.
    - Pan Morais ? – Siedzący za biurkiem portier obdarzył go uważnym spojrzeniem.
    - Zgadza się. – Potwierdził, wręczając mu, a jakże, prawo jazdy, bo dowód oczywiście wcisnął diabeł jeden wiedział gdzie.
    - W takim razie proszę za mną. – Poprowadził go przez przestronne korytarze.

    Natty [Jeszcze się rozkręcimy.]

    OdpowiedzUsuń
  9. [A ja bardzo chętnie wmieszałabym w coś Debbie, bo trochę brakuje mi u niej wąteczków, nie ukrywam. Tylko, że te cztery lata temu, gdy Tamsin owdowiała, Debbie jeszcze nie pracowała w policji. :(
    Ale! Mamy sporo punktów zaczepienia, bo obie mieszkają na Brooklynie, z tym że Debs wynajmuje klitkę z przyjaciółką, ale też na Brooklynie pracuje Debbie.
    Może Tamsin coś zgubi? Albo będzie miała podejrzenia, że jej coś ukradziono? Debbie byłaby wtedy prowadzącym taka drobną sprawę i może dziewczyny się spikną.
    Albo! Tamsin może być świadkiem bardzo nieprzyjemnego zdarzenia - pobicia, gwałtu, morderstwa. Co Ty na to? :D

    No i dziękuję, w imieniu swoim i Muminka, za docenienie bliźniaczek! :D

    P.S. To trzecia wersja tego komentarza, więc jeśli jestem odpowiedzialna za SPAM na Twojej skrzynce, to proszę o wybaczenie. ♥]

    Debbie Grayson🚓

    OdpowiedzUsuń
  10. Przechodząc przez obszerne korytarze, zastanawiał się kiedy dokładnie ostatnio miał zaszczyt przebywać w tak wykwintnym miejscu. Chyba było to podczas ostatnich Świąt Bożego Narodzenia spędzonych z Alix. Niecałe dwa tygodnie przed jej śmiercią. Jak zwykle wyjechali na parę dni do jej rodziny, ponieważ ona musiała szybko wrócić do pracy. Tego wieczoru w Operze Garnier wystawiano Don Giovanniego.
    - To tutaj. – Z melancholijnych rozmyślań wyrwał go nagle głos portiera.
    Zanim zdążył się do końca otrząsnąć, podeszła już do niego młoda blondynka wylewająca z siebie chyba tysiąc słów na sekundę. Z oczywistych względów dużej części z nich nie był w stanie nawet zarejestrować, choć naprawdę się starał. Najchętniej powiedziałby jej, żeby trochę zwolniła, ale nie miał nawet kiedy się wtrącić. Zupełnie tak jakby oddech był jej zbędny. Co gorsza, domyślił się że skoro to ją właśnie oddelegowano jako pierwszą do rozmowy z nim, musiała zajmować jakieś ważne stanowisko. Prawdopodobnie organizatorki całej tej szopki. Cóż…w przeciwieństwie do niej już teraz raczej kiepsko widział ich współpracę. Gdyby tylko mógł, najchętniej po prostu, by jej podziękował i wrócił na ulicę, tam gdzie jego miejsce. Skoro jednak wcześniej dał się tak łatwo podejść Rosie, musiał przejść przez to piekło z uśmiechem na ustach. Najwyżej później czeka ich kilka sprzeczek. W sumie nic nowego. Mało który manager podzielał jego luźny sposób życia. Dawno zdążył zaakceptować niewygodny fakt, że najlepszym sposobem na przetrwanie w towarzystwie tego typu osób było zwyczajne uzbrojenie się w ogromne pokłady cierpliwości i dawanie się prowadzić im niczym lalkarzowi. Gdyby tak jeszcze lista miejsc, którą wcisnęła mu tuż przed przedstawieniem go reszcie zespołu nie była aż tak długa… Jeden szybki rzut okiem na pozycje na niej skreślone wystarczył, by uświadomił sobie z całą mocą, że jego wcześniejsze ambitne plany wyrwania się stąd choćby na parę godzin podczas weekendu właśnie legły w gruzach. Cóż, będzie musiał znaleźć jakieś zastępstwo, bo przecież biedne dzieciaki liczące na jego lekcje nie mogły się rozczarować. Bez tego nie miały łatwego życia.
    - Natale Morais, na co dzień streetphotographer. Miło mi poznać. – Odwzajemnił uśmiech Tamsin, ściskając lekko jej wyciągniętą dłoń. – Proszę się zbytnio nie przejmować. Postaram się dołożyć wszelkich starań, by nasza dzisiejsza sesja mimo wszystko przyniosła jak najlepsze efekty. W najgorszym wypadku zrobimy tylko kilka próbnych fotek, a resztą zajmiemy się jutro.

