Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

14/09/2025

[KP] Caught between black and white, perfectly misaligned

Not acid nor alkaline
Wilhelmina
Sallow
antropolożka sądowa, artystka kryminalistyczna i portretowa — NYPD Forensic Artist, Facial Identification & Reconstruction Specialist — doktorantka antropologii biologicznej na CUNY Graduate Center
Co to w ogóle za imię? Wilhelmina? Odpowiedź jest banalnie prosta: jej matka kochała Brama Stokera tak bardzo, że gdy przyszło do nadania córce imienia, sięgnęła po „Draculę”. Wilhelmina otrzymała imię po Minie Harker, kobiecie wystarczająco upartej i odważnej, by spojrzeć potworowi prosto w twarz i przeżyć.

Przez większość swojego życia Wilhelmina uważała to za wyjątkowo pretensjonalny żart losu. Dopiero później zaczęła dostrzegać w tym wszystkim pewną ironię. Mina Harker próbowała zrozumieć potwora i pomóc go pokonać, a Wilhelmina Sallow poświęciła dorosłe życie przywracaniu twarzy tym, którym śmierć zdążyła je odebrać – i pomaganiu w tropieniu monstrów, które, w przeciwieństwie do Draculi, nigdy nie były wytworem niczyjej wyobraźni.

Jej matka, Eleanor, wierzyła, że Mina ma talent. To właśnie ona jako pierwsza nauczyła ją widzieć twarze i ludzkie ciało inaczej. Pokazała, jak zmienia człowieka kilka milimetrów w nosie, jak wiele mówił układ kości policzkowych, jak drobna zmiana w powiece potrafiła sprawić, że portret przestawał być podobny do osoby, którą miał przedstawiać. Eleanor nauczyła ją rzeźbić, szkicować i malować, a Wilhelmina poszła później o kilka kroków dalej. Tam, gdzie jej matka odtwarzała ludzkie rysy, posiłkując się zdjęciami i własnymi obserwacjami, ona nauczyła się zaczynać od tego, co pozostawało po człowieku najdłużej – od kości. Eleanor nadawała martwej materii pozory życia, a Mina zaczęła przywracać twarze tym, których nazwisk czasem nie znał już nikt żywy.

Po raz pierwszy zrozumiała, co właściwie widziała w niej matka, gdy jej talent przestał być tylko szlifowaną przez lata umiejętnością i po raz pierwszy pomógł komuś odzyskać tożsamość, a wraz z nią własną historię.

Doskonale pamięta moment, w którym po piętnastu latach złapano mordercę dziewczyny, o której mówiono Kwiatuszek, bo jej ciało znaleziono w wodzie pośród kwitnących nenufarów. Kiedy dowiedziała się o zatrzymaniu sprawcy, nie poczuła jednak satysfakcji, tylko niemoc. Jak wiele było porzuconych spraw, zamkniętych pudeł, pożółkłych fotografii i nazwisk, których nikt już nie wypowiadał? Jak wiele twarzy zniknęło bez śladu tylko dlatego, że zabrakło jednej osoby, jednego tropu, jednego spojrzenia?

Wilhelmina wie, że nigdy nie będzie w stanie zajrzeć do wszystkich akt i przywrócić nazwiska każdej osobie. Wie też, że nie każda rekonstrukcja przyniesie odpowiedź, nie każda twarz zostanie rozpoznana i nie każdy winny odnaleziony, ale jeśli dzięki jej pracy ktoś przestanie być tylko numerem w dokumentacji, to wystarczy, żeby próbować dalej.
fc: Holly Rebecca White, w karcie: Sleep Token i Dracula
No hejka! Co złego to nie my 👀
Relacje
Eleanor Sallow
14.09. 1969 r. – matka – artystka rzeźbiarka
Znana artystka, której woskowe rzeźby wystawiane są w muzeach i prywatnych galeriach na całym świecie. Prowadzi własną pracownię figur woskowych, Effigy Studio, w której nie tylko tworzy kolejne dzieła, ale również uczy innych technik rzeźbiarskich, modelowania twarzy i pracy z woskiem.
W domu nie zawsze były pieniądze, szczególnie gdy rodzice się rozstali, a Eleanor była zbyt dumna, żeby prosić o pomoc, ale Mina nie odczuwała tego tak dotkliwie, bo matka robiła wszystko, aby nie musiała przejmować się sprawami dorosłych. Żyły skromnie, ale były szczęśliwe – Mina doskonale pamięta smak swojego dzieciństwa: góra jajochlebków z cukrem i gorzka herbata.
Eleanor zaczęła zyskiwać sławę, gdy Mina miała czternaście lat. To wtedy przeprowadziły się do większego mieszkania, gdzie matka urządziła swoją pracownię, kupiła też nowy samochód i wszystko zaczęło się jakoś układać.
Jest miłą, skromną i ciepłą osobą, która zawsze stara się dostrzegać w ludziach coś dobrego.
TATE PALMER
25.12.2005 – przyrodnia siostra – najlepsza przyjaciółka
To ja mam siostrę?
Tate pojawiła się w jej życiu pięć lat temu, pisząc do niej przez Instagrama. I to była najbardziej niespodziewana i dziwna wiadomość, jaką przeczytała, ale nie dlatego, że napisała do niej zupełnie obca dziewczyna. Najdziwniejsze było to, że ta nieznajoma twierdziła, że mają tego samego ojca.
Ich relacja nie zaczęła się więc od wspólnych dziecięcych wspomnień ani rodzinnych świąt, tylko od tego, że szesnastoletnia wówczas Tate zdecydowała się do niej odezwać. Mimo to zaskakująco szybko znalazły wspólny język, a początkowa ostrożność z czasem przerodziła się w autentyczną sympatię. Teraz były po prostu przyjaciółkami i siostrami.
Brant Dawson
1.01.1990 r. – przybrany brat – NYPD Police Officer
Pięć lat temu zyskała siostrę i nie spodziewała się wtedy, że do jej życia prześlizgnie się kolejna ważna osoba.
Najpierw była ostrożność, potem ciekawość i coraz dłuższe rozmowy, aż któregoś dnia zorientowała się, że zaczęła uwzględniać Branta w swoich planach i odruchowo sięgać po telefon, kiedy wydarzyło się coś, czym chciała się z kimś podzielić.
Nie dało się wskazać jednego konkretnego momentu, w którym stał się nieodłączną częścią jej życia – i z pewnością nie spodziewała się, że wszystko się tak skomplikuje.
June Arden
15.04.1998 r. – przyjaciółka – konserwatorka fotografii i materiałów archiwalnych w Brooklyn Museum
Poznały się w liceum i od tamtej pory stały się prawie nierozłączne. Długoletnią przyjaźń zweryfikowały najpierw studia, a potem praca, ale pomimo obowiązków i dorosłego życia June i Mina spotykają się w miarę regularnie, aby ponarzekać, poopowiadać o pracy i napić się drinka. Ewentualnie kilku.
Critical Saturdays
grupa RPG składająca się z 4 graczy i Mistrza Gry
Critical Saturdays spotyka się w pierwszą sobotę każdego miesiąca, właściwie bez wyjątków. Zaczęli grać jeszcze w liceum, początkowo przy taniej pizzy, kartkach wyrwanych z zeszytów i pożyczonych kościach, a z czasem comiesięczne sesje stały się czymś w rodzaju tradycji.
Do grupy, oprócz Miny i June, należą: Gabriel, Nate i Adrian – Mistrz Gry.
Gabriel „Gabe” Ortiz 28 lat, architekt
Nathaniel „Nate” Brooks 29 lat, nauczyciel historii w liceum
Adrian Vale 30 lat, redaktor w niewielkim wydawnictwie fantasy
Imię i nazwisko Wilhelmina Lucille Sallow
Data i miejsce urodzenia 31.10.1998 r., Nowy Jork
Miejsce zamieszkania Willoughby Avenue, Brooklyn
Zawód NYPD Forensic Artist, Facial Identification & Reconstruction Specialist (New York City Police Department) – od września 2026 r.,
wcześniej Forensic Artist & Facial Reconstruction Specialist w laboratorium antropologii sądowej przy NYC Office of Chief Medical Examiner (OCME)
wykształcenie Columbia University, Columbia College – B.A. in Evolutionary Biology of the Human Species, specjalizacja w zakresie antropologii biologicznej i osteologii sądowej,
dodatkowe kształcenie w zakresie sztuk plastycznych – portret, anatomia i rzeźba,
New York University – M.S. in Human Skeletal Biology (antropologia sądowa),
certyfikowana artystka kryminalistyczna International Association for Identification (IAI),
w trakcie doktoratu z antropologii biologicznej (antropologia sądowa) na CUNY Graduate Center
Wyróżnienia Dean’s List, Columbia College – za wysokie wyniki w nauce,
Departmental Honors in Anthropology – za pracę licencjacką poświęconą morfologii twarzoczaszki i identyfikacji człowieka
Dodatkowe civilian specialist; w trakcie zdobywania statusu Peace Officer, dającego jej ograniczone uprawnienia policyjne związane z wykonywanymi obowiązkami służbowymi
identification photograph
Wygląd i cechy szczególne
Wzrost 159 cm
Kolor oczu niebiesko–zielone
Cechy szczególne piegowata twarz i ciało, wyjątkowo jasna cera, cienka blizna przecinająca lewy łuk brwiowy, pamiątka po upadku z roweru w dzieciństwie; do czytania i pracy zakłada okulary, zawsze zimne dłonie, pięć drobnych pieprzyków na lewym ramieniu, które przypominają gwiezdną konstelację
Zainteresowania i hobby
Hobby

szkicowanie, malowanie portretów, rzeźbienie w glinie i wosku, fotografia analogowa, kolekcjonowanie starych zdjęć i kości, sesje RPG (gra od liceum ze znajomymi w pierwszą sobotę każdego miesiąca), malowanie figurek, planszówki

Zainteresowania
antropologia sądowa osteologia historia medycyny sądowej cold cases literatura kryminologia sztuka astronomia
Preferencje
Uwielbia

ostre jedzenie, jesień, Halloween (dekoruje mieszkanie zdecydowanie za wcześnie), kwaśne cukierki, zapach deszczu, targi staroci, ciężkie, drzewne perfumy, escape roomy, podcasty kryminalne

Nie lubi

small talku, spóźniania się, upałów, bardzo słodkich deserów, wszelkiego rodzaju ćwiczeń fizycznych, mimo to przynajmniej raz w tygodniu zmusza się, aby odwiedzić siłownię

Identyfikacja
Odcisk palców

39 komentarzy:

  1. Jeszcze przed rozpoczęciem imprezy, gdy tylko wszedł do mieszkania przed umówioną godziną, będąc jednym z pierwszych gości, doszedł do wniosku, że ktoś powinien wprowadzić zakaz organizowania urodzin w mieszkaniach, które mają wielkość pudełka po butach. Naprawdę. Przy takiej liczbie ludzi, a po chwili osób było już dwanaście, każdy kolejny gość oznaczał, że komuś przypadnie zaszczyt stania z dupą przyciśniętą do ściany, zresztą on sam od dobrych kilku minut tkwił przy kuchennej wysepce, oparty o blat w taki sposób, by podpierać na nim butelkę piwa i nikomu nie deptać po stopach. Niby całkiem wygodnie. W praktyce wystarczyło, że ktoś spróbuje przejść za jego plecami do lodówki, a skończy z łokciem w żebrach. Sytuacja pewnie się zmieni, gdy ludzie napoją się alkoholem i zaczną siadać gdzie popadnie, albo rozpierzchną się po składzikach, czy innych kątach tego typowo studenckiego mieszkania, ale na razie wszyscy grzecznie trzymali się głównego pomieszczenia, czyli salonu połączonego z aneksem kuchennym. Brant nie miał nic przeciwko siedzeniu w centrum zamieszania. Problem polegał na tym, że tutaj nie było nawet gdzie usiąść. Ale solenizant, dwudziestopięcioletni Jake Sanchez, co jakiś czas znosił do salonu kolejne dmuchane pufy, z miną człowieka, który bardzo, ale to bardzo chciał zachować powagę gospodarza imprezy. Nie wychodziło mu to szczególnie dobrze. Zwłaszcza po spaleniu jointa, którego zapach unosił się od strony jednej z dwóch łazienek. Brant obserwował go przez chwilę, kiedy ten z ogromnym skupieniem, w asyście drugiego kolegi, próbował napompować kolejną pufę, po czym nagle parsknął śmiechem zupełnie bez powodu. A po chwili spojrzał na nią, jakby sam nie był pewien, co właściwie w niej takiego zabawnego.
    — Wszystko w porządku, Sanchez? — zapytał Brant, unosząc butelkę do ust.
    — Tak. Jasne.
    — Wyglądasz bardzo wiarygodnie.
    Jake posłał mu spojrzenie, które miało chyba wyrażać oburzenie, ale ostatecznie tylko znowu się roześmiał. Brant pokręcił głową z rozbawieniem, po czym oparł ciężar ciała wygodniej o blat i rozejrzał się po pomieszczeniu. Kilka osób znał lepiej, większość tylko z widzenia, a reszta dopiero miała zostać mu przedstawiona, ale na razie ludzie dopiero się gromadzili, a solenizant próbował za tym nadążyć, dokładając te pufy i na przemian witając nowo przybyłych. Wszyscy wyglądali dziś elegancko, więc założenie ciemnogranatowej, lnianej koszuli i szarych jeansów było dobrym pomysłem. Oczywiście rękawy miał wywinięte aż po łokcie, a pierwsze guziki nonszalancko rozpięte. Domówka miała swoje prawa, a on nie zamierzał wyglądać tak, jakby przyszedł tu prosto z jakiejś kolacji biznesowej, czy innego wesela. Nie było żadnych szalenie intensywnych przygotowań do tej imprezy, bo tak naprawdę to zrobił swój popołudniowy trening na siłowni, wziął prysznic, ubrał się i przyjechał. Tak czy inaczej, doszedł do wniosku, że on też, przynajmniej pod tym względem, nie miał sobie nic do zarzucenia. Było wygodnie i wyglądało przyzwoicie, a Tate nie będzie suszyć mu głowy przez pół dnia, że założył coś, przy czym jego hazel eyes giną. Wystarczyło, że kilka razy wcześniej wysłuchiwał, jak bardzo powinien zwracać uwagę na kolory ubrań, skoro natura postanowiła obdarzyć go oczami, które, według niej, aż prosiły się o odpowiednią oprawę. Oczywiście uważał, że to kompletna bzdura. Ale koszula została.
    Muzyka grała na tyle głośno, że rozmowy z przeciwległego końca salonu docierały do niego w postaci pojedynczych słów i śmiechów, za to dzwonek do drzwi bez problemu przebił się przez cały ten hałas, wywołując przy okazji krótkie poruszenie. Ktoś stojący najbliżej wejścia odsunął się, przepuszczając nowych gości, a Jake porzucił na moment swoje dmuchane królestwo i ruszył ich przywitać. Brant zerknął w tamtą stronę bez większego zainteresowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do chwili, kiedy rozpoznał Tate. Zaraz za nią pojawiła się Mina. Na jego twarzy od razu pojawił się lekki, zaczepny uśmiech. Siostrzyczki. Gdy złapali kontakt wzrokowy, pomachał do dziewczyn palcami, nie ruszając się jednak ze swojego miejsca, bo ono całkiem mu przypasowało. Miał stąd dobry widok na cały salon i mógł się wygodnie podeprzeć o blat, a przy okazji popatrzeć na Jake'a, który próbował ogarnąć siedziska. Od początku wiedział, że dziewczyny przyjadą razem, bo na wideorozmowie zgadywały się na wspólne malowanie i czesanie, a wcześniej były razem na zakupach, które chyba się udały skoro Tate miała na sobie kieckę, której do tej pory nie widział. Nie był zaskoczony, bo na każdą okazję kupowała coś innego, ale dbała o ciuchy i ich nie wyrzucała. To, czego nie zamierzała już nosić, oddawała komuś, kto mógł zrobić z tego lepszy użytek.
      Oczywiście, gdy tylko dostrzegła jedną ze swoich przyjaciółek, obie zapiszczały z ekscytacji i zaczęły się przytulać, a za chwile dołączyły do nich kolejne. Brant znał wszystkie. Tak na dobrą sprawę, to była domówka znajomych ze strony Tate, a nie jego, ale te koleżanki też gościły w ich mieszkaniu od czasu do czasu, więc zdążył się do nich przyzwyczaić. Zaliczały się do grona wspólnych znajomych, bo niektóre znał już na tyle dobrze, że bez problemu potrafiłby przypisać im ulubione drinki, choć wolałby się do tego nie przyznawać. Część z nich dopiero co skończyła dwadzieścia jeden lat i mogła wreszcie legalnie zamówić cosmopolitana, a on znał je już od trzech czy czterech lat. I nie był ani głupi ani tym bardziej ślepy.
      — Wilhelmina — rzucił, kiedy znalazła się wystarczająco blisko, żeby go usłyszeć. Celowo użył pełnej formy jej imienia, bo doskonale wiedział, że na co dzień wszyscy skracali je do Miny. On sam przecież też, choć lubił wołać do niej również Minnie. Ale jeśli chciał zwrócić jej uwagę albo zwyczajnie trochę się z nią podroczyć, zaczynał właśnie od imienia w pełnej formie, które wypowiadał tak teatralnie, jakby zamierzał udzielić jej oficjalnego upomnienia. Przy okazji mógł bezkarnie przyjrzeć się jej przez chwilę dłużej, bo dzisiaj zdecydowanie było na co popatrzeć.
      — Już myślałem, że ktoś cię porwał. Albo, co gorsza, że masz dzisiaj lepsze plany. — Kącik ust drgnął mu w rozbawieniu. — Tate już zdążyła zgubić się w tłumie, więc przynajmniej wiem, że nie będę musiał szukać jej sam — zauważył, spoglądając na Tate, która witała się ze wszystkimi po kolei i wpadała w krótkie, sztampowe pogawędki. Koledzy komplementowali jej sukienkę, ale doskonale wiedzieli, że Brant stoi kilka kroków dalej, więc robili to z należytą ostrożnością. Nie żeby miał coś przeciwko komplementom. Widocznie sama jego obecność przypominała im, że czasami lepiej uważać, co dokładnie mówi się o dziewczynie, z którą mieszka gliniarz. W dodatku brat. Nie zamierzał udawać, że nie zauważa, kiedy któryś z nich nagle przypomina sobie, że powinien pilnować rąk, ale było w tym coś całkiem zabawnego, szczególnie że Tate najczęściej nawet nie zwracała na to uwagi. On jednak tak. On zwracał uwagę na wiele rzeczy. Zwłaszcza kiedy siedział z boku i miał dobry widok na całe pomieszczenie. Tate była oczywiście pierwsza, ale Mina wcale nie umknęła jego uwadze. Znał ją wystarczająco długo, żeby wiedzieć, jak zwykle wyglądała, kiedy wpadała do nich na chwilę albo zgadywała się z Tate na wspólne wyjście. Dzisiaj jednak obie potraktowały przygotowania wyjątkowo poważnie, dlatego obie będzie musiał mieć tego wieczoru na oku. Tate z oczywistych powodów, bo była jego młodszą siostrą, którą bawił praktycznie od pieluch i o którą dba do teraz, nawet jeśli ona sama najchętniej udawała, że wcale tego nie potrzebuje. Mina była już bardziej skomplikowanym przypadkiem. W tym popieprzonym drzewie genealogicznym Dawsonów, Palmerów i Sallowów również zdążyła dostać status siostry, tyle że Brant miał z nią jeden cholernie istotny problem. Pociągała go. I właśnie dlatego powinien był uważać bardziej na siebie niż na nią.

