" Yena,
jeżeli to czytasz, prawdopodobnie siedzisz z podciągniętymi pod brodę kolanami i marszczysz czoło, jak zawsze, kiedy coś sprawiało Ci trudność. Chciałabym móc Ci powiedzieć, żebyś przestała, bo zostanie Ci ta zmarszczka, którą za każdym razem obiecujesz smarować wszystkimi kremami świata.
Chciałabym móc powiedzieć Ci jeszcze wiele zupełnie zwyczajnych rzeczy.
Żebyś nie wychodziła z domu bez śniadania.
Żebyś przestała wydawać pieniądze na kawę, skoro kupiłaś sobie ekspres.
Żebyś nie wracała sama z teatru w środku nocy i przynajmniej raz na jakiś czas odbierała telefon, zanim zdążę zadzwonić po raz trzeci i wyobrazić sobie wszystkie możliwe katastrofy.
Wiem, że przewróciłabyś teraz oczami.
Brakuje mi tego, chociaż kiedy piszę te słowa, jesteś przecież obok. To chyba najdziwniejsza część umierania. Człowiek zaczyna tęsknić za rzeczami, których jeszcze nie stracił.
Długo zastanawiałam się, czy zostawić Ci ten list. Nie chciałam, żeby moje ostatnie słowa były ciężarem, który będziesz później nosić ze sobą tylko dlatego, że kiedyś należał do mnie. Przez dwadzieścia dwa lata próbowałam przede wszystkim dać Ci życie, które będzie Twoje, i byłoby czymś okrutnym, gdybym na sam koniec zaczęła mówić Ci, jak masz je przeżyć.
Dlatego o nic tutaj nie proszę. Chcę tylko powiedzieć Ci kilka rzeczy, których prawdopodobnie nigdy nie mówiłam wystarczająco często.
Pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz zostawiłam Cię w przedszkolu. Płakałaś tak bardzo, że przez pół drogi do pracy zastanawiałam się, czy nie zawrócić. Kiedy po Ciebie przyszłam, nie chciałaś wracać do domu, bo poznałaś dziewczynkę, która miała różowy plecak, i nagle okazało się, że świetnie radzisz sobie beze mnie.
To zdarzało się później coraz częściej.
Pierwszy dzień szkoły. Pierwszy samodzielny autobus. Pierwszy nocleg poza domem. Potem wyprowadzka do Seulu.
Pamiętam, jak stałaś na dworcu ze zbyt dużą walizką i udawałaś, że wcale się nie boisz. Ja też wtedy udawałam. Po Twoim odjeździe kupiłam kawę, usiadłam na ławce i rozpłakałam się, chociaż przez całą drogę powtarzałam Ci, że Busan nie znika z mapy tylko dlatego, że jedziesz na studia.
Nigdy Ci tego nie powiedziałam.
Takich rzeczy jest więcej.
Zachowałam jeden z Twoich pierwszych rysunków, mimo że przez lata twierdziłaś, że go wyrzuciłam. Nadal mam zdjęcie, na którym brakuje Ci przedniego zęba i jesteś na mnie śmiertelnie obrażona, bo nie pozwoliła Ci założyć sandałów w grudniu. Mam też wszystkie programy przedstawień, nawet te, w których Twoje nazwisko było wymienione na samym końcu.
Mam nadzieję, że kiedyś będziesz grała na scenach tak dużych, że nie będę w stanie ich sobie wyobrazić. Ale jeśli nie będziesz, też nic się nie stanie. Mam nadzieję, że o tym wiesz. Nie musisz robić ze swojego życia czegoś niezwykłego tylko dlatego, że tak ciężko pracowałaś, żeby znaleźć się tam, gdzie jesteś. Możesz zmienić zdanie. Możesz się pomylić. Możesz któregoś dnia odkryć, że chcesz czegoś zupełnie innego.
Masz dopiero dwadzieścia dwa lata.
Proszę, pamiętaj o tym szczególnie wtedy, kiedy będzie Ci się wydawało, żę powinnaś już wszystko wiedzieć.
Ja w Twoim wieku zdecydowanie nie wiedziałam.