    Natty

    OdpowiedzUsuń
  11. Emma od razu polubiła Tammy, lubiła ją kiedy się poznały jako dzieci, kiedy się nie widziały i czasami pisały do siebie listy, kiedy znów spotykały w nastepne za szybko mijające wakacje i teraz. A teraz może szczególnie ją lubiła, bo czuła że jej obecność koi nerwy i obie będące po przejściach, rozumieją siebie nawzajem lepiej, niż próbowałby je zrozumieć ktoś, kto o trudach życia nie wie nic. Przy niej Emma wstydziła się trochę mniej, tego że nie ma studiów i zakończyła edukację na szkole średniej, a potem robiła mnóstwo szkoleń i certyfikatów z rozmaitych dziecin gastronomii. Trochę niej krępowało ją wspominanie, że nie zna swoich prawdziwych rodziców, a ci nieżyjący dali jej najwięcej miłości i najlepszy dom na świecie. Trochę lżej jej było na sercu, gdy Tammy nie patrzyła na nią z wiecznym współczuciem, bo była przecież niedoszłą żoną i niedoszłą wdową jednocześnie. I czuła się też niejako mniej winna tragedii, jaka miała miejsce w zeszłe lato, jakby pozwalała swoim myślom na chwilę odpocząć dzięki Tamsin.
    To co ceniła najbardziej, że obie się nie oceniały. Przyjmowały i akceptowały swoje wybory, decyzje, to jakie są. Mogły sobie porozmawiać szczerze i swobodnie, powierzyć sekrety, przyznać się do zmartwień i trosk, które im ciążą. Tammy była prawdziwą przyjaciółką i pomijając okoliczności, to gdy wróciła i wprowadziła się do mieszkania po sąsiedzku, Emma naprawdę się ucieszyła. Potrzebowała jej, kompanki, towarzyszki, kogoś z kim łączy ją coś dobrego, zarówno wspomnienia jak i prosta codzienność. Dzięki niej White uśmiechała się codziennie trochę więcej, niż poprzedniego dnia i bardzo jej to pasowało, bardzo się z tym uczuciem lekkości polubiła.
    - Nie martw się, Tammy, kupię ci nowe, większe o rozmiar - pocieszyła ją z rozbawieniem, obserwując jak ta bez zawahania pochłania kolejny kawałek. - Za tydzień robię duże zamówienie na tort cytrynowy, na pewno coś zostanie... - zasugerowała, jak zawsze gdy tak subtelnie zapraszała koleżankę do odwiedzin po godzinach pracy w cukierni, aby potestowały nowe smaki.
    Emma zamykała całe swoje życie obecnie w cukierni, a choć miała plan od zawsze zająć się tym zawodowo, nie tak to miało wyglądać. Przejęła interes za szybko, zbyt gwałtownie, nie tak, jak planowała, bo po śmierci mamy nie było czasu zastanawiać się nad niczym. Gdy sama wyszła z szpitala po tygodniach w śpiączce, musiała na szybko znów wskoczyć w życie i nie tracić kolejnego dnia. Musiała opłacić rachunki za mieszkanie i za lokal, musiała zadbać o to, by mieć co jeść, musiała... przetrwać. Po prostu pokonywać kolejne kartki w kalendarzu. Piec kochała, dbać o ludzi także i zarówno uśmiech, zadowolenie klientów, jak i kolejne zamówienia cieszyły, ale mimo wszystko White gasła. Nie pogodziła się z stratą, nie przebrnęła przez żałobę, nie odwiedziła nawet świeżych nagrobków na cmentarzu, bo w tle rozgrywały się kolejne trudne sprawy, które ją coraz mocniej tłamsiły. Nie mówiła o tmy, nie skarżyła się, przyjmowała z pokorą wszystko, co na nią spadało, wierząc, że zasłużyła. Sąsiedzi pozwalali jej zamykać mieszkanie na cztery spusty, ignorowali krzyki i dźwięk tłuczonych rzeczy, gdy Thomas się denerwował, ignorowali jej uciekające spojrzenie pełne wstydu, gdy wywalała z śmieciami nadmiarowe szklane butelki po alkoholach. Byli rozbici i każdy wokół sądził, że to wypadek sprzed roku tak się za nimi ciągnie, a przecież wszystko się zmieniło, a Thomas się nie zmieniał... Ale o tym nie mogła wspomnieć nikomu, a już szczególnie Tammy, która nie potrzebowała cudzych problemów.
    Usiadła naprzeciw niej przy małym stoliku, a w środku były takie dwa z dwoma krzesłami każdy, objęła w dłonie duży kubek z stygnącą aromatyczną herbatą i z uznaniem pokiwała głową. Sama jadła niewiele, a w cukierni niekiedy tylko próbowała kremów, czy są odpowiednio słodkie i nasycone docelowym aromatem, bo apetyt jej dawno temu przestał dopisywać.
    - To tylko placek drożdżowy z śliwkami, Tammy, musimy zadbać o podkręcenie twoich kubków smakowych - stwierdziła pogodnie, poprawiając rękaw bluzki, by materiał zasłonił obity nadgarstek.


    Emma 🍰

    OdpowiedzUsuń