      Brant Dawson 😎🥳

      Usuń
  2. Domówki były od tego, żeby dobrze się bawić, trochę sobie wypić, pośmiać się i pogadać z ludźmi, ewentualnie zrobić kilka głupich rzeczy, o których niekoniecznie chciałoby się pamiętać następnego dnia. Ale chodziło przede wszystkim o to, żeby na kilka godzin zrzucić z siebie obowiązki, odpuścić pracę i wszystkie inne sprawy, które na co dzień zaprzątały człowiekowi głowę. Bo czasami trzeba po prostu się odchamić i pozwolić sobie na totalnie niezobowiązujący wieczór, kiedy jedynym poważnym problemem będzie to, czy w lodówce zostało jeszcze piwo. Brant doskonale to rozumiał. Sam też korzystał z tej formy relaksu, dlatego nie zamierzał robić tu za żadnego za strażnika moralności. Już pomijając fakt, że on sam nie był w wielu aspektach szczególnie moralny, to znajdował się w otoczeniu dorosłych ludzi, którzy mieli swój rozum i na pewno wiedzieli, co wypada, a czego nie. Oczywiście, jeżeli chodziło o Tate, naturalne było, że będzie miał ją na oku, choć wcale nie dlatego, że zamierzał pilnować każdego jej kroku i rozliczać ją z każdego wypitego drinka. Nigdy nie był typem brata, który próbowałby decydować za nią, gdzie może chodzić, z kim się spotykać, czy nawet ile może wypić. Dbał o nią, jasne. Robił to właściwie od zawsze, ale ta troska miała swoje granice, bo jemu przecież wcale nie zależało na trzymaniu jej pod kloszem. Nie miał do tego prawa, ale nigdy nawet nie przeszłoby mu to przez myśl. Tate była dorosła i miała prawo bawić się po swojemu, a jeśli przy okazji zdarzy jej się zrobić coś głupiego, to od tego miała starszego brata, żeby najpierw wyciągnął ją z kłopotów, a potem kazał jej wysłuchać swojego krótkiego, pełnego dezaprobaty komentarza. Co prawda nie przerabiali jeszcze takiego scenariusza, bo Tate pilnowała się sama, ale gdyby kiedyś noga jej się powinęła, Brant bez większego gadania zrobiłby to, co zawsze – stanąłby po jej stronie, a potem pomógłby jej wypić to piwo, którego sama nawarzyła. Była jego młodszą siostrzyczką i choćby nie wiadomo jak bardzo dorosłą, dla niego i tak zawsze miała nią zostać. Sprawa miała się jednak trochę inaczej, kiedy w pobliżu Tate zaczynali kręcić się faceci. Nadal nie próbował rozporządzać jej relacjami ani decydować, z kim powinna się spotykać, bo to zdecydowanie nie jego biznes, ale był czujny. Wiedział, że nie uchroni jej przed uczuciowymi dylematami czy rozczarowaniami, ani nawet przed złamanym sercem, bo tego nie dało się załatwić za nią. Chciał jednak, żeby każdy, kto zamierzał się do niej zbliżyć, miał świadomość jednej prostej rzeczy – jeśli zrobi jej krzywdę, Brant będzie o tym wiedział. A wtedy z pewnością zadba o to, żeby delikwent na długo zapamiętał swoją pomyłkę. On kiedy był w jej wieku, nie miał takiego wsparcia. Nie miał właściwie żadnego wsparcia. Był zdany sam na siebie w środowisku, które szybko nauczyło go, że jedyne na co można liczyć, to na własne pięści i własny rozsądek. Z rozsądkiem człowiek jednak się nie rodzi, a Brant musiał nauczyć się go metodą prób i błędów, z których wiele kończyło się bardzo nieprzyjemnie, przy czym rozbita gęba była jednym z najmniejszych skutków tej nauki. Dlatego chciał, żeby Tate miała łatwiej. Nie zamierzał ustawiać jej życia, ale jeśli mogła liczyć na niego wtedy, kiedy coś zaczynało się pieprzyć, to zamierzał być w pobliżu.
    Patrzył na Minę z głową przechyloną lekko w bok. W kąciku jego ust błąkał się lekki, zaczepny uśmiech, który stawał się wyraźniejszy z każdym jej kolejnym słowem.
    — Nie przyszedłem tu podpierać ściany — zapewnił, unosząc lekko brwi. — Na razie patrzę, obok kogo warto usiąść, żeby nie spędzić połowy wieczoru z jakimś nudziarzem — wyjaśnił i zbliżył butelkę do ust, a potem pociągnął łyk piwa. — A jeśli chodzi o Tate, to ona zawsze ma ze mną pełną swobodę. — Odstawił butelkę na blat. — To inni jej nie mają — sprostował, prostując się nieco, bo już dostrzegł Tate, która zmierzała w ich stronę z koleżanką, którą ciągnęła lekko za rękę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obie skocznie minęły dmuchane królestwo, nad którym Jake kończył już pracować, i podeszły do nich z szerokimi uśmiechami. Brant otaksował sukienkę siostry i posłał jej krótkie, aprobujące spojrzenie, po czym uśmiechnął się pod nosem.
      — Brant, bo wy się jeszcze nie poznaliście. To Vera — przedstawiła koleżankę Tate, wskazując na stojącą obok dziewczynę.
      Brant przeniósł na nią spojrzenie i przez moment przyjrzał się jej bez skrępowania, jak miał to w zwyczaju. Vera wytrzymała jego wzrok, choć po chwili kącik jej ust drgnął lekko w rozbawieniu. Nie wyglądała na szczególnie speszoną, raczej na kogoś, kto próbował właśnie rozgryźć, czy Brant robi to celowo, czy po prostu taki już był. Taki już był. Wymienili się krótkim uściskiem dłoni i nagle ze środka salonu głośno odezwał się Jake.
      — Dobra ludzie! — zaczął, gdy ktoś ściszył chwilowo muzykę. — Dzięki, że przyszliście, naprawdę. Nie mamy tu za dużo miejsca, ale jest pełna lodówka żarcia i chlania, więc możemy zaczynać imprezę. — Uśmiechnął się triumfalnie. — Dziewczyny, Mina, Tate, kochane moje, bardzo was proszę... — złożył ręce, jak do modlitwy. — Możecie się tu rządzić jak u siebie, ale weźcie mi pomóżcie coś z tego żarcia przenieść na ten stolik, błagam — poprosił, na co Tate roześmiała się i kręcąc lekko głową, przeszła za plecami Branta, żeby otworzyć lodówkę i popatrzeć, co w ogóle dało się stamtąd wystawić.
      — Brant — zwrócił się do niego, lekko drapiąc się z tyłu głowy. Przeszedł do skrzynki, w której stały wina i wziął jedną butelkę. — Masz jakiś pomysł, jak otworzyć wino z takim korkiem? — Podszedł do niego i podał mu butelkę. — Nie piję wina, więc nie mam, kurwa, korkociągu.
      — Daj.
      Brant wziął butelkę i obejrzał korek, chcąc ocenić, ile trzeba będzie się z nim namęczyć. Potem zdjął but z nogi i wsunął dno butelki w jego wnętrze.
      — Patrz i się ucz, Sanchez.
      Kilka razy ostrożnie stuknął dnem butelki o najbliższą ścianę, aż korek zaczął powoli wysuwać się z szyjki. Zerknął przy tym na Jake'a, który przyglądał mu się ze zdziwieniem, jakby właśnie oglądał jakąś tanią sztuczkę magiczną. Aż się wierzyć nie chciało, że nie znał metody na buta i kilku podstawowych praw fizyki.
      — I widzisz? Korkociąg jest dla ludzi bez wyobraźni. — Oddał mu butelkę, gdy korek był już wysunięty do połowy, a potem z powrotem wsunął but na swoją stopę.
      Jake zaśmiał się, kręcąc głową z niedowierzaniem, ale po chwili uśmiechnął się szerzej.
      — Dzięki, stary. Dobrze, że jesteś. Przynajmniej wiem, że jak coś się tutaj spierdoli, to znajdzie się ktoś, kto to ogarnie.
      — Nie przyzwyczajaj się. Dzisiaj tylko otwieram wino, reszta to twój cyrk — zaznaczył, posyłając solenizantowi rozbawione spojrzenie.
      Jake zaniósł wino do salonu, stawiając je koło koleżanek, później zaczął przenosić też szklanki i inne alkohole, jak whisky czy nawet tequilę dla tych, którzy nie chcieli niczego sączyć, a stawiali raczej na szoty. Starał się nie przeszkadzać dziewczynom, które rozstawiały przekąski, chociaż kilka razy wciął się z rozpędu im w paradę. Brant w tym czasie przyciągnął sobie jedną dmuchaną pufę bliżej szerokiego stolika i uwalił się na nią swobodnie, chociaż były one na tyle duże, że spokojnie zmieściłyby po dwie osoby. Muzyka znów zaczęła grać nieco głośniej, a impreza w końcu zaczynała wyglądać jak impreza.

      Brant Dawson 🍿🍺

      Usuń
  3. Dla niego rodzina nie miała żadnej konkretnej definicji. Można mieszkać z kimś pod jednym dachem, mieć to samo nazwisko, a nawet więzy krwi, a mimo to nie czuć z tymi osobami żadnej bliskości. Sama krew nigdy nie była dla Branta gwarancją czegokolwiek – to tylko papier i biologia, czyli nic, co samo w sobie zmuszałoby człowieka do miłości, lojalności czy troski o drugą osobę. Za rodzinę uważał ludzi, na których można było liczyć bez pytania. Tych, którzy zostawali, kiedy przestawało być wygodnie i nie znikali przy pierwszym większym problemie. Do szesnastego roku życia za rodzinę uważał kumpli z dzielnicy. Nie matkę, bo ona pracowała tak dużo, że jej i tak przy nim nie było. Nie ojca, bo ten potrafił przepuścić ostatnie pieniądze na zakład, a potem wrócić do domu i wyładować złość właśnie na nim, a zawsze uderzał tak, żeby ślady przypominały zwykłe podwórkowe siniaki. Miał grono kolegów, którzy sami nie mieli zbyt wiele, ale przynajmniej wiedzieli, czym jest lojalność. Trzymali się razem, włóczyli po dzielnicy do późna, dzielili tym, co akurat mieli i nie zadawali zbędnych pytań. Jeśli jednemu brakowało pieniędzy, drugi potrafił oddać swoje ostatnie. Jeśli ktoś miał problem, reszta zawsze pojawiała się obok. Nie byli święci i nie zawsze podejmowali mądre decyzje, ale Brant wiedział wtedy, że gdyby pewnego dnia naprawdę potrzebował pomocy, mógłby zapukać do ich drzwi. Życie się zmieniło, gdy matka powiedziała mu, że urodziła jego siostrę. Może w innym przypadku kazałby im wszystkim się wynosić, karząc matkę za brak lojalności wobec ojca, ale ojciec siedział przecież w pierdlu za napad na kobietę. Czy w ich domu ktokolwiek był lojalny? Oczywiście, że nie. Nawet Brant przestał taki być, gdy wsadził ojca na dwadzieścia pięć lat do puchy. Nigdy nie widział matki tak szczęśliwej, jak wtedy, gdy Hector wylądował we więzieniu, i jak na świecie pojawiła się Tate. On sam również poczuł wtedy coś, czego wcześniej nie znał. Nie był to obowiązek, nie była to odpowiedzialność narzucona przez sytuację, tylko zwyczajna, silna potrzeba, żeby się nią zajmować i ją chronić. Tate była maleńka, bezbronna, zupełnie zależna od dorosłych, którzy nie zawsze potrafili stanąć na wysokości zadania, a on po raz pierwszy miał kogoś, za kogo chciał odpowiadać nie dlatego, że musiał, ale dlatego, że po prostu tego chciał. I zrobił wszystko, żeby zdobyć do tego legalne narzędzia. Od dawna myślał o zostaniu policjantem, ale to pojawienie się Tate było zapalnikiem do działania, choć od początku dobrze wiedział, że najpierw będzie musiał udowodnić wszystkim wokół, że potrafi być kimś więcej niż kolejnym gówniarzem z brudnego North Creston Hills, który chce sięgnąć po odznakę i broń. Każdy kolejny krok kosztował go nie tylko wysiłek, bo i godność, a przy tym też świadomość, że wystarczyła jedna pomyłka, żeby ktoś wyciągnął na wierzch jego przeszłość i powiedział: a nie mówiłem. Zaciskał zęby, wracał do kolejnych rozmów, egzaminów i testów, znosił spojrzenia ludzi, którzy z góry zakładali, że się nie nadaje, albo że na pewno ma w tym jakiś zły cel, i za każdym razem robił swoje. Nie miał żadnych znajomości, które mogłyby mu otworzyć drzwi, ani rodziny, która mogłaby za niego ręczyć, a wręcz przeciwnie – ojciec przestępca był pierwszym argumentem, który zamykał mu przed nosem drzwi i to zanim powiedział, po co w ogóle przyszedł. Miał tylko upór i cholernie konkretny powód, żeby się nie poddać. I nie poddał się, mimo że w tej osobistej drodze stracił wielu bliskich sobie osób. Jeśli nie za pomoc córce komendanta, za co został wykluczony ze swoich dotychczasowych kręgów, które to poniekąd za ten napad odpowiadały, to za bratanie się z gliniarzami tak w ogóle. Jego życie w North Creston Hills skończyło się z chwilą przyjęcia do akademii, jednak cienie przeszłości ciągnęły się za nim jeszcze długi czas. Ale przynajmniej po raz pierwszy od dawna miał poczucie, że stoi po właściwej stronie drzwi. Nie dostał niczego za darmo, nie zapomniał, skąd pochodził i ile kosztowało go dotarcie tutaj, ale w końcu miał przed sobą coś, o co naprawdę warto było walczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musiał prowadzić tu żadnych selekcji, bo większość osób z tego grona znał. Czekał aż ludzie pozajmują miejsca, żeby wiedzieć, w którym miejscu posadzić swój własny tyłek i nie spędzić wieczoru obok kogoś, kto będzie pierdolił pół imprezy o grze w warcaby. Żeby nie było, nie miał nic do planszówek, ale grać a słuchać to dwie inne kwestie. Nie musiał nikogo oceniać, żeby wspomnianych nudziarzy wykluczyć. Musiał jedynie poczekać, aż ludzie usiądą, i wybrać sobie miejsce na końcu obok tych, z którymi będzie najciekawiej. I to też zrobił. Pufę zajmował sam, ale miał obok siebie Tate, która dzieliła miejscówkę z cztery lata starszą od siebie Ivy. Dziewczyny studiowały ten sam kierunek i pracowały razem jako kelnerki w kawiarni, więc spędzały ze sobą mnóstwo czasu, a Ivy była normalną dziewczyną, z którą dało się pogadać na wszystkie tematy, czy na luzie pożartować. Poza tym była też śliczna, taka typowa cali girl – szczupła, opalona, z długimi blond włosami, które dziś opadały na materiał jej krótkiej ołówkowej kiecki w błękitnym kolorze. Uwielbiała rywalizować z Brantem w cymbergaja, choć ostatnimi czasy nie mieli okazji nadrobić pojedynków. Słyszał, że ma chłopaka, ale jakimś dziwnym trafem go tutaj nie było, więc miał co do tego wątpliwości. Obok Ivy siedział jej brat bliźniak, William, przy którym Tate często czerwieniła się jak słodka truskaweczka. Chłopak był pozytywny, czasami pojawiał się na tej samej siłowni, na której ćwiczył Brant, więc ten zdążył już go wyczuć. Pół roku temu rozstał się z dziewczyną i jakoś mniej więcej w tym czasie Tate postanowiła zrobić rewolucje w swojej szafie, uzupełniając ją większą ilością sukienek i spódniczek. Brant starał się w to nie wnikać, ale wiedział, że rozmawiali ze sobą codziennie. Cóż, chłopak jest przynajmniej porządny.
      Przez chwilę wydawało mu się, że do tego grona dołączy jeszcze Mina, bo miejsca było dla niej całkiem sporo, ale jej zainteresowanie skręciło w inną stronę. Przeniósł spojrzenie na chłopaka, obok którego usiadła, i zatrzymał je na nim dłużej, niż powinien. Liam. Nie wiedział o nim zbyt wiele, a widział go może ze dwa razy na tego typu domówkach pewnie z tego względu, że był kumplem Jake'a, a Jake kolegował się również Tate. Wiedział jednak, że to zaproszenie nie było przypadkowe, bo Liam już wcześniej zerkał w stronę Miny, jeszcze zanim zaczepił ją w kuchni, więc chłopak zwyczajnie złapał okazję, żeby ją poznać, a może trochę się do niej zbliżyć i sprawdzić, czy może ugrać z tego coś więcej. A Mina nie odmówiła. Sam nie wiedział, co bardziej zagrało mu na nerwach.
      Później przeniósł spojrzenie na solenizanta, który postanowił wystartować z jakąś grą, a w czasie, gdy pierwsze osoby losowały kartki z miski, pochylił się do stolika i uzupełnił sobie szklankę bourbonem. Chwilę później Tate podsunęła mu dwie szklanki, prosząc o pomoc przy drinkach. Mieli zrobić Roy Rogers w wersji alkoholowej, więc Brant bez większego zastanowienia zabrał się za mieszanie, bo wszystko, czego potrzebowali, stało już na stole. Tate skoczyła tylko po lód, a on w tym czasie przygotował resztę, dolewając odpowiednie składniki do obu szklanek.
      Ze szklanką alkoholu oparł się swobodnie o pufę, w której siedział nieco zapadnięty, a gdy Vera wylosowała kartkę i jako najatrakcyjniejszą osobę wytypowała go, uniósł zaskoczony brwi. Wziął łyk bourbona i spojrzał na nią z wyraźnym rozbawieniem, próbując, czy naprawdę to powiedziała, czy tylko postanowiła się z nim trochę podroczyć. Kiedy jednak z entuzjazmem zasiadła na pufie obok niego, na jego ustach pojawił się szerszy uśmiech. Ivy zlustrowała ją krótkim spojrzeniem, Tate też obserwowała sytuację z uwagą, a męska część ekipy po prostu wiwatowała.

      Usuń
    2. Nie ruszył się ani o milimetr, zostawiając Verze całą inicjatywę, ale dla wygody przełożył ramię za jej plecami, a ona szybko wykorzystała okazję i wsunęła się bliżej jego boku. Pachniała jakimiś brzoskwiniami i słodkimi owocami, ale nie miał pojęcia, czy to jej perfumy, czy może szampon do włosów. Tak czy inaczej, wyglądała na zadowoloną. Nie przeszkadzało jej nawet położyć dłoni na jego udzie.
      Popijał swobodnie alkohol, obserwując miskę w obiegu, aż zatrzymała się ona przed Miną. Podniósł na nią wzrok, gdy wyjęła karteczkę i rozłożyła ją w palcach, a kiedy przeczytała pytanie, nieznacznie uniósł brew. Chodziło o osobę, więc równie dobrze mogła wskazać na Tate, tak dla świętego spokoju, ale zamiast tego wybrała szoty, zostawiając wszystkich z jeszcze większą ciekawością. Popatrzył jak przechylała kieliszki z alkoholem i wziął nieco głębszy wdech, za moment znów wędrując uwagą za miską. A ta znalazła się u Tate. Dziewczyna wsunęła więc palce pomiędzy złożone karteczki, zamieszała teatralnie i wyjęła jedną z nich.
      — Kto z obecnych ma największe szanse cię poderwać? — Tate przeczytała, śmiejąc się cicho. Pokręciła głową i zerknęła chwilowo na Branta. — Jeśli powiem to na głos, to nigdy się nie uda — przyznała i gdy zobaczyła minę Branta, roześmiała się jeszcze bardziej, a po chwili dołączyła do niej Ivy. On oczywiście rozumiał aluzję, więc popatrzył na nie z ukosa. — Dlatego polejcie szota — poprosiła i wzięła wolny kieliszek, po czym podała go do Jake'a.
      — Siostry, no co wy takie tajemnicze! — Jake uzupełnił kieliszek dla Tate, a ona wypiła go naraz i skrzywiła się, biorąc od Ivy szklankę soku. Miska ruszyła ponownie w obieg i trafiła w końcu do Branta. Ten wyjął złożony papierek i spojrzał na pytanie.
      — Wytypuj osobę, która musi przez następną rundę siedzieć z dala od osoby, która najbardziej ją interesuje — przeczytał powoli i zerknął na Verę. To byłoby banalnie proste. Spojrzał więc na Tate, która próbowała zachować powagę, bo oboje dobrze wiedzieli, że przesiadłaby się z dala od Williama. Tak naprawdę Brant od początku wiedział, kto będzie odbiorcą, ale nie szkodziło trochę potrzymać towarzystwa w niepewności.
      — Liam — wytypował lekko i oddał miskę dalej w obieg, a potem spojrzał na Minę. Upił łyk alkoholu ze szklanki, za którą na moment schował zadowolony wyraz twarzy. Nie zamierzał przecież dawać nikomu satysfakcji zbyt łatwym odczytaniem jego intencji.

      Brant Dawson 😈

      Usuń
  4. Gdy pierwszy raz dowiedział się o istnieniu drugiej siostry, uznał to za kiepski żart. Wydawało mu się to tak absurdalnie niemożliwe, że nawet gdy Tate opowiadała całą historię z taką ekscytacją, jakby wygrała jakieś grube miliony w losowaniu kulek, on tylko na nią patrzył i czekał aż zacznie się śmiać. Ale ona była wtedy śmiertelnie poważna. Jeszcze go walnęła książką w ramię, gdy posłał jej to swoje znudzone spojrzenie. Ciekawe, ledwie wprowadzili się do miasta, a tu nagle pojawiła się dodatkowa siostra. Z daleka śmierdziało to jakimś scamem, dlatego Brant pozostawał czujny i po raz pierwszy urządził jej poważny wykład na temat wpadania w pułapki zboczeńców. Tate miała wtedy niespełna szesnaście lat, była doskonałą partią dla każdego napalonego idioty, który w przypływie chęci uznałby, że młoda dziewczyna będzie łatwym celem, natomiast on pracował w policji i przerobił dziesiątki podobnych przypadków. Pokłócili się oczywiście, bo każde miało swoją rację, ale tylko na jakieś dwie i pół godziny. Brant zachęcił Tate, żeby połączyły się z tą całą Wilhelminą na wideo, a potem był obecny przy pierwszej rozmowie, choć nie udzielał się i stał w takim miejscu, że Mina go nie widziała, a on ją tak. A potem sytuacja rozwinęła się już naturalnie. Pierwszy raz spotkali się całą trójką, długo rozmawiali, żeby dojść w ogóle do swojego powinowactwa i zrozumieć dlaczego dowiedzieli się o sobie dopiero teraz. Dziewczyny były siostrami przybranymi z jednego ojca, natomiast Brant i Mina byli rodzeństwem w zasadzie tylko w świetle prawa, choć to niczego nie zmieniało, bo wszyscy traktowali się jak rodzina. Pokręcona, ale jednak. Te ostatnie pięć lat, nawet jeśli był to tylko urywek na tle całego życia, wystarczyło, żeby zdążyli się poznać i naprawdę ze sobą zżyć. Mina z czasem stała się po prostu częścią ich codzienności. Nie tylko życia Tate, ale również jego. Była jego siostrą i nie miało większego znaczenia, że ich relacja opierała się na trochę innych zasadach niż ta z Tate. Brant i tak zamierzał dbać o nią podobnie jak o młodszą siostrę, a przede wszystkim dać jej jasno do zrozumienia, że niezależnie od okoliczności zawsze może na niego liczyć. Oczywiście nie wtrącał się w jej życie, bo była dorosłą kobietą, piękną, zdolną i ambitną, która sama świetnie ogarniała swoją rzeczywistość, ale to nie oznaczało, że było mu jakkolwiek obojętne to, co robiła, czy w jakie relacje się pakowała. Gdyby ktoś zrobił jej krzywdę, na pewno nie pytałby się o pozwolenie, czy może połamać temu komuś kości. Zapytałby może tylko o to, które łamać, żeby bolało i długo się zrastało. Problem polegał na tym, że znali się zaledwie pięć lat. Nie wychowywali się razem, nie dzielili dzieciństwa, nie mieli za sobą setek zwyczajnych dni spędzonych pod jednym dachem. Poznali się już jako dorośli ludzie i choć z czasem zdążyli się ze sobą zżyć, ich relacja nigdy nie była tak naturalnie domowa jak ta, którą Brant miał z Tate. Może właśnie dlatego podczas tych wszystkich wspólnych wieczorów, domówek, rozmów do późna, czy rodzinnych spotkań zaczęło wkradać się między nich coś, czego Brant początkowo nie potrafił nawet sensownie określić. Inny rodzaj zainteresowania. Inny rodzaj przywiązania. Coś, czego nie powinien czuć wobec osoby, która została wpisana w rodzinne drzewo. Bo choć mówił o Minie jak o siostrze i wiedział, że tak właśnie powinien ją traktować, nigdy nie patrzył na nią tak, jak patrzył na Tate. I z każdym kolejnym spotkaniem coraz trudniej było mu udawać przed samym sobą, że ta różnica nic nie znaczy.
    Przewrócił lekko oczami, słysząc odpowiedź Liama. Zwłaszcza gdy zostawia się najlepsze miejsce? To miał być ten mało subtelny podryw? Mało subtelny byłby wtedy, gdyby powiedział, że musi zostawić najlepszą dziewczynę w tym gronie, a nie miejsce na kawałku dmuchanej szmaty. Odprowadził go wzrokiem, zamykając karteczkę w swojej dłoni. Wypuścił Verę, gdy Jake zmienił zasady gry, i rozsiadł się wygodniej, zakładając, że cały dmuchany mebel znów będzie tylko jego. I jak się zaraz okazało był, ale tylko na chwilę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spojrzał na Minę, gdy wstała z pufy i do niego podeszła, a jego brew uniosła się w wyrazie niedowierzania, gdy powiedziała o zastępstwie. Naprawdę, miał być zastępstwem? Ale on nie miał zamiaru wskakiwać w miejsce faceta, którego akurat zabrakło.
      — Wybierz sobie lepszy plan awaryjny, Minnie. Albo poczekajmy aż kolega wróci — odpowiedział, ale mimo to Mina zdążyła już przysiąść się obok. Tate popatrzyła na Branta z dziwną miną, a ten wzruszył niewinnie ramieniem. No co? Skoro kartki miały być gorsze, to znaczy, że przed Miną same szoty, bo chyba nie będzie całowała się tu ze swoim bratem. Przełożył rękę za plecami Miny i popatrzył na wędrującą miskę. Tate siedziała w parze z Williamem, Ivy przygarnęła Jake'a, a Vera wróciła do tego nieśmiałego chłopaka, który nazywał się Alan. Był szalenie ciekawy, co wylosują jako pierwsze, więc obserwował dłoń Miny, gdy sięgała po karteczkę, a później podniósł spojrzenie do jej twarzy, gdy czytała zawartość. Przesiadka na kolana. Bardzo grzecznie.
      Poczekał, aż Mina usiądzie na jego nogach, a potem objął ją jednym ramieniem, przyciągając odrobinę bliżej. Drugą dłoń położył na jej nodze, a po chwili przesunął nią powoli po kolanie, jakby ten gest był zupełnie naturalny, choć zrobił to, bo miał taką ochotę.
      — Zastanawiam się, jakby to było, gdybym to ja był na górze — powiedział nieco ciszej, bo głównym odbiorcą tych słów miała być Mina. Uśmiechnął się pod nosem i wcisnął jej w dłoń swoją karteczkę z poprzedniej gry. Wytypuj osobę, która musi przez następną rundę siedzieć z dala od osoby, która najbardziej ją interesuje.. Na tej kartce nie było ani jednego takiego słowa. Pytanie, które rzeczywiście znajdowało się na niej, brzmiało: wybierz osobę, z którą chciałbyś spróbować czegoś nowego. Podniósł spojrzenie do oczu Miny, gdy zapoznała się z tekstem i popatrzył w nie, czekając aż sama dojdzie do zrozumienia tego, co właśnie zrobił i co właśnie jej przekazał.

      Brant Dawson 😎

      Usuń
  5. Kącik jego ust uniósł się w pewnym siebie uśmieszku, gdy przechylił lekko głowę w bok, a jego spojrzenie na krótką chwilę zsunęło się z jej oczu na usta. Lubił na nie patrzeć. Były pełne, ładnie zarysowane, a z bliska wyglądały jeszcze bardziej kusząco. Bez trudu mógł wyobrazić je sobie na swojej skórze, przesuwające się powoli po jego ciele i pozostawiające za sobą przyjemny, ciepły ślad. Wiedział jednak, że nie tylko on w tym gronie mógł mieć podobne myśli. Liam, nawet jeśli Mina nie zamierzała dawać mu ku temu żadnych powodów, równie łatwo mógł wyobrażać sobie jej usta w dokładnie ten sam sposób, a sama świadomość, że ktoś inny mógł patrzeć na nią z podobnym zainteresowaniem, działała na Branta dziwnie drażniąco. Nie zaszkodziło więc odrobinę ponaginać zasady pod siebie i odsunąć typa na kilka najbliższych chwil, bo oczywiście nie miał najmniejszych wątpliwości, że gdy tylko Mina zostanie gdzieś sama, Liam wykorzysta okazję, żeby wrócić do swoich zalotów. Spodobała mu się i to go nie dziwiło, to wydawało się wręcz naturalnym odruchem zdrowego mężczyzny. Dziś na dodatek miała na sobie taką kieckę, że ciężko było odwrócić wzrok i udawać świętego, czego Liam robić akurat nie musiał, bo nie łączyły go z Miną żadne rodzinne zależności, a co jemu, mimo tych powiązań, wychodziło nawet całkiem dobrze. Bo świętym to on nigdy szczególnie nie był.
    Może i było w tym coś niemożliwego, ale dorastając w Oklahomie, musiał nauczyć się trochę kombinować, a przede wszystkim musiał wiedzieć, jak naginać zasady w taki sposób, żeby nadal wszystko wyglądało na całkowicie zgodne z regułami. W końcu nie bez powodu mówiło się, że liczy się nie tylko to, co robisz, ale też to, jak dobrze potrafisz udawać, że wcale tego nie robisz, więc więc nie zamierzał zapominać o tej niezwykle przydatnej umiejętności. Oczywiście najlepiej byłoby nie musieć udawać niczego, ale ich obecne okoliczności szczerości nie sprzyjały i wątpliwa sprawa, że kiedykolwiek sprzyjać będą.
    Poczekał, aż Mina usadowi się obok niego, i znów przełożył rękę za jej plecami, obejmując ją swobodnie. Po chwili jego palce odnalazły końcówki włosów opadających jej na ramię, więc zaczął bawić się nimi, leniwie obracając pojedyncze pasma między palcami i co jakiś czas muskając też jej rękę. Pod opuszkami wyczuwał reakcję jej skóry, która lekko drżała pod jego dotykiem, ale pomiędzy milionem piegów, które ją dekorowały, gęsia skórka była znacznie mniej widoczna. W końcu pochylił się na moment w stronę miski, a gdy wyjął karteczkę, wrócił plecami do poprzedniej pozycji. Przestał bawić się włosami Miny i rozłożył papierek, po czym prześledził wzrokiem tekst.
    — Przejdźcie przez pokój, trzymając między sobą piłeczkę pingpongową. Nie wolno używać rąk, a przez całą trasę jedno z was musi iść tyłem. Nie możecie przestać patrzeć sobie w oczy ani zacząć się śmiać — przeczytał, patrząc jeszcze przez chwilę na tekst. — A skąd mamy wziąć piłeczkę pingpongową?
    — Wszystko jest, braciszku! — Tate odezwała się i wstała z kanapy. Sięgnęła po torbę z gadżetami, a po chwili wyciągnęła z niej małą piłeczkę pingpongową.
    — A jeśli odmówimy?
    — To czeka was coś jeszcze gorszego! — zagroził Jake. — Zamykamy was na pięć minut w ciemnym, ciasnym składziku bez prawa do wyjścia i musicie wspólnie wypić w tym czasie dwusetkę tequili — wyrecytował, na co Tate wyjęła zaraz małą buteleczkę srebrnej tequili i pomachała nią teatralnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brant popatrzył na nich, zastanawiając się, kto wymyślał te kary, a coś przeczucie mu podpowiadało, że Jake. Tylko chłopak nie zdawał sobie sprawy, że dla niego w konfiguracji z Miną taka opcja to żadna kara, a świetna nagroda. Oczywiste było, że składzik wygrywał z bawieniem się pingpongowymi piłeczkami.
      — To ja odmawiam — powiedział zaraz, śmiejąc się cicho. — Mina? — Spojrzał na nią, unosząc brew. Tate zaczęła się śmiać, a Jake patrzył na nich zaskoczony, bo nie spodziewał się, że ktokolwiek ot tak podda się karze, nawet nie próbując wykonać zadania. Tymczasem Brant był święcie przekonany, że pięć minut to może być zdecydowanie za krótko i wcale nie myślał o tym w kontekście wypicia buteleczki tequili.

      Brant Dawson 🚪🤭

      Usuń
  6. Podniósł się z pufy i ruszył w stronę składziku znajdującego się na końcu korytarza, po drodze przejmując od Jake’a małą buteleczkę tequili. Pomieszczenie nie miało więcej niż dwa metry kwadratowe, a i z tego niewiele pozostawało do dyspozycji, bo stojące wewnątrz regały zajmowały prawie połowę podłogi, więc kiedy weszli do środka, zrobiło się tak ciasno, że we dwoje z trudem mogli obrócić się tam w taki sposób, żeby przy okazji nie strącić czegoś z półek. Drzwi zamknęły się za nimi, odcinając światło z korytarza, a wewnątrz od razu zrobiło się zupełnie ciemno. W takich warunkach jego umysł automatycznie próbował nadrobić to, czego oczy nie były już w stanie dostrzec. Gdzieś z tyłu głowy miał świadomość, że Mina znajduje się zaledwie kilka centymetrów od niego, ale dopiero, gdy złapała go za ramię, ta odległość nagle przestała być czymś abstrakcyjnym. Podniósł wolną rękę i oparł ją o chłodną półkę, gdzieś nad jej głową. W drugiej trzymał buteleczkę, którą powinni już otworzyć, choć jeśli mieli opracować ją we dwoje, to każdy weźmie po dwa większe łyki i będzie z głowy, więc mogło to chwilę poczekać. Pięć minut. Wsunął na moment buteleczkę do tylnej kieszeni swoich spodni, a wtedy poczuł, jak dłoń Miny urządza sobie wędrówkę wyżej po ramieniu w kierunku kołnierzyka. Uśmiechnął się pod nosem na jej zaczepne słówka. Z jednej strony znajdowali się teraz w takiej sytuacji, że mogliby pójść na całość, ale z drugiej nie chciał dawać jej przedwczesnej satysfakcji. Jeśli już mieli przez kilka najbliższych minut być zamknięci w składziku, równie dobrze mogli trochę się ze sobą podroczyć. Bardziej podobała mu się myśl o tym, żeby pozwolić jej zrobić kolejny krok i sprawdzić, czy rzeczywiście miała tyle odwagi, na ile wskazywały jej słowa. Prowokowała go przecież nie od dziś. Wiele było takich momentów, w których rzucała mu zaczepne spojrzenia, czy zatrzymywała dłoń dłużej, niż było to konieczne, albo mówiła coś w sposób, który pozostawiał jeszcze bardzo dużo na własną interpretację. Od początku balansowali na granicy przyzwoitości, ale zawsze jakimś cudem pozostawało to niezauważone dla otoczenia. Tate uważała, że przedrzeźniają się jak typowe rodzeństwo, a kiedy przerzucali się dwuznacznymi zaczepkami, przewracała oczami i komentowała, że czasami naprawdę wolałaby nie słyszeć tego, co między sobą wygadują, bo są w stanie powiedzieć wszystko, byle mieć ostatnie słowo. Brantowi było to nawet na rękę. Dopóki wszyscy widzieli w tym zwykłe przekomarzanie, nikt nie miał powodu przyglądać się temu bliżej. To, co działo się w ich głowach, to już inna sprawa, a chociaż Brant nie czytał w myślach, domyślał się, że te Miny wcale też nie były poprawne. Poza tym znał ją już wystarczająco dobrze, żeby wyłapywać te gesty, które dla innych nic nie znaczyły, za to jemu potrafiły powiedzieć całkiem sporo.
    — Odważna z ciebie dziewczynka — rzucił w odpowiedzi, a jego głos zszedł niżej, nabierając zaczepnego tonu. Uniósł dłoń i pewnie objął palcami jej żuchwę, kierując jej twarz nieco w bok. — Naprawdę. Coraz odważniejsza.
    Pochylił się, a jego kciuk przesunął się powoli wzdłuż linii szczęki. Zbliżył usta do jej skóry, muskając ją nimi tuż przy szyi i powoli zaciągnął się zapachem jej skóry, pozostając cały czas tak blisko, że czuł bijące od niej ciepło. Zamruczał cichutko, czując subtelną nutę perfum, która mieszała się z zapachem balsamu do ciała. Napięcie zaciskało mu się w mięśniach, a oddech mimowolnie stał się głębszy. Jej bliskość działała na niego na tyle mocno, że musiał świadomie powstrzymać się przed przyciągnięciem jej jeszcze bliżej. Zrobiłby z nią niegrzeczne rzeczy. Dużo niegrzecznych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — A skoro tak, to chętnie się dowiem, z kim najchętniej obudziłabyś się jutro rano w jednym łóżku — powiedział, nawiązując do poprzedniej gry, i skierował jej twarz ku sobie, cały czas pewnie ją trzymając. Ich nosy otarły się o siebie przy tym ruchu. — Masz chwilę, żeby się zdecydować — dodał przy samych jej ustach. Na jego twarzy pojawił się zaczepny uśmiech, który dało się usłyszeć też w jego głosie. — Tylko nie próbuj mi wmówić, że jeszcze się nad tym zastanawiasz.
      Cofnął dłoń do kieszeni spodni, z której wyciągnął buteleczkę. Nie odsunął się od Miny, ale zabrał też drugą rękę z regału i odkręcił nakrętkę, która wydała pomiędzy nimi ciche kliknięcie. Zbliżył buteleczkę do ust i pociągnął krótki łyk, czując cytrusowy posmak i lekkie pieczenie na języku. Tequilia była ostra, ale smaczna. Przełknął ją powoli, pozwalając ciepłu rozlać się po gardle, po czym podał buteleczkę Minie, opierając jej dno lekko o jej ciało, żeby nie musiała jej po omacku szukać.

      Brant Dawson 😈

      Usuń
  7. Uważaj, Dawson. Jeśli było to ostrzeżenie, to brzmiało w tej chwili bardzo zachęcająco, a on z przyjemnością sprawdziłby, do czego ta nieuwaga mogła go doprowadzić. Wielka szkoda, że przez panującą ciemność, nie mógł dojrzeć w pełni jej spojrzenia, bo był szalenie ciekawy, ile z tego ostrzeżenia realnie kryło się w jej niebieskich tęczówkach i czy cokolwiek kryło się tak w ogóle. Nie czuł, żeby przeszkadzał jej obecny stan rzeczy, więc nie zamierzał zgrywać niewiniątka, a i nie wątpił, że potrafiłaby wykrzesać z siebie odpowiednio brzmiącą odmowę, gdyby uznała, że w jakiś sposób przekroczył granice i w swojej śmiałości posunął się zdecydowanie za daleko. Ale to prawda, że nie miał najmniejszego problemu z tym, że była odważniejsza. Przynajmniej nie musiał się domyśleć, czego dziewczynka chce. Zawsze miał słabość do tych nieśmiałych, które potrzebowały trochę więcej czasu, żeby pokazać, co naprawdę chodziło im po głowie, bo w obserwowaniu, jak z każdym kolejnym krokiem znikała ostrożność, a spod niej wychodziła zupełnie inna kobieta, było coś przyjemnego. Wilhelmina z początku też nie należała do tych, które z lekkością pozwalały sobie na swobodę w jego obecności. Była ostrożniejsza, a momentami niepewna, jak właściwie powinna go odbierać, jednak z czasem to się zmieniło. Im więcej czasu spędzali razem, im więcej ze sobą rozmawiali i im lepiej poznawała jego charakter, tym swobodniej się przy nim czuła. Nauczyła się w końcu jego zaczepnego tonu, bezpośredniego stylu bycia, małych prowokacji, na które sobie pozwalał, i tego, że za większością z nich nie kryło się nic, czego powinna się obawiać. Dzięki temu z czasem naturalnie też przestała się zastanawiać, gdzie przebiega granica tego, na co mogła sobie przy nim pozwolić, a zaczęła po prostu odpowiadać mu tym samym. Grali sobie w grę słów i gestów od dłuższego czasu, choć w innych okolicznościach kotek już dawno złapałby myszkę, albo to myszka dałaby się złapać kotowi. Sytuacja zmuszała ich jednak do przeciągania tego polowania, bo żadne z nich nie mogło pozwolić sobie na zbyt wiele w takim układzie, w jaki wepchał ich los, a jednocześnie żadne nie wydawało się szczególnie zainteresowane tym, żeby tę grę kończyć. Oczywiście oboje doskonale wiedzieli, dokąd zmierza ta zabawa, ale mimo wszystko wciąż dokładali do niej kolejne ruchy, zwykle coraz śmielsze i bardziej znaczące, balansując gdzieś na granicy między zwykłym przekomarzaniem a jego coraz bardziej intensywną wersją. Nie było to jednak w żaden sposób zobowiązujące. Mogli w każdej chwili się wycofać, chociaż Brant nie byłby zachwycony takim obrotem spraw, ale uszanowałby to. Jakoś. A może nie? W każdym razie jego następca na pewno nie miałby z nim lekko, bo on nie należał do facetów, którzy grzecznie schodzili z drogi, kiedy ktoś próbował zająć ich miejsce. Nie robiłby rzecz jasna żadnych scen ani nie urządzał dziwnych przedstawień, ale w odpowiednich momentach skutecznie przypominałby o swojej obecności, co zresztą w jakimś małym stopniu zdążył już zademonstrować podczas tego wieczoru.
    — Wiem. Ale to nie ja wymyśliłem te dwa szoty jako wymówkę — odparł z rozbawieniem. — Gdybym to ja ustalał zasady, nawet nie dałbym ci możliwości wykupienia się od odpowiedzi — zapewnił z tym samym uśmiechem, który utrzymywał się w kącikach jego ust. Może to nawet lepiej, że za większość tych imprezowych gierek odpowiadała Tate, bo ona była nieporównywalnie bardziej grzeczna niż on, a przede wszystkim zdecydowanie mniej skłonna do wykorzystywania każdej nadarzającej się okazji, żeby trochę pomęczyć uczestników. Chociaż było już kilka takich sytuacji, kiedy na wierzch wyszła ta bardziej mściwa strona jego słodkiej siostrzyczki, ale wtedy wyjątkowo ktoś zaszedł jej za skórę. Tate długo znosiła wiele rzeczy po cichu, ale kiedy ktoś naprawdę przesadził, też potrafiła odwdzięczyć się z nawiązką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przechylił głowę nieznacznie w bok, gdy Mina zbliżyła się, a jej usta z każdym słowem dotykały jego wargi. Patrzył na nią intensywnie, nie spuszczając z niej wzroku ani na moment, chociaż w ciemności nie było to takie łatwe. Czuł jednak każde muśnięcie na dolnej wardze i zastanawiał się, czy nie powinien był jej zaskoczyć i swoich własnych rozchylić, ale to byłoby zbyt proste. Jej usta były miękkie i delikatnie wilgotne, ale nie dała mu odpowiedzi na pytanie, to on nie zamierzał dać jej teraz tej samej przyjemności.
      — Jesteś pewna? Okej — odparł i pochylił się w jej stronę. — Za jakiś czas będziesz błagała, żebym nie wyciągał z ciebie czegoś innego, a wtedy ja też zostawię ci trochę pracy, żebyś do pewnych rzeczy doszła sobie sama — szepnął i wyprostował się po chwili, zwiększając między nimi odległość. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jego słowa były bezczelne tak bardzo, jak ten uśmiech, który właśnie widniał na jego ustach, i jak spojrzenie, które śmiało wbijał w twarz Miny. Zaraz złapał w palce buteleczkę i wyciągnął ją z jej dłoni. Mieli po jeszcze jednym, większym łyku, dlatego upił swoją część, po czym przełknął alkohol i lekko oblizał dolną wargę. Taka dawka to już coś. Na pewno bardziej się rozluźnią. Zwrócił jej szkło i oparł się o drzwi, które miał za plecami. Jakiś mop poruszył się tylko, zawieszony na haczyku, a on westchnął teatralnie i splótł ramiona na wysokości klatki piersiowej. Ile minut im jeszcze zostało?

      Brant Dawson 🔥😜

      Usuń
  8. A on kończył trzydzieści sześć lat i mimo to własna rodzina wciąż znajdowała się daleko poza listą rzeczy, o których myślał. Przez lata zobaczył i doświadczył wystarczająco dużo, żeby przestać idealizować więzy krwi i wierzyć, że bliscy z definicji oznaczają bezpieczeństwo. Rodzina wcale nie była człowiekowi potrzebna do tego, żeby dobrze funkcjonować. I nie chodziło o to, że nie wierzył w tę więź czy nawet w prawdziwą rodzicielską miłość, bo otaczał się ludźmi, którzy dostawali jej naprawdę dużo. Wiedział, że można kochać własne dziecko bezwarunkowo, że można dbać o nie i stawiać jego dobro ponad własne, ale nie czuł po prostu potrzeby samemu wchodzić w rolę, która wiązałaby się z tyloma zobowiązaniami i odpowiedzialnością. Do tej pory dobrze było mu z tym, że jego życie należało wyłącznie do niego, że świadomie nie obarczał nikogo swoimi problemami i demonami, które przez lata nauczył się trzymać na krótkiej smyczy, choć one od czasu do czasu i tak potrafiły się wyrwać i urządzić mu niezły bałagan w głowie. Były wspomnienia, do których nie wracał z własnej woli, twarze, których wolał nie widzieć po zamknięciu oczu. Miał swoje tajemnice, którymi nie dzielił się nawet z Tate, bo niektóre rzeczy lepiej było zostawić tam, gdzie wydarzyły się po raz ostatni. Jeżeli cokolwiek z tej przeszłości dopadłoby go teraz, miał przynajmniej pewność, że nikt nie będzie musiał zbierać kawałków po jego błędach. A jeśli mógłby kiedyś przegrać z własną przeszłością, chciał przegrać sam.
    Nie zaskoczyło go to, że Mina za moment podeszła bliżej, bo wiedział, że nie odpuści. Zostawienie tematu byłoby zbyt proste, a ona nie należała do kobiet, które łatwo rezygnowały, kiedy już coś sobie postanowiły. Była uparta. Cholernie uparta. Jeśli któraś z sióstr zgarnęła po ojcu całą pulę tej cechy, to on nie miał najmniejszych wątpliwości, że była nią właśnie Wilhelmina, bo Tate miewała swoje lepsze i gorsze momenty, ale w większości odpuszczała. Nie była konfliktowa i o wiele rzadziej pozwalała sobie na taką bezpośredniość jak Mina. Był oczywiście bardzo ciekawy, jak daleko tym razem posunie się w swojej determinacji, dlatego obserwował ją z tym samym zaczepnym spojrzeniem i z rękoma splecionymi na wysokości torsu. Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek ciągnął z kimś tego typu gierkę tak długo, bo zwykle druga strona chciała dokładnie tego samego co on, więc nie było sensu przeciągać czegoś, co i tak miało sprowadzić się do jednego. Tutaj było jednak inaczej. Chociaż doskonale wiedział, że mógłby w każdej chwili skrócić dzielącą ich odległość i Mina odpowiedziałaby na to dokładnie tak, jak oczekiwał, to jednak nie chodziło tylko o sam pociąg fizyczny. Gdyby chodziło wyłącznie o to, cała ta zabawa już dawno straciłaby sens. W tym wszystkim ciekawiła go również ona sama – jej reakcje, kolejne decyzje i to, jak długo będzie chciała utrzymywać między nimi tę cienką granicę, zamiast po prostu ją przekroczyć i dalej, z tym swoim słodkim uporem, prowokować go do robienia niegrzecznych rzeczy. A była przy tym naprawdę urocza, szczególnie wtedy, kiedy doskonale wiedziała, co robi, a mimo to potrafiła zachować tę niewinną minę, jakby zupełnie nie zdawała sobie sprawy, jak łatwo potrafiła wytrącić go z jego spokoju.
    Rozplótł ramiona, gdy jej dłoń spoczęła na odkrytym kawałku jego klatki piersiowej, i spojrzał jej prosto w oczy. Czy on lubił dochodzić do pewnych rzeczy samodzielnie? Owszem, ale w niektórych kwestiach wolał, żeby to ktoś postarał się dla niego, szczególnie jeśli chodziło o sprawy, w których sama droga do celu była ciekawsza niż jego osiągnięcie. Mina starała się dziś bardzo ładnie, zwłaszcza w chwili, w której zbliżyła się swoimi słodkimi usteczkami do jego szyi. Lubił to miejsce. Bardzo. Dlatego wcale nie protestował, gdy składała tam zachęcające pocałunki, sprawiając mu tym przyjemność. Złapał ją jednak za kark, odrobinę mocniej zaciskając palce po jego bokach, bo bez problemu mieścił się w jego dłoni, ale nie odsunął jej, tylko odchylił swoją głowę lekko w bok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuł, że zassała skórę w okolicy obojczyka i automatycznie pomyślał, co jeszcze mogłaby zassać, a wtedy jego spojrzenie na moment stało się cięższe. Skoro trzymał ją w takim miejscu, nie potrzebowałby użyć zbyt wiele siły, żeby sprowadzić ją na kolana, a była to naprawdę kusząca opcja. Samą myśl zachował jednak dla siebie, pozwalając jej dalej wierzyć, że to ona dyktuje tempo, bo skoro tak ładnie się starała, nie zamierzał psuć zabawy zbyt szybkim przejęciem inicjatywy. Poza tym dla dwóch minut nie było nawet sensu zaczynać.
      — Jeśli dojdziesz ze mną, to już nigdy więcej nie będziesz chciała dochodzić do pewnych rzeczy samodzielnie — zapewnił, zwiększając nacisk palców na jej karku. Słyszał już kręcących się imprezowiczów po drugiej stronie drzwi, bo wszyscy byli przecież ciekawi, czy opróżnili buteleczkę, czy jednak polecieli sobie w kulki, ale mimo to przyciągnął ją jeszcze do siebie krótkim ruchem.
      — Skoro już tak słodko mnie oznaczyłaś — szepnął jej do ucha, które otarło się o jego usta. — Zadbaj jeszcze o to, żebym miał po tej nocy coś więcej niż tylko jedno wspomnienie, zanim inna zrobi to za ciebie. — Uśmiechnął się prowokująco, odsuwając ją od siebie. Puścił jej kark w chwili, gdy zamek w drzwiach przeskoczył, a sekundę później drzwi zaczęły się uchylać. Przez ten moment patrzył cały czas bezczelnie w oczy Miny, a kiedy snop światła całkowicie rozświetlił wnętrze, odwrócił się w stronę korytarza. Jake zacieszał się już od progu, czekając aż oboje wyjdą. Tate obrzucała salon jakimiś neonowymi serpentynami, a chłopaki montowali stroboskop. Muzyka grała w najlepsze. Liam siedział na swoim miejscu, popijając jakiś alkohol, Ivy przesuwała dmuchane pufy, robiąc najprawdopodobniej miejsce do tańców, a Vera siedziała na podłokietniku kanapy i patrzyła w ich stronę z uśmiechem. A może też z zainteresowaniem. Dwusetka tequili nie mogła sprawić, że wyjdą z tego pomieszczenia pijani jak bele, ale Brant czuł już to charakterystyczne rozluźnienie w mięśniach i w głowie. Zwłaszcza w głowie.

