
Był twoją dwupiętrową biblioteką, kawiarnią przy teatrze, zajęciami, od których nie dało się uciec, a mimo to kiedyś próbowałaś. Odsunęłaś go na bok, wybierając kogoś właściwego. Kogoś, kto kochał cię tak, jak ty nie potrafiłaś. Kogoś, kto przyniósł pierścionek i róże, budując przyszłość, pachnącą stabilnością, ale pozbawioną smaku. Żałowałaś. I w końcu znalazłaś w sobie odwagę, żeby powiedzieć prawdę. Złamałaś jedno serce, aby nie zniszczyć aż trzech. Bo od lat nie byłaś sama. Ktoś inny patrzył na ciebie szeroko otwartymi oczami, szukając w twoim głosie spokoju i prawdy. Twoja córka. Jego córka. Wasza córka.
Dziś już nie chowasz łez pod prysznicem. Nie szorujesz skóry do czerwoności, żeby nie czuć emocji. Pachniesz jak zawsze, ale nie ukrywasz zapachów. Bo nikt nie podsłuchuje twojego bólu. Ona nie musi już udawać, że nie widzi, że nie czuje i że nie zna prawdy, bo teraz zna. Zna ją w całości. Wie, że jej mama kocha jej tatę. I że tata nigdy nie przestał kochać mamy.
Nie jesteście idealni. Nie jesteście nawet szczególnie uporządkowani. Macie dni milczenia i dni krzyków, ale też śniadania we troje, wspólne spacery i uśmiechy w samochodzie przy czerwonym świetle. On całuje cię w czoło, kiedy wychodzi do pracy, a wieczorami rozplata twoje włosy, jakby chciał z nich wyjąć wszystkie lata, kiedy nie byliście razem. Nie skreślił was czas. To wy skreśliliście wszystkie inne wersje życia po to, żeby żyć w tej najwłaściwszej.
⇝młodsza o trzy lata siostra ortopedy
⇝mama Abigail urodzonej tuż po siedemnastych urodzinach
Hej! Nie od niej zaczęła się przygoda z tym blogiem, ale dzięki niej i Mamie Muminka, która sprezentowała mi tą postać, mogę być tu obecna już dość długi czas :D W karcie twórczość Bletki i niezastąpiony wizerunek Ozge Yagiz
Strzelił ku Chen oczami, kiedy ta zaczęła nucić, a potem tymi oczami wywrócił i mógłby przy tym wyglądać na poirytowanego, gdyby nie to, że w jego uniesionych kącikach ust majaczył pobłażliwy uśmieszek. Nie mógł go dziwić entuzjazm Hoi, nie mógł go także dziwić entuzjazm Abigail, kiedy ta podchwyciła od przyszywanej, ale na pewno najlepszej cioci tę charakterystyczną przyśpiewkę. Zresztą, ten entuzjazm udzielił się także jemu, bo jego uśmiech stał się szerszy, a w pełnej okazałości zaprezentował go, kiedy pochylił głowę i raz jeszcze popatrzył na własną dłoń, teraz przyozdobioną obrączką. Pozwolił sobie przyjrzeć jej się przez kilka mocnych, mocniejszych niż na co dzień uderzeń serca, nim zdjął obrączkę, przy czym przeżył chwilę grozy, bo ta utknęła przy stawie i musiał przekręcić ją parokrotnie, by zdjąć ją z palca. Nie wydawało mu się jednak, by potrzebował większego modelu, bo srebrne kółko nie cisnęło go w palec, a też nie chciał przypadkiem zgubić tak cennej biżuterii.
OdpowiedzUsuń— Pani Vanesso, może pani wszystko spakować — zwrócił się do ekspedientki, oddając w jej dłoń zdjętą obrączkę. Był przy tym święcie przekonany, że tym samym uporał się z wszystkimi wyzwaniami przewidzianymi na ten dzień, jednak wtedy Abigail zadała mu to jedno, kluczowe pytanie. Zwrócił się ku niej, nieco nerwowo oblizawszy usta.
