aktualności

11.07.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.07.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lipca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.07.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.07.2026.
14.06.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.06.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 czerwca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.06.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.06.2026.
16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

01/08/2026

Sierpniowa lista obecności

Czas na sierpniową listę obecności, która będzie trwać:

od 1 sierpnia do 5 sierpnia,
do godziny 23:59


  1. Na listę obecności zobowiązani są wpisać się wszyscy autorzy, którzy chcą pozostać na blogu. Proszę o wpisywanie się z zalogowanego konta, podając imię i nazwisko postaci oraz, jeśli nie zostało to jeszcze zawarte w odpowiednich zakładkach, wykorzystywany wizerunek oraz wykonywany zawód wraz z przypisanym sektorem
  2. Osoby przebywające na urlopie nie muszą wpisywać się na listę obecności, jeśli jednak macie taką możliwość, jak najbardziej możecie dać znać, że jesteście. Z kolei osoby, których urlop kończy się w trakcie trwania listy obecności, muszą się na nią wpisać.
  3. Na listę obecności muszą wpisać się też autorzy, którzy dołączą na bloga w trakcie jej trwania.
  4. Jeśli zaistnieje taka potrzeba, listę obecności można zasłonić kartą postaci lub postem fabularnym.
  5. Karty postaci autorów, którzy nie wpiszą się na listę obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych i będą widnieć tam do 10 sierpnia włącznie. Po upływie tego terminu karty wraz z mailem zapewniającym dostęp do bloga zostaną usunięte.

31/07/2026

[KP] I cóż, że ze Szwecji?

czasem

Magnus Mange Valtersson,

czasem

Malmo Mia!

Trzydziestoletni Szwed, za dnia kurier Amazona na pół etatu, wieczorami drag queen. Przyjechał do Ameryki, żeby wygrać Drag Race, ale że odpadł w pierwszym odcinku, rozsądek podpowiada poczekać aż zaproszą go do All Stars. Rodzinie się nie przyznał, bo jednak trochę mu wstyd, że wydał wszystkie pieniądze na gorsety i szyte na miarę kostiumy, żeby teraz wynajmować czyjąś piwnicę i udawać, że to nie jest więzienie. Niby akcent ciosany ma tępym toporkiem, ale jak milczy to wcale nie słychać. Szczerze wierzy, że z tym całym Drag Racem to nie wyszło tylko dlatego, że był akurat przeziębiony - bo przecież nie mogło chodzić o talent. Może faktycznie nie uszyje sobie kiecki ani nie zaśpiewa, ale za to może jednocześnie sypać żartami i robić death dropy, a jak zajdzie taka potrzeba to nawet pomaluje się z zamkniętymi oczami. I jak tu takiego nie kochać?

Mange jest skrzywiony: krzywy nos, krzywe pięty. A do tego oderwany od rzeczywistości. Ktoś mógłby stwierdzić, że brakuje mu piątej klepki, ale akurat ta jest na miejscu, sam sprawdzał. Ameryka przywitała go paskudną kawą i szumem na zupę z truskawek. Potem nie było lepiej. Dostał kataru i niby łykał Vicksy, ale równie dobrze mogły to być landrynki. Poszedł coś zjeść i chcieli go utuczyć porcją dla czteroosobowej rodziny. A już tak naprawdę najgorzej, tren okręcił mu się wokół obcasa przy występie i upadł na ten głupi ryj przed jury. Niby coś tam jeszcze potańczył, niby pożartował, ale twarzy nie uchronił. No i wyleciał. 

Trochę płakał, bo mu ojciec zawsze powtarzał, że ma się nie mazać jak baba. 

I od dziecka z zasadą tą Mange się kłócił, a więc się mazał, trochę na złość, trochę dla hecy. A mazał się tym, co akurat miał pod ręką, a to szminką znalezioną w torebce matki, a to darmową próbką cieni do powiek dołączoną do gazety. No i łzami. Łzami też się mazał. Jedno było pewne: miał do tego talent. Nagrywał więc filmiki na youtube’a, najpierw tutoriale o rysowaniu kresek, potem jak się nie wywalić na trzynastocentymetrowym obcasie. Poprawka, pięciocalowym. Ten konkretny skasował, tak dla zasady.

Tak naprawdę to nie do końca wie, co ze sobą teraz zrobić. Wracanie do Szwecji z podkulonym ogonem wydaje się opcją strasznie przykrą, a Mange przykrych rzeczy się nie tyka. To znaczy, te tykają się jego, ale on ucieka, nawet i w szpilach jak trzeba. Na przykład, jak mu chłopaki w szkole przypędzlowali z prawicy to pobił nawet swój osobisty rekord, tak szybko leciał. A skoro nie Szwecja to ta nieszczęsna Ameryka, bo co innego począć? 

Przypadkiem się załapał na tę robotę w Amazonie, ale nie narzeka, bo ma wolne wieczory i może występować w klubach. Ostatnio ktoś nawet go rozpoznał i powiedział, że zaskakująco dobry występ. Za to żenujące podsumowanie Malmo obdarował się dwoma Cosmopolitanami i ze sceny krzyknął, że zaskakującą to zrobił robotę jego chirurg plastyczny. Żart nie siadł, ale za to trzecie Cosmo już tak. 

Na zdjęciu Paul Mescal. Nie wiem czy widać, ale ma krzywy nos. Zapraszam do wątków i powiązań z Malmo: zapewniamy szczyptę delulu, ale za to w ładnej oprawie. W razie potrzeby, można mnie złapać na emailu: born.this.whale@gmail.com