      Brant Dawson 😈

      Usuń
  9. Patrząc na to, jak ekipa zaczęła rozkręcać wieczór, miał dziwne wrażenie, że siedzieli w tym składziku trochę dłużej niż pięć minut, ale nie pomyślał wcześniej, żeby spojrzeć na zegarek i to skontrolować. Może gdyby był zamknięty z kimś innym, liczyłby ten czas gdzieś w myślach, ale ponieważ odbywał karę z Miną, to nawet przyjemnie było stracić to poczucie czasu. Przyjemnie było też opaść na kanapę i wyciągnąć przed siebie nogi, a kiedy to zrobił, zaraz znalazło się też towarzystwo do rozmowy i kolejna butelka wina do otwarcia, którą Jake dyskretnie podsunął mu pod rękę. Oczywiście siedział przodem do całej przestrzeni, więc miał też na oku dziewczyny, które początkowo tańczyły razem. Po jakimś czasie obok nich pojawił się William, który zaprosił Tate do wspólnych pląsów. Brant odprowadził ich wzrokiem i przez chwilę obserwował, jak poruszali się w rytm muzyki, ale ponieważ nie zauważył niczego, co mogłoby się Tate nie spodobać, więc nie miał powodu dłużej się nimi interesować. Wrócił uwagą do rozmowy, która zeszła na temat pracy i szybko przerodziła się w luźną dyskusję o tym, kto z nich miał najbardziej absurdalne historie związane z własnym szefem. Vera zaczęła opowiadać, że jej szef pewnego razu zwołał wszystkich na pilne zebranie, po czym spóźnił się czterdzieści minut, a kiedy w końcu przyszedł, powiedział, że chciał tylko zapytać, czy ktoś widział jego kubek, bo jakimś cudem zniknął z pomieszczenia socjalnego. A okazało się, że kubek stał na jego biurku za monitorem. Później oznajmiła, że już od dłuższego czasu nie jest ich szefem, bo był zakręcony jak baranie rogi. Reszta też zaczęła opowiadać różne sytuacje, a Brant znów podniósł wzrok w stronę tańczących i tym razem zatrzymał go na Wilhelminie, która obracała się w objęciach Liama. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, a na jej ustach dostrzegł uśmieszek, jego brwi uniosły się lekko. Przez kilka kolejnych sekund patrzył na nią spokojnie, dochodząc do wniosku, że ten taniec musi być chyba całkiem nudny, skoro zamiast skupić się na partnerze, znalazła sobie ciekawsze zajęcie w postaci obserwowania jego. Może powinien był jej współczuć, ale sądził, że gdyby jej się nie podobało, spławiłaby kolesia dość jednoznacznie. Tak jednoznacznie, jak jednoznacznie zassała skórę na jego szyi. Czuł cały czas to lekkie mrowienie w miejscu, w którym zostawiła mu soczystą malinkę, i aż z ciekawości później ją sobie obejrzy. Musiał wiedzieć, co mu tam zmajstrowała, bo w mieszkaniu nie będzie przecież chodził w koszuli, a jeśli założy zwykły T-shirt, to całkiem możliwe, że Tate od razu ją zauważy. A wtedy trzeba będzie na szybko wymyślić jakieś sensowne wyjaśnienie, żeby przypadkiem nie zaczęła łączyć faktów i kierować swoich podejrzeń w stronę kogoś z tej imprezy. Nadzieja w tym, że Tate zwyczajnie tego nie zauważy. Raczej nigdy nie przyglądała mu się aż tak uważnie, żeby pamiętać, jak wyglądała jego skóra dzień wcześniej, więc istniała szansa, że nawet jeśli przypadkiem dostrzeże ślad, nie będzie miała punktu odniesienia, który pozwoliłby jej stwierdzić, że jeszcze wczoraj go tam nie było.
    Piosenka zaczęła dobiegać końca, więc Brant przeprosił towarzystwo i podniósł się z kanapy, tłumacząc, że idzie po coś do picia. Przeszedł przez pomieszczenie w stronę kuchennego aneksu, po drodze odkładając pustą butelkę na jeden ze stolików. Nie spieszył się szczególnie, korzystając z okazji, żeby na chwilę oderwać się od rozmowy i ogarnąć sobie coś zimnego do picia. Jake się przygotował, pewnie za namową Tate, więc wyciągnął wszystko, co potrzebne, żeby zrobić mocktail. Akurat Roy Rogers był jednym z tych, za którymi naprawdę przepadał, a był on wyjątkowo popularny w rejonie, z którego pochodził, więc stanowił całkiem przyjemną namiastkę czegoś znajomego. Klasycznie w wersji bezalkoholowej, bo na ten moment nie zamierzał pić go więcej. Wrzucił więc do wysokiej szklanki kilka kostek lodu, nalał coli, dodał odrobinę grenadyny i zamieszał łyżeczką. W chwili, w której sięgnął po cytrynę i nóż, obok pojawiła się Vera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wskoczyła na blat tuż obok i zaczęła lekko machać nogami, które skrzyżowała w kostkach. Jej długie, ciemne włosy opadały na cienkie ramiączka mini gorsetowej sukienki w czekoladowym kolorze, której materiał lekko podsunął się ku górze, kiedy usiadła na blacie.
      — Wiesz, że całkiem dobrze wyglądasz, kiedy coś sobie przygotowujesz? — rzuciła, obserwując jego ruchy. Brant zerknął na nią i uśmiechnął się rozbawiony tym bezpośrednim komplementem, bo dziewczyna naprawdę nie miała większego problemu z mówieniem tego, co akurat przyszło jej do głowy. Nie próbowała nawet udawać, że powiedziała to przypadkiem, a jej spojrzenie tylko potwierdzało, że doskonale wiedziała, jaki efekt chciała tym osiągnąć. Uśmiechając się, ukroił plaster cytryny, wycisnął trochę do szklanki i wrzucił resztę, a potem spojrzał na nią pewnie i wsunął palec do swych ust, zlizując z niego kwaśny sok. Lubił kwaśne rzeczy.
      — Tylko całkiem dobrze? — rzucił z rozbawieniem. — Słabo się starasz, Vera.
      Dziewczyna zaśmiała się słodko, przyglądając się, jak Brant zlizywał z palców sok, i zaczęła bawić się kosmykiem swych włosów, lekko nawijając go na palec.
      — No dobra, wyglądasz zajebiście — przyznała, na co Brant lekko pokręcił głową.
      — Czyli usiadłaś tu tylko po to, żeby mi to powiedzieć?
      — W sumie to nie — odparła. — Pomyślałam, że... możesz zrobić dla mnie to samo. — Kiwnęła w stronę napoju. — A wtedy ja mogę zrobić coś dla ciebie — dodała, niewinnie wzruszając ramionami.
      Brant uniósł lekko brew, przez chwilę przyglądając jej się w milczeniu. Kącik jego ust drgnął, bo doskonale wiedział, że nie mówiła wyłącznie o drinku.
      — Ach tak? — mruknął w końcu. — I co dokładnie miałoby być tą twoją częścią umowy?
      — To zależy, czego sobie zażyczysz.
      — Odważnie.
      — Czasami trzeba być odważnym — odpowiedziała z niewinnym uśmiechem. — Inaczej można przegapić coś ciekawego.
      Brant pokiwał głową, bo dało się znaleźć w tym stwierdzeniu sporo prawdy. Podał jej szklankę, którą przygotował wcześniej dla siebie i zaczął robić kolejną porcję. Vera podziękowała i wzięła łyk napoju.
      — Tate dużo o tobie opowiadała — oznajmiła, znów przyglądając się, jak mieszał składniki. — Ale chętnie posłuchałabym, co ty masz do powiedzenia o sobie. Masz coś przeciwko?
      — Jeśli Tate już cię uprzedziła, to chyba niewiele mam do dodania — rzucił z rozbawieniem. — Ale pytaj. Nie obiecuję, że na wszystko odpowiem, ale zobaczymy, czy trafisz na coś, czego jeszcze o mnie nie wiesz — powiedział, stając przodem do Very i opierając się biodrem o kuchenny blat. Jego spojrzenie powędrowało w stronę salonu, gdzie najpierw dostrzegł Tate, która siedziała na kolanach Williama. Westchnął na ten cudowny widok, a później podążył wzrokiem za Miną.

      Brant Dawson 🍹

      Usuń
  10. Stał oparty o blat i bez żadnych szczególnych emocji przyglądał się tańczącej parce. Od początku wiedział, że chłopak był nią zainteresowany, bo korzystał z każdej okazji, żeby być blisko, ale i tak trzeba przyznać, że na razie zachowywał się wyjątkowo grzecznie. Wyglądał zresztą na porządnego, więc może nie należało go tak od razu skreślać, tym bardziej że nie próbował przekraczać jej granic ani na siłę przyspieszać tego, co sam zaczął. To oczywiście wciąż nie zmieniało faktu, że Brant był nie był szczególnie zadowolony, że kleił się do niej jakiś chłopaczek, a i dnia nie należało chwalić przed zachodem słońca. Akurat coś o tym wiedzieli. Wolał nie wracać pamięcią do jej związku sprzed lat, bo musiałby się wkurwiać od nowa, a nie po to pozbywał się jej byłego z życia, żeby teraz przywoływać go we wspomnieniach. Wprawdzie szczegóły tego pozbywania się nie były Wilhelminie znane, bo kiedy pewnego razu powiedział, że nie chce więcej słyszeć imienia tego palanta w swoim otoczeniu, to jego prośba została uszanowana, a dziewczyny nigdy więcej nawet słówkiem nie pisnęły o Charlesie. On zrobił to, co uważał za słuszne, i facet zniknął. Nie miał wyjścia. Raczej nie chciałby skończyć dwa razy gorzej, a i tak nie skończył tragicznie, bo jednak istotne dla Branta było to, żeby nie stracić przez to pracy, więc musiał nad sobą panować, mimo że miał przemożną ochotę połamać wtedy człowiekowi wszystkie kończyny. Na ten moment Liam o swoje bać się nie musiał, mimo że coraz śmielej błądził dłońmi po talii Miny, bo ona na pewno nie pozwoliłaby mu na coś, na co w danej chwili nie miała ochoty. Znał ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nie robiłaby tego z grzeczności. Chciała się dobrze bawić, więc się bawiła, a to, że chłopak ją adorował, było tej zabawy częścią.
    Pociągnął łyk koktajlu ze szklanki, gdy parka skończyła tańczyć, a Mina skierowała się w stronę kuchni. Jego spojrzenie spoczywało na niej cały czas, mimo że nie patrzyła w ich stronę, natomiast Vera słodko kontynuowała badanie terenu, obdarzając Branta pełnym zainteresowaniem. Nawet przysunęła się bliżej niego, niby tylko po to żeby zrobić koleżance miejsce, gdyby potrzebowała sięgnąć coś z szafki, która znajdowała się za jej głową, ale w rzeczywistości była to okazja do zmniejszenia odległości.
    — Przeszkadza ci różnica wieku? — zapytała zaraz.
    — Nie — odparł, przyglądając się składnikom, które Mina dobierała do swojego drinka.
    — Świetnie. Lubię starszych.
    Jego brwi powędrowały wyżej. Pociągnął łyk napoju ze szklanki.
    — Umawiasz się na randki?
    — Nie — odpowiedział znowu.
    — To dlatego, że ja cię jeszcze nie zaprosiłam.
    Zaśmiał się cicho w tym samym czasie, w którym zaśmiała się Vera.
    — A zamierzasz?
    Spojrzał na Verę z uniesioną brwią, a wtedy Mina odwróciła się ze swoim drinkiem i jego zawartość nagle wylądowała na jej sukience. Brant odruchowo odsunął się o krok, żeby słodki drink nie wylądował również na jego spodniach, a z salonu dobiegł donośniejszy głos Jake'a, żeby mu tam przypadkiem za dużo w tej kuchni nie rozrabiali. Popatrzył na tę małą katastrofę i garść serwetek, którą Mina wcisnęła dziewczynie, żeby ratować sytuację, a Vera zsunęła się z blatu i zaczęła dociskać papier do mokrej plamy, która wyraźnie odznaczała się na materiale sukienki. Zerknął na Minę, żeby się upewnić, że przypadek miał z tym niewiele wspólnego, a kiedy Vera odmaszerowała w stronę łazienki, złapał jeszcze kilka serwetek i pomógł wycierać front blatu, po którym zdążyła już ścieknąć stróżka żurawinowego drinka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczął się w pewnym momencie śmiać, a za chwilę przykucnął naprzeciwko Wilhelminy z pomiętym kawałkiem ręcznika papierowego w dłoni, którą oparł o swe kolano.
      — Myślisz, że powinienem iść jej pomóc? Oddać jej swoją koszulę, czy coś? — zapytał niewinnie, wciąż się śmiejąc. Popatrzył na wyraz twarzy Miny i pokręcił głową z niedowierzaniem na to nieczyste zagranie, które, jak widać, okazało się bardzo skuteczne. Dziewczyna pewnie wróci do gości, jeśli nie z plamą, to może w dresach Jake'a, które ten przecież mógł jej pożyczyć na ten czas, ale wszyscy znów się przetasują, więc do tej rozmowy raczej już nie powrócą. Nie, żeby narzekał. Po prostu zdawał sobie sprawę, że Mina miała w tym swój cel.
      — Albo mam lepszy pomysł. Poprosimy Liama, żeby poszedł ją wesprzeć — stwierdził zaraz, przechylając głowę w bok. — Wtedy pozbędziemy się dwóch problemów za jednym zamachem.

      Brant Dawson 😈

      Usuń
  11. Jego siostra miała całkiem sporo atrakcyjnych i pozytywnych koleżanek, w większości trochę od niej starszych, więc on siłą rzeczy również je znał, jednak wciąż pozostawały jej koleżankami, a to z automatu stawiało je po drugiej stronie pewnej granicy. Między nimi od dawna obowiązywała dość jasna zasada, że nie szukają zainteresowania wśród swoich znajomych, więc o ile można było flirtować dla zabawy czy rzucać sobie niewinne komplementy, to ostatecznie nikt nie próbował robić z tego czegoś więcej i oboje tego pilnowali. Powiedzmy. Złamanie tej zasady nie było przecież trudne, ale chodziło bardziej o to, żeby nie komplikować sobie życia i nie wprowadzać niepotrzebnych napięć do relacji, które działały całkiem dobrze w takiej formie, w jakiej były. Vera mogła więc uśmiechać się do niego w ten swój słodki sposób, bawić się włosami i coraz śmielej rzucać mu komplementy, ale finalnie nie była to okazja, z której on skorzystałby tylko dlatego, że się akurat nadarzyła. Może i zasady były po to, żeby je łamać, ale miało to sens tylko wtedy, gdy stawka była naprawdę warta ewentualnej katastrofy. On na zainteresowanie kobiet nie narzekał, a Vera wciąż grała tylko w lidze grzecznych dziewczynek, które lubią patrzeć, jak ogień płonie, dopóki ktoś nie każe im go ugasić, a to znaczy, że złamania zasad warta nie była. Inne zdanie miał na temat Wilhelminy. Problem polegał jednak na tym, że gdyby to z nią załamał tę zasadę, katastrofa byłaby najmniejszym problemem, który spadłby im na głowy, bo jeśli sytuacja z Verą byłaby zaledwie iskrą rzuconą na suchą trawę, to sytuacja z Miną przypominałaby już pożar rafinerii. Tate bez wahania urwałaby mu głowę i powiesiła ją sobie nad łóżkiem jako trofeum, gdyby dowiedziała się, co dokładnie chodzi mu po głowie, kiedy ich przyrodnia siostra pojawia się w pobliżu. Generalnie to perspektywa takiego armagedonu powinna działać na niego jak zimny prysznic, ale jego rozsądek miał w tej kwestii dość słaby zasięg, a im bardziej próbował sobie przypominać, dlaczego nie powinien nawet zaczynać, tym częściej łapał się na tym, że w sumie to wcale nie ma nic przeciwko odrobinie kontrolowanego chaosu. To było silniejsze od niego. Mina go pociągała, a sprawy nie ułatwiał fakt, że pozwalała mu na naprawdę wiele. Z pewnością nawet na zbyt wiele, patrząc na to, w jakim rodzinnym trójkącie tkwili i jakie konsekwencje mogło przynieść każde ich zbliżenie, które przypadkiem wyszłoby na światło dzienne. Dlatego to prawda – należało się cieszyć, że ich problemy miały na razie skalę Very i Liama, bo to było błahe w porównaniu do problemów, jakie realnie mogły na nich spaść, gdyby gra prowokacji, którą toczyli, zyskała niechcianych obserwatorów.
    Przetarł ostatnie krople po drinku i wyrzucił ręcznik papierowy do kosza, a kiedy pizza wjechała na stół, zabrał szklankę z napojem i przeszedł do salonu, gdzie zajął miejsce na swojej pufie. Miał z niej świetny widok na cały salon, wejściowe drzwi, a przede wszystkim na swoje siostrzyczki. Z tych wszystkich dostępnych opcji pizzy pozostał przy tej z ostrymi papryczkami i pepperoni, bo tak samo jak lubił kwaśne smaki, tak samo lubił też ostre, a za młodu, gdy siedział z kumplami w lokalnym oklahomskim klubie, wszyscy popijali dymny mezcal właśnie pod papryczki chili. Jego ojciec miał czoktawskie korzenie i dostęp do handlarzy, którzy transportowali kontrabandę prosto z meksykańskiego pogranicza, więc do pewnego momentu żyło im się całkiem dobrze. Dzisiaj wspomnienie tamtych wieczorów miało w sobie więcej goryczy niż mezcal, który wtedy pili, ale smak chili wciąż potrafił przenieść go na chwilę z powrotem do tamtych czasów.
    Później przyszedł czas na tort, więc po odśpiewaniu życzeń, nie ruszając się z miejsca, przyjął swoją porcję ciasta na małym talerzyku. Spodziewał się czegoś obrzydliwie słodkiego, ale gdy wsunął pierwszy kęs do ust, okazało się, że ta słodkość całkiem sensownie się równoważyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiechem przywitał Minę obok siebie, kiedy jej filigranowa sylwetka wcisnęła się w jego bok. Teraz do zapachu wanilii, którą pachniało ciasto, doszła jeszcze nuta cynamonu, którą czuł od niej, także w otoczeniu zrobiło się naprawdę słodko. Nie przeszkadzało mu to, mimo że nie był jakimś szczególnym sympatykiem słodkości. Talerzyk z ciastem oparł na swoim udzie i znów przełożył jedną rękę za jej plecami, bo tak było po prostu wygodniej. I milej. Miał trochę praktyki na rodeo, więc bez problemu radził sobie ze wszystkim jedną ręką.
      — Żaden problem, Minnie — odpowiedział, krojąc kawałek ciasta i wsuwając go zaraz do ust. — Ale taryfy ulgowej nadal nie będzie — zapowiedział, zerkając na nią z żartobliwym uśmiechem. Wiedział, że nie przepadała za tego typu aktywnością fizyczną, ale była ambitna, więc dzielnie przełamywała swoją niechęć i bariery. Pamiętał, że kiedyś Tate próbowała namówić ją na fitness, żeby wspólnie chodziły na te skakanki i inne zumby, ale sama też nie była w tym zbyt regularna. A ostatnio, gdy zaczęła chodzić na jego siłownię, to zwichnęła nadgarstek przy sztandze, więc na razie wciąż miała przerwę od ćwiczeń wszelakich. Tak czy inaczej on chętnie z Wilhelminą poćwiczy.
      — Brant? — Tate odezwała się, patrząc na niego i próbując powstrzymać swój słodki uśmieszek. Ten podniósł na nią pytające spojrzenie, choć już wiedział, że coś głupiego przyszło jej do głowy. — Czy mógłbyś zagrać coś dla solenizanta na gitarze? — zapytała uroczo, dojadając swój kawałek tortu.
      — Tak! — Jake podchwycił zaraz. — Błagam, Dawson! Zagraj dla mnie, a ja zatańczę z dziewczynami wolny taniec w kółeczku! — zarzucił propozycją, po czym odstawił talerzyk i popędził do pokoju po gitarę akustyczną.
      Brant spojrzał na siostrę z tą swoją super zdegustowaną miną. Przecież mieli muzykę z komputera, więc mogli sobie puścić z YouTube jakiś kawałek w wersji unplugged i na jedno by wyszło. Ale solenizantowi miał odmówić? W dodatku takiemu, który kończył ćwierć wieku? Chyba nie wypadało. Może gdyby za nim nie przepadał, ale w sumie uważał, że Jake jest może trochę szurnięty, ale całkiem w porządku z niego gość.
      — Nie wiem czy stroi, ale pewnie nie — zaznaczył Jake, stawiając po chwili gitarę przy pufie. — Mój zapał do gry skończył się w momencie kupienia gitary. — Wzruszył niewinnie ramionami i przysiadł jeszcze na kanapie. Puścił w stronę Tate wdzięcznego buziaka, że wpadła na tak genialny pomysł. — Dziewczyny, no już, szykujcie się na taniec w kółeczku, bardzo proszę! — zagonił je wesoło, zabierając z dłoni Ivy pusty talerzyk, na co ta zaśmiała się, kręcąc głową.
      Brant westchnął, zabrał rękę zza pleców Wilhelminy, odstawił swój talerzyk i sięgnął po gitarę. Miał przynajmniej kilka odpowiednich komentarzy do tej sytuacji, ale powstrzymał się. Zagra, chłopak zrobi swój wymarzony taniec w kółeczku, i będzie z głowy. Wszyscy będą zadowoleni. Szarpnął najpierw kontrolnie w struny i pokręcił lekko kluczami, żeby ustawić odpowiednie strojenie. W tym czasie Jake już wyciągał dziewczyny na środek salonu, podając rękę również Wilhelminie, żeby sobie nie myślała, że schowa się za plecami Branta. Jak wszystkie, to wszystkie.
      W końcu, gdy gromada trzymała się za ręce, czy oplatała ramionami, i była już gotowa do kołysania się na środku salonu, zaczął grać odpowiednie dźwięki do utworu My way Riley'a Green'a. A potem pomyślał: if I had it my way I could just lean in and kiss your lips right now.

      Brant Dawson 🎸

      Usuń
  12. Jeżeli w ogóle kiedykolwiek myślałby o muzyce, to pewnie bliżej byłoby mu do country niż do rocka, bo jednak w jego rodzinnym stanie w głośnikach najczęściej mieliły się piosenki Gartha Brooksa i twórców jego pokroju. Tyle że o muzyce tak naprawdę wcale nie myślał. Nigdy nie miał szczególnego planu na życie poza policją, nie licząc oczywiście tego okresu, gdy musiał przetrwać na ulicy. Wtedy łapał się wszystkiego, co mogło przynieść pieniądze, więc jeśli nie pielił grządek, to brał udział w zawodach rodeo, a jeśli nie ujeżdżał byka, to stał jako ochroniarz w drzwiach lokalnego klubu, albo łapał się mniej reprezentacyjnych zleceń, o których teraz nie mógłby nawet wspomnieć, bo całkowicie wykluczały się z jego obecnym zajęciem. A grać na gitarze nauczył się tak właściwie przez przypadek. Jego ojciec kiedyś wyrzucił starą gitarę, a on zamiast pozwolić jej zgnić na śmietniku, zgarnął ją dla siebie. Tak zaczęło się jego pierwsze, dość nieporadne podejście do grania, które z czasem przerodziło się w coś, co naprawdę lubił. Ponieważ sporą część wolnego czasu spędzał w klubie Cowboys OKC, miał gdzie ćwiczyć i kogo słuchać, a w tamtym miejscu gitara, country i szklaneczka whiskey były tak naturalnym elementem wieczoru jak rozmowy przy barze, więc szybko podłapał kilka prostych kawałków i z czasem zaczął radzić sobie całkiem nieźle. Nigdy nie traktował tego jednak jako wielkiej pasji czy planu na życie. Gitara była po prostu czymś, co miał pod ręką, kiedy nie miał nic lepszego do roboty i to zostało z nim do dziś. Nie lubił się tym afiszować, bo nie był żadnym wirtuozem czy nawet szczególnym znawcą muzyki ale skoro teraz mógł umilić wieczór solenizantowi i sprawić, że dzięki temu zatańczy z dziewczynami w kółeczku, robiąc to tak nieporadnie, jakby prowadził stado kóz, to czemu nie. Przynajmniej było zabawnie. A solenizant wyglądał na bardzo zadowolonego, mogąc tańczyć ze wszystkimi dziewczynami naraz, bo uśmiechał się szeroko przez całą piosenkę. A to, że prawie podeptał dziewczynom stopy, to już nie miało żadnego znaczenia.
    Później posiedzieli jeszcze jakiś czas przy rozmowach i alkoholu, a Brant w końcu zaczął posyłać Tate strofujące spojrzenia, bo zauważał już tę charakterystyczną tendencję do sięgania po szoty co kilka minut. To, że dziewczyna obudzi się z kacem, to było więcej jak pewne, ale wolał, żeby nie spędziła reszty nocy na rzyganiu do muszli klozetowej. Nigdy nie miała mocnej głowy do takiego tempa, a panowie rozlewali tequilę do kieliszków jak na wyścigach, więc to jasne, że przypłaci za to jutrzejszym samopoczuciem. Nie próbował jednak siostry umoralniać, bo była dorosła i przyszła się tutaj pobawić i zrelaksować, więc miała pełne prawo robić to w taki sposób. Poza tym on w jej wieku potrafił doprowadzać się do gorszych stanów, więc miał skalę porównawczą z samym sobą. Był tutaj przede wszystkim po to, żeby zadbać o jej bezpieczeństwo, dlatego nawet jeśli będzie musiał wnieść ją na trzecie piętro, bo po drodze do mieszkania padnie, to oczywiście, że ją wniesie. Chociaż wolałby, żeby na niego nie zwymiotowała. Zdecydowanie mogłoby obejść się akurat bez takich atrakcji.
    W końcu muzyka z głośników ucichła i wszyscy zaczęli powoli zbierać się do wyjścia, gromadząc się w ciasnym przedpokoju. William założył na ramiona Tate cienki płaszczyk, a gdy ta go przytuliła znienacka, objął ją niepewnie i rzucił Brantowi kontrolne spojrzenie. Ich oczy spotkały się na moment, ale Brant tylko odwrócił głowę, bo cokolwiek miało się tam zadziać, to niech się zadzieje, byle on na to nie patrzył. William nie skorzystał jednak z sytuacji, głównie dlatego, że Tate była pijana, więc zakończyło się na czułym przytuleniu. Porządny chłopak. Jakoś mógł strawić to, że sympatia siostry była skierowana właśnie w tego chłopaka, a nie na przykład w... Otóż to. Liam sam przyciągnął jego uwagę w momencie, w którym zaczął składać Wilhelminie propozycje. Możemy wrócić razem. Dobry żart. Chłopak mógł sobie co najwyżej o tym pomarzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Liam, nie fatyguj się — rzucił Brant. — Mina ma już ogarnięty rodzinny transport. Wraca z nami, więc możesz spokojnie odpuścić i nie martwić się o logistykę — dodał z lekkim uśmiechem, który nie był uprzejmy, a na wymowny na tyle, żeby uznać temat za definitywnie zamknięty. Tak przynajmniej powinno być i właśnie tak odebrałby to każdy rozsądnie myślący typ, który zaleca się do kobiety stojącej obok jej starszego brata i właśnie usłyszał, że rodzina ma już wobec niej własne plany transportowe. Widocznie Liam był z rozsądkiem na bakier. Ale to dobrze, przynajmniej sytuacja go zweryfikowała. Przy dobrych wiatrach skończy jak Charles.
      — Wilhelmina jest dorosła, nie potrzebuje starszego brata, żeby ją odprowadzał — padło zaraz ze strony Liama. Kurwa, no nie.
      Brant spojrzał na niego bez uśmiechu. Miał chłopak całkiem przystojną twarz, więc byłoby szkoda poprzestawiać na niej to i owo, ale czy on się właśnie o to dobrowolnie nie prosił? Te parę słów to wprawdzie za mało, żeby zainicjować taką reakcję, ale dobrze było uświadomić go, gdzie jest jego miejsce, dlatego właśnie to Brant zamierzał zrobić.
      W pomieszczeniu było na tyle mało miejsca, że wszyscy stali blisko siebie. W pewnym momencie wyciągnął rękę, chwycił Liama za koszulę i mocno zacisnął pięść na materiale, przyciągając go do siebie. Gwałtowny ruch od razu wywołał poruszenie wśród pozostałych, bo Brant lada moment poczuł dłonie na swoich barkach.
      — A ty widocznie potrzebujesz, żeby ktoś ci wytłumaczył, kiedy odpuścić — odpowiedział chłodno, patrząc z bliska w jego twarz. Pociągnął go jeszcze centymetr bliżej, ignorując dłonie próbujące go odciągnąć. — To, że jest dorosła, niczego nie zmienia. Odczepiasz się od niej teraz, wracasz do swoich spraw i nie zbliżasz się do niej do końca tej pieprzonej nocy. Powiedziałem ci, jak Mina wraca. Z nami. Więc wybij to sobie z tej pustej głowy, zanim sprawię, że pożałujesz, że w ogóle do niej podszedłeś.

      Brant Dawson 🖕🔥

      Usuń
  13. Puścił jego koszulę, ale zanim się odsunął, rzucił mu jeszcze jedno spojrzenie, wystarczająco długie, żeby nie miał najmniejszych wątpliwości, że to ostrzeżenie nie było rzucone na pokaz. Dopiero wtedy ominął go i ruszył w stronę wyjścia, zerkając krótko na swoje dziewczyny, a po drodze uścisnął dłoń solenizanta, który przez cały ten czas patrzył na niego ze wstrzymanym oddechem. Wypuścił je, gdy Brant posłał mu krótki uśmiech i podziękował za przyjemną imprezę, a kiedy wyszli, słychać było już tylko jego głos i to, że postanowił uświadomić Liama, jak idiotycznym pomysłem było dalsze naciskanie po tym, jak Brant wyraźnie dał mu do zrozumienia, żeby odpuścił. A to było wręcz beznadziejnie idiotyczne, bo tym sposobem chłopak zdążył już sobie nieźle nagrabić i niezależnie od tego, przy jakiej okazji mieliby spotkać się ponownie, na jego obecność Brant na pewno nie będzie patrzył przychylnym okiem. Chyba nie było warto ryzykować, o ile chłopak miał wobec niej jakieś poważne plany, a nie gwarancję rozrywki na jedną noc, bo w tym pierwszym przypadku korzystniej wyszedłby robiąc sobie dobrze do jej zdjęcia, a nie próbując zgrywać gieroja w sytuacji, w której i tak nie miał żadnych szans namówić jej na swoje rozwiązanie. Ale i tak najlepiej było zwalić to na nadopiekuńczość brata, zamiast przyjąć na klatę fakt, że Mina nie przyjęła jego oferty z ucałowaniem dłoni. Przecież gdyby zgodziła się od razu, gdyby zależało jej na wyjściu z tej imprezy u boku Liama, to on powstrzymałby się nawet od komentarza, nie wspominając już o targaniu jego koszuli. Przełknąłby to jakoś, bo nie miałby wyjścia, ale nie urządziłby jej przecież dramy o to, że miała ochotę spędzić noc z chłopcem. To jej życie, a jemu nic do tego. Tym razem jej nie musisz było jasne i klarowne i powinno w zupełności chłopakowi wystarczyć.
    Na zewnątrz poczekali chwilę na Ubera. Noc była rześka i chłodna, a wewnątrz auta panowała duchota, która przy stanie alkoholowym Tate prawdopodobnie całkowicie ją rozłoży. Dziewczyny wsiadły na tył, a Brant bez słowa zajął miejsce z przodu i od razu podał kierowcy adres. Przez całą, trwającą niespełna dwadzieścia minut drogę wcale się nie odzywał. Siedział z łokciem opartym o drzwi i co jakiś czas zerkał w boczne lusterko, bo kiedy światła mijanych latarni wpadały przez szybę pod różnymi kątami, na moment rozświetlając wnętrze samochodu, to wtedy w lusterku pojawiała się twarz Miny. Tate z każdą kolejną minutą coraz bardziej odpływała w swoich przemyśleniach, do których momentami uśmiechał się nawet kierowca, ale mówiła z zamkniętymi oczami, bo trochę już przysypiała. Gdy dotarli pod odpowiednią kamienicę, Brant wysiadł pierwszy i pomógł Minie z asekurowaniem Tate, która mruczała coś pod nosem. Nie chciała, żeby ją wnosił na to trzecie piętro, bo uważała się przecież za prawie trzeźwą, więc dziewczyny szły przodem po schodach, a on za nimi, gdyby jednak w pewnym momencie musiał zapanować nad równowagą którejś z nich.
    Ich mieszkanie nie było wielkie, ale dość sensownie zorganizowane. Z wejścia wchodziło się prosto do salonu połączonego z kuchennym aneksem. Nie było tu klasycznego stołu, bo jego funkcję pełniła niewielka wyspa kuchenna z hokerami, przy której zwykle jedli posiłki. Z salonu było również wyjście na nieduży balkonik, wystarczający, żeby wieczorem usiąść sobie na chwilę z kawą i popatrzeć na Hell Gate Bridge, którym co jakiś czas pędziły pociągi, czy na błyszczący w oddali Manhattan, albo po prostu zaczerpnąć trochę powietrza. Ewentualnie wyjść na dach. Po bokach salonu znajdowały się dwie sypialnie. Ta należąca do Branta miała własną łazienkę, natomiast druga znajdowała się przy sypialni Tate. Do niej prowadziły jednak dodatkowe drzwi z korytarza, więc służyła ona także gościom. W normalnym przypadku na salonowej kanapie z łapami do góry leżałby teraz Koda, ale na dzisiejszy wieczór Brant odstawił go pod opiekę na komisariat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pies zostawał w domu sam już nie jeden raz, ale żadne z nich nie miało pewności czy impreza się nie przeciągnie, więc takie rozwiązanie było bezpieczniejsze. Miał go odebrać jutro w okolicach południa, więc na ten czas, gdy weszli do mieszkania, wewnątrz było dziwnie cicho i ciszej niż na co dzień. Koda nie miał maniery niekontrolowanego szczekania, ale potrafił robić hałas szurając po panelach swoimi pazurami, a szurał często i gęsto, bo gdy się cieszył, to zwykle obracał się wokół własnej osi, jak nakręcony bączek.
      Gdy weszli, zamknął za nimi drzwi i siknął głową, kiedy Mina powiedziała, że zajmie się Tate. Ona nienawidziła zasypiać w makijażu, więc zdarzało się, że to on zmywał z niej te wszystkie podkłady i rozświetlacze, ale rzadko kiedy była z tego na drugi dzień zadowolona. Mina robiła to bez porównania lepiej. Kiedy więc one się ogarniały, on w tym czasie zrzucił z siebie imprezowe ciuchy i podszedł pod prysznic. Każde z nich miało też swoją garderobę, połączoną z łazienką, więc z rana, gdy on szykował się na służbę, a Tate do pracy w kawiarni, nigdy nie wchodzili sobie w drogę. Pod prysznicem nie moczył głowy, tylko pozwolił wodzie spływać po ramionach w dół, a puścił sobie przyjemnie chłodny strumień, który powoli zmywał z niego resztki napięcia. Umył się oczywiście, osuszył ręcznikiem i założył wygodne dresy, darując sobie koszulkę. Najczęściej sypiał w samych bokserkach, niekiedy zupełnie nago, ale na razie spać się nie wybierał, więc goła klata i dresy były dobrym kompromisem. Oczywiście, popatrzył też na słodką malinkę, którą Mina sprezentowała mu dziś w składziku, i pokręcił głową sam do siebie. Wyszedł w pewnej chwili do kuchni po szklankę wody, a kiedy znalazł się przy lodówce, usłyszał szum prysznica dochodzący z drugiej łazienki. Nietrudno było zgadnąć, kto z niego korzystał, bo Tate po ilości alkoholu, którą wypiła tego wieczoru, raczej nie miałaby już motywacji, żeby dobrowolnie stać pod deszczownicą. Ze szklanką wrócił zaraz do swojej sypialni, która niewiele różniła się od tej, która należała do Tate. Ich wielkość była zbliżona, wystrój też, jedynie w tej jego więcej było męskich akcentów i znacznie mniej dekoracji. Tate miała w swojej sypialni mnóstwo zdjęć, przypiętych do korkowej tablicy i innych pierdółek, nawet walentynkę z zeszłego roku trzymała na biurku. U niego było bardziej surowo i trochę ciemniej, choćby przez grafitową pościel i żarówkę w lampce nocnej dającą znacznie cieplejsze, przygaszone światło.
      Siedział sobie wygodnie na łóżku z nogami wyprostowanymi i skrzyżowanymi w kostkach, z telefonem w jednej ręce, a ze szklanką w drugiej, którą opierał na klatce piersiowej. W pewnym momencie usłyszał otwierane drzwi po drugiej stronie mieszkania. Uniósł wzrok znad telefonu i dostrzegł przesuwający się po korytarzu cień, który zbliżał się w stronę jego sypialni. Drzwi pozostawały uchylone, więc nie musiał długo czekać, aż w progu pojawiła się Mina. Jego spojrzenie od razu przesunęło się po niej bez najmniejszego skrępowania, powoli lustrując jej sylwetkę, zanim wróciło do twarzy. Wziął jeszcze łyk wody, po czym odstawił szklankę na nocną szafkę. Telefon również odłożył, tym razem już całkowicie skupiając uwagę na niej, tym bardziej że nie stała w progu, tylko przyszła i przysiadła na łóżku.
      Na samo pytanie o Liama parsknął krótko z pogardliwym rozbawieniem. Na miłość boską, czy naprawdę nie było lepszych tematów do rozmowy? Mogli porozmawiać na przykład o tym, czym należy smarować ślad po soczystym pocałunku, który teraz zdobił jego skórę nad obojczykiem w postaci niewielkiego krwiaczka. Albo o tym, co zjedzą jutro na śniadanie. Była cała masa ciekawszych tematów, ale rozumiał, że Mina nie pytała, bo temat Liama ją fascynował, tylko dlatego, że przemawiała przez nią zwyczajna troska o niego. Sytuacja w przedpokoju zrobiła się napięta i odczuł to każdy.

      Usuń
    2. Prawda była jednak taka, że większą część swojej młodości spędził na podobnych szarpaninach i znacznie gorszych sytuacjach, więc nie zamierzał rozpamiętywać tej jednej. Dla siebie mógł już dawno puścić całe zajście w niepamięć. Nie oznaczało to jednak, że Liam dostał od niego rozgrzeszenie. Co to, to nie. Brant mógł zapomnieć o całej awanturze, ale Liam nadal miał u niego przejebane i w tej kwestii nic nie zmieni się przez długi czas.
      Podniósł się z łóżka i podszedł do drzwi, które zamknął mocniejszym pchnięciem, a potem odwrócił się na pięcie i podszedł do Miny. Zatrzymał się tuż przed nią, położył dłonie po obu stronach jej bioder i pochylił się w jej stronę, nie spuszczając wzroku z jej oczu. Z bliska widział jej mokre rzęsy i czuł znajomy zapach żelu pod prysznic. Co jego żel robił w drugiej łazience? Ach, Tate. Koda lubił wynosić buty, a siostra lubiła wynosić jego kosmetyki.
      — Uważasz, że warto marnować na niego czas? — zapytał, lekko przechylając głowę i zsuwając wzrok z jej oczu do piegów pod nimi, a po chwili też do jej ust. Materac ugiął się trochę pod naporem jego ramion. — Bo jestem przekonany, że jest wiele ciekawszych tematów do poruszenia — zauważył i podniósł spojrzenie z powrotem do jej oczu. — Chyba, że coś wam popsułem, to możemy to przedyskutować — rzucił zaczepnie. Chyba dopiero co poznali się na tych urodzinach, ale miłość od pierwszego wejrzenia to żaden literacki wymysł. To mogło się przecież zdarzyć.

      Brant Dawson 😈

      Usuń
  14. Nigdy nie dopuszczał do siebie nikogo tak na sto procent, nawet Tate nie wiedziała o nim wszystkiego, ale wynikało to przede wszystkim z tego, jak przez dużą część dorastania nauczył się postrzegać życie. Miał swoich kumpli, ludzi, z którymi trzymał się przez lata, ale kiedy przychodziło do rzeczy naprawdę istotnych, to i tak zawsze działał w pojedynkę. Bardzo wcześnie nauczył się, że może liczyć wyłącznie na siebie i to przekonanie zdążyło przez lata wrosnąć w niego tak głęboko, że nawet kiedy jego życie w końcu zaczęło wyglądać inaczej, nadal działał według tego samego odruchu. Radził sobie sam ze wszystkim, co nie oznaczało jednak, że odtrącał troskę, którą dziewczyny mu oferowały. Doceniał ich zaangażowanie i wszystkie gesty wsparcia, których nigdy mu nie szczędziły, nawet jeśli momentami naprawdę można było obejść się bez tego, ale po prostu przyzwyczaił się, że kiedy coś się waliło, pierwszą osobą, która miała się z tym uporać, był on sam. Dlatego wolał nie nie mówić, co mógłby zrobić Liamowi, gdyby go znowu spotkał, choć mandat byłby dla niego wybawieniem, tak samo jak to, że mógłby jeszcze oddychać. Generalnie liczył na to, że więcej się nie spotkają, ale nie musiał być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że ich drogi jeszcze się skrzyżują, choćby przez samo to, że zalecał się do Wilhelminy i będzie pojawiał się w jej otoczeniu. Przecież na sporą część imprez wśród znajomych chodzą we trójkę, więc prędzej czy później znów znajdzie się z nim w samym miejscu. Ale to była wizja dalekiego kiedyś. Teraz resztka nocy zapowiadała się ciekawiej, nawet jeśli zaczęła się od tematu gościa, który miał u niego tak samo wysokie notowania jak zeszłoroczny śnieg, czyli nie obchodził go wcale. Dobrze wiedział, że Mina przyszła z troski, ale gdyby chodziło tylko o to, może zatrzymałaby się w progu, bo do samego wybadania sytuacji nie musiała wchodzić w jego przestrzeń. Jeśli on kazałby jej teraz wyjść, na pewno wyszłaby bez słowa. To że ich relacja była pokręcona, nie oznaczało, że była pozbawiona szacunku. Ona respektowała jego granice, on starał się respektować te należące do niej, choć bywały momenty, kiedy je naginał i to w inny sposób niż aktualnie, wymuszając bliskość. Akurat przy takim przekraczaniu granic Mina szła z nim ramie w ramie, ale miał przynajmniej pewność, że też tego chciała. Że podobało jej się to kuszenie, to ciągłe prowokowanie i wyciąganie ich z bezpiecznej strefy komfortu. Do tej pory towarzyszył im dotyk, a przy poważniejszej intymności tylko wodzili się za nos i skrupulatnie dbali o to, żeby zachować resztki rozsądku, bo dobrze wiedzieli, że jeśli chociaż raz poszliby na całość, prawdopodobnie nigdy nie wróciliby już do stanu sprzed tych uciech. Dla niego nie byłby to żaden problem. Powiedzmy. Problemem byłaby jego siostra, która powiesiłaby go za klejnoty, gdyby się o tym dowiedziała, ale to i tak nie było najgorsze. Gorsze wydawało się to, że nie wiedział, jak finalnie poradziłaby z tym sobie Mina, bo gra gierką, do tej pory było to po prostu szczeniackie przeciąganie liny, ale gdyby połączył ich seks, to cała ta bezpieczna bańka, która opierała się na dystansie, prysłaby bezpowrotnie. Coś na pewno zmieniłoby się między nimi. Na pewno trudniej byłoby im się pilnować przy wszystkich, choć to już na obecnym etapie przypominało chodzenie po polu minowym, gdzie wystarczyłby jeden nieodpowiedni gest czy zbyt długie spojrzenie, żeby wszystko wysadzić w powietrze.
    — Pachniesz mną — zauważył, gdy oplotła dłońmi jego kark i znalazła się bliżej. Miał oczywiście na myśli zapach żelu, ale to nie brzmiałoby tak bezczelnie. — Całkiem mi się to podoba — stwierdził, czując jej chłodne palce na swojej skórze. Przeniósł swoje dłonie na jej uda, po czym bez słowa rozsunął je i zdecydowanym ruchem wsunął między nie swoje kolano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pochylił się mocniej i naparł na nią swoim ciałem, zmuszając ją do tego, żeby położyła się na plecach. Jego dłonie znów znalazły się po jej bokach, gdzie wsparł na nich ciężar swojego ciała, nie dając jej ani centymetra przestrzeni na ucieczkę. Oczywiście mogłaby go uderzyć i ten czas na ucieczkę w pewnym stopniu zyskać, ale nie sądził, że tego chciała.
      — Do poruszenia, Wilhelmino — zauważył wymownie, a kącik jego ust uniósł się w uśmiechu. Nie mówił o rozmawianiu, tylko o poruszaniu, a to zmieniało trochę postać rzeczy, jeśli pomyśleć o poruszaniu, jako o czymś totalnie fizycznym. — Chciałaś powiedzieć dobranoc... — zaczął i zbliżył się do jej szyi. Powoli przesunął językiem po jej skórze, cicho przy tym mrucząc. Była chłodna i miękka, nawet szczególnie delikatna. — Ale wolałbym, żebyś sprawiła, żeby ta noc była dobra — powiedział zaczepnie tuż przy jej skórze, na której złożył zaraz mocny pocałunek. — Więc zamiast grzecznego dobranoc, daj mi coś, co nie pozwoli mi zasnąć — zamruczał, lekko przygryzając jej skórę i spoglądając na nią z zuchwałym uśmiechem. — Zaskocz mnie, Wilhelmino.

      Brant Dawson 🔥🌙

      Usuń
  15. Właśnie to, co szczególnie go w niej pociągało, poza całą słodko-gorzką osobowością, za którą przepadał szczególnie, to że nie była łatwa w zasadzie pod żadnym względem, ale również tym związanym z mężczyznami. Nie narzekał na brak zainteresowania, ale nie lubił mieć wszystkiego podanego na tacy, bo nie był do tego przyzwyczajony. Potrzebował trochę więcej bodźców i odrobiny poczucia, że musi o coś się postarać, zanim w ogóle dostanie szansę, żeby po to sięgnąć. Być może wynikało to z tego, że w życiu o większość rzeczy musiał walczyć, a to, co przychodziło zbyt łatwo, nigdy nie miało dla niego większej wartości. Kobieta, która rozłożyłaby przed nim nogi za jeden uśmiech, przestałaby być dla niego interesująca już po pierwszych pięciu minutach, nawet jeśli spełniłaby każdą jego najbardziej fantazyjną zachciankę, żeby go zadowolić. Lubił zdobywać te, które znały swoją wartość, albo te nieśmiałe, które broniły się przed bliskością, mimo że w głębi duszy jej pragnęły, i w obu przypadkach działało na niego dokładnie to samo – świadomość, że jeden gest czy parę gładkich słówek to za mało, żeby dostać to, czego chciał. Nie był jednak facetem, który kolekcjonuje zaliczone kobiety, więc nie szukał takich okazji i nie oglądał się za nimi zbyt często. Nawet jeśli te krótkie, niezobowiązujące relacje potrafiły być kuszące i miały swoje zalety, to nie znajdowały się zbyt wysoko na liście jego potrzeb. Nie potrzebował kolejnych twarzy, które po kilku tygodniach przestałyby cokolwiek dla niego znaczyć, skoro miał obok siebie taką, która spełniała właściwie wszystkie jego wymagania. Mina była dokładnie tym rodzajem kobiety, który potrafił zatrzymać jego uwagę na dłużej, tylko problem polegał na tym, że była częścią jego rodziny. Od pewnego czasu ten fakt obchodził go coraz mniej, a ona coraz częściej pojawiała się w jego myślach, ale to zawsze jednak rodzina. Nie było łatwo powstrzymywać się przed pewnymi pragnieniami, ilekroć Wilhelmina znajdowała się w pobliżu, kiedy na przykład pichciły coś w kuchni w tych swoich piżamkach, a on siedział w salonie i teoretycznie przeglądał w telefonie grafik na najbliższy tydzień, albo gdy przychodziła po pracy i miała na sobie elegancką koszulę. Podobała mu się. Pociągała go. Myślał o niej i chciał jej, mimo całego ich powinowactwa, więc jasną sprawą było to, że prędzej czy później spróbuje po to sięgnąć. A kiedy spróbował, to nie spotkał się w zasadzie z żadną odmową, tylko może z odrobiną niepewności, która malała z każdym kolejnym razem, gdy granica między tym, co poprawne, mocno się zacierała. Ich gra zaczęła się już jakiś czas temu, a chociaż każde starało się, żeby to jego zdanie było tym ostatnim, a nie zdanie drugiej strony, to ostatecznie nikt w tej grze nie wygrywał, ani nie przegrywał. Chodziło o dobrą zabawę, a oboje czerpali z tego przyjemność, nawet jeśli momentami bezczelnie deptali po swoich odciskach. Ona znała jego słabe punkty, a on znał jej, bo przez ostatnie pięć lat mieli sporo okazji, żeby zrozumieć się na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim łączyła ich dobra, cenna relacja, oparta na zaufaniu i szczerości, której żadne z nich nie chciało efektownie spierdolić. Mina była wyjątkiem od każdej reguły, jaką dla siebie stworzył, bo była nie tylko pokusą, ale też kimś, kogo chęć posiadania mierzyła się z obawą przed utratą tego wszystkiego, co budowali przez lata. Do tego dochodziła jeszcze Tate, która pewnie nie byłaby w stanie zaakceptować tego stanu rzeczy. Może spróbowałaby zrozumieć, ale z dużym prawdopodobieństwem skończyłoby się to potężną awanturą i rozłamem, którego nikt w tym domu by nie udźwignął. Tate traktowała Minę jak siostrę, a jego jak jedynego brata, więc ten pokręcony układ wyglądałby w jej oczach jak czysta zdrada obu stron. Z drugiej strony, jeśli to między nimi coś zepsułoby się z czasem, to atmosfera też stałaby się nie do zniesienia dla wszystkich. Nie dałoby się udawać, że nic się nie stało. Oczywiście w ramach wytłumaczenia mogliby zrzucić to na jakąś kłótnię, ale to dalej tworzyłoby sytuację, która zmieniłaby między nimi wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istniało więc duże ryzyko, z którego oboje zdawali sobie sprawę, ale mimo to żadne z nich tego nie zatrzymało. Co więcej, oboje doprowadzili do tego, że on znalazł się w końcu na górze, tylko w nieco innym sensie, niż wspominał o tym na urodzinowej imprezie, a ona nawet nie próbowała go zepchnąć.
      Przez chwilę miał przemożną ochotę złapać jej kciuk w zęby, ale poczekał na dalszy rozwój sytuacji, a kiedy wytknęła mu dobrą noc, uśmiechnął się z satysfakcją, ale i rozbawieniem. Tylko ona potrafiła rozbroić go nawet w takich momentach. Ale dokładnie tak: noc nie była tak dobra, jak chciałby Brant Dawson. Na razie. Ich noc dopiero przecież się zaczęła, choć grę bardzo wstępną zaliczyli już w składziku, a za tę chamską malinkę będzie musiał dać jej solidnego klapsa.
      Bez zastanowienia złapał ją ciasno w talii i jednym zdecydowanym ruchem przerzucił bliżej środka łóżka. Zanim zdążyła chociażby odzyskać oddech, znalazł się tuż nad nią i chwycił oburącz za jej przedramiona. Siłą swoich ramion przytwierdził je mocno do materaca po obu stronach jej głowy, zaciskając palce na jej skórze z siłą, która jednoznacznie dawała do zrozumienia, kto w tym momencie dyktuje warunki.
      Zamiast pochylić się do jej warg, powoli zniżył twarz w stronę jej dekoltu.
      — Słabe polecenie, Wilhelmino — mruknął nisko, opuszczając głowę niżej, aż jego oddech przesiąkł przez materiał jej cienkiej bluzeczki. — Nie powiedziałaś gdzie, więc biorę to, na co mam w tej chwili ochotę.
      Docisnął usta bezpośrednio do jej piersi, składając tam powolny, ciężki pocałunek, po czym przygryzł lekko naprężony pod tkaniną sutek. Poczuł, jak jej ciało napina się pod nim przyjemnie, więc uniósł lekko głowę.
      — A jeśli chcesz mieć jakikolwiek wpływ na to, co zrobię dalej, to ładnie poproś. Zobaczymy, czy zrobisz to przekonująco — rzucił z uśmiechem i znowu zniżył głowę, przesuwając gorącym językiem po wilgotnym śladzie na materiale. Nie puszczał jej przedramion ani na milimetr, choć uważał, żeby nie sprawić jej tym dyskomfortu. Tym razem już nie tyle, co zatarli granice, a w całości je sforsowali.