— Jak planuję się oświadczyć? — powtórzył za nią głosem nieco zduszonym, bo przecież nie miał tak po prostu dać Natalie pierścionka. Oczywiście, że nie miał i nie, żeby jeszcze przed chwilą o tym nie myślał, w swojej głowie planując, że tak po prostu da Natalie ten pierścionek, najlepiej dokładnie w ten sam sposób, w który się oświadczył.
Spostrzegłszy jego minę, Hoa roześmiała się w głos, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co ta mina oznaczała i jakie myśli kryły się za tym konkretnym wyrazem twarzy mężczyzny.
— Dobrze, że nadrabiasz innymi rzeczami, bo romantyzmu nie ma w tobie za grosz — wytknęła mu i sprzedała mu kuksańca w bok, przy czym pierwsza część jej wypowiedzi pozostawała nie tyle nawet dwuznaczna, co wyjątkowo jednoznaczna. Wciąż się śmiejąc, kobieta pokręciła głową, a potem mimo wszystko rzuciła okiem na biżuterię będącą w promocji, dając Christianowi i Abigail chwilę na osobności.
Popatrzył na uczepioną jego ramienia osiemnastolatkę, która z policzkiem przytulonym do jego bicepsa, zadzierała lekko głowę, by móc swobodnie spoglądać na niego takimi samymi jak u Chrisa, niebieskimi oczami. Mrugała przy tym powoli i uśmiechała się słodko, teraz już dobrze zdając sobie sprawę z tego, że jej tata nie miał na te oświadczyny z prawdziwego zdarzenia żadnego pomysłu.
— Wystarczy kolacja — podpowiedziała, od razu się nad nim litując. — Wiesz, że mama nie potrzebuje wielkich gestów. Pamiętasz, gdzie poszliście na pierwszą randkę? Może ta knajpka nadal istnieje?
— Pamiętam i chyba nawet istnieje, będę musiał sprawdzić. Ale to nie będzie zbyt oczywiste? — spytał i kątem oka zerknął na Vanessę, która zręcznie chowała pierścionek i obrączki do właściwych do tego pudełeczek. — Przecież mama od razu zgadnie, że coś jest na rzeczy, kiedy nagle zaproszę ją do knajpki, do której zaprosiłem ją… — urwał, by coś przeliczyć. — Jakieś dziewiętnaście lat temu.
— I co z tego? — Abigail wzruszyła ramionami. — I tak już jesteście zaręczeni — skwitowała, puściła Chrisa i zainteresowała się ciocią, bo w tym czasie Hoa mimo wszystko zdążyła wybrać dla siebie naszyjnik w komplecie z kolczykami, uznawszy, że skoro Chris dogadzał dziś Natalie, a jej nie miał kto dogodzić, nie poprzez zakup biżuterii, bo o inne kwestie nie musiała się martwić, to dogodzi sama sobie.
Tym sposobem każde z nich otrzymało swój zakup, zapakowany elegancko i właściwie do okazji. Vanessa ustawiła na ladzie dwie niewielkie torebki, jedną z pierścionkiem zaręczynowym i obrączkami, spakowanymi oczywiście osobno i drugą, z kolczykami i naszyjnikiem. Uregulowawszy płatności, opuścili salon jubilerski całą trójką i to Christian zaproponował, by wstąpili do pobliskiej kawiarni, by nieco spuścić ciśnienie, bo choć przestał odczuwać stres, to po opuszczeniu salonu i tak poczuł fizyczne wyczerpanie, dopadające go po każdej stresującej sytuacji. Potrzebowali odetchnąć, ale mogli też uczcić udane zakupy, podczas gdy Natalie mogła zaznać chwili dla siebie i na pewno nie miała obrazić się na Chrisa i Abigail, że ci zamarudzą na mieście nieco dłużej.