29/07/2026

[KP] Love all, trust a few, do wrong to none


Theodore Lannister

27 lat | Weterynarz | Właściciel dwóch psów oraz wiecznie zmęczonego życiem i niezadowolonego kota | FC: Khobe Clarke | POWIĄZANIA
/
Hakuna matata
Uśmiech jest jego znakiem rozpoznawczym. Nie ten wymuszony, wyuczony na rodzinnych bankietach, ale szczery i ciepły - taki, który zaraża wszystkich wokół i sprawia, że nawet najbardziej ponury dzień wydaje się odrobinę jaśniejszy. Trudno znaleźć w nim choćby odrobinę cynizmu. Wierzy w ludzi, nawet jeśli życie kilka razy udowodniło mu, że nie każdy zasługuje na zaufanie. Mimo to nigdy nie pozwolił, by rozczarowania odebrały mu wrażliwość. Dorastał w świecie, który z pozoru niewiele miał wspólnego z jego wartościami. Jego rodzice od lat budowali potęgę w branży zbrojeniowej, a rodzinne imperium było symbolem wpływów, pieniędzy i sukcesu. Od najmłodszych lat miał przygotowywać się do przejęcia interesów, jednak nigdy nie potrafił odnaleźć się w rzeczywistości, w której ludzkie życie często sprowadzało się do liczb, kontraktów i politycznych decyzji. W przeciwieństwie do swojej rodziny zawsze był zwolennikiem pokoju i uważał, że prawdziwa siła nie polega na dominacji, lecz na umiejętności chronienia tego, co bezcenne. Już jako dziecko znosił do domu porzucone zwierzęta. Rodzice początkowo protestowali, dopóki ich luksusowa rezydencja nie zaczęła przypominać małego schroniska. Z czasem ta dziecięca potrzeba pomagania nie tylko nie zniknęła, ale stała się najważniejszą częścią jego życia. Zamiast studiować ekonomię i przygotowywać się do przejęcia rodzinnego imperium, wybrał weterynarię. Ku niezadowoleniu rodziny uznał, że ratowanie życia daje mu znacznie większą satysfakcję niż pomnażanie majątku. Do dziś regularnie współpracuje ze schroniskami, finansuje leczenie zwierząt, których właścicieli nie stać na kosztowne operacje, a część swojego czasu poświęca na wolontariat. Nie robi tego dla poklasku. Większość osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że anonimowy darczyńca, który opłacił leczenie ich psa, siedzi właśnie obok nich przy kawie. Podobnie jest z ludźmi. Nigdy nie przejdzie obojętnie obok osoby proszącej o pomoc. Zna z imienia bezdomnych, których codziennie mija w drodze do pracy. Często zatrzymuje się z gorącą kawą i śniadaniem, ale przede wszystkim z rozmową, bo uważa, że największym okrucieństwem jest udawanie, że drugi człowiek nie istnieje. Organizuje zbiórki, wspiera fundacje i angażuje się w akcje charytatywne, choć jego nazwisko niemal nigdy nie pojawia się na listach sponsorów. Jest chodzącą definicją dobrej energii. Śmieje się głośno, zaraża optymizmem i ma niezwykły dar wyciągania ludzi z najgorszego nastroju

