„I tak płyniemy dalej, łodzie pod prąd, nieustannie spychane z powrotem w przeszłość.”

Dorastał w Nowym Jorku, w mieszkaniu, w którym alkohol przyprószony narkotykami pierwszy siadał do stołu i ostatni kładł się spać. Pieniądze znikały przed końcem tygodnia, a obietnice rodziców nie dożywały poranka. Wcześnie nauczył się rozpoznawać nastrój po odgłosie kroków, czekać aż krzyki ucichną i chować własne potrzeby, zanim komuś zaczęły przeszkadzać. Dzieciństwo opuszczało go po cichu, przy niezapłaconych rachunkach, pustej lodówce i drzwiach zamykanych przed kolejnym słowem. Zanim zaczął kraść, przestał oczekiwać, aż ktoś się o niego zatroszczy. Potem wystarczyło tylko sięgnąć po to, czego nikt nigdy nie zamierzał mu dać. Odszedł na dobre tej nocy, gdy musiał stanąć między ojcem a matką w ferworze agresji i po raz pierwszy, a zarazem ostatni, stracił nad sobą kontrolę. Zerwał kontakt z rodziną i obiecał sobie, że odtąd nikt nie zdoła sięgnąć pod jego skórę.
Wyrósł na człowieka chłodnego, który nie zostawia uchylonych drzwi tylko po to, aby ktoś zechciał przekroczyć próg. Nie zabiega o sympatię, nie usprawiedliwia milczenia, nie pielęgnuje znajomości z samego przyzwyczajenia. Potrafi być uprzejmy, uważny, nawet czarujący, ale jego zainteresowanie rzadko zostaje na dłużej. Dobrze czuje się w cudzym towarzystwie, dopóki nie zaczyna ono obrastać oczekiwaniami. Wtedy odsuwa się bez większego żalu. Bowiem nie pod każdą warstwą chłodu czeka zraniony chłopiec, niektóre sprawy naprawdę go nie obchodzą i nie widzi powodu, żeby nadawać obojętności łagodniejsze imię.
Nie obnosi się jednak z ciężarem przeszłości. Bywa nonszalancki, ironiczny, rozbawiony wtedy, gdy innym zamiera śmiech. Suchy żart przychodzi mu łatwiej niż wyjaśnienie, co właściwie myśli. Rzadko podnosi głos, nie odpowiada na każdą zaczepkę i nie potrzebuje cudzej uległości, żeby czuć się pewnie. Próby kierowania jego życiem najpierw zbywa lekceważeniem. Dopiero gdy ktoś nie ustępuje, jego uprzejmość stygnie całkowicie. Niechętnie tłumaczy decyzje, jeszcze niechętniej pozwala je sobie odbierać.
Utrzymuje się z kradzieży biżuterii i kosztowności. Nie ma uczciwszej wersji siebie przygotowanej na potrzeby własnego sumienia. Dawna konieczność z czasem stała się fachem. Potrafi cierpliwie przygotowywać kolejne przedsięwzięcie, poświęcać uwagę drobiazgom i czekać, choć w pozostałych sprawach łatwo traci zainteresowanie. Pieniądze kupują mu wygodę, odległość i możliwość wyjazdu bez pytania kogokolwiek o zgodę. Wydaje je swobodnie, czasami zbyt szybko. Znacznie staranniej przygotowuje kradzież niż życie, które ma nastąpić po niej.
Wraca do ryzyka także dla adrenaliny, dla chwil, w których świat zwęża się do jednego zadania, a wszystko zbędne milknie. Jest lekkomyślny w sposób, którego nie zdradzają ani głos, ani dłonie. Spokojnie zmienia plany, przyjmuje niebezpieczną propozycję i wyjeżdża, zanim konsekwencje zdążą nabrać kształtu. Zbyt wiele razy wyszedł cało, żeby uwierzyć, że szczęście może kiedyś go nie dogonić.
Pomoc przyjmuje niechętnie, do błędów przyznaje się z trudem. Łatwiej mu coś naprawić, niż odsłonić się w przeprosinach. Bywa egoistyczny, szorstki i niesprawiedliwy, lecz zobowiązań, które kiedyś uznał za własne, nie odkłada równie łatwo jak cudzych oczekiwań. Obietnicę potrafi nosić latami, nawet kiedy wszystko inne porzuca bez pożegnania.
Nie dba o to, gdzie zastanie go jutro, dokądkolwiek jednak odchodzi, przeszłość przekracza próg razem z nim.
PowiązaniaDodatkowe
Wyrósł na człowieka chłodnego, który nie zostawia uchylonych drzwi tylko po to, aby ktoś zechciał przekroczyć próg. Nie zabiega o sympatię, nie usprawiedliwia milczenia, nie pielęgnuje znajomości z samego przyzwyczajenia. Potrafi być uprzejmy, uważny, nawet czarujący, ale jego zainteresowanie rzadko zostaje na dłużej. Dobrze czuje się w cudzym towarzystwie, dopóki nie zaczyna ono obrastać oczekiwaniami. Wtedy odsuwa się bez większego żalu. Bowiem nie pod każdą warstwą chłodu czeka zraniony chłopiec, niektóre sprawy naprawdę go nie obchodzą i nie widzi powodu, żeby nadawać obojętności łagodniejsze imię.
Nie obnosi się jednak z ciężarem przeszłości. Bywa nonszalancki, ironiczny, rozbawiony wtedy, gdy innym zamiera śmiech. Suchy żart przychodzi mu łatwiej niż wyjaśnienie, co właściwie myśli. Rzadko podnosi głos, nie odpowiada na każdą zaczepkę i nie potrzebuje cudzej uległości, żeby czuć się pewnie. Próby kierowania jego życiem najpierw zbywa lekceważeniem. Dopiero gdy ktoś nie ustępuje, jego uprzejmość stygnie całkowicie. Niechętnie tłumaczy decyzje, jeszcze niechętniej pozwala je sobie odbierać.
Utrzymuje się z kradzieży biżuterii i kosztowności. Nie ma uczciwszej wersji siebie przygotowanej na potrzeby własnego sumienia. Dawna konieczność z czasem stała się fachem. Potrafi cierpliwie przygotowywać kolejne przedsięwzięcie, poświęcać uwagę drobiazgom i czekać, choć w pozostałych sprawach łatwo traci zainteresowanie. Pieniądze kupują mu wygodę, odległość i możliwość wyjazdu bez pytania kogokolwiek o zgodę. Wydaje je swobodnie, czasami zbyt szybko. Znacznie staranniej przygotowuje kradzież niż życie, które ma nastąpić po niej.
Wraca do ryzyka także dla adrenaliny, dla chwil, w których świat zwęża się do jednego zadania, a wszystko zbędne milknie. Jest lekkomyślny w sposób, którego nie zdradzają ani głos, ani dłonie. Spokojnie zmienia plany, przyjmuje niebezpieczną propozycję i wyjeżdża, zanim konsekwencje zdążą nabrać kształtu. Zbyt wiele razy wyszedł cało, żeby uwierzyć, że szczęście może kiedyś go nie dogonić.
Pomoc przyjmuje niechętnie, do błędów przyznaje się z trudem. Łatwiej mu coś naprawić, niż odsłonić się w przeprosinach. Bywa egoistyczny, szorstki i niesprawiedliwy, lecz zobowiązań, które kiedyś uznał za własne, nie odkłada równie łatwo jak cudzych oczekiwań. Obietnicę potrafi nosić latami, nawet kiedy wszystko inne porzuca bez pożegnania.
Nie dba o to, gdzie zastanie go jutro, dokądkolwiek jednak odchodzi, przeszłość przekracza próg razem z nim.
Nathan "Knox" Hayes
Nowy Jork miejscem powrótow — 17 listopada 1993 rok — Porusza się Triumph Bonneville Bobber — Tatuaż szachowego skoczka z rozmazanymi inicjałami NW na bicepsie — Alkoholem tłumi emocje
Kod do karty, nieco zmodyfikowany
Cytat z Wielki Batsby.
mail: och.god.why@gmail.com
wątki: 1/2
Cytat z Wielki Batsby.
mail: och.god.why@gmail.com
wątki: 1/2
[Jest i on! ♥ Ty wiesz jak na niego niecierpliwie czekałam i cudownie w końcu zobaczyć go na blogu. Jest fantastyczny, idealny partner in crime dla Yvonne. Nie mogę się doczekać, aż razem namieszają, bo przecież ktoś musi zadbać o to, żeby nowojorska policja nie narzekała na brak zajęć. XD
OdpowiedzUsuńBaw się z nim wspaniale i niech zostanie w Nowym Jorku jak najdłużej! A niżej podsyłam obiecane rozpoczęcie!]
Siedziała na czerwonej kanapie na swoim balkonie i wypalała kolejnego papierosa, pozwalając by dym wypełnił jej płuca i pomógł na chwilę zagłuszyć ogrom myśli, które jej w tym momencie towarzyszyły. Myśli te, jak małe robaki pełzały jej po głowie i nie dawały spokoju. Jej życie nie toczyło się obecnie takim rytmem, jak chciała. Jedyne co ją cieszyło to jej praca. Zarówno ta prawdziwa, w której spełniała się na co dzień, jak i ta druga, która dostarczała jej adrenaliny. Poza tym miała nijaki związek, chłopaka który ją ubóstwiał, ale kiedy dowiedział się że nie jest taka jak mu się wydawało, wtedy czar prysnął. Yvonne obawiała się co zrobi z informacjami, które miał, bała się, że naśle na nią policję i mimo że nie miał żadnych solidnych dowodów to wystarczył nakaz rewizji jej mieszkania. Gdyby policjanci znaleźli dodatkowy pokój, w którym trzymała swoje łupy, byłoby już po niej. Poza tym tak cholernie brakowało jej ojca i matki, których ciała spoczywały w jednym grobie, ale za ich śmiercią stało coś zupełnie innego. Noah zginął, robiąc to co kochał, oddawał się swojej pasji i wierzył że w ten sposób zapewni rodzinie odpowiedni byt, ale jednocześnie jego praca była uzależnieniem więc wątpiła, że ostatni skok byłby w rzeczywistości ostatnim. Takie życie niestety kończyło się albo śmiercią, albo więzieniem. Edith zaś nie mogła liczyć na szybką śmierć. Choroba zabierała ją powoli, zmieniając silną i zdrową kobietę w cień samej siebie. Yvonne było cholernie ciężko patrzeć na jej koniec, ale była przy niej aż do ostatniego dnia. Przerwała na chwilę rozmyślenia, zerkając na ekran telefonu, który rozświetliło powiadomienie o zbliżającej się gali. Początkowo myślała, że to może Nate odpisał na jej wczorajszą wiadomość. Ze złością weszła w ich konwersacje i ją usunęła. Była wściekła i poniekąd rozczarowana, że ją zignorował, w końcu mógł napisać cokolwiek, szczególnie teraz, w sytuacji dość kryzysowej, kiedy ona go potrzebowała. Jej tęsknota za nich i uczucia, które starała się schować na samym dnie swojego serca były kwestią drugorzędną.
— Idź do diabła… — mruknęła sama do siebie, rzucając paczkę papierosów na stół i kierując się w głąb mieszkania. Szczelnie zamknęła drzwi balkonowe, przeszła przez salon i doszła do łazienki zostawiając ślad ze swoich ubrań. Porozrzucała kolejno gruby sweter, dżinsy, skarpetki i bieliznę. Weszła do dużej, przeszklonej kabiny prysznicowej i odkręciła ciepłą wodę, która spłynęła na jej ciało. Wyłączyła na chwili wszelkie myśli, odcięła się od negatywnych emocji. Przez pierwsze kilka chwil stała nieruchomo, z głową lekko odchyloną do tyłu i zamkniętymi oczami, pozwalając, by ciepłe strumienie wody spływały po jej twarzy, szyi i ramionach. Lubiła ten moment, kiedy łazienka wypełniła się parą, a szum prysznica skutecznie odciął ją od wszystkiego, co zostawiła za drzwiami. Przesunęła dłońmi po mokrych włosach, odgarniając je z twarzy, po czym sięgnęła po szampon stojący na półce w niszy prysznicowej. Niewielką ilość kosmetyku rozprowadziła między palcami, a następnie wmasowała w skórę głowy, wykonując powolne, koliste ruchy. Zapach kosmetyku, delikatny i nieprzesadnie słodki, unosił się w wilgotnym powietrzu, mieszając się z aromatem żelu pod prysznic, który wybrała niemal odruchowo. Lubiła otaczać się rzeczami dobrej jakości, uwielbiała czuć na swojej skórze luksus. Zmyła z siebie wszystkie mydliny, następnie zakręciła wodę i wyszła z kabiny.
Otuliła swoje ciało miękkim ręcznikiem, wycierając krople wody, które na niej pozostały i delikatnie odsączyła włosy z nadmiaru wody. Podeszła do umywalki i przesunęła dłonią po zaparowanym lustrze, odsłaniając niewielki fragment tafli. Odbicie, które się w nim pojawiło, było nieco rozmyte na brzegach. Wpatrywała się w swoje ciemne oczy, kiedy do drzwi jej domu rozległ się dzwonek. Zmarszczyła brwi, patrząc na ekran telefonu, który pokazywał kilka minut po dwudziestej drugiej. Rzuciła ręcznik gdzieś w kąt i przeszła do sypialni, chcąc coś na siebie założyć. Wyciągnęła z szuflady czarną, koronkową bieliznę i słysząc bardziej natarczywy dzwonek syknęła pod nosem i poszła otworzyć. Co prawda otwieranie drzwi w samej bieliźnie było skrajnie nieodpowiedzialne i nieodpowiednie, ale Yvonne była pewna, że to jej przyjaciółka, Diana, która chciała utopić swoje smutki w alkoholu, jak co weekend. A w końcu ona widziała ją w różnych, dziwnych stanach.