I właśnie dlatego muszę powiedzieć Ci jeszcze jedną rzecz.
Jest część mojego życia, o której nigdy Ci nie opowiedziałam, dotyczy Twojego ojca.
Nazywa się Park Taesoo.
Poznaliśmy się w szpitalu, kiedy byłam młodą pielęgniarką. On był lekarzem. Miał swoją rodzinę, o której wiedziałam. Nie jestem z tego dumna i nie będę po tylu latach próbowała przepisywać własnej przeszłości tak, żebym wyglądała w niej lepiej.
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, powiedziałam mu. W zamian dostałam pieniądze i polecenie bym ją usunęła.
Nie zrobiłam tego.
Jemu natomiast pozwoliłam wierzyć, że posłuchałam jego rady.
Nigdy nie dowiedział się, że się urodziłaś.
To była tylko i wyłącznie moja decyzja. Mój ciężar. I przez lata byłam przekonana, że postępuję właściwie. Dzisiaj nie wiem już, czy miałam prawo decydować o tym, czego Ty możesz dowiedzieć się o własnym życiu. Dlatego zostawiam Ci jego nazwisko.
Z tego, co wiem, od wielu lat mieszka w Stanach. Ostatnie informacje jakie posiadam, prowadzą do Nowego Jorku.
Ma również syna, więc nie jesteś sama na tym świecie. Mam nadzieję, że to przyniesie Ci ulgę.
Nie wiem, co zrobisz z tą wiedzą i nie chcę decydować za Ciebie. Nie musisz ich szukać. Nie musisz niczego naprawiać, wyjaśniać ani wybaczać. Jeśli jednak któregoś dnia poczujesz, że chcesz wiedzieć więcej, nie chciałam, żeby jedyną rzeczą stojącą między Tobą a odpowiedziami było moje milczenie.
Reszta należy do Ciebie.
Tak jak całe życie, które masz przed sobą.
I chyba właśnie z tym jest mi najtrudniej się pogodzić.
Nie z tym, że umrę. Z tym, że nie zobaczę, kim się staniesz.
Nie będę wiedziała, czy dostałaś swoją pierwszą dużą rolę. Nie zobaczę mieszkania, do którego kiedyś się przeprowadzisz, ani człowieka, którego być może pokochasz. Nie będę siedzieć na widowni i szukać Twojego nazwiska w programie.
Nie zobaczę też wszystkich zupełnie nieważnych dni pomiędzy tymi ważnymi.
I chyba właśnie ich żal mi najbardziej.
Tych telefonów bez powodu. Twojego “mamo, mam tylko minutę”, które zawsze trwało dwadzieścia. Tego, że otwierasz lodówkę o pytasz, gdzie coś jest, zanim w ogóle spróbujesz tego poszukać. Twojej walizki stojącej w przedpokoju, kiedy przyjeżdżałaś z Seulu i przez dwa dni nie chciało Ci się jej rozpakować.
Dom zawsze wyglądał inaczej, kiedy w nim byłaś.
Nie chcę jednak, żebyś wracała tutaj tylko po to, żeby za mną tęsknić. Wracaj, jeśli będziesz chciała. A jeśli któregoś dnia przestaniesz, to też będzie w porządku. Nie chcę, żeby moje odejście stało się najważniejszą rzeczą, jaka Ci się przydarzyła.
Byłam Twoją mamą przez ponad dwadzieścia lat i gdybym mogła dostać kolejne dwadzieścia, wzięłabym je bez zastanowienia.
Wzięłabym nawet te wszystkie pobudki o szóstej rano, kłótnie o szkołę, rachunki, Twoje humory i każdą podróż pociągiem między Busan a Seulem.
Wzięłabym wszystko.
Ale dostałam tyle.
I, Yena, naprawdę było warto.
Więc kiedy będzie Ci ciężko, nie próbuj żyć tak, jak wydaje Ci się, że ja chciałabym, żebyś żyła.
Ja już miałam swoje życie.
Teraz Ty masz swoje.
Idź i zobacz, dokąd Cię zaprowadzi.
Mama. "



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz