aktualności

14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

26/01/2026

[KP] Mylisz niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu

— Nie nauczyli mnie leczyć — powiedziała gorzko. 
— Nauczyli mnie zabijać, tłumacząc, że w ten sposób będę mogła ratować. To było wielkie kłamstwo, Koniku. Okłamali mnie.

 
POWDER SMITH

Jest trochę jak wyrwana z innego świata, nieco oderwana od rzeczywistości, pochłonięta tysiącem myśli na minutę i otoczona lękiem, że stare życie kiedyś po nią wróci. Na kartkach papieru spisuje swoje sny, dokładnie opisuje senne mary i koszmary, jakby miały być ostrzeżeniem o którym nie może zapomnieć. Wpycha je głęboko w stare, skrzypiące szuflady. Wraca do nich w momentach słabości, nocami kiedy nie jest w stanie zmrużyć oka, bo wspomnienia wracają do niej i pochłaniają każdą z jej myśli. Wtedy nachodzą ją wątpliwości, czy ucieczka od rodziny była dobrym pomysłem i co tak naprawdę jest Niebem, a co Piekłem. Czasami chciałaby wrócić, czasami uciec jeszcze dalej. Zawsze ma spakowaną torbę, tak na wszelki wypadek, jakby coś mogłoby pójść nie tak...

Jest słodka jak bez i cierpka jak agrest. Tworzy ją zbiór paradoksów, a ona, niczym kameleon próbuje się do nich dopasować. Nienawidzi życia w mieście, a jednocześnie je uwielbia, mając wrażenie, że może zniknąć w tym tłumie. Z jednej strony chciałaby wrócić na farmę, do natury z którą zawsze żyła w harmonii, do zwierząt, które kocha całym sercem, z drugiej zaś wie, że tutaj jest anonimowa i bezpieczna. Naiwnie wierzy, że szanse by ktoś znalazł ją tak daleko od domu są naprawdę małe.

Jest trochę jak dziecko, infantylna i lekkomyślna. Zawsze słucha swojego serca i uczuć, którym pozwala by nią kierowały. Choć usiłuje zbudować wokół siebie mur i choć raz posłuchać głosu rozsądku, to w środku, w jej sercu, liczne uczucia walczą ze sobą. Od dwóch lat ciągle ucieka i jak do tej pory nigdy nie zagrzała nigdzie miejsca na dłużej. Próbuje odkryć własną tożsamość, która została jej ukradziona już w dniu urodzin. Od dziecka musiała się wpasowywać w schematy, które narzucali jej rodzice. Nigdy nie była wolna, a teraz kiedy już jest, nie za bardzo wie co z tą wolnością zrobić.

Ukojenie odnalazła w pomocy innym, szczególnie zwierzętom. Aktywnie pomaga jako wolontariuszka w schroniskach, poświęcając zwierzętom dużą część swojego wolnego czasu. Właściwie, to z nimi dogaduje się o wiele lepiej niż z ludźmi, których często nie jest w stanie zrozumieć. Nie rozumie całego tego pędu, który opanował współczesny świat. Nie chce brać udziału w tym wyścigu, nie interesują ją telefony, social media ani telewizja. Zamiast tego woli posiedzieć w parku z książką, czy iść na spacer do lasu. Być może przez to, że większość swojego życia spędziła na wsi, z dala od wszelkich technologi, dziś tak trudno jest jej się przystosować do tętniącego życiem miasta. 



Tak naprawdę nazywa się Eve Lilith Nicholson, ale od kilku lat posługuje się innym imieniem i nazwiskiem — urodzona 22 kwietnia 2006 roku w Utah — córka pastora i gospodyni domowej, najmłodsza z piątki dzieci — przez siedemnaście lat wychowała się w izolacji, na farmie o nazwie Niebo, znajdującej się poza obszarami miejskimi, nie mając żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym — uciekła od rodziny w siedemnaste urodziny, kiedy rodzice ogłosili jej zaręczyny — niedawno została wyrzucona z ciasnej klitki na Bronxie, tymczasowo pomieszkuje u znajomego — pracuje w jednej z gorszych spelun w mieście, jakby liczyła, że w złym miejscu nie znajdą jej źli ludzie.
Cześć! Kiedyś już tu byłam, miło do Was wrócić po dłuższej przerwie. Powder jest dla mnie eksperymentem, ale liczę że się zadomowi i trochę światła wkroczy do jej życia. Przy jej tworzeniu inspirowałam się serialem Niebo. Szukam kogoś znajomego, kto byłby skłonny ją przenocować, dopóki nie znajdzie sobie nowego lokum, kogoś, kto będzie jej szukał i próbował wciągnąć na nowo do starego życia. Na wizerunku Anya Taylor Joy, cytaty to Andrzej Sapkowski. Znajdziecie mnie również tutaj: srebrnakrolowa@gmail.com

22 komentarze:

  1. [Dobry wieczór! Pamiętam, że miałaś okazję już u nas być, nawet miałam tę przyjemność pisać z Tobą moim Christianem ^^ Tym milej jest mi gościć Cię na NYCu ponownie i mam nadzieję, że teraz na dobre się tutaj zadomowisz ^^
    Nawet nie wiesz, ile ja się naszukałam zdjęcia do miniaturki! Te umieszczone przez Ciebie w karcie postaci tak bardzo mi się podobają, że już żadne inne zdjęcie nie mogło im dorównać!
    Sama postać Powder bez wątpienia jest ciekawa - musiała wykazać się wielką odwagą, w wieku siedemnastu lat podejmując decyzję o porzuceniu dotychczasowego życia i zmienieniu go o sto osiemdziesiąt stopni. Powder zdecydowanie popadła ze skrajności w skrajność, jeśli chodzi o miejsce zamieszkania ;) Mam nadzieję, że mimo tego, co w dopisku odautorskim, będzie mogła jak najdłużej cieszyć się anonimowością, którą daje Wielkie Jabłko ;)]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hej,
    Faktycznie dla mnie też gdzieś ten login się kojarzy. Miło widzieć cię z powrotem.
    Z jednej strony trochę zazdroszczę Powder tak długiej możliwości obcowania z naturą, bo kojarzy mi się to nierozerwalnie z wakacjami u babci na Podlasiu, gdzie zasięg trzeba było zazwyczaj łapać poza domem i to, jeśli miało się akurat fart. Z drugiej, gdy tak sobie myślę jak samotna musi czuć się w tym ogromnym Nowym Jorku, przepełnia mnie duża doza współczucia. Szczególnie, gdy jeszcze dodamy do tego ten wieczny strach przed odnalezieniem i byciem z powrotem zniewoloną.
    Życzę masy weny i wspaniałej zabawy.
    PS. Gdybyście miały chęci na wspólny wątek, zapraszam. Myślę nawet, że któryś z moich dwóch chłopaków czasem chętnie przenocuje tą biedną istotkę.]

    Cassandra, Dalaja, Eloy &Natty

    OdpowiedzUsuń
  3. [Słodka jak bez, cierpka jak agrest..., od razu konkretna melodia rozbrzmiewa w głowie. ♥ Ciekawa, intrygująca postać. Podobają mi się takie nietuzinkowe postaci jak Powder. Nie jest ona na pewno lekka do prowadzenia, ale sądzę, że gra taką postacią może dawać sporo satysfakcji. ;)
    Życzę Ci udanego pobytu, masy wątków i wszystkiego, co najlepsze dla panienki Smith. ♥]

    Andrea Wilson, Debbie Grayson & Olivia Fitzgerald

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hej,
    Daję znać, że odezwałam się na PW.]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Zatem bardzo się cieszę, że zdjęcie przypadło Ci do gustu! :)
    Z chęcią bym coś pokombinowała, ale mam jedno małe ALE ;) Na ten moment wzięłam sobie na tyle dużo wątków, że fizycznie więcej nie uciągnę - nawet jeśli wydaje mi się, że jest inaczej, bo wygrzebałam się z poświąteczno-posylwestrowo-pochorobowych zaległości i chwilowo współautorzy nie zdążyli zasypać mnie odpowiedziami. No właśnie, JESZCZE nie zdążyli ;) Także bardzo wbrew sobie, ale dla własnego dobra muszę się wstrzymać, a jeśli coś mi się zwolni, to będę się odzywać! :)]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dobry wieczór! :)
    Jestem ogromną fanką takich historii. Mimo, że są strasznie smutne, a przynajmniej ich początki, bo zawsze cieszy, kiedy ktoś wyrwie się z okropnego środowiska i w końcu może zacząć żyć pod siebie, a nie dla innych. Można podziwiać jej odwagę. Niejedna osoba pewnie nie miałaby w sobie tyle sił, aby uciec. Jak Muminek zaważyła faktycznie wpadła ze skrajności w skrajność, ale może odnajdzie się w tym wielkim mieście. Życzyłabym, aby nikt jej nie znalazł, ale po dopisku widzę, że taki jest plan, więc życzę powodzenia, aby taka osoba się znalazła, ale Powder nie dała! ;) Swoją drogą, ciekawe imię sobie wybrała, jak na kogoś kto nie chce być znaleziony. Zdecydowanie jest bardzo oryginalne. ^^]

    sophia moreira & sloane fletcher

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hej 🤎 Nie miała dziewczyna w życiu łatwo, dobrze, że uciekła przed wybrankiem rodziców i wyrwała się z piekła. Mam nadzieję, że teraz, po tej ucieczce uda jej się zaznać nieco spokoju i odbudować tutaj swoje życie, oby spotkała na swojej drodze same dobre duszyczki, które się nią zaopiekują :) Hm...tak mi przyszło do głowy, że Rowan mógłby wpaść na nią u tego kumpla u którego ona pomieszkuje, zgadaliby się jakoś i zaproponowałby jej pokój u siebie, on sam troszkę jest doświadczony przez życie, więc pewnie chętnie by komuś pomógł, żeby poczuć się ważny i potrzebny, także w razie chęci zapraszam, a gdybyś chciała coś obgadać, zapraszam na maila też - rozdzka.b.lestrange@gmail.com Życzę dużo weny i masy wciągających wątków! 🩷 🩷 ]

    Rowan&Lusya

    OdpowiedzUsuń
  8. [O, akurat o tym serialu nie słyszałam. Będę musiała sobie zerknąć. ^^ Taka postać to mimo wszystko spore wyzwanie, ale może znajdzie się śmiałek, który będzie chciał kogoś takiego przejąć! :D Nawet, gdyby nie to zawsze można rozwijać taki wątek z NPC w innych wątkach. Możliwości są nieograniczone. :D
    Z wierzchu ich życie wygląda pięknie, a pęknięcia wychodzą od środka i powoli je wyniszczają. Co by za pięknie nie było. ^^ Chętnie się skuszę na wątek, czemu nie! Wydaje mi się, że najłatwiej będzie połączyć Powder z Sophią, która udziela się w jednym schronisku i opiekuje się, że tak powiem, wolontariuszami. Sophia na pewno byłaby zaciekawiona osobą Powder. Trochę są nawet do siebie podobne z tym trzymaniem się na uboczu. Soph mogłaby uznać, że Powder przyda się przyjaciółka i dyskretnie próbowałaby się z nią zaprzyjaźnić. Nie muszą się nawet znać ze schroniska. Mogą na siebie w zasadzie wpaść wszędzie, ale skoro obie pomagają zwierzakom to jest to dobry punkt zaczepienia. :)
    Od Sloane nie wiem czy i co mogłabym zaproponować, bo ta dziewczyna to straszna egoistka jest i najpewniej Powder nawet by nie zauważyła. :D Ale można i z nią coś pomyśleć, jeśli wolałabyś Sloane do wątku. ^^]

    sophia moreira & sloane fletcher

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdy wrócił z wczorajszej, a właściwie już dzisiejszej sesji budzik na szafce w korytarzu wskazywał godzinę 2:30. Ach te przeklęte sesje dla bogatych snobów zarządzających firmami z branży turystycznej, jakże on ich nienawidził. Po pierwsze: nie za bardzo wiedział, o czym powinien z nimi rozmawiać, po drugie niemal zawsze się przeciągały, a on wraz z gratulacjami za udaną współpracę przynosił ze sobą istną stertę ulotek i pusty brzuch. Mało który z tych ludzi zawracał sobie bowiem głowę zaproszeniem na przeszykowany wcześniej bankiet byle fotografa. W głębokim poważaniu mieli nawet fakt, że jego niewątpliwy talent i wyczucie chwili zostały już parokrotnie zauważone przez światowych znawców sztuki. Owszem, płacili mu znacznie więcej niż początkującym artystom, ale i tak odnosił nieodparte wrażenie, że jako streetphotographer przedstawiał się w ich oczach zdecydowanie mniej poważnie niż jego koledzy i koleżanki po fachu grzejący cztery litery w ciepłych biurach. Cóż jednak zrobić, musiał przecież w jakiś sposób podtrzymywać status swojego nazwiska. Zaciskał zęby i udawał, że niczego nie zauważa.
    - Wyglądasz jakby przejechała cię odśnieżarka. – Skwitowała Melissa, odkładając pióro. – Powinieneś się jak najszybciej położyć. Twoje psy wróciły ze spaceru o północy i teraz śpią w salonie.
    - Miałem ciężki wieczór. – Odparł, kierując się w stronę łazienki.
    Kiedy kilka godzin później dzierżąca w pysku pluszowego królika Nova wskoczyła mu swoim zwyczajem do łóżka, z początku nie wiedział za bardzo gdzie się właściwie znajduje. Miał wrażenie, że ktoś wrzucił mu na klatkę piersiową co najmniej worek ziemniaków. Nie podnosząc powiek, instynktownie spróbował ją z siebie zwalić, w wyniku czego oboje niespodziewanie wylądowali na podłodze.
    - No i zobacz, co zrobiłaś. – Podrapał ją za uszami. – A gdzie twój koleżka ? – Niemal w tym samym momencie poczuł na plecach zimny nos. – A, tu jesteś. – Roześmiał się. – To co, szybkie śniadanie, a potem poranna przebieżka ? – Spytał, powoli podnosząc się z podłogi i rozmasowując bolący kręgosłup. Cholerna seterka nadal uznawała się za małego szczeniaka, mimo że ważyła już około trzydziestu kilogramów.
    To właśnie na spacerze dostał SMS-a od Powder. Zagwizdał na pędzące przodem zwierzaki, by czasem nie wykorzystały jego chwilowej nieuwagi i nie pobiegły za jakimś ptakiem, po czym najzwyczajniej w świecie przesłał jej swój obecny adres. Był niezwykle ciekaw co też takiego sprawiło, że tym razem postanowiła odwiedzić go w mieszkaniu zamiast jak zwykle umówić się z nim w miejscu publicznym. Miał tylko nadzieję, że ta wiadomość nie zwiastuje poważniejszych kłopotów.
    Kiedy jednak niedługo po wyjściu spod ciepłego prysznica i zmycia z siebie całego brudu oraz upokorzeń ostatniej nocy dostrzegł jak ta krucha istotka stoi na progu z wyraźnie zmartwioną miną i wypchaną torbą w ręku, od razu domyślił się, że okazała się ona płonna.
    - Spadaj Leo. Nie widzisz, że dziewczyna potrzebuje naszej pomocy ? – Odepchnął bezceremonialnie zagradzającego wejście postawnego muzyka, posyłając jej przepraszające spojrzenie. – Zapraszam do środka. Coś mi mówi, że nie miałaś zbyt dobrego poranka. Chcesz może coś ciepłego ? – Usuwając się w przejściu, przy okazji chwycił za kark futrzaki za wszelką cenę chcące powitać swoją dawno niewidzianą znajomą.

    Niedospany Natty

    OdpowiedzUsuń
  10. [Och, dziękuję. Uważam, że oczyska modelki na tym zdjęciu robią robotę i czasami zawieszam się przy swojej karcie, bo patrzę i patrzę. ♥

    W sumie, wpadł mi do głowy pewien pomysł, jak mogłybyśmy spiknąć nasze panie. Olivia czasami baluje w spelunkach, najczęściej jest wtedy i naćpana, i pijana, dając upust wszystkiemu, co męczyło ją w tygodniu. Ale tak sobie myślę, że raz wpadłaby do spelunki, w której pracuje Powder. I może Powder pomogłaby jej w jakiś sposób? To już kwestia do rozegrania w wątku.
    Ale potem, w ramach podziękowania, Olivia mogłaby zaprosić pannę Smith na kolację. Tam mogłyby zacząć rozmawiać i wtedy Fitzgerald wyszłaby z pewną propozycją, którą może zostawię jednak jako niespodziankę, bo jeśli będziesz chętna na taki wątek, to może nam wyjść coś ciekawego, a nie chciałabym uprzedzać reakcji. ;-)

    Ale myślę, że każda z nich będzie mogła się czegoś nowego nauczyć, a na pewno Olivia będzie chciała przekonać Powder do medycyny.
    Co Ty na to?]