25/07/2026

2201. A gdy nas burza obejmie i zabierze powierze, tylko kochaj mnie

            Miłość składa się z wielu składników. Nie jest prostym przepisem na pizzę z ciasta drożdżowego ani zupę pieczarkową. Bardziej przypomina skomplikowaną recepturę, której nie sposób odtworzyć za pierwszym razem. Nie istnieją idealne proporcje gwarantujące sukces. Nie ma instrukcji obsługi, która uchroni przed pomyłkami. Tego przepisu nie da się przekazać z pokolenia na pokolenie ani zapisać na pożółkłej kartce schowanej w kuchennej szufladzie. Każdy musi stworzyć go sam — metodą prób i błędów. Dodać odrobinę cierpliwości, szczyptę odwagi, garść zaufania, nauczyć się wybaczać i każdego dnia na nowo wybierać tę samą osobę, nawet wtedy, gdy życie wystawia uczucia na najtrudniejszą próbę.             Dokładnie taką recepturę przez lata tworzyła Natalie. Tego poranka doprawiała nie tylko zupę pieczarkową i przygotowywała pizzę na drożdżowym cieście. Z tą samą starannością pielęgnowała miłość, którą od lat darzyła mężczyznę siedzącego przy stole z dużym kubkiem kawy. Nie potrzebowała wielkich gestów ani głośnych wyznań. Wystarczała jej świadomość, że po raz kolejny mogą usiąść w tej samej kuchni, rozmawiać o błahostkach i śmiać się z żartów, które dla nikogo poza nimi nie miały większego sensu.             Ktoś, kto zobaczyłby ich po raz pierwszy, nigdy nie przypuszczałby, ile kosztowało ich dojście do tej zwyczajności. Mógłby pomyśleć, że mają za sobą jedynie kilka drobnych nieporozumień, typowych dla małżeństw z krótszym lub dłuższym stażem. Nie domyśliłby się, że największą próbę przeszli na długo przed tym, zanim nauczyli się wspólnie nakrywać do stołu. Zanim codzienność zaczęła smakować spokojem, przez lata miała smak tęsknoty, niedopowiedzianych słów i decyzji, których oboje bali się podjąć. Bo kiedyś od siebie odeszli. Ona od niego. On od niej. Łączyła ich jednak Abigail. Córka, którą Natalie urodziła krótko po swoich siedemnastych urodzinach. Christian został ojcem, mając zaledwie osiemnaście lat. Byli bardzo młodzi. Nieplanowana ciąża zaskoczyła ich oboje, ale mimo przeciwności losu dali sobie radę. Rodzina Christiana zaakceptowała Natalie jak swoją, jednak jego przyszła teściowa od początku nie potrafiła pogodzić się z ich związkiem. Robiła wszystko, by ich rozdzielić. Nie przewidziała tylko jednego — dziecko łączy ludzi na zawsze. Nawet jeśli Abigail miała już wkrótce zdmuchnąć z tortu dziewiętnaście świeczek.             Natalie wsunęła blachę z pizzą do nagrzanego piekarnika, wyłączyła gaz pod garnkiem z zupą i odeszła od kuchennego blatu. Była dziś najszczęśliwszą wersją dorosłej kobiety, jaką kiedykolwiek potrafiła sobie wyobrazić. Gdy miała szesnaście lat i pochłaniała ją nauka przedmiotów ścisłych, nie wiedziała jeszcze, komu odda serce. Skupiona na szkole nie przypuszczała, że zakocha się w kapitanie licealnej drużyny futbolowej, podczas gdy sama występowała jako cheerleaderka.             Jednego była pewna, lepiej trafić nie mogła. Christian był jej jedynym. Jej księciem na białym koniu. Dlatego, kiedy po rozstaniu przyjęła pierścionek i róże od innego mężczyzny, zrozumiała, że nie potrafi oszukiwać ani jego, ani siebie. Wolała złamać jedno serce niż trzy. Wiedziała, że w przeciwnym razie skrzywdziłaby nie tylko siebie i Christiana, ale także ich córkę.             Po dwunastu latach dali sobie drugą, niepowtarzalną szansę. Przestali być wyłącznie wspierającymi się rodzicami. Na nowo wybrali siebie; jako przyjaciół, partnerów i kochanków. Tylko z nim potrafiła godzinami rozmawiać o wszystkim i o niczym, plotkować, śmiać się do łez, kochać i zasypiać w tym samym łóżku pod wspólnym dachem.             — Uciekam do pracy, a ty odpocznij. Widzimy się wieczorem. Mam dziś mnóstwo pacjentów. Abi wróci po szesnastej. — pocałowała mężczyznę w skroń i czule przygładziła jego jasne włosy. Christian Riggs pracował jako trener rozgrywających, pełniąc funkcję koordynatora gry podaniowej. Miniony tydzień był dla niego wyjątkowo intensywny. — Kocham cię, mężu. Pamiętaj, jesteś najlepszy.              Lubiła mówić swoim bliskim czułe słowa, ale równie często potwierdzała je czynami. Zasługiwali na wszystko, co najpiękniejsze. Byli rodziną, którą stworzyła sama. Rodziców ani rodzeństwa się nie wybiera. Na ojca i starszego o trzy lata brata nie mogła narzekać, za to matkę bez wahania wymieniłaby na inną. Na szczęście męża mogła wybrać sama. Nie posłuchała sprzeciwu matki, która nigdy nie widziała Christiana Riggsa w roli zięcia.              I nigdy tego nie żałowała. Tak samo jak nigdy nie żałowała Abigail. Choć urodziła ją jako siedemnastolatka, wiedziała, że nie mogłaby wymarzyć sobie lepszej córki. Może tamten czas nie sprzyjał pieluszkom, ząbkowaniu i nieprzespanym nocom poświęconym karmieniu, ale dziś miała w niej nie tylko córkę, lecz także najlepszą przyjaciółkę; mądrą, odpowiedzialną i pełną ciepła.              Po bliżej nieokreślonym czasie Natalie zatrzymała samochód przed przejściem dla pieszych. Czerwone światło dawało jej kilka spokojnych sekund, więc mimowolnie spojrzała w stronę salonu jubilerskiego, obok którego przejeżdżała niemal każdego dnia. Uśmiechnęła się. Przez witrynę dostrzegła nogi dziewczyny stojącej na niewielkiej drabince. Ekspedientka właśnie starannie przyklejała dwa duże plakaty od wewnętrznej strony szyby. Natalie od razu rozpoznała fotografie.             Jedno zdjęcie uchwyciło moment ich pierwszego pocałunku po wypowiedzeniu słów przysięgi. Drugie było już zupełnie inne; spontaniczne, pełne śmiechu, zrobione podczas sesji ślubnej, kiedy zamiast pozować, po prostu byli sobą.             Salon, z którego Christian z pomocą córki i najlepszej przyjaciółki żony zakupił pierścionek zaręczynowy wraz z obrączkami, zorganizował konkurs dla swoich klientów. Wystarczyło podzielić się historią miłości i zdjęciami ze ślubu. Ku ich ogromnemu zaskoczeniu wygrali. Przez najbliższy miesiąc właśnie oni mieli reprezentować to miejsce.  Natalie wysiadła z samochodu i weszła do środka.                  — Wiedziałam, że prędzej czy później się zatrzymasz. — doradca klienta Vanessa Kerr zaśmiała się, schodząc z drabinki. — Wyglądacie przepięknie.             — To trochę dziwne oglądać własną twarz w tak dużym formacie. — Natalie również się roześmiała. — Ale muszę przyznać, że zrobiło to na mnie wrażenie.              — Przyzwyczaj się. Codziennie w drodze do pracy przez najbliższy miesiąc będziesz oglądać ten widok, a co do zdjęć, to trudno zrobić nieładną sesję pięknym ludziom, którzy patrzą na siebie w taki sposób. Masz szczęście, Natalie. Stabilne życie miłosne, kiedy u mnie wieje w nim, jak chce.              — Nie odpuszczaj. Opowiedziałaś mi swoją historię. Tylko wybierz mądrze. Zapisz imiona tych osób i zobacz, gdzie masz więcej plusów, a gdzie minusów i wówczas zawalcz z całych sił o ten właściwy wybór. Nieważne, czy będziesz z mężczyzną, czy z kobietą, to ty masz być szczęśliwa, Van.               — Myślisz, że to może być aż takie proste? — Vanessa oparła się ramieniem o ladę i westchnęła cicho. — Serce chyba nie lubi robić list.             — Nie lubi. — Natalie uśmiechnęła się łagodnie. — Ale czasami warto dać dojść do głosu rozsądkowi. Zakochanie potrafi być bardzo głośne. Miłość jest dużo spokojniejsza. Vanessa przez chwilę obracała w dłoniach rolkę taśmy, jakby zastanawiała się nad każdym słowem.             — Boję się, że wybiorę źle.             — Ja też kiedyś się bałam. I wiesz co? Najgorszą decyzją nie zawsze jest wybranie niewłaściwej osoby. Czasem jest nią niepodjęcie żadnej decyzji.             — A jeśli kogoś zranię?             — Tego nie da się całkowicie uniknąć. Ważne, żebyś nie okłamywała ani drugiej osoby, ani samej siebie. Prawda bywa bolesna, ale życie w kłamstwie boli znacznie dłużej. Ja prawie na własne życzenie utknęłam w związku małżeńskim z zadufanym w sobie radcą prawnym, a zawsze kochałam Christiana. Nawet na krótką chwilę nie przestałam. Vanessa pokiwała głową.             — Chyba właśnie tego potrzebowałam dziś usłyszeć. Natalie spojrzała na nią z ciepłym uśmiechem.             — I pamiętaj jeszcze jedno. Nie wybieraj człowieka, z którym potrafisz żyć. Wybierz tego, bez którego nie wyobrażasz sobie swojej codzienności. To ogromna różnica.             Na twarzy Vanessy pojawił się delikatny uśmiech. Objęła na moment osobę, z którą na początku ścieżki zawodowej była na dzień dobry, nie znając jej przeszłości, teraźniejszości ani planów na przyszłość, a teraz mogły nazwać się dobrymi znajomymi. Pożegnały się po chwili.             Natalie pomachała jej, kiedy zamknęła drzwi od salonu jubilerskiego i jeszcze raz spojrzała na fotografie za szybą, zanim wróciła do samochodu zaparkowanego na parkingu dla klientów. Nie widziała już jedynie plakatu reklamowego. Widziała siedemnastoletnią dziewczynę, która bała się przyszłości. Osiemnastoletniego chłopaka, który mimo strachu nie uciekł od odpowiedzialności. Rodzinę, która rozsypała się na dwanaście długich lat. Drugą szansę, odwagę, by znów sobie zaufać i obrączki, które przypominały, że najpiękniejsze historie nie zawsze zaczynają się idealnie. Czasem najpierw trzeba zgubić drogę. Żeby po wielu latach zrozumieć, że od samego początku prowadziła do domu. Tak też pomknęła ulicami miasta, a kiedy ostatnie światła zatrzymały ją przed dojazdem do pracy, odebrała telefon od pacjentki, która wcześniej przychodziła do niej jako do fizjoterapeutki, a od dwóch wizyt odwiedzała ją z problemami podologicznymi.             — Natalie Riggs, słucham? 