Usuń[No przepięknie tu 💖]
CHRISTIAN RIGGS ❤️
[Witam i dziękuję bardzo za powitanie i miłe słowa :)
OdpowiedzUsuńNie wiem, na ile można się przy Alexandrze nie nudzi - na pewno jednak ciężko za nim czasami nadążyć i mieć do niego cierpliwość.
Gdybyś miała kiedyś ochotę i czas na wspólny wątek, śmiało pisz. Sprawdziłam obie Twoje karty; każda z postaci jest bardzo ciekawa i intrygująca, a fakt, że wydają się być całkiem od siebie różne, to taki dodatkowy plus. Świetnie napisane kp, swoją drogą :)
Raz jeszcze dzięki za powitanie i miłej, dalszej zabawy!]
Alexander
Christian wolał nie wyobrażać sobie, co by było, gdyby Natalie była po ślubie z Danielem. Co prawda znane powiedzenie głosiło, że nie było takiego wagonika, którego nie dałoby się odczepić i poniekąd było w tym wiele prawdy, bo przecież ludzie się ze sobą rozwodzili, jeśli okazywało się, że było im ze sobą nie po drodze, jednak bardziej niż to, że Natalie związałaby się węzłem małżeńskim z innym mężczyzną, martwiło go to rzekome nie po drodze, a martwiło go z tego względu, że Daniel pokazał swoją prawdziwą twarz. Całe szczęście, że pokazał ją tak prędko, a nie po ślubie, do którego mogło dojść, bo wtedy Natalie znacznie trudniej byłoby się z tego wyplątać, a kto wie, do czego jeszcze byłby zdolny Kennedy?
OdpowiedzUsuńRiggs potrzasnął głową, chcąc odsunąć od siebie te ponure rozważania, które mogły mieć miejsce jedynie w strefie wyobraźni, bo wiele czynników złożyło się na to, że Harlow rozstała się z narzeczonym, tym pierwszym, bo jakby nie patrzeć, Chris pozostawał tym drugim. Daniel co prawda i tak zdołał uprzykrzyć jej życie, jednak to jedno mieli już za sobą i teraz zmierzali wyłącznie ku lepszemu, przez co blondyn stosunkowo sprawnie odepchnął niewygodne myśli, a następnie zaśmiał się, kiedy Hoa wyjątkowo energicznie poklepała go po plecach, mając wiele racji w tym, co powiedziała i nie zamierzał się z nią kłócić, nawet jeśli miałby to robić tylko dla zasady.
W trójkę udali się do mieszkania państwa Riggs i chyba żadne z nich po drodze – a mieli kawałek do przejścia – nie zastanowiło się nad wiarygodną wymówką, jaką mogliby sprzedać Natalie. Hoa stawiała pewne kroki w swoich wysokich szpilkach i szła zgrabnie pomimo tego, jak bardzo bolały ją stopy, choć nie odzywała się wiele, bo musiała zaciskać zęby, by nie syczeć z bólu i niezadowolenia. Pozostawała o dwa kroki za Christianem i Abigail, którzy nie szli zbyt szybko właśnie przez wzgląd na Chen, a przy okazji rozmawiali o wszystkim i o niczym, bo Abi trochę opowiadała o szkole, trochę o Tylerze, a trochę komentowała to, co wypatrzyła w najbliższym otoczeniu, a co zwróciło jej uwagę. Chris słuchał, zadawał pytania, a co jakiś czas obracał się przez ramię i patrzył za Chen, upewniając się, że ta za nimi nadążała i nie mieli zgubić jej gdzieś po drodze. Po tym długim spacerze dotarli do mieszkania, po przekroczeniu progu którego najbliższa przyjaciółka Harlow natychmiast zrzuciła ze stóp szpilki, bo w drodze przez korytarz, do drzwi, wyprzedziła Riggsa i osiemnastolatkę, by do środka wpaść jak do siebie.