    Olivia Fitzgerald

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dobra, jak ćpać, to po całości. :D
    Biorę to. Wrzucę rozpoczęcie razem z kolejką odpisów, więc daj mi 2-3 dni i powinno być. Najpóźniej do końca tygodnia. ♥]

    Olivia Fitzgerald

    OdpowiedzUsuń
  12. [Będę musiała pokombinować, aby o znaleźć, bo niestety tu, gdzie mieszkam dostępu do polskiego HBO nie mam. ^^
    No to cudownie! Nie mam wybranego miejsca, gdzie konkretnie to schronisko się znajduje, ale założyłam, że dojechanie z Soph z Lower Manhattan zajmowało lekko ponad godzinę. To tak orientacyjnie tylko. ^^ Jak znajdzie czas to jak najbardziej mogłaby ją tam zabrać. Sama dawno nie była, choć nie wiem, jak ona ten czas znajdzie teraz z bąbelkiem w drodze. :D Ale! To na przyszłość będzie wątek na pewno. :) Na początku mogłaby jej pokazać zdjęcia/filmiki jak tam jeździła, a jak się rozwinie to wybiorą się razem. ^^ To tak na spokojnie zaczynamy od którejś z kolei wspólnej zmiany w schronisku czy dopiero chcemy dziewczyny zapoznać? ;D]

    soph

    OdpowiedzUsuń
  13. Fala mroźnego powietrza uderzyła niespodziewanie w Nowy Jork i utrzymywała się od kilku dni. Nocami temperatura spadała nawet do piętnastu stopni poniżej zera. Olivia mogłaby na ten czas zamknąć się w swoim apartamencie na trzydziestym trzecim piętrze i ignorować cały świat, w tym nieustające opady śniegu, ale nie mogła. Czekały na nią zawodowe obowiązki, kolejne zebranie zarządu, jednego i drugiego, podejmowanie decyzji, sprawdzanie papierów i pogrążanie się w kolejnych wyliczeniach. Miała tego serdecznie dość. Chciałaby móc wrócić w pełni do wykonywania zawodu lekarza, ale nie była gotowa na powrót na izbę przyjęć. I wiedziała, że jej uzależnienie, które jeszcze była w stanie ukryć przed większością świata, w końcu pokrzyżuje jej plany, kompletnie odcinając ją od pracy, która choć ciężka, przynosiła jej, przynajmniej przed wypadkiem, sporo satysfakcji.
    Była szósta rano, kiedy opuszczała mieszkanie i gdy termometry odnotowały zatrważające minus dwanaście. Już w windzie poprawiała szalik, płaszcz i czapkę, upewniając się, że w torebce ma rękawiczki, mimo tego, że zjeżdżała na poziom -2, do podziemnego garażu, gdzie bezpiecznie zaparkowane czekało jej Volvo. Współczuła wszystkim tym, którzy musieli teraz mierzyć się z samochodowymi szybami pokrytymi lodem i śniegiem oraz rozładowanymi akumulatorami. W radiu, które włączało się zaraz po odpaleniu silnika w suvie należącym do Fitzgerald, podawali, że odczuwalna sięga ponad minus dwudziestu. Zadrżała na samą myśl, wiedząc, że musi dojechać tylko i wyłącznie pod inny wieżowiec, w którym mieściły się siedziby dwóch rodzinnych spółek. Tutaj nie miała wyjścia i musiała pozostawić samochód na odsłonięty, naziemnym parkingu. Wystarczyło, że opuściła nagrzane wnętrze wozu i poczuła, jak mróz szczypie jej policzki. Niemal biegła do holu, walcząc z dreszczami, które spinały całe jej ciało. Szpilki, bo oczywiście, że je ubrała, zupełnie nie pasowały do zewnętrznej aury, ale skoro miała uczestniczyć w spotkaniach zarządu z tymi wszystkim nadętymi dupkami, musiała wyglądać odpowiednio.
    Dzień rozpoczął się o 9, a wtedy wpadła w wir spotkań, głosowań, hektolitrów kawy i kolejnych telefonów, które wyczerpywały ją psychicznie. Pogoda za oknami biur wcale się nie zmieniała. Ciężkie, jasno szare chmury wisiały nad miastem i co rusz sypnęło z nich zmrożonym, białym puchem. Ciemno robiło się po siedemnastej i dopiero wtedy Olivia została sama ze sobą, w dużym biurze z jedną ścianą będącą oknami. I choć było jej zimno na sam widok zimowej panoramy miasta, to wiedziała, że nie może wrócić do domu. Wygrzebała z jednej z szaf zimowe botki na niższym obcasie i opuściła biuro, zostawiając wiele niedokończonych spraw. Przed pięcioma minutami łyknęła tabletkę oxy, zamówiła ubera i gotowa była dostać się do miejsca, w którym oksykodon mogłaby zapić dużą ilością alkoholu. Nienawidziła tego dnia. Z całego serca.
    Po około czterdziestu minutach dotarła do ulubionego baru, który jednak okazał się zamknięty ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne, co dla Liv było zwykłą fanaberią i tylko wywołało w niej złość. Ależ miała ochotę rozbić tę pieprzoną szybę witryny ze złoconymi literami. Jej uber odjechał, a ona została na chodniku, smagana lodowatym wiatrem, mijając niewiele osób, które musiały coś załatwić. Miasto faktycznie zdawało się przynajmniej w połowie wymarłe przez panującą pogodę. Latarnie raz świeciły, raz nie, odśnieżarki jeździły tam i z powrotem po ulicach, a po piętnastu minutach spaceru w mękach Olivia trafiła do otwartej knajpy.
    Pachniało w niej potem, tanim piwskiem i dymem, choć wydawało jej się, że palenie w lokalach było nielegalne. Zmarszczyła nos i już chciała się wycofać, ale spelunka poza nieciekawym zapachem oferowała też przyjemne ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olivia zajęła jeden z wysokich stołków przy barze, a na drugim położyła długi, elegancki wełniany płaszcz i pozostałe części wierzchniego okrycia. Miała na sobie ołówkową spódnicę przed kolano, cienką koszulę, prostą marynarkę i czarne, grube rajstopy, a całość jej wizerunku dopełniał najnowszy iPhone. Zdecydowanie nie pasowała do tego miejsca i czuła, że przyciąga niechciane spojrzenia.
      Oderwała wzrok od ekranu telefonu. Jej niebieskie oczy były już lekko mętne, a jakikolwiek ból odszedł w niepamięć, więc mogła z całą stanowczością stwierdzić, że oxy, które dostarczał jej Ian, zadziałało.
      — Potrójna whiskey na lodzie — zwróciła się do drobnej blondyneczki, siląc się przy tym na nikły, lekko krzywy uśmiech.

