Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

12/09/2026

[KP] My love was as cruel as the cities I lived in


właść. Naomi Kim (김나연, Kim Nayeon) — ur. 10 maja 1996 roku w Nowym Jorku — Korean-american — ekspertka ds. sztuki w Sotheby’s, prestiżowym domu aukcyjnym, gdzie zajmuje się wyceną i kuratorstwem dzieł sztuki — specjalizuje się w malarstwie współczesnym — absolwentka Columbia University na kierunku historii sztuki — córka Daniela Kima, właściciela prestiżowej firmy inwestycyjnej oraz Minji Kim, byłej pianistki światowej klasy — jedynaczka — mieszka w jednym z apartamentowców na Upper East Side — wynajmuje małe studio na Brooklynie, które przeobraziła w swój prywatny warsztat malarski — miłośniczka sztuki współczesnej, koreańskiej poezji i literatury — regularnie, szczególnie w przypływie większego stresu, pisze wiersze, które następnie chowa do szuflady — jest uzależniona od kawy i muzyki jazzowej — potrafi grać na pianinie, lecz robi to bardzo rzadko — nie lubi podróżowania ani turystyki — ma lęk wysokości — zmaga się z przewlekłą migreną — introwertyczka — people pleaser — dusza artystki, próbująca odnaleźć swoje własne ja — singielka — relacje
I wanna be defined by the things that I love
not the things I hate, not the things I'm afraid of...
not the things that haunt me in the middle of the night

her story


Miłość to nie ogień, tylko dom.

To były słowa, które Naomi Kim usłyszała po raz pierwszy jako czternastolatka i zakopała tak głęboko w sercu, że z czasem stały się jej osobistą mantrą. Właśnie wtedy zaczęła zamykać nadmiar uczuć w zgrabne wersy poezji, a kiedy gniew i zagubienie stawały się zbyt przytłaczające, zamieniała je w pociągnięcia pędzla na jasnym płótnie. Nikt nie traktował tego poważnie – wszyscy uznawali jej twórczość za niewinne hobby, bo biedne dziecko nawet nie miało przyjaciół. Do dziś pamięta pełne litości spojrzenia swoich korepetytorów, choć sama nigdy nie rozumiała skąd brało się to współczucie. Innego życia przecież nie znała – jej rzeczywistością były podróże, obecność dorosłych i niekończąca się nauka. W tym wszystkim nawet nie próbowała marzyć o czymś innym.

Wszystko zmieniło się, gdy jako trzynastolatka zamieszkała w Londynie. To tam po raz pierwszy usłyszała opowieści Pani Kaitlyn – jednej ze swoich nauczycielek – o codziennym, zwyczajnym życiu. Właśnie wtedy Naomi po raz pierwszy poczuła świadomą tęsknotę za czymś cieplejszym, prawdziwszym, realnym. Marzyła o domu przepełnionym miłością, o radości płynącej z rzeczy prostych. O miejscu, w którym usłyszałaby pochwałę za drobne sukcesy i ciepłe zapewnienie, że jedno potknięcie nie definiuje jej wartości. Wciąż marzy, że pewnego dnia stworzy właśnie taki dom.

Gdy miała szesnaście lat, po raz pierwszy uświadomiła sobie, jak bardzo nienawidzi podróżowania. Wtedy też postanowiła, że gdy w końcu zamieszka sama, nie ruszy się nigdzie, jeśli nie będzie musiała. Jej dom miał stać się oazą, schronieniem, własnym światem, w którym wreszcie mogłaby być sobą. Tymi myślami dzieliła się ze swoją internetową przyjaciółką, poznaną na Twitterze, z którą wymieniała się muzycznymi inspiracjami. Miały kiedyś spotkać się w Nowym Jorku. Nigdy jednak do tego nie doszło. Gdy jej matka odkryła, że Naomi szuka przyjaźni w sieci, kategorycznie jej tego zabroniła. Nawet nie próbowała się sprzeciwić. Nigdy więc nie pożegnała Erin Blake i do dziś zastanawia się, czy tamta dziewczyna w końcu zobaczyła Wielkie Jabłko.