Usuń— Dziś nie będzie tequili! — zawołała z rozbrajającym uśmiechem, otwierając drzwi, a kiedy zobaczyła tam jego, jej świat stanął na głowie. Tak szybko jak otworzyła drzwi, tak szybko je zatrzasnęła tuż przed jego nosem, a przynajmniej próbowała, bo jego stopa wsunęła się pomiędzy nie. Wzięła głębszy oddech, mając wrażenie, że nogi się pod nią uginają a jej ciało zalewa mnóstwo różnych emocji: euforia zmieszana z wściekłością, dawno uśpione pożądanie, ponowne pragnienie posiadania go na własność i jakiś cień wstydu, że otworzyła mu drzwi niemal naga, choć dla niego to z pewnością był przyjemny widok. Z jednej strony powinna być na niego wściekła, bo ostatnim razem znowu zniknął bez słowa, z drugiej zaś tęskniła na tyle mocno, że pragnęła zaznać jedynie ukojenia w jego ramionach. Kolejnym aspektem było to, że zamiast odpisać na jej wiadomość, pojawił się tutaj, a ona totalnie się tego nie spodziewała i zrobiło to na niej wrażenie. Z jednej strony miała ochotę go spoliczkować, a z drugiej pocałować. Otworzyła drzwi szerzej, patrząc mu odważnie w oczy. Całe szczęście jego sylwetka zasłaniała jej ciało. Byłoby dość zabawnie, gdyby któryś z sąsiadów postanowił wyjść na korytarz.
— Przepraszam, czy ja Pana znam? — mruknęła prowokująco, bezczelnie świdrując go spojrzeniem czekoladowych oczu. Nie do końca było wiadomo, jaki miała w tym cel, czy chciała go wkurwić czy po prostu się z nim trochę podrażnić. Gdy bezpardonowo wkroczył do jej mieszkania, zamykając za sobą gwałtownie drzwi, zupełnie jakby obawiał się, że ktoś oprócz niego może nasycić wzrok jej widokiem, przewróciła jedynie oczami i oparła się o framugę. Obserwowała go w milczeniu, które nie trwało jednak zbyt długo.
— Wiesz, że wystarczyło odpisać, a nie pojawiać się w moim życiu niezapowiedzianym? — oparła dłoń na biodrze, delikatnie stukając palcami o swoje ciało. — Oszczędziłoby nam to tej niezręcznej sytuacji.. — dodała, uśmiechając się pod nosem. — No dobrze… Rozgość się, czuj się jak u siebie, czy jakkolwiek się wita starego przyjaciela po dłuższej nieobecności… — specjalnie użyła słowa przyjaciel, chcąc wbić mu bolesną szpileczkę. — A ja pójdę się ubrać… — obróciła się i ruszyła w stronę schodów. Jej mieszkanie było dwupoziomowe i miało bardzo duży metraż. Miała nadzieję, że on ją zatrzyma, weźmie w ramiona i przywitają się tak jak powinni byli. Stęsknieni i spragnieni siebie. Ale czy on pragnął jej tak samo, jak ona jego? Czy były w nim jeszcze jakiekolwiek uczucia? W końcu od ich ostatniego spotkania minęło pięć lat. Ich rozstanie było burzliwe, ich relacja zakończyła się ostrą kłótnią po której zniknął. Yvonne próbowała go szukać, ale on chyba nie chciał być znaleziony. Za to Nathan znalazł ją z łatwością. Nie miał prawa wiedzieć gdzie aktualnie mieszka, a jednak pojawił się tu zaledwie dzień po otrzymaniu od niej niepokojącej wiadomości.
your destiny and your curse 🐈⬛
[Hej! miło mi powitać nową, doświadczoną przez życie postać! Co by nie mówić Nathan to ciekawy chłopak :) Życzę udanych wątków i mnóstwa weny, a jeśli masz czas i chęci zapraszam też do Mathilde. Chętnie poznamy się w barze, coś zbroimy, ewentualnie się pobijemy 🙃
OdpowiedzUsuńUdanej zabawy na blogu!]
Mathilde Stevenson