      Olivia Fitzgerald

      Usuń
  14. [Cześć! Dziękuję za przywitanie. Lubię tę panią, nigdy nie pamiętam jak się nazywa, ale ma ładne oczy. I wciąż nie zabrałam się za Niebo, mimo że mi kilkukrotnie już mignęło i mam na liście - cóż, wszystko przede mną. Póki co, mogę zaproponować wątek. A raczej chęć do stworzenia takowego. Próbowałam wymyślić im jakieś konkretniejsze powiązanie, ale podejrzewam, że jest marna szansa, że się znajdą, bo to jednak dwa inne światy. Natomiast jeśli mieliby poznać się teraz to pewnie przez pracę, Wayne łapie wszystko, co się pojawia, więc jeśli któryś z pracowników schroniska czy baru byłby chory czy na zwolnieniu, prawdopodobnie wskoczyłby na ich miejsce. O ile w tę stronę chcemy to popchnąć. Jesteśmy otwarci na propozycje tak naprawdę.]

    Wayne Travers

    OdpowiedzUsuń
  15. [Myślę, że nie istnieje miejsce, z którego Wayne by zrezygnował, skoro płacą i zajmują mu głowę. A w spelunie przynajmniej nikt nie będzie kazał mu siedzieć pod krawatem, więc może się nawet chłopaczyna ucieszy. Możemy robić bójki, możemy mieć nawet dziesięciu agresywnych chłopów, co tylko chcemy, Wayne to menda i istnieje szansa, że sam sprowokuje kogoś swoim stylem bycia. Możemy założyć więc, że to będzie ich pierwsza wspólna zmiana, może nawet ostatnia, zobaczymy jaka będzie potrzeba, Powder będzie rządzić, bo w końcu jestem stałym pracownikiem i niech się potoczy jak nas palce poniosą, Wayne wejdzie z wiosłem w każde bagno, byle tylko nie myśleć za dużo.]

    Wayne Travers

    OdpowiedzUsuń
  16. Od dnia śmierci Alix brakowało mu kogoś, o kogo mógłby się troszczyć. Jego kontakty z młodszym rodzeństwem były jak zwykle mocno ograniczone i żadne znaki na niebie lub ziemi nie wskazywały, by w tej kwestii miało się coś kiedykolwiek zmienić. Cóż, nie było się czemu dziwić, skoro przez kilkanaście lat stanowili dla siebie praktycznie obce osoby. Rozdzielnie ich w wieku zaledwie kilku wiosen było z pewnością najgorszą rzeczą jaką mógł im zrobić bezduszny system adopcyjny. Przynajmniej tak twierdziła ta dziecięca część duszy Natale, podczas gdy ta bardziej dorosła i odpowiedzialna podkreślała, że gdyby małolaty zostały wówczas razem z nim, nie zaznałyby uroków prawdziwego dzieciństwa. Gdyby więc umiał czytać w myślach Powder, najprawdopodobniej sam wyszedłby z propozycją jej przenocowania. Niestety nie odznaczał się tak wybitną umiejętnością czytania ludzkich emocji między wierszami jaką posiadała jego ukochana. Musiał więc czekać aż biedna dziewczyna zdecyduje się w końcu przed nim otworzyć z własnej woli.
    - Zobaczmy… - Mruczał, powoli przetrząsając lekko skrzypiącą kuchenną szafkę skrywającą w swoim wnętrzu opakowania i puszki z herbatami pochodzącymi z różnych regionów świata. – Możesz w międzyczasie wyjąć filiżanki. Są w czwartej szufladzie na lewo od lodówki.– Skierował spojrzenie na dziewczynę, po czym powrócił nim znowu do wnętrza mebla. – Tylko uważaj, bo, jeśli ostatnio zmywarkę opróżniała Em, może cię tam zastać istna Wieża Eiffla.
    - Mówiłeś coś ? – Ni stąd ni zowąd w drzwiach kuchni pojawiła się głowa okraszona bujnym gąszczem czekoladowych loków, które obecnie pofarbowane były na bursztynowo.
    - Tylko tyle, że jesteś wspaniałą scenografką. – Uśmiechnął się, z dumą wydobywając na światło dzienne kolorową szkatułkę. – Może być mandarynka z płatkami róży i czymś, co się nie zmieściło na etykiecie ? – Spytał, kątem oka rejestrując, że wspomniana kobieta skwitowała jego odpowiedź nieznacznym wzruszeniem ramion i odeszła do swoich zajęć. – Jak widzisz, gwarno tu jak na Grand Central. – Zaśmiał się, stawiając czajnik na kuchence. – Ale tak to już jest, gdy zdecydujesz się żyć w bohemie artystycznej. – Jakby dla podkreślenia jego słów, gdzieś w pobliżu dało się usłyszeć dźwięki skrzypiec. – A teraz powiedz, co cię tu sprowadziło o tak wczesnej porze.

    Natty

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy permanencja nie istnieje w żadnym sensie tego słowa, możliwości są nieskończone. Nie ma konieczności ani walki, bo nic nie jest trwałe i można uciec w każdym momencie. Spokój, który towarzyszy tej myśli wypełnia Traversa od lat, jak dodatkowy element krwiobiegu. Poza tym, Wayne jest wyśmienitym dodatkiem; wyuczony w byciu na chwilę może zrobić piorunujące wrażenie, jeśli tylko znajdzie w sobie na to chęć. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie by następnego dnia stać się kimś zupełnie innym, skoro nie ma nikogo, kto potencjalną zmianę mógłby zauważyć. Druga opcja, równie kusząca, pojawia się na horyzoncie, gdy przekracza próg baru, bo nagle zdaje sobie sprawę, że są miejsca, gdzie nawet byle jakie wrażenie to zbyt wiele na otaczającą go publikę. Zdarzało mu się pracować w miejscach równie obskurnych, co jedynie tezę tę potwierdza: mógłby dać z siebie dzisiaj marne trzy procent, a towarzystwo zalane tanim piwem pewnie nawet by tego nie dostrzegło.
    Podchodzi do pulpitu i zanim ma okazję otworzyć usta do stojącej za nim barmanki, ta wyrzuca z siebie słowa, jedno za drugim, potem kolejne i jeszcze jedno i gdy wydaje mu się, że kończy, doprawia następnymi. Wayne chwyta wycelowaną w niego szmatę, ale nie ma możliwości nawet się przywitać, bo dziewczyna zostawia go samego. Mruga kilkakrotnie skonfundowany, pociera ze zmęczeniem skronie i podchodzi do zlewu, podwijając niedbale rękawy ciemnej koszuli.
    Łapie w dłoń pierwszy kufel i myje go bez pośpiechu, gotów się założyć, że za chwilę pojawiają się kolejne, więc nie ma większego znaczenia, jak prędko wykonywał będzie swoje zadanie. Zaraz słyszy za plecami kolejną wypowiedź, która sprawia że odwraca się do kobiety profilem by spojrzeć na nią kątem oka, a następnie odkłada czyste naczynie do suszenia, chwyta kolejne i opiera się tyłkiem o blat, wzrok wbijając w duże oczy barmanki.
    — Wayne — odzywa się w końcu, rozciągając usta w leniwym uśmiechu, bo dociera do niego, że w przemyconym właśnie monologu ani razu nie padło imię, którym mógłby się do niej zwracać. — Czy to nie wkurzaj klientów odznacza się szczególnymi zasadami czy moja morda też posłużyć może jako zapalnik? — pyta, głowę przekręcając z zaciekawieniem na bok. Dłonie sięgają po kolejny kufel. — Bo jestem do niej całkiem przywiązany.

    OdpowiedzUsuń
  18. Usta rozciągają się w swobodnym uśmiechu, bo przecież nie jest ponad przyjmowaniem komplementów. Kolejne kufle znikają ze zlewu, gdy wsłuchuje się w krótki opis tego, czego w barze nie wypada robić i instynktownie wręcz ucieka wzrokiem w stronę zebranej klienteli, szukając potencjalnych problemów. Szybko więc przychodzi realizacja, że dla kogoś, kogo kłopoty lubią gonić nawet podczas snu, uniknięcie problemów w pijanym towarzystwie może okazać się trudniejsze niż chciałby przed sobą przyznać.
    — Do zamknięcia — odpowiada krótko, odkładając następny kufel do suszenia i odwraca się w stronę zlewu by spłukać resztki piwa do odpływu. Nieznany głos przebija się przez muzykę płynącą z kiepskiej jakości głośników i Wayne mimowolnie krzywi się na to blondi, brzmiące jak brak jakichkolwiek pokładów wyobraźni. Nie jest też wielkim fanem bycia przedmiotem rozmowy, gdy stojąc obok, bez problemu odpowiedzieć mógłby samodzielnie. Niechęć więc pcha go do wykonania kilku kroków do przodu; przewiesza szmatę przez ramię, kątem oka obserwując mężczyznę. Mruży oczy, próbując zdecydować czy ten rekompensuje wielkość kutasa siłą wkładaną w uderzanie kieliszkiem o bar, a konkluzja nasuwa się sama, gdy szkło rozbija się, zalewając pulpit oraz ziemię ostrymi odłamkami.
    Unosi brwi, gdy szept dobiega jego ucha, z powątpiewaniem reagując na usłyszaną informację, bo podobne sytuacje z pewnością nie powinny być niczyją codziennością. Dziewczyna zdaje się jednak nie myśleć podobnie, bo zamiast klienta wyprosić, zabiera się za sprzątanie, zupełnie jakby mężczyzna miał pełne prawo do swojego burackiego zachowania.
    Dostrzega krew i dopiero wtedy dociera do niego, że wciąż stoi w miejscu. Odprowadza barmankę wzrokiem na zaplecze, po czym przesuwa go na klienta, który wygląda na zupełnie nieprzejętego zaistniałą sytuacją.
    — Przebywanie w twoim towarzystwie to prawdziwa gratka, mówił ci ktoś? — mówi, zgarniając z pulpitu resztę odłamków szkła, choć ochota by posprzątać je cudzą twarzą to niezwykle kusząca opcja.
    — Pierdol się. — Głos mężczyzny jest niski, a komentarz nadzwyczaj wręcz błyskotliwy, co dla Wayne’a jest doskonałym potwierdzeniem wcześniejszego przypuszczenia: unikanie kłopotów nie jest jego mocną stroną.
    — A do tego elokwentny? Słońce, bo się zarumienię — mruczy przyjemnie zachrypniętym głosem. Uśmiecha się przy tym bez żadnej wesołości, kalkulując jaka jest szansa, że zaraz oberwie butelką w głowę. — I przeproś ją, bo nie znasz dnia ani godziny, kiedy wkurwiony barman napluje ci do kieliszka — dodaje dużo poważniej, choć prowokacyjny uśmiech wciąż błąka się w kącikach ust, gdy odwraca się w stronę zaplecza.
    — W porządku? — pyta, wychylając się za framugę. Wzrokiem przesuwa po zranionej dłoni dziewczyny, po czym sięga po papierowe ręczniki, które zdają się stać na najwyższej półce tylko dla ozdoby. Odrywa kilka listków i podaje je barmance.

    Wayne

    OdpowiedzUsuń
  19. Jedną z zalet nieposiadania stałego miejsca zatrudnienia jest z pewnością możliwość wyrażania na głos swoich opinii bez przesadnej obawy, że będzie miało to swoje konsekwencje. Szczególnie w takim miejscach jak to. Wyobrażenie, w którym ewentualna konfrontacja ze znajomym szefa w jakikolwiek sposób miałaby go dopaść po opuszczeniu baru jest tak niewyraźne, że Wayne’owi ciężko wziąć je na serio. Poza tym, wrodzona niechęć do agresywnych, pozbawionych kręgosłupa typów, którzy ewidentnie nie zdają sobie sprawy z tego, że ich obecność nie jest mile widziana to jedynie dodatkowy argument ku kontynuowaniu rozpoczętego ściągania na siebie tarapatów. Uśmiecha się więc szeroko do dziewczyny, pocierając przy tym dłonie jakby właśnie wpadł na pomysł wyśmienity, po czym powraca za bar, gdzie jeszcze przez moment obserwuje rozwijającą się sytuację. Właściwie, jeśli do tej pory miał jakieś wątpliwości, co do planu działania, te rozmywają się w powietrzu, gdy tylko ciało klienta nachyla się nad barem.
    — Jeśli zaraz się nie odsuniesz, będziesz musiał wyławiać z butelki zęby — informuje go chłodno. Groźba nie ma wielkiego pokrycia: owszem, prawdopodobnie mógłby spróbować go uderzyć, ale facet wygląda jakby bez większego wysiłku mógł przerobić jego kończyny w zagadkę medyczną. Absolutnie nic jednak nie stoi na przeszkodzie by swoją wyszczekaną gębą zyskać nowego wroga, jeśli odwrócić ma to uwagę od drobnej dziewczyny choć na moment.
    — Słyszałeś ją, Jacka nie ma, więc może zamiast napastować pracowników, weźmiesz swoje piwo i pójdziesz spuszczać się nad swoją forsą gdzieś indziej? — mówi nadzwyczaj spokojnie, skinając głową w stronę wnętrza baru, co by idea odsunięcia się osadziła się w faktycznym miejscu, na przykład, kilka metrów dalej. Albo w innym mieście.
    — Następnym razem zamiast dawać mu kolejne piwo, mogę dać mu w mordę — stwierdza wesoło, upewniając się że choć wypowiedź kierowana jest do dziewczyny, klient również go słyszy, bo przecież instynkt samozachowawczy to nieistniejący w inwentarzu Wayne’a instrument.

    Wayne

    OdpowiedzUsuń
  20. Przez schronisko przewijało się wiele osób. Niektórzy zaglądali tylko z ciekawości. Inni pojawiali się, bo zostali do tego zmuszeni – jak chociażby ci, którzy posprzeczali się z prawem i musieli wyrobić godziny pomagając tym bardziej poszkodowanym. Sophia w tym konkretnym schronisku była, odkąd tylko pamiętała. Najpierw przychodziła jako wolontariuszka i poświęcała cały swój wolny czas na pomaganie czworonożnym zwierzakom, a wraz z upływającym czasem udało się jej tu zdobyć trochę poważniejszą rolę. Sprawowała opiekę nad wolontariuszami. Pilnowała grafików, wydzielała zdania, zapisywała kto z którym psiakiem wyszedł na spacer. Nierzadko brała udział w adopcjach i pomagała Carol na recepcji. Każdy w zasadzie robił tutaj tyle, ile mógł. To nie było wielkie schronisko, które mogło liczyć na fundusze z urzędu. Musieli radzić sobie na własne sposoby i głównie przetrwało dzięki wpłatom od zupełnie obcych ludzi, a teraz działało, bo ktoś regularnie wpłacał pieniądze. Oczywiście anonimowo, ale Sophia doskonale wiedziała kto to jest. Zasypiała przy tej osobie każdego wieczoru. Sama wcześniej również to robiła. Mogła bez limitu korzystać z kart ojca, sam przelewał jej astronomiczne kwoty, a Sophia rozdawała je na prawo i lewo, bo mogła.
    W tym roku schronisko było wyjątkowo dobrze przygotowane na zimę. Każda klatka odpowiednio zabezpieczona. Ogrzewanie naprawione. Karma wylewała się ze schowka. Każdy psiak miał nowe posłania i miski, a także zabawki. Kociarnia również została wyposażona w nowe nabytki. Sophia nie mogła być bardziej dumna, ale mimo tych nowości przybywało też zwierzaków. Szczególnie tuż po okresie świątecznym. To sprawiło, że brunetka psioczyła pod nosem, kiedy pojawiały się kolejne szczeniaki i kociaki. Nieudany prezent, córka się już z nim nie bawi. I każdą taką osobę miała udusić własnymi rękami.
    Popijała gorąca czekoladę stojąc przed ogromną korkową tablicą. Panował na niej chaos, ale Sophia odnajdowała się w nim bez problemu. To była jej tablica. Jej zapiski. Jej chaos. Na liście obecności, jak to lubiła nazwać, było dziś wpisane zaledwie parę osób. Większy boom na to miejsce się skończył, kiedy Carter przestał się tutaj pojawiać. Na początku zbierali się tu jego fani, którzy liczyli, że uda im się trafić na ulubionego rapera, ale Sophia, a także właściciel i dyrektor tego miejsca, nie chcieli tu zamieszania, więc decyzja była prosta – Carter musiał przestać się pojawiać. Teraz, gdy już było wiadome, że go tutaj nie ma zniknęło zainteresowanie, a to miejsce wróciło do swojego poprzedniego, spokojnego rytmu. Co nie oznaczało, że Sophia przestała go tu ze sobą ciągać, obiła to w miarę regularnie, a Carter był przewrażliwiony i nie chciał, aby cokolwiek dźwigała, schylała się i za długo stała na nogach. Przecież nie była z porcelany, a już na pewno nie była chora.
    Odwróciła głowę, kiedy usłyszała za sobą cichy szelest.
    Sophia uśmiechnęła się niemal od razu, kiedy zobaczyła, że to Powder. Nie znała jej zbyt dobrze, a blondynka nieszczególnie dzieliła się osobistymi informacjami. Sophia była zafascynowana, choć nie potrafiła określić dokładnie, dlaczego. Wiedziała, że Powder jest od niej młodsza o trzy lata, ale to by było na tyle. Przychodziła tutaj od jakiegoś czasu bardzo często. Częściej niż Sophia, która przez okres świąteczny zniknęła z powierzchni ziemi, ale ciężko było pomagać innym, kiedy własne życie się wali, prawda? Teraz minęło już parę tygodni, pozmieniało się wszystko, a Soph wróciła do swojej poprzedniej rutyny.
    — Cześć, Powder. — Przywitała się ciepło i posłała dziewczynie delikatny uśmiech. — Przyniosłam ze sobą gorącą czekoladę, jeśli masz ochotę. — Dodała wskazując na stolik, gdzie stały jeszcze trzy kubki z nieruszonym ciepłym napojem. — Nic wymyślnego, obiecuję.
    Starała się zawsze coś ze sobą przynosić. Nie było to wiele, ale proste gesty czasem znaczyły więcej. Wcale nie chciała się też nikomu przypodobać. Sophia po prostu taka już była i robiła często znacznie więcej niż to było od niej wymagane.