Dziś, u progu dwudziestu dziewięciu lat, Naomi wciąż nie potrafi odnaleźć w sobie asertywności. Kurczowo trzyma się myśli, że kiedyś miała w sobie iskrę odwagi – choćby ten jeden, nawet jeśli jedyny akt nieposłuszeństwa wobec rodziny. Czy jednak byłaby w stanie zrobić to jeszcze raz? Dorosła przecież w przekonaniu, że lojalność wobec rodziny jest wszystkim, a jej nieuniknionym przeznaczeniem jest bycie idealną córką, zaś w przyszłości – równie idealną żoną i matką. Jednocześnie wymagano od niej, by dążyła do kariery, choć nikt nigdy nie zapytał, czego tak naprawdę pragnie. Właśnie dlatego nauczyła się dostosowywać. W Londynie mówiła z akcentem Brytyjki, w Seulu przestrzegała tradycji z niemal konserwatywną powagą, a w Nowym Jorku bez trudu odnajdywała się w jego liberalnym duchu. Całe jej życie od samego początku aż do teraz skupia się na zadowalaniu innych, dostosowywaniu się do ich potrzeb i pragnień. Częściej mówi to, co wypada, niż to, co naprawdę myśli. Zmienia opinię w zależności od tego, z kim rozmawia i sama nie do końca wie, jakie ma upodobania. Żyje w cieniu ludzi, stojąc tuż przy ścianie, bo panicznie boi się, co pomyślą o niej inni. Wychodzi przed szereg tylko wtedy, gdy ktoś ją o to poprosi, nawet jeśli nie czuje się z tym dobrze. Czasem wydaje jej się, że istnieje po to, by być dla innych, a nie dla siebie. W głębi duszy wie, czego pragnie i wie, czego nie chce, a mimo to uparcie stara się być taką, jaką powinna być. Jest uprzejmna, ustępliwa, życzliwa. Jest empatyczna, skromna, grzeczna. Stara się więc kochać koreańskie tradycje tak mocno, jak on, choć to właśnie ten język, spośród wszystkich, przyswoiła sobie najgorzej. Wie, jaka jest jej rola, dokąd prowadzi jej życie i co ma być jego celem. Po drodze tylko zgubiła samą siebie.

Miłość, to nie ogień, tylko dom – powtarza w myślach, gdy raz po raz uświadamia sobie, że jest tą drugą. We wszystkim, dla wszystkich. Na zawsze.
Cześć! Próbujemy z Naomi jeszcze raz. :)
Szukamy człowieka, który pokaże Naomi, że życie może być piękne i dobre. Zależy nam również na wątku damsko-damskim, który rozwinie temat zdrowej, wartościowej przyjaźni; jeśli to czyiś klimat, zapraszamy! :)
✉️ cinnamoonlattee@gmail.com 📝 limit: 0/3

8 komentarzy:

  1. [Dzień dobry, miło jest widzieć Naomi ponownie w naszych progach ☺️ Jej kreacja podoba mi się chyba jeszcze bardziej, niż podobała mi się za pierwszym razem, kiedy zapoznawałam się z kartą. Mocno trzymam kciuki za to, żeby Naomi odnalazła tę zgubioną gdzieś po drodze siebie, choć coś mi się wydaje, że w istocie Naomi jest mniej zagubiona, niż jej samej się wydaje.
    Życzę udanego pobytu na blogu, z wątkami, które nie dają spać po nocach 🧡]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT

    OdpowiedzUsuń
  2. [Śmieszne byłoby spotkanie dwojga people pleaserów – Jakiś wątek może? / Jeśli chcesz, to tak / Mnie pasuje, jeśli ci pasuje! Pasuje? / Nie wiem, a tobie? / Tak, ale jeśli nie chcesz, to nie, też spasuję / Nie no, spoko, jeśli ty chcesz, to ja też. I tak w kółko :D
    Choć czuję, że to nie aż taki przypadek – mimo że po karcie oceniając, Naomi twardą sztuką nie jest, to inną sztuką już tak, co nie. Nowy Jork taki zabiegany i hałaśliwy, więcej wieżowców niż domów, ale oby jakaś spokojna przystań i tu się znalazła. Trzymam kciuki za ten damsko-damski wątek, przyjaźnie są super!!! Hej, dzień dobry i cześć też!]