Natalie towarzyszyła mi dokładnie od 26/05/2024 roku. Przyszła tu z ciężkim sercem, niezadowoleniem, nadzieją na coś lepszego, profesjonalnym udawaniem, że przy innym mężczyźnie da się zbudować szczęście. Odzyskała jednak kogoś, na kim cały czas jej zależało. Była moją fizjoterapeutką, podolożką, córką lekarzy, znienawidzioną przez matkę już od wczesnych lat dziecięcych (Anne Calloway-Harlow, co ty masz w głowie, żeby być wiecznie kąśliwym dla córki, czy to dla tej, co miała 6, 16, 26 czy 36 lat?), młodszą siostrą jedynego brata, najlepszą przyjaciółką, ciocią i przede wszystkim młodą matką, byłą dziewczyną, aktualną partnerką, narzeczoną (razy 2) i nareszcie też żoną ;) 
Świetna przygoda. Za jej istnienie dziękuję Mamie Muminka. 
Czas powiedzieć żegnaj Natalie Riggs! 

20/07/2026

[KP] Would you even want me, looking like a zombie?


















          

Dr. Marielle

 Elizabeth Carter

96' NOWY JORK | LEKARZ INTERNISTA 
Relacje | Album 

W korytarzach, gdzie zapach środków dezynfekcyjnych miesza się z permanentnym stresem, ona jawi się jako niezachwiany punkt oparcia. Dzień na oddziale zaczyna nie od przeglądania wykresów, lecz od człowieka – wita zespół aromatyczną kawą i słowami, które potrafią zdjąć ciężar z ramion nawet po najbardziej wyczerpującej nocy.

Dla swoich pacjentów nie jest jedynie nazwiskiem na pieczątce. Każde wejście do sali poprzedza autentycznym uśmiechem, a jej pytania o samopoczucie nigdy nie brzmią mechanicznie. W świecie zdominowanym przez chłodne diagnozy, szuka przede wszystkim drugiego człowieka, doskonale rozumiejąc, że proces zdrowienia zaczyna się tam, gdzie chory czuje się naprawdę wysłuchany.

Jej medyczne credo wykracza jednak daleko poza ramy podręcznikowych obowiązków. Ona wyznaje zasadę, że w najważniejszej, ostatecznej podróży nikt nie powinien iść sam. Kiedy nowoczesna aparatura kapituluje, ona nie opuszcza posterunku. Zostaje przy łóżku podopiecznych w ich ostatnich chwilach, bez słowa zaciskając dłoń na ich dłoni, by zapewnić im poczucie bezpieczeństwa, godności i bliskości, gdy gasną resztki ziemskiego czasu.

"Lekarzem jest ten, kto potrafi nie tylko leczyć ciało, ale i przynieść spokój duszy." — Stefan Zweig

Białe mury, tak często kojarzone z lękiem i nieuchronnością losu, za jej sprawą zyskują zupełnie inny wymiar. Stają się przestrzenią, w której profesjonalizm harmonijnie współgra z najczystszą empatią. Paradoksalnie, to właśnie ten tętniący życiem, pełen wyzwań mikrokosmos stał się jej osobistym azylem. Praca na oddziale to dla niej nie tylko powołanie, ale też tarcza chroniąca przed przeszywającą ciszą pustego, nowojorskiego mieszkania. Wypełniając przestrzeń wokół siebie troską, każdego dnia buduje swój prawdziwy dom – nie z zimnych cegieł, lecz z bezcennych momentów ratowania chorych i niesienia ulgi w cierpieniu.

Cześć wszystkim! :)
Wracamy z nadzieją, że zostaniemy tu na długo. Dla zainteresowanych mamy postać do oddania -
violetmoomis@gmail.com

06/07/2026

[KP] Cisza jest luksusem, którego nie każdy może doświadczyć

Caleb Williams
6 lipca 1992 • paramedic (FDNY EMS) • małżeństwo wiszące na nici obowiązku • małe uzależnienie od mocnej kawy i papierosów • zmęczenie ukryte pod maską uprzejmości • relacje
Nowy Jork odmierza czas sygnałem syren, a on od dawna przestał liczyć godziny. Zamiast tego liczy oddechy, uciśnięcia, chwile ciszy między jednym wezwaniem a drugim. Przedawkowanie. Zawał. Upadek. Skok. Czasem czyjeś serce wraca do rytmu. Czasem zostaje tylko spojrzenie tych, którzy jeszcze przez kilka sekund wierzą, że wydarzy się cud.
Siedzi wtedy w ambulansie i milczy, patrząc gdzieś poza migające światła miasta. Kciukiem obraca obrączkę na palcu, jakby próbował przypomnieć sobie znaczenie obietnicy złożonej zbyt wcześnie. Kiedyś była początkiem, dziś jest raczej dowodem na to, że po niektórych stratach zostaje się nie z miłości, a z obowiązku.
Przez radio dociera kolejne wezwanie, zanim zdąży wybrzmieć tamta cisza. Na zewnątrz ktoś właśnie dowiaduje się, że nie będzie cudu, a ten moment zna aż za dobrze. Radio nie zostawia przestrzeni na zadumę. Kolejny adres, kolejny człowiek, kolejne miejsce, w którym trzeba próbować poskładać czyjś świat, choć własny od dawna trzyma się tylko na przyzwyczajeniu.
Wraca do pracy tak, jakby nic się nie wydarzyło. Sprawdza sprzęt, zajmuje swoje miejsce, rzuca krótką odpowiedź przez radio. Kolega z załogi mówi coś półżartem, on odpowiada spokojnie. Tonem, który potrafi zdjąć napięcie. Jakby między jednym wezwaniem a drugim wciąż dało się oddychać normalnie.
Hej! Od jakiegoś czasu chodził za mną taki pan, więc oto jest! Szukamy żony i kogoś, kto podda wątpliwość poczucie obowiązku wobec niej(dowolna płeć). Oczywiście przygarniemy też znajomych, przyjaciół i każdego, kto będzie chętny go poznać ♥

01/07/2026

Lipcowa lista obecności

Czas na lipcową listę obecności, która będzie trwać:

od 1 lipca do 5 lipca,
do godziny 23:59


  1. Na listę obecności zobowiązani są wpisać się wszyscy autorzy, którzy chcą pozostać na blogu. Proszę o wpisywanie się z zalogowanego konta, podając imię i nazwisko postaci oraz, jeśli nie zostało to jeszcze zawarte w odpowiednich zakładkach, wykorzystywany wizerunek oraz wykonywany zawód wraz z przypisanym sektorem
  2. Osoby przebywające na urlopie nie muszą wpisywać się na listę obecności, jeśli jednak macie taką możliwość, jak najbardziej możecie dać znać, że jesteście. Z kolei osoby, których urlop kończy się w trakcie trwania listy obecności, muszą się na nią wpisać.
  3. Na listę obecności muszą wpisać się też autorzy, którzy dołączą na bloga w trakcie jej trwania.
  4. Jeśli zaistnieje taka potrzeba, listę obecności można zasłonić kartą postaci lub postem fabularnym.
  5. Karty postaci autorów, którzy nie wpiszą się na listę obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych i będą widnieć tam do 10 lipca włącznie. Po upływie tego terminu karty wraz z mailem zapewniającym dostęp do bloga zostaną usunięte.

23/06/2026

[KP] You leapt from crumbling bridges watching cityscapes turn to dust

RELACJE

Amélie Blackwell

Matka // 21.01.1969, Paryż, Francja

Uosobienie elegancji, stylu i gracji. Delikatna, kobieca i subtelna.

Edgar Blackwell

Ojciec // 03.09.1965, Nowy Jork

Prezes i założyciel Maison Noire Group. Pracoholik.

ELSA BLACKWELL

Siostra // 02.09.2000-12.01.2020

Delikatna, krucha istota, która umarła z miłości.

JOSETTE BLACKWELL

ODAUTORSKO

Cześć, na zdjęciach Amanda Seyfried, cytat w tytule pochodzi z piosenki Apocalypse, cytat w karcie to Richelle Mead. Za wygląd karty dziękuję Ayliri. ♥ Kontakt: poethic.love@gmail.com

urodzona 12.03.1998 roku w Nowym Jorku // dyrektor kreatywna w Maison Noire Group // zaburzenie dysocjacyjne tożsamości, osobowość mnoga — niestwierdzona i nieleczona // rezydencja na Upper East Side dzielona z rodzicami // apartament w SoHo // Porsche 911 Turbo S

TTEKST-TEKST-TEKST-TEKST-TEKST-TEKST-TEKST-TEKST-TEKST-TEKST-TEKST-TEKST-TEKST

Serce kobiety jest niezgłębioną tajemnicą

Jej makijaż jest zawsze nieskazitelny i delikatny, a włosy ułożone tak, jakby nawet wiatr musiał wcześniej uzyskać zgodę na ich poruszenie. Urodziła się w świecie błysku fleszy, drogich perfum i nazwisk otwierających drzwi szybciej niż niejeden klucz. Córka modelki, która przez lata była twarzą wielu modowych magazynów i biznesmena, który zbudował swoje imperium ciężką pracą i wytrwałością od samych fundamentów. Ludzie, spoglądając na nią z daleka, widzieli szczęście, bogactwo i obraz idealnej rodziny. Rzeczywiście tak było, przynajmniej do momentu wypadku jej siostry, który tak naprawdę był samobójstwem, ale ten fakt nigdy nie wyszedł poza mury ich domu. Wtedy Josette czuła, że cała piękna fasada pękła, a pozostały tylko ból i rozpacz, w których zatraciła się cała rodzina. Jej matkę całkowicie pochłonęła depresja i czerwone, aromatyczne wino, w którym każdego dnia szukała ukojenia. Jej ojciec jeszcze bardziej zatracił się w pracy, która stała się całym jego światem. A ona? Cały ból, który w sobie nosiła, schowała głęboko na dnie serca i zrobiła wszystko, co mogła, by nigdy nie wydostał się na powierzchnię. Poszła w ślady ojca, pracując u jego boku i pozwalając, by praca pochłonęła cały jej czas. Projektuje kampanie, kreuje trendy, sprzedaje ludziom marzenia zapakowane w estetyczne pudełka. Potrafi godzinami siedzieć nad jednym projektem, poprawiając detale niewidoczne dla nikogo poza nią. Pracuje za dwóch, śpi za pół człowieka. Perfekcja jest jedyną rzeczą, która utrzymuje ją w całości.

Jest spokojna, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Piękna, inteligentna i poukładana. Nosi eleganckie garnitury w kolorze kości słoniowej, czarne jedwabne koszule i biżuterię tak subtelną, że ledwie muska jej bladą skórę. Uśmiecha się oszczędnie, jakby każda emocja była walutą, której nie zamierza wydawać bez potrzeby. Trzyma ludzi na dystans, kierując się rozsądkiem i chłodną kalkulacją, a nie sercem, któremu nie pozwoli dochodzić do głosu. Jest uprzejma, ale niedostępna. Obecna, lecz nieuchwytna. Przypomina zamknięte drzwi w pięknym domu. Nikt jednak nie wie, że za nimi ktoś nieustannie wali pięściami w ściany. Nocą, gdy Josette zasypia, czasami pojawia się ta druga. Yvette przychodzi wraz z pierwszym cieniem wieczoru, jak kochanka, której nigdy nie zaproszono, a która mimo to zna drogę do środka. Jest Francuzką z krwi i kości. Namiętną, szaloną i kapryśną. Mówi uwodzicielskim głosem z miękkim akcentem, śmieje się głośno, patrzy ludziom prosto w oczy i nigdy nie odwraca wzroku jako pierwsza. Kocha czerwone usta, wysokie obcasy, wyzywające stroje, ekstrawagancką biżuterię i mężczyzn. Lubi patrzeć, jak ci tracą dla niej głowę i zmysły. Uwielbia świadomość, że potrafi jednym spojrzeniem zburzyć czyjś spokój. Mężczyźni zakochują się w niej zbyt łatwo. Ona zaś ich porzuca, zostawiając za sobą zgliszcza. Wie jedno, miłość jest najokrutniejszą bronią, jaką wymyślił świat. Yvette postanowiła nauczyć się nią władać. W mieszkaniu przechowuje kolekcję fantazyjnych sztyletów. Długich, smukłych, ozdobionych francuskimi ornamentami i srebrnymi rękojeściami. Czasami, gdy wiatr uniesie jej sukienkę pod czerwoną podwiązką uda miga srebrne ostrze. A może to tylko wyobraźnia daje Ci w kość?

Tam, gdzie Josette buduje, Yvette niszczy. Tam, gdzie jedna starannie zszywa pęknięcia, druga wkłada w nie palce i rozrywa je jeszcze szerzej. Yvette jest zachłanna na uwagę. Na pożądanie. Na władzę. Wchodzi do pomieszczenia i natychmiast staje się jego centrum, ściągając na siebie wygłodniałe spojrzenia. Zostawia po sobie rozbite małżeństwa, niespełnione obietnice i mężczyzn, którzy jeszcze długo nie potrafią zrozumieć, dlaczego oddali jej wszystko za kilka spojrzeń i jeden uśmiech. Przynosi innym szaleństwo, bezsenne noce i obsesje. Josette potrzebuje kontroli, by nie oszaleć. Yvette potrzebuje chaosu, by czuć, że żyje. Jedna tworzy imperia, druga podpala je dla widoku płomieni.

12/06/2026

[KP] I love to dig my own grave...

REILYNN BOTHWELL
W jego oczach odbijało się to, co pragnęła ujrzeć (...). Wtedy jego usta, jak spragnione wody, zaczęły całować jej skórę…

Przez pół życia, mieszkając w Szkocji, szukała elfów i wróżek, goniąc za czymś, co nieuchwytne. Karmiła się wierzeniami, legendami i strasznymi opowieściami o mrocznych istotach, które nie lubiły pokazywać się ludziom, ale uwielbiały się psocić. Zaczęła więc pisać o elfach, wróżkach, wampirach, wodnych koniach i skrzatach, łącząc realny świat z tym, co niezwykłe i fantastyczne.

To, co pisała, nijak miało się do tego, co działo się w jej życiu. Jako piętnastolatka zaczęła kuleć, najpierw tłumaczono to przeciążeniem, później tym, że rośnie. Potem pojawiły się nocne bóle, obrzęk nad kolanem, wysoka gorączka, zaczęła też drastycznie chudnąć. Diagnoza przyszła jakiś czas później: osteosarcoma kości udowej. Przeszła chemioterapię, operację, kilka zakażeń i próbę ratowania lewej nogi, ale guz był zbyt rozległy. Ostatecznie lekarze zdecydowali o amputacji powyżej kolana.

Gdy miała szesnaście lat, przeprowadziła się z ojcem, po ciężkim rozwodzie rodziców, do Nowego Jorku, a tam znów trafiła do szpitala i właściwie jest tamtejszą pacjentką od ponad dziesięciu lat.

Będąc ograniczona przez chorobę, po prostu pisała – dużo, zbyt dużo, realizując każdy pomysł, który pojawiał się w jej głowie. Publikowała swoje wypociny, reklamowała się, brała udział w konkursach i w ten sposób w ciągu kilku lat stała się poczytną pisarką i milionerką – najprawdopodobniej każdy słyszał o Lynn R. Well, bo jej historie szybko stały się popularne, a niektóre z książek nawet zekranizowano. Pisze odważne historie, kreuje pewnych siebie brunetów z bliznami, szorstkich elfów i kobiety, które nie potrzebują ratunku, bo ratują się same.

RELACJE
Malcolm Bothwell

ojciec – 50 lat – architekt

Evelyn Ward

matka – 48 lat – aktorka teatralna

Maeve Callahan

najlepsza przyjaciółka – 28 lat – pianistka

I'm looking in the mirror watching me decay...
ur. 08.06.2000 r., Szkocja –🔸– od 2016 r. w Nowym Jorku, mieszka w Queens –🔸– autorka bestsellerowych romantasy i powieści erotycznych, znana pod pseudonimem Lynn R. Well; jej najbardziej znaną serią książek jest Królestwo rzeczy utraconych –🔸– w 2015 r. zdiagnozowano u niej osteosarcomę –🔸– po amputacji lewej nogi powyżej kolana, korzysta z protezy i laski –🔸– obecnie hospitalizuje się z powodu podejrzenia przerzutów osteosarcomy do płuc oraz powikłań po chemioterapii –🔸– leczone farmakologicznie zaburzenia lękowe i depresja, bóle fantomowe, przewlekła bezsenność –🔸– fanka memów, czarnego humoru i editów z bohaterami jej książek –🔸–

07/06/2026

[KP] I'm building an empire, but I'm losing my mind

Lawrence 1 Lawrence 2

Lawrence Pendleton

30 lat / Vanguard and Pendleton Law / Pendleton Development Group/

Nowy Jork nigdy nie zasypia, ale dla Lawrence’a Pendletona czas zatrzymał się w jedną z deszczowych, listopadowych nocy. Trzydzieści lat na karku, dyplom z prawa zdobyty na Harvardzie, pozycja na rynku luksusowych nieruchomości, o której inni mogą tylko marzyć, i konto w banku pozwalające kupić niemal wszystko - oprócz władzy we własnych nogach. Sam wybór jego imienia był u Pendletonów zapowiedzią życiowego scenariusza. Jako pierworodny syn pary najbardziej wpływowych i bezwzględnych prawników w Nowym Jorku, przed którymi drżały sale sądowe od Manhattanu po Waszyngton, od kołyski był skazany na sukces. Dali mu na imię Lawrence - od lauru zwycięstwa, aby od najmłodszych lat zakorzenić w nim kult wygrywania. Lawrence przez lata idealnie spełniał ich ambicje, choć zamiast klasycznej adwokatury postanowił pójść w ślady legendarnego dziadka i zajął się obrotem najdroższymi gruntami w mieście. Jeszcze kilka miesięcy temu jego codziennością były wielomilionowe kontrakty, garnitury szyte na miarę przy Fifth Avenue i szklanka drogiej whisky w zamkniętych klubach dla elity. Żył szybko, bezwzględnie i na własnych warunkach, z prędkością, która zdawała się zaginać rzeczywistość.

Wszystko pękło w ułamku sekundy, gdy jego sportowy samochód uderzył w barierki niedaleko Central Parku. Oficjalnie auto po prostu straciło przyczepność na mokrym asfalcie. Prawda o tamtej nocy jest jednak znacznie mroczniejsza. To nie był przypadek, lecz celowa, rozpaczliwa próba samobójcza. Sekret o tym, że Lawrence sam wcisnął gaz do dechy, byle tylko uciec od przytłaczającej go rzeczywistości, skrywają mury szpitalnych sal oraz ratownicy, którzy tamtej nocy wyciągnęli go z płonącego wraku i uratowali mu życie.

Uraz rdzenia kręgowego i wózek inwalidzki stały się jego nowym, znienawizionym domem. Uciekając przed błyskami fleszy i sępami z branży, Lawrence spakował resztki swojej dumy i opuścił Manhattan. W rodzinnej rezydencji zamieszkał z bliskimi, ale zamiast szukać w nich oparcia, całkowicie odciął się od otoczenia. Codzienna obecność rodziców, ludzi nawykłych do wygrywania każdej sprawy i nietolerujących słabości, tylko potęgowała jego wewnętrzne piekło. Zaszył się w czterech ścianach swojego pokoju i absolutnie nigdzie nie wychodzi. Stał się nieznośny, zrzędliwy i zgorzkniały, a każdą próbę rozmowy czy pomocy kwituje ostrym, jadowitym sarkazmem. Nie chce nic robić. Odmawia ćwiczeń, ignoruje telefony z biura, a całe dnie spędza na bezcelowym wpatrywaniu się w okno. Zamiast walczyć o powrót do zdrowia, bezlitośnie topi smutki w alkoholu. Każdy wieczór spędza ze szklanką drogich trunków, które mają zagłuszyć bezsilność, a z każdym kolejnym łykiem jego gniew na cały świat tylko rośnie. Lawrence po prostu okopał się w swoim żalu, rzucając wyzwanie każdemu, kto odważy się zakłócić jego samotność w rodowym domu.

06/06/2026

[KP] leif it, mate


LEIF Z. ZWEIG
(24 lata, art director w Ogilvy New York)

Stary wyszedł po mleko i już nie wrócił, ale nie szkodzi. Pewnie i tak przyniósłby to z laktozą, której Leif nie toleruje. Zresztą po typie, który nazwał pierworodnego liść gałązka spodziewać się za wiele nie można. No, może poza fantazją i zdziwaczałym poczuciem humoru. Matka po dziś dzień woła syna drugim imieniem, a właściwie jego spieszczeniem – i tak z Zachary’ego robi z damska brzmiący Zooey.

Może ten liść gałązka jednak nie taki najgorszy. Przynajmniej jest heca. I można powiewać na wietrze, a potem opadać w losowych miejscach.

Nie miał nic, chciał mieć coś, więc nauczył się robić coś z niczego – łażąc po pchlich targach, lumpach, śmietnikach, kupując za bezcen szmergle z eBaya, które poprzerabiał na cacuszka z designerskim sznytem. Dobre oko, trochę sprytu, wrodzony talent do zmyślania i artystyczny warsztat wystarczają, by skręcać bzdurne reklamki i kampanie.

Plan jest taki: pokręcić się w agencyjnym świecie, zdobyć bajońskie sumy, a potem rzucić to i rzeźbić figurki z patyka. Realizacja: w toku.


04/06/2026

[KP] And I don't want the world to see me

Geneviev Ashworth
Gennie 一 30 lat 一 urodzona 31 listopada 1996 roku w Nowym Jorku 一 ratownik medyczny w New York - Presbyterian Hospital 一 mieszkanie przy Fort Washington Avenue 一 wieczory lubi spędzać przy dobrej książce 一  córka weterana wojennego oraz nauczycielki biologii一 sektor ochrony zdrowia 一 powiązania i historie

 

Czuje szybkie bicie serca, szum w uszach. Widzi tłum ludzi w okół niej, szepty o tym, co się stało. Spogląda na twarz młodej dziewczyny. Jest poobdzierana, z plamami krwi na skórze. Później widzi jej spojrzenie - przestraszone, szukające wsparcia, czekające na to dobrze przez wszystkich znane wszystko będzie dobrze. Wyciąga kilka potrzebnych rzeczy, opatruje rany, podaje leki uspokajające, monitoruje czynności życia. I w duchu cicho prosi, by ta młoda dziewczyna wyszła cało z tego wypadku, bo przecież przed nią jeszcze tyle życia i możliwych rzeczy do zrobienia. Nie lubi tego zdania, że wszystko będzie dobrze. Dlatego nie mówi go za często, za to prosi o opowiedzenie jakiejś historii, żeby odwrócić na moment myśli od bólu i chaosu wokół. Nie daje pewności, bo najzwyczajniej w świecie boi się, że przecież zawsze może kogoś nie uratować, nawet jeśli starałaby się z całych sił. 

Oddycha głęboko, opierając się plecami o chłodną ścianę budynku. Wypuszcza powoli dym z ust, który szybuje w górę. Ona też podnosi spojrzenie, patrzy na górujące nad nią budynki. Wybija szósta rano, a ona, zamiast iść do domu i odespać zmianę, rusza na siłownię, bo przecież w domu i tak nikt na nią nie czeka. 

Szukamy wszystkiego. Wizerunek: Hanna de la Vega. W razie czegokolwiek > pandaczerwona0@gmail.com

[KP] No rules, no mercy




 VALENTINO ALEXANDER BRANDT


25.12.1999, Los Angeles - Tatuażysta i właściciel jednego z najpopularniejszych salonów w Stanach -  Loft na Manhattanie -  Wolny duch 


„Masz bystre oczy, synu”. Te słowa, które matka szeptała przez piętnaście lat, brzmiały dla niego jak echo z innego wcielenia. Nadała mu imię świętego, wierząc, że stanie się ono tarczą, jednak to właśnie dom pełen alkoholowych oparów i matczynej słabości stał się jego pierwszym polem walki. Gdy matka zmarła – poczuł nie tyle żal, co chłodną ulgę. Od tamtego dnia jego życie stało się misją: chronić młodszą siostrę i za wszelką cenę nie stać się takim jak rodzice.

Ojciec, wiecznie nieobecny kierowca ciężarówki, był w ich życiu jedynie cieniem. Kiedy trzy lata temu przenieśli się do Nowego Jorku, ojciec zmarł niemal natychmiast po przyjeździe. Chłopak wtedy uznał to za ostateczne domknięcie rachunków z przeszłością. Właśnie wtedy podjął decyzję: „Valentino” umarł wraz z ojcem. W Nowym Jorku narodził się Alexander. To imię miało być grubą linią, która na zawsze odcinała go od świata, w którym dorastał w cieniu butelki i strachu.

Nowy Jork stał się dla Alexandra nową areną. Podczas gdy jego siostra odnalazła stabilizację, zakładając własną rodzinę i wchodząc w świat ciepła, którego on nigdy nie poznał, Alexander całkowicie oddał się obsesji. Tatuaż stał się jego nowym językiem. Jego studio w sercu metropolii nie jest miejscem pracy – to sterylna świątynia dyscypliny. Nie znajdziesz tam artystycznego nieładu; panuje tam surowy, zimny profesjonalizm.

Dziś jest monolitem. Każdy człowiek, który siada w jego fotelu, jest dla niego tylko płótnem, a nie istotą z historią. Emocje wyciął ze swojego życia jak zbędną tkankę, bo dla niego przywiązanie to błąd w oprogramowaniu, który zniszczył jego matkę i odebrał mu dzieciństwo. Jest twardy, bo życie zmusiło go do bycia niezniszczalnym. Jest silny, bo sukces stał się jedynym parametrem, który ma znaczenie.

Kiedy późną nocą zamyka drzwi studia, nie wraca do nikogo. Wraca do swojego uporządkowanego, pustego świata. W jego oczach, tych samych, które dwadzieścia siedem lat temu obserwowały upadek rodziny, wciąż czai się ten sam chłodny, analityczny błysk. Wygrał zakład z losem, zdobył sławę pod nowym imieniem, ale ceną za to zwycięstwo jest absolutna, wykalkulowana samotność. Alexander Brandt nie szuka szczęścia. Szuka kontroli. A sukces jest jedyną tarczą, która sprawia, że nic, co ludzkie, nie jest już w stanie go zranić.




And they say they know of darkness


But I have lived there all my life...


_______________________________________


Cytat z Tiger Army, na wizerunku Fabien Tietjen.


Cześć i czołem! ;) 

01/06/2026

Czerwcowa lista obecności

Czas na czerwcową listę obecności, która będzie trwać:

od 1 czerwca do 5 czerwca,
do godziny 23:59


  1. Na listę obecności zobowiązani są wpisać się wszyscy autorzy, którzy chcą pozostać na blogu. Proszę o wpisywanie się z zalogowanego konta, podając imię i nazwisko postaci oraz, jeśli nie zostało to jeszcze zawarte w odpowiednich zakładkach, wykorzystywany wizerunek oraz wykonywany zawód wraz z przypisanym sektorem
  2. Osoby przebywające na urlopie nie muszą wpisywać się na listę obecności, jeśli jednak macie taką możliwość, jak najbardziej możecie dać znać, że jesteście. Z kolei osoby, których urlop kończy się w trakcie trwania listy obecności, muszą się na nią wpisać.
  3. Na listę obecności muszą wpisać się też autorzy, którzy dołączą na bloga w trakcie jej trwania.
  4. Jeśli zaistnieje taka potrzeba, listę obecności można zasłonić kartą postaci lub postem fabularnym.
  5. Karty postaci autorów, którzy nie wpiszą się na listę obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych i będą widnieć tam do 10 czerwca włącznie. Po upływie tego terminu karty wraz z mailem zapewniającym dostęp do bloga zostaną usunięte.

27/05/2026

[KP] I sit and watch you



Willow Calloway

Willow June Calloway; urodzona 13.12.2003 roku, córka fotografa Luciena Calloway'a, autora zdjęć do popularnych magazynów modowych oraz Cassidy Calloway, właścicielki salonu mody ślubnej White Pearl ♡ dziedziczka majątku swoich rodziców, która wciąż szuka pomysłu na siebie ♡ studentka Art Students League of New York ♡ jedynaczka, zajmuje luksusowy apartament na Manhattanie ♡ ma dwa koty, Noor i Ace'a —•— powiązania

——— I wait by the door like I'm just a kid
Use my best colors for your portrait ———

Powieki każdego ranka ma ciężkie od snu, rozsypane na poduszkach włosy tworzą wokół głowy niby-aureolę. Budzi się z trudem, zawsze po tak samo zarwanej nocy, spędzonej do późna nad szkicownikiem. Świat wokół przestaje istnieć, kiedy coś tworzy; zatraca się w konturach i cieniach, żywej barwie czerwieni na tle melancholijnych szarości. Bywa, że nie odbiera telefonu całymi godzinami, przez wiele dni nie pokazuje się rodzinie na oczy i spędza tygodnie niemal nie ruszając się z domu. Lubi zamknąć się w rzeczywistości, którą sama wykreowała i udawać, że nie ma nic poza tym. Ze starej kryjówki na drzewie wyniosła wszystkie zakurzone wspomnienia, pozwalając im wciąż zbierać kurz, tyle że w kącie mieszkania. Od pewnego czasu jest spokojniejsza, trochę bardziej wycofana i trochę mniej wyszczekana, chociaż nawet przed samą sobą nie zamierza się do tego przyznawać. Ten świat nie jest miejscem dla słabych kobiet. Uśmiecha się ładnie, trochę z rezerwą, trochę zimno, ale na ogół szczerze, chociaż jej uśmiech zazwyczaj nie sięga oczu. Z domu rodzinnego wyniosła ambicję i nieustępliwość, po matce upór i dystans, po ojcu wrażliwość na piękno. Nie wie, po kim ma takie miękkie serce, może po jakiejś ciotce, która zawsze żyła samotnie, a może coś się popsuło w jej ustawieniach fabrycznych. Właściwie pewne jest jedno — kto podaruje jej namiastkę uczuć, w zamian dostanie od niej wszystko.

——— Lay the table with the fancy shit
And watch you tolerate it ———

22/05/2026

[KP] I'm lovin' all the pain I'm causing you too much

I've been in a rage and I'm headed your way
With the devil on my fucking shoulder

Zane Maddox

29 latek; urodzony 20 lutego 1997 roku Pracownik lombardu Diler - spełni każde życzenie Wynajmowane studio 120 Greenwich Street Każdego roku odwiedza ojca w więzieniu Sing Sing tylko po to, aby napluć mu w twarz Tego samego dnia zostawia na grobie matki zwiędłą czerwoną chryzantemę i niedopałek papierosa 🎝

Mroźne lutowe powietrze szczypało w policzki.

Wsunął cienkiego papierosa między usta, odpalił i ruszył przed siebie znajomą ścieżką. Słońce chowało się powoli za horyzontem, tworząc mroczną, przygnębiającą scenerię. Mijał wielkie rodzinne grobowce. Zapomniane nagrobki porośnięte mchem. Marmurowe anioły, które przypominały postacie wyjęte z horrorów. Głowę miał pochyloną, ale nie było w tym geście nic z szacunku do zmarłych. Przychodził tutaj tylko raz do roku. O jeden raz za dużo. Próbował odpuścić, a jednak nogi same niosły go na położony na południowym Bronxie cmentarz.

Wszystkie historie o zniszczonych dorosłych zaczynają się tak samo. Agresywny ojciec pijak, emocjonalnie niedostępna matka, która potrafiła zasłaniać się własnymi dziećmi, aby uniknąć wymierzonego w nią ciosu. Brak miłości i opieki, którą znajdowali w nieodpowiednich miejscach oraz ludziach. Miał przejebane. Powtarzał to zdanie od szóstego roku życia, bo to wtedy nauczył się definicji tego słowa. Słyszał je ciągle od ojca, niezależnie od sytuacji. Powodem mogło być wszystko; rozlana zupa podczas obiadu, klocek, którego nie zauważył przy sprzątaniu, a który ojciec trącił nogą. Najczęściej piekł lewy policzek. Potem bił tak, aby ludzie nie zauważali siniaków, a opieka społeczna się odjebała. Zapamiętał, aby nie okazywać słabości. Łzy były niemile widziane, a na każde uderzenie czy wyzwisko reagował obojętnością. Tak było łatwiej przetrwać. Ostatni raz płakał tamtej nocy. Wspomnienia były wyraźniejsze niżby tego chciał. Wciąż w nim żyły i nie pozwalały zapomnieć. Bezwładne ciało leżące w powiększającej się kałuży krwi. Pozbawione blasku i życia błękitne oczy, poszarzała twarz wykrzywiona w przerażeniu.

Zapłakał, bo w głębi czuł, że ten koszmar się skończył. W końcu byli wolni.

Zaciągnął się mocniej papierosem. Wypuścił drażniący płuca dym z wściekłością. Pozwalał sobie na myślenie o przeszłości tylko w tym jednym dniu. Kto chciałby wracać do takich wspomnień? Zupełnie, jakby życie od samego początku postawiło na nim krzyżyk. Świat zadecydował jeszcze przed jego narodzinami, że nie będzie wart zachodu.

Przystanął przy niewielkim szarym nagrobku.

Isobel Maddox. Tragicznie zmarła 03.02.2010

Niedbale rzucił zwiędłego kwiatka przed siebie.

— Zawsze byłaś zimną suką.

***

Dobry!

Podejście do handlarza z Avonu nr2. Tym razem oby na dłużej. ;)

Zane to zły chłopak, ale może okaże się, że ma dobre serce. Pożyjemy zobaczymy. ;>

W tytule Sicksick Mind Games, Chase Atlantic Triggered w karcie, a na wizerunku Drew Starkey. Na sprzedaż młodsza siostra w duecie z rodzinnymi dramatami i traumami. Karta I

bysiaa44@gmail.com