    [Przybyłam z początkiem. ^^]
    Soph

    OdpowiedzUsuń
  21. Przechyla głowę na bok, z zaciekawieniem przyglądając się kobiecie, po czym rozciąga usta w łagodnym uśmiechu. Zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie ma racje i prowokowanie kogokolwiek to zazwyczaj nienajlepszy pomysł, ale pokusa czasami zdaje się być dużo silniejsza od rozsądku.
    — Jesteś pewna? Bo klient to naprawdę mocne słowo na typa, który nie potrafi skoordynować swojej ręki z blatem — stwierdza luźno, ale zanim ma okazję usłyszeć odpowiedź barmanki, popełnia błąd, bo odwraca się w stronę rzeczonego klienta, słysząc że ten się do niego zwraca. I o ile mężczyzna zdaje się nie świecić przykładem w kwestii ewentualnego posiadania rozumu, siła to zupełnie inna kwestia. Z tą Wayne nie może polemizować ani zbyć kąśliwym komentarzem. Może za to przelecieć przez blat jak szmaciana lalka.
    Nie ma zbyt wiele czasu na reakcję, toteż odsunięcie się na bok nie wchodzi w grę. Cudza pięść spotyka się z jego twarzą, głowa odskakuje na bok, uderza potylicą o podłogę. Mieli język w ustach, wypluwając zarówno kurwę, krew i ślinę na podłogę i nie ma pojęcia, skąd przekonanie, że to ma sens, ale wyrywa się do przodu, jakby w ten sposób miał osiągnąć cokolwiek. Nie ma bowiem wątpliwości, że jego umiejętności samoobrony czy ataku są na poziomie miernym. Nie powstrzymuje go to jednak przed próbą wbicia pięści cudze podgardle. Nie kończy się to niczym spektakularnym, oprócz tego, że w końcu podnieść może się na kolana, a stamtąd do pozycji stojącej. Mimo krwi ponownie napływającej do ust, nie może powstrzymać prowokacyjnego uśmiechu rozciągającego wargi: a ten działa, bo facet zaraz wyrywa się z pięściami do przodu i zdaje się, że tylko wyrastająca znikąd barmanka hamuje jego zapędy. Tyle, że potem otwiera usta i zapędy te przenoszą się na stronę Wayne’a, bo o ile żałość blondi uraczyć może kąśliwym komentarzem, do kurwy podchodzi już dużo mniej przychylnie. Nozdrza poruszają się niespokojnie i wyrywa się do przodu, powstrzymany tylko przez nieznane ramiona.
    Oddycha ciężko, jeszcze chwilę po tym, gdy dziewczynie w końcu udaje się opanować sytuację i mężczyzna wychodzi. Wyrywa się z uścisku, nie zwracając uwagi na to, kto konkretnie go trzymał i klnie pod nosem, przykładając do niego nasadę dłoni. Zaraz jednak twarz zostaje złapana w dłonie i gdy pierwotne zdziwienie mija, wzrusza ramionami.
    — Bywało gorzej — odpowiada zgodnie z prawdą, wysuwając delikatnie głowę spomiędzy cudzych palców. Obchodzi bar dookoła i odszukuje wcześniej już zauważone ręczniki papierowe. Przykłada je do nosa i ust, oczy zaś znów powracają do swojej zwyczajowej wesołości. — Nie martw się, moja twarz jest przyzwyczajona, niektórzy po prostu nie mogą się jej oprzeć.
    Wyrzuca nasiąknięty ręcznik do śmietnika, sprawdza przedramieniem czy wciąż krwawi, a gdy okazuje się, że nie, przemywa twarz w zlewie i wraca wzrokiem do dziewczyny.
    — Przyjemny gość, jeszcze się do mnie przekona — mruczy wesoło pod nosem, zabierając się za dalsze mycie kufli.

    Wayne

    OdpowiedzUsuń