    Leif & Len

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! Zawsze miło jest zobaczyć powracających autorów. Buduje to w człowieku przekonanie, że jednak NYC ma w sobie coś i jeśli chodzi o skalę naszych żyć - to funkcjonował będzie pewnie wiecznie.
    Życzę, aby kolejna próba Naomi był bardziej owocna. Masy weny, jeszcze więcej czasu. Bawcie się dobrze! ♥]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Zdecydowanie przydałby się ktoś, kto pokazałby jej, że może być po prostu sobą. Myślę, że właśnie taką warto i fajnie byłoby ją poznać. Witamy ponownie! Życzę dużo dobrej zabawy i znalezienia tej zdrowej przyjaźni wśród tutejszych postaci, a poza tym wątków i jeszcze raz wątków – oczywiście udanych! :)]

    Tanner Morgan

    OdpowiedzUsuń
  5. [ OMG, she's back! ♥ Hello!!
    Chodźcie do nas na wątek <33333 ]

    Natty

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej! My się nie znamy, więc na wstępie pochwalę, jak śliczna to jest karta wizualnie i merytorycznie :) Poza tym fajnie, że Jennie; fajna jest i Naomi, i mimo wszystko, wydaje nam się, że nie najgorsze ma to życie, musi tylko troszkę o siebie powalczyć.
    Choć nie mam pomysłu na punkt wyjścia, to gdyby Naomi potrzebowała jednak kobiecego, mocnego wsparcia i otrząśnięcia, z chęcią z Matty pomożemy :)
    Wytrwałości w pisaniu, fajnych wątków i super zabawy.]

    Mathilde Stevenson

    OdpowiedzUsuń
  7. To spotkanie na weselu było dla Nathaniela kompletnie niespodziewane. Spośród wszystkich osób, których mógł się tam spodziewać, Naomi była prawdopodobnie ostatnią, którą brał pod uwagę. A jednak pojawiła się. I wystarczyło kilka spojrzeń, kilka słów, wspólny taniec i późniejsza droga do domu, żeby rzeczy, które przez lata starał się poukładać gdzieś głęboko w sobie, ponownie dały o sobie znać.
    Wróciły wspomnienia. Te dobre również. Te, które kiedyś sprawiały, że naprawdę wierzył, iż znalazł osobę, z którą spędzi całe życie. Z którą będzie budował dom, planował przyszłość i któregoś dnia może nawet stanie przed ołtarzem. Przecież swego czasu naprawdę chciał się jej oświadczyć.
    Ale wróciły również te gorsze. Poczucie odrzucenia. Niedopowiedzenia. I przede wszystkim świadomość, że kobieta, dla której planował tak wiele, ostatecznie nawet nie przedstawiła go swoim rodzicom. A potem po prostu się wyprowadziła, zostawiając go z bólem i masą pytań, na które nigdy nie dostał odpowiedzi. Powinien był o tym zapomnieć. Powinien skupić się na teraźniejszości. Na swoim życiu, które przecież nadal się toczyło. Na Lily, wobec której wciąż nie potrafił do końca sprecyzować własnych uczuć. A przynajmniej nie chciał ich sprecyzować.
    Podświadomie wiedział przecież doskonale, co się z nim działo. To właśnie dlatego tak bardzo się bał. Co, jeśli ją skrzywdzi? Co, jeśli jego obecny stan sprawi, że nie będzie potrafił dać jej tego, czego potrzebuje? Wiedział, jak bardzo potrafi boleć utrata kogoś, komu oddało się kawałek siebie. Nie chciał, żeby Lily musiała przez coś takiego przechodzić. Zwłaszcza teraz.
    Miał lepsze dni. Naprawdę. Bywały momenty, kiedy wszystko wydawało się prostsze, kiedy potrafił normalnie funkcjonować i nawet zapominał o tym ciężarze gdzieś z tyłu głowy. Problem polegał na tym, że tych gorszych było zdecydowanie więcej, niż chciałby przyznać.
    Nadal nie rozumiał, co właściwie się z nim stało. Dlaczego zwykłe wstanie z łóżka potrafiło czasami wymagać od niego tak wiele energii. Dlaczego coraz częściej chciał odcinać się od innych, zamykać w swoim mieszkaniu i po prostu zniknąć na kilka dni. A jednocześnie, kiedy już wychodził do ludzi, tak bardzo starał się udawać, że wszystko jest w porządku.
    Może bał się, że dla Lily okaże się niewystarczający. Może robił to również z egoistycznych pobudek. Bał się, że jeśli pozwoli sobie na coś więcej, jeśli naprawdę się zaangażuje, historia ponownie się powtórzy. Że znowu komuś zaufa, pozwoli tej osobie wejść pod skórę, a później zostanie z tym sam. I w obecnym stanie nie był nawet pewien, czy tym razem zdołałby się po czymś takim podnieść.
    Mimo wszystko zgodził się na spotkanie z Naomi. Podczas ich drogi powrotnej propozycja wspólnego wyjścia wydawała mu się całkiem niewinna. Teraz, kiedy zbliżał się do umówionego miejsca, coraz częściej zastanawiał się, czy przypadkiem nie popełnił błędu. Naomi była cieniem przeszłości. Dość bolesnym cieniem. Zdecydowanie nie powinien do tego wracać. A jednak ignorował wszystkie te myśli. Skoro ich drogi po tylu latach ponownie się przecięły, może miało to jakiś powód. Nathaniel nie był człowiekiem, który szczególnie mocno wierzył w przeznaczenie, ale trudno było nie zastanawiać się, dlaczego akurat teraz. Dlaczego po tylu latach znowu znalazła się na jego drodze. Chciał wiedzieć. Chciał zrozumieć, co właściwie się wtedy wydarzyło. Jakby jej odejście wciąż pozostawiło w nim zbyt wiele pytań. Pytań, których przez lata nauczył się nie zadawać, bo nie było już komu ich zadać.
    Przeczesał dłońmi włosy, a następnie rozpiął trzy guziki czarnej koszuli. Na ramiona zarzucił marynarkę w tym samym kolorze, poprawił ją niedbale i w końcu ruszył na parking, gdzie czekał już przygotowany samochód.
    Musiał przyznać, że odrobinę czuł stres w żołądku. Nie wiedział, co przyniesie to spotkanie. Nadal miał wątpliwości, czy rzeczywiście był to dobry pomysł. Starał się jednak nie skupiać na tym zbyt długo. Ostatecznie miło byłoby po prostu porozmawiać. Dowiedzieć się, jak wyglądało jej życie przez te wszystkie lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Kiedy dotarł na miejsce, zorientował się, że jest odrobinę przed czasem. Został więc jeszcze przez kilka minut w samochodzie, dając sobie chwilę na zebranie myśli. Dopiero później wysiadł i ruszył w stronę wejścia.
      Ilość ludzi oraz sama przestrzeń początkowo trochę go przytłoczyły. Ściągnął lekko brwi, jakby sam siebie upominał, żeby przestał się tak wszystkim przejmować. Rozpiął marynarkę i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu znajomej twarzy, ale w tym gąszczu ludzi nie było to wcale takie proste. W końcu postanowił zapytać kogoś z obsługi. Na szczęście po kilku chwilach dostrzegł jej sylwetkę.
      Była zajęta rozmową z inną kobietą, dlatego podszedł spokojnie, zatrzymując się kawałek dalej, żeby im nie przeszkadzać. Dopiero kiedy ich spojrzenia się spotkały, na jego twarzy pojawił się ciepły uśmiech. Trochę tym zachęcony podszedł bliżej.
      — Cześć — mruknął, a zaraz potem przywitał się również z nieznajomą kobietą.
      Nie mógł się powstrzymać i ponownie omiótł spojrzeniem sylwetkę Naomi. Musiał przyznać, że w tej czarnej, dopasowanej sukience wyglądała naprawdę wspaniale.
      — Przepięknie wyglądasz — skomentował szczerze swoim ciepłym głosem.


      Nathaniel

      Usuń