Christian był na tyle przytomny, by torebkę z pierścionkiem i obrączkami wcisnąć w ręce Abigail tuż po tym, jak weszli do środka, przez co akurat witająca się z przyjaciółką Natalie nie zobaczyła tego panicznego, desperackiego wręcz gestu. Przez to, kiedy podchodziła do niego, Chris miał wolne dłonie i tymi dłońmi mógł przytrzymać ją w tali, kiedy odwzajemniał jej pocałunek.
— Wiem — odparł zamiast zwyczajowego ja ciebie też i wyszczerzył zęby w pełnym samozadowolenia uśmiechu. Ten jego uśmiech momentalnie zbladł, kiedy oparta o jego plecy Natalie przytomnie zapytała o to, gdzie on i Abigail wpadli na Hen. Nie ustalili przecież tego po drodze! Pobudzeni po udanych zakupach, nie przejęli się zbytnio tym, że powinni jakoś się usprawiedliwić, aby Natalie zbyt szybko nie domyśliła się, co tak naprawdę miała na celu ta wyprawa.
— U jubilera — odparła spokojnie Abigail, która chwilę temu zakończyła prowadzoną rozmowę i teraz odsuwała porzucone przez ciocię na środku małego przedpokoju szpilki na bok. — Jutro idę na urodziny koleżanki, potrzebowałam kupić coś na prezent, a ciocia Hoa akurat wybierała coś dla siebie, bo były promocje — wyjaśniła, sprzedając Natalie wygodną półprawdę. Chris był z niej dumny, a jednocześnie zaniepokojony, bo co jeśli Natalie miała zechcieć obejrzeć ten rzekomy prezent dla koleżanki?
— A teraz wychodzę, musimy jeszcze z dziewczynami wybrać kartkę, bo składamy się we trzy, a kiedy indziej nie mamy czasu — dodała, jednocześnie wskazując na telefon, jakoby połączenie, które odebrała przed chwilą, dotyczyło właśnie tego. — Przepraszam, miałyśmy spotkać się później, ale Kate coś wypadło — usprawiedliwiła się, a potem kolejno cmoknęła w policzek Hen, Natalie i Christiana, a następnie tak po prostu się ulotniła, zabierając ze sobą torebkę z pierścionkiem i obrączkami.
UsuńChristiana zamurowało. Całe szczęście, że narzeczona stała zwrócona plecami do niego, bo jego mina od razu by ich wysypała. Tymczasem Abi, która nawet nie zdążyła ściągnąć butów, wyszła i tyle ją widzieli. Hoa śmiała się pod nosem, starając się to ukryć, bo stała jedną ręką podparta o ścianę, a drugą masowała uniesiona wysoko, podpartą na udzie stopę, a tej jej śmiech miało maskować ciche pojękiwanie.
— Mam pęcherz — pożaliła się, wyprostowawszy się, a potem popatrzyła za Natalie, która przeszła do części kuchennej, zrobić im kawy. Chris odetchnął głębiej, wymienił z Chen spojrzenie i poprowadził ją do salonu, gdzie oboje zgodnie i ciężko opadli na kanapę, zmęczeni tak trochę zakupami, jak i tym, że nie mogli, a raczej nie chcieli powiedzieć prawdy.
CHRISTIAN RIGGS 💖
[Zazdroszczę w takim razie podwórka, na którym się bawiłaś jako dziecko, bo u mnie na blokach była to zabawa aż za bardzo popularna 😅 Szczególnie dobrze grało się po jakiś kwaśnych cukierkach, bo było czym pluć... Mniejsza, oszczędzę może detali :D
OdpowiedzUsuńWychodzi na to, że pod względem książek, to i my byśmy się dogadały ;)
Bardzo dziękuję za miłe słowa i życzenia, pozdrawiam serdecznie! :) ]
Ivan Voronin
Podczas gdy Natalie zajmowała się pęcherzem na stopie Chen, Christian zajął się swoją kawą. Ujął filiżankę w obie dłonie i powoli sączył gorący napój, nie zważając na to, że delikatnie parzy sobie podniebienie – za bardzo lubił gorącą kawę, by odmówić sobie tej przyjemności. Kątem oka obserwował to, co działo się obok, nie przeszkadzał jednak kobietom. Choć sam nie chadzał w szpilkach, a na co dzień wybierał wygodne, sportowe obuwie, raz czy dwa obtarły go nowe, eleganckie buty i pół biedy, jeśli kończyło się na pęcherzu. Gorzej, kiedy ten pęcherz ulegał przerwaniu i stopy były zdarte do żywego, stając się niezdatnymi do założenia na nie jakiegokolwiek, pełnego obuwia. Rana taka goiła się długo i niezbyt ładnie, nawet mężczyźnie, który przecież nie krzywił się z byle powodu, sprawiając wyraźny dyskomfort. Stąd Riggs był pozytywnie zaskoczony tym, że po pokonaniu tylu kilometrów na wysokich szpilkach, przyjaciółka Natalie skończyła wyłącznie z pęcherzem. Cóż, jako fanka takiego obuwia, chcąc, nie chcąc, musiała mieć niesamowitą wprawę w chodzeniu w nim, a i jej stopy musiały do tego przywyknąć.
OdpowiedzUsuńOdstawił filiżankę z w połowie wypitą kawą na niski stolik, kiedy kobieta udała się do łazienki i dobrze, że to zrobił, bo chwilę potem Harlow usiadła okrakiem na jego udach. Uśmiechnął się z tego powodu zupełnie odruchowo, nie musząc myśleć o tym, że chciałby, aby ten uśmiech się na jego twarzy pojawił i znalazł wygodne miejsce dla swoich dłoni na biodrach narzeczonej.
— Promocje? — tchnął, kiedy Natalie oparła swoje czoło o jego, momentalnie sztywniejąc pod wpływem tego jednego pytania i to bynajmniej nie zesztywniał w pożądany przez nich oboje sposób, a ze strachu przed tym, że brunetka przejrzy go na wylot. — Nie, nie skusiły mnie żadne promocje — odparł, wyjątkowo pełnym zdaniem, siląc się przy tym na spokój, a jego uśmiech, który na mgnienie zbladł, znowu stał się szerszy. Na szczęście bardziej, niż promocjami u jubilera, Natalie była zainteresowana nim samym i Christian skrzętnie to wykorzystał. Mocniej zacisnął palce na jej biodrach i odchylił głowę, zapewniając kobiecie lepszy dostęp do swojej szyi, którą ta całowała w więcej, niż miły sposób. Zapomniałby o tym, że nie byli sami i że w łazience była Hoa, gdyby nie to, że Natalie zsunęła się z jego kolan na krótko przed powrotem przyjaciółki do salonu, uprzednio jednak zdążywszy zaszczepić w nim te jakże ciekawe i słodsze niż stojące na stole ciasteczka fantazje, które zresztą wcielili w życie krótko po wyjściu Chen.
Jakiś czas potem, końcem listopada, Christian zaprosił Natalie na randkę. Nie powiedział jej, dokąd się wybierają, a postawił ją przed faktem dokonanym. Wybrał ze współdzielonego w telefonach kalendarza najbliższą wolną sobotę i oznajmił, że tego dnia Natalie powinna być gotowa do wyjścia o godzinie osiemnastej, bo stolik mają zarezerwowany na dziewiętnastą. Tym samym zdradził jej, że miał w planach kolację, co zrobił celowo, wiedząc, że w innym przypadku nie uniknąłby pytań o to, jak Natalie powinna się ubrać, aby zrobić to adekwatnie do okazji. Nie dodał jednak niczego więcej na temat tego, gdzie pójdą i czy po kolacji mają coś jeszcze w planach, skrzętnie trzymając język za zębami.
Sam nie wystroił się nadto, bo to mogłoby stanowić dla Natalie swego rodzaju podpowiedź. Założył ciemne spodnie od garnituru, do nich eleganckie buty – jedne z tych, które mogły obcierać stopy – i błękitno-szarą, bawełnianą koszulę o miękkim wykończeniu, której rękawy podwinął na przedramiona w ten nonszalancki sposób. Nie dopiął też guzika kołnierzyka, tylko dlatego jednak, że ten, nie wiedzieć kiedy, stał się za ciasny – widać to, że często ćwiczył ze swoimi zawodnikami na siłowni i bywał na niej regularniej, niż wcześniej, przynosiło efekty. Swoim ubiorem, bardziej eleganckim niż na co dzień, wciąż jednak z luźnym i niezobowiązującym zacięciem, sam przed sobą próbował pokazać, że okazja wcale nie jest tak znacząca, jak w istocie była. To miała być przecież zwykła randka, prawda? Kolacja zjedzona poza domem, nic więcej.
O tym jednak, że było to coś więcej, przypominało Christianowi pudełeczko z pierścionkiem zaręczynowym, który schował zawczasu do kieszeni kurtki. Nie chciał jeszcze wkładać go do spodni, przekonany, że Natalie, która lubiła być blisko niego – a on przecież lubił być blisko niej – wyczuje, że miał w kieszeniach coś więcej, niż portfel i telefon.
Usuń— Gotowa? — Poprawiając jeden z wywiniętych mankietów, przystanął pod zamkniętymi drzwiami łazienki, w której Harlow kończyła szykować się do wyjścia. Dochodziła osiemnasta, mieli więc jeszcze kilka minut, żeby zebrać się i wyjść, nie powinni jednak zwlekać zbyt długo, jeśli chcieli dotrzeć na miejsce na czas, bo i tak czekała ich przeprawa przez nowojorskie korki.
CHRISTIAN RIGGS 💖
— Cóż, muszę się starać, żeby nie wyglądać przy tobie blado — skomentował z rozbawieniem, nie odmawiając sobie przyjemności przesunięcia wzrokiem po sylwetce Natalie. Oczywistym było to, że jego przyszła żona podobała mu się najbardziej na świecie i przez to Christian pozostawał wobec niej kompletnie nieobiektywny, jednakże potrafił docenić to, że Harlow – a już niedługo pani Riggs – potrafiła podkreślić swoją urodę tak ubiorem, jak i makijażem.
OdpowiedzUsuń— Pięknie wyglądasz — powiedział tuż po tym, jak brunetka cmoknęła go w usta i śmiejąc się cicho, zapozował wraz z nią do zdjęcia w lustrze. Widząc to, Abigail pewnie wywróciłaby oczami, uznając robienie zdjęcia w lustrze za całkowicie niemodne, a typowe dla millenialsów, więc dobrze się złożyło, że nie było jej w domu, dzięki czemu Christian i Natalie mogli cieszyć się sobą bez skrępowania, nie wysłuchując uszczypliwych komentarzy padających w tle, choć oczywiście żadne z nich nie miałoby nic przeciwko tym komentarzom, bo oboje wiedzieliby, że wynikałyby one jedynie z czystej sympatii, tej objawiającej się poprzez uszczypliwości, na jakie pozwalały sobie tylko bliskie sobie osoby.
Idąc za przykładem Natalie, Chris założył kurtkę o prostym kroju, adekwatną do pogody i niskich temperatur, która w żaden sposób nie psuła jego outfitu i dyskretnie przesunął palcami po prawej kieszeni, wyczuwając pod palcami zarys pudełeczka z pierścionkiem zaręczynowym. To z obrączkami spoczywało w jednej z szuflad komody w pokoju Abigail, dość dobrze ukryte przed Natalie, aczkolwiek wielce prawdopodobnym było, że po powrocie do domu Harlow miała móc zobaczyć także obrączki. W końcu Chris ledwo utrzymywał w tajemnicy to, że kupił pierścionek zaręczynowy i przez to podejrzewał, że o obrączkach wygada się, kiedy tylko będzie mógł, czyli tuż po planowanych oświadczynach.
— To pozostanie tajemnicą tak długo, jak się da — oznajmił, podążając tuż za narzeczoną, kiedy schodzili po schodach. — Ale pewnie szybko zorientujesz się, dokąd zmierzamy — dodał z westchnieniem, bo co do tego jednego akurat się nie łudził. Był przekonany, że kiedy tylko znajdą się w okolicy, Natalie skojarzy, że to tutaj znajdowała się knajpka, do której poszli na pierwszą oficjalną randkę, bo spotykali się już jakiś czas, nim Christian zabrał Natalie w to miejsce.
Po prawdzie, aby te prawie dwadzieścia lat temu mógł szarpnąć się na kolację w The River Café, musiał odkładać tygodniami. Skrupulatnie gromadził pieniądze ze sportowego stypendium oraz kieszonkowe, a także poszukał dodatkowej, dorywczej pracy, aż w końcu mógł zaprosić Natalie Harlow do restauracji usytuowanej tuż pod mostem Brooklyńskim, z widokiem rozpościerającym się na panoramę Manhattanu, będącą wtedy jednym z droższych miejsc na Brooklynie, zależało mu jednak na tym, żeby zrobić na Natalie wrażenie. Wtedy, jak młody chłopak, jeszcze nie do końca rozumiał, że wcale nie potrzeba było wielkich gestów, a ściągnięcie gwiazdki z nieba – co chciał zrobić dla Natalie – dla każdego oznaczało co innego.
Prowadząc narzeczoną do zaparkowanego nieopodal samochodu, uśmiechnął się do wspomnień. Wtedy wypstrykał się ze wszystkich oszczędności, a nawet pożyczył trochę pieniędzy od rodziców. Dziś z powodzeniem mógł uwzględnić podobny wydatek w budżecie i przy tym nadto go nie uszczuplić.
Tuż przed podejściem do samochodu, wyprzedził Natalie o dwa kroki i otworzył przed nią drzwi, co na co dzień, jeśli akurat gdzieś razem podróżowali, potrafiło mu umknąć. Dziś jednak dbał o każdy szczegół i uśmiechnął się do wsiadającej do środka kobiety. Po tym okrążył samochód i zajął miejsce należne kierowcy. Kiedy opuścili miejsce parkingowe, obrał kierunek na Brooklyn. Bynajmniej nie wprowadził adresu w nawigację – wtedy Natalie od razu zorientowałaby się, dokąd zmierzają, wystarczyłoby, żeby zerknęła na ekran jego telefonu, a jej oczom ukazałaby się nazwa restauracji, którą dotąd mieli okazję odwiedzić tylko raz.
CHRISTIAN RIGGS 🤎🤎🤎
Christian westchnął ciężko, słysząc pytania Natalie, bynajmniej nie dlatego, że te go irytowały, a dlatego, że te były wyjątkowo trafne i wcale by się nie zdziwił, gdyby na jego czole faktycznie wyświetliły się pożądane przez brunetkę odpowiedzi. Riggs nie był dobry w zatajaniu czegokolwiek, bo najczęściej nie miał takiej potrzeby, a kiedy zdarzało się, że jednak ją miał, bo akurat nie chciał dzielić się z bliskimi czymś mało istotnym, co mimo wszystko zdołało popsuć mu humor, to i tak można było czytać z niego z jak otwartej księgi i zarówno Natalie, jak i Abigail od razu potrafiły zwietrzyć, że coś jest nie tak.
OdpowiedzUsuń— Nie, nie masz się bać. Tak sądzę — stwierdził, uśmiechając się z rozbawieniem i oczywiście, że celowo nie odniósł się do tego pytania o ukrywanie czegoś, a pokusił się jedynie o odniesienie do rzekomego strachu, jaki mogłaby odczuwać Harlow. To, co planował, nie było przecież niczym strasznym, prawda? Było tylko oficjalnym sfinalizowaniem tego, co już miało miejsce, ale o tym Natalie nie musiała wiedzieć i Chris zamierzał utrzymać to w tajemnicy najdłużej, jak miało się dać, czyli zgodnie z jego wyobrażeniami do momentu, w którym już w restauracji przyklęknie przed kobietą na jedno kolano i wyjmie pierścionek.
Nie zaplanował tego z najdrobniejszymi szczegółami. Nie wybrał nawet momentu – czy miało by to być przed kolacją, czy po niej, ale już po deserze czy jeszcze przed? Uznał, że będzie wiedział, kiedy ten właściwy moment nadejdzie, bo kto wie, może miał wyciągnąć pierścionek na jednym z czerwonych świateł, które zatrzyma ich po drodze? Życie było nieprzewidywalne, plany często brały w łeb i nie kto inny, jak Christian i Natalie dobrze o tym wiedzieli.
— Nie zastanawiasz się czasem nad zmianą zawodu? — zagadnął lekkim tonem, już w samochodzie, kiedy Harlow zbombardowała go kolejną serią niby to niewinnych pytań. — Na prokuratora, na przykład? Mogłabyś wtedy przesłuchiwać do woli każdego, kogo tylko byś zapragnęła — powiedział ze słyszalną w głosie wesołością i posłał Natalie wymowne spojrzenie, sugerujące, że nic jej nie powie, przynajmniej jeszcze nie i by sobie odpuściła na rzecz cieszenia się chwilą, z czym zresztą, jak się okazało, nie miała najmniejszego problemu, bo niedługo potem zajęła się umilaniem im wspólnej trasy na Brooklyn.
— Jakieś piętnaście minut — odparł, kiedy szybko przeliczył w głowie pozostałą drogę i tym razem nie odmówił składania zeznań. Z tego powodu zerknął na siedzącą obok, na miejscu pasażera Natalie i posłał jej szeroki, pełen zadowolenia uśmiech, który sugerował, że kiedy Chris chciał i mógł, to potrafił.
Po wspomnianych piętnastu minutach, które minęło im na słuchaniu muzyki i trzymaniu się za ręce lub rąk na sobie, dotarli na dwupoziomowy parking nieopodal mostu Brooklyńskiego, skąd mieli dojść do The River Café w niespełna pięć minut. Chris nie był wybredny, jeśli chodziło o wybór miejsca parkingowego i zajął pierwsze, które było wolne. Zgasiwszy silnik, wysiadł z auta, obszedł je i dopełnił wcześniejszego rytuału, znowu otwierając dla Natalie drzwi.
— Coś ci już świta, dokąd idziemy? — zagadnął, uśmiechając się zaczepnie, kiedy wyciągnął ku niej dłoń, by pomóc jej wysiąść.
Nie pamiętał już, czy wtedy parkowali na tym samym parkingu i czy ten w ogóle istniał. Po chwili zastanowienia musiał przyznać, że raczej nie. Pamiętał jednak, że na pewno pożyczał wtedy samochód od rodziców i że po dotarciu na miejsce, nim on i Natalie zdecydowali się wysiąść, spędzili dobrych kilkanaście minut na całowaniu się. Cóż, zważywszy na to, jak bardzo kleili się do siebie jako tamci nastolatkowie, którzy przez pięć minut nie potrafili utrzymać rąk z dala od siebie, niczym dziwnym nie było to, że Abi pojawiła się na świecie tak szybko.
CHRISTIAN RIGGS 🤎🤎🤎