      Brant Dawson 😈💋

      Usuń
  16. Spędzili ze sobą tak dużo czasu, że nawet jeśli nie wiedział o niej wszystkiego, to w dużej mierze zdążył ją poznać i dostrzegać rzeczy, których nie mówiła wprost. W codziennym życiu bez mrugnięcia oka przyjmowała jego zaczepki i potrafiła odwinąć mu się z równą bezczelnością, ale pod tą całą swobodą kryła się wrażliwość, której nie potrafiła schować, gdy wchodziły odczucia większego kalibru. Zauważał to za każdym razem, gdy ich ciała znajdowały się bliżej siebie, a ich gra zaczynała niebezpiecznie zbliżać się do granicy przyzwoitości. Gdy atmosfera zagęszczała się między nimi, a napięcie stawało się namacalne, to wtedy właśnie dostrzegał te wszystkie niuanse, zmianę spojrzenia, szybszy oddech, lekkie napięcie ciała i ten powstrzymywany do ostatniej chwili dreszcz, gdy jej duma walczyła z pragnieniem, które stopniowo w niej rosło, a z którym nie chciała się obnażać. Uwielbiał w niej to. Gdy reagowała tak intensywnie, a jednocześnie tak prawdziwie, pozbawiona swoich gotowych ripost, to doprowadzało go po prostu do szaleństwa. Była tak wrażliwa na bodźce, że czasem wystarczało niewiele, jakaś bliższa odległość czy odpowiednio przeciągnięte spojrzenie, żeby zobaczył zmianę w jej reakcji, ale to właśnie to, że tak wiele potrafiło się w niej wydarzyć pod wpływem czegoś pozornie niewielkiego, fascynowało go chyba najbardziej. Teraz akurat ciężko było mówić o czymś niewielkim, skoro znaleźli się w jednym łóżku i to nie po to, żeby zaraz zasnąć, ale jej ciało reagowało adekwatnie do intensywności chwili. Wstrzymywała oddech, gdy pieścił jej sutek przez materiał piżamy, czerwieniła się na policzkach i drżała, gdy ubierała myśli w słowa, dzieląc się głośno tym, czego pragnęła. A to wszystko działo się dokładnie pod nim, w granicach jego uścisku, przez niego i dla niego. Ta błyskawiczna linia od chłodnego dystansu do całkowitego zatracenia doprowadzała go do szału. Widok tego, jak zaledwie w parę sekund stawała się rozpalona, chętna i kompletnie poddana bodźcom, które jej serwował, działał na niego jak dobry narkotyk. I też uzależniał, w to nawet nie wątpił, bo doskonale wiedział, że ten jeden raz nie będzie w stanie mu wystarczyć. To po prostu niemożliwe.
    Spojrzał na nią, gdy wymamrotała jego imię, a potem popatrzył na jej usta i poczuł jak gorąca fala podniecenia przetoczyła się przez całe jego ciało. W dole brzucha sprężył się ciężki ucisk, a jego męskość stwardniała do granic możliwości, napierając ciasno na materiał spodni. A kiedy z jej ust wyrwała się konkretna prośba, powoli podciągnął się wyżej, nie wypuszczając jej z ciasnego uchwytu. To było odważne. Zatrzymał się tuż nad nią, unosząc się na ramionach na tyle, żeby zmusić ją do spojrzenia mu prosto w oczy. W kącikach jego ust pojawił się bezczelny uśmiech, a on zniżył twarz, zatrzymując wargi milimetry od jej ust, ale nie dając jej dotyku.
    — Zrobić ci dobrze ustami? — powtórzył nisko, rozkoszując się brzmieniem każdego słowa. Przesunął głowę niżej, muskając oddechem jej szyję, po czym delikatnie przygryzł skórę tuż pod uchem. Oczywiście, że wiedział, o co dokładnie go prosiła, ale gdyby dał jej to od razu, poczułaby zbyt szybką satysfakcję, a on wolał budować to napięcie aż do granicy wytrzymałości. Na ułamek sekundy rozluźnił uścisk na jej nadgarstkach, po czym jednym zdecydowanym ruchem chwycił za brzeg jej bluzki i pociągnął ją w górę, uwalniając jej skórę z cienkiego materiału. Porzucił materiał gdzieś na podłogę, a jego palce znów błyskawicznie złapały jej oba nadgarstki i płynnym ruchem przycisnął je z powrotem do materaca, tym razem nad głową. Unieruchomił jej ręce jednym ramieniem, a gdy zniżył twarz, objął ustami jej stwardniałą pierś, zasysając ją mocnym ruchem. W tym samym czasie jego wolna ręka zsunęła się w dół, błądząc po jej brzuchu, sunąc po linii bioder i niebezpiecznie blisko wilgotnego, gorącego środka. Gdy jego dłoń wreszcie natrafiła na przeszkodę cienkiego materiału jej piżamy, przesunął palcami bezpośrednio po tkaninie, dociskając dłoń do samego centrum jej pożądania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wtedy oderwał się od jej piersi i podniósł lekko, żeby spojrzeć Minie w oczy. Jego wzrok był ciężki od podniecenia, ale ten jej prezentował się bardzo podobnie.
      — Zawsze jesteś taka mokra, gdy o mnie myślisz? — Przygryzł swoją wargę i przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, smukłej i filigranowej, prawie nagiej i rozpalonej. Wsunął palce pod materiał piżamy i wciągnął gwałtownie powietrze, czując od razu uderzenie jej gorąca. — Kurwa, Minnie — sapnął lekko i powoli przesunął palcami po wrażliwym miejscu, zmuszając ją do kolejnego drżenia. Zamruczał nisko, zwiększając intensywność swoich pieszczot i zatapiając się w tym, jak wilgotna była. Miał ochotę wsunąć w nią palec, ale chciała, żeby zrobił jej dobrze ustami, więc najpierw to.
      — Powiedz mi jeszcze raz, czego tak bardzo ode mnie chcesz — rzucił nisko, patrząc na nią z góry i nie pozwalając na żaden ruch rąk. Uwolni je, gdy tylko powtórzy na głos to, czego pragnęła. Z tej perspektywy prezentowała się cudownie, ale pomiędzy jej nogami widok będzie równie obłędny.

      Brant Dawson 😈🔞

      Usuń
  17. Zawsze uważał, że jej uroda jest nietuzinkowa i dobrze pamiętał moment, w którym zobaczył ją po raz pierwszy, bo był naprawdę zaskoczony, a już wtedy zwróciła jego uwagę czymś, czego nie potrafiłby sprowadzić wyłącznie do wyglądu. Nie była przeciętnym typem urody, który łatwo pomylić z dziesiątkami innych kobiet. Jej uroda miała w sobie coś zadziornego, ale może po prostu pasowała do tego błysku w oku, który pojawiał się, kiedy zamierzała mu odpowiedzieć czymś równie zaczepnym, i tworzyła z charakterem pięknie komponującą się całość. Poza tym lubił jej piegi. Te malutkie kropeczki rozsypane po ciele dodawały jej trochę dziewczęcego uroku i był święcie przekonany, że nie on jeden, jako facet, zwracał na nie uwagę właśnie w ten sposób. One przełamywały jej dorosłą, kobiecą urodę czymś delikatnym i trochę niewinnym, co zaskakująco dobrze działało na facetów, w tym również na niego. Gdyby było inaczej, nie mieliby dziś w przedpokoju takiej chwilowej spiny. Gdyby było inaczej, nie miałby ochoty bawić się z nią w łóżku i tak bezwstydnie grzeszyć. Ale właściwie trudno było się dziwić, że ludzie niekiedy dopytywali, jak dokładnie wygląda ich pokrewieństwo, bo gdzieś w teorii, przez małżeństwo swojego rodzica, byli rodzeństwem, ale pod względem wyglądu byli od siebie różni dosłownie we wszystkim. Nie posiadali zresztą żadnych wspólnych genów, więc to oczywiste, że Brant przy Minie wyglądał jak człowiek z zupełnie innej gałęzi drzewa genealogicznego. On odziedziczył po swoim ojcu zupełnie inne rysy twarzy, ciemniejszą oprawę oczu i ciemniejszą karnację, a Mina po matce skórę miała mlecznobiałą i oczy w odcieniach błękitu i zieleni. W jego piwnych tęczówkach może dałoby się odszukać jakieś pigmenty, które byłyby wypadkową tych dwóch, ale zdecydowanie więcej było w nich złotych i miedzianych plamek. W tej chwili były jednak ciemne i ciężkie od pożądania, które zdawało się płonąć w jego spojrzeniu i obiecywało dokładnie to, czego tak pragnęła.
    Spojrzał na nią, gdy jęknęła głośniej i uśmiechnął się kącikiem ust, widząc, że wbiła zęby w swoje ramię, żeby zagłuszyć ten dźwięk. Oczywiście tutejsze ściany nie należały do szczególnie grubych, przynajmniej te wewnątrz, bo z to co zewnątrz było akurat całkiem dobrze stłumione, więc istniało duże prawdopodobieństwo, że gdyby Tate przeszła do kuchni po szklankę czegoś do picia, wtedy usłyszałaby ich zza drzwi. Może gdyby nie te ciuchy, które powoli spadały z nich na podłogę, mogliby nawet udawać, że zasnęli, oglądając jakiś film na laptopie, bo ten leżał z podniesionym ekranem na komodzie naprzeciwko, ale do tego nie potrzebowaliby przecież zrzucać z siebie piżamek. Tak czy inaczej, Brant miał na to sposób, a nie wątpił, że jego dłoń doskonale i z przyjemnością dopasuje się do ust Wilhelminy i skutecznie stłumi jej jęki.
    Przesunął wzrok na jej usta i wyciągnął dłoń spod materiału jej spodenek. Przeciągał to celowo, ale teraz tak cudownie powtórzyła te słowa, tak ciężko i z takim soczystym pragnieniem, że przez moment sam miał ochotę zapomnieć o całej swojej cierpliwości. Mina była doskonała i on miał na nią teraz niewyobrażalnie wielka ochotę, ale to podpuszczanie się do granic wytrzymałości było równie przyjemne, dlatego w to brnął. Nie miał jeszcze okazji zobaczyć Miny w takim wydaniu, gdy drżała pod nim niespokojnie, a jej zamglone pożądaniem spojrzenie do szaleństwa pragnęło więcej intensywnych bodźców. Da jej wszystko, czego tylko zechce, ale na swoich zasadach.
    — Mhm, grzeczna dziewczyna — szepnął, zbliżając się do kącika jej ust. Zostawił tam krótki pocałunek i odsunął się zaraz. Uwolnił jej ręce i dźwignął się na ramionach, wstając z łóżka. Teraz to ona mogła dostrzec to, co z nim robiła, ale tylko przez chwilę, bo zaraz pochylił się w jej stronę, sięgnął do materiału spodenek i ściągnął je z niej, odrzucając gdzieś na bok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jego spojrzenie przebiegło powoli po jej nagiej sylwetce, bo dopiero teraz mógł stwierdzić, że kiedy wyobrażał ją sobie taką, to jego wyobrażenie miało się nijak to tego, co właśnie widział przed sobą. Wilhelmina była śliczna, szczególnie, gdy leżała przed nim naga i rozpalona.
      Chwycił ją mocniej za nogi nad kostkami i jednym ruchem przyciągnął bliżej krawędzi łóżka i samego siebie. Oparł się kolanem o materac i zniżył się do jej brzucha, składając tam najpierw kilka mokrych pocałunków. Potem zrobił to samo po wewnętrznej stronie jej uda, gdzie zassał skórę, a gdy poczuł, jak drży, tylko podniósł na nią spojrzenie. Za chwilę jego palce mocniej zacisnęły się na jej biodrach, dociskając je do materaca, i przesunął leniwie językiem po jej kobiecości, słodkiej i rozgrzanej do granic możliwości. Powtórzył ruch, zwiększając intensywność i czując jak jej ciało pulsuje pod nim. Była naprawdę słodka. Zaczął pieścić ją ustami, scałowując z niej podniecenie i samemu próbując nie dojść przez to, jak na na niego reagowała, jak drżała i napinała się przy każdym muśnięciu języka. W pewnym momencie, nie przerywając pieszczot, cofnął jedną rękę z jej biodra, a drugą przełożył tak, żeby unieruchomić jej talię. Ostrożnie wsunął w nią palec i zaczął nim poruszać, dając jej podwójną przyjemność, a sobie potężną dawkę satysfakcji.

      Brant Dawson 👅🔞

      Usuń
  18. Lucien nie był w stanie zliczyć ilości odbytych wycieczek do ekspresu z kawą, która zastąpiła mu dziś wszystkie posiłki poza gotową kanapką z marketu zjedzoną w szalonym, porannym pędzie. Od rana zajmował się nową sprawą, która wydawać by się mogło, że posiadała rychłe, beznadziejne zakończenie. Nie dla Luciena, który sprawy beznadziejne uważał za te najbardziej godne uwagi. Dla większości ludzi błache drobiazgi zasługiwały na zapomnienie, dla Valmonta był to początek kolejnego problemu, który może rzucić nowe światło na całą sprawę. Nie lubił zostawiać spraw w połowie, ale tego wieczoru miał już inne zobowiązanie, które pojawiło się zupełnie nieproszone, gdy jego telefon nagle wyświetlił nową wiadomość tekstową. Westchnął ciężko, wstając od biurka. Chwycił marynarkę, dotknął dłonią srebrnego sygnetu, jakby chciał się upewnić, że nadal niezmiennie zajmuje dumne miejsce na jego palcu i wsunął telefon do garniturowych spodni. Nie wysilał się, aby napisać wiadomość zwrotną. Wilhelmina doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyzna nie należał do zbyt rozmownych za pomocą przeznaczonych do tego komunikatorów. Zbyt mocno cenił sobie rozmowę w cztery oczy.
    Pół godziny później zatrzymał samochód niedaleko wejścia do baru. Było późno. Ulica powoli pustoszała, a światła lokali odbijały się w mokrym asfalcie. Lucien zgasił silnik i przez chwilę siedział jeszcze za kierownicą. Był trzy minuty przed umówioną godziną. Nie lubił być za wcześnie. Nie lubił też spóźniać się choćby o minutę. Nie wynikało to wyłącznie z szacunku do czasu. Lucien po prostu nie znosił sytuacji, w których wszystko zaczynało zależeć od przypadku. Trzy minuty były wystarczające, by znaleźć miejsce do zaparkowania, wysiąść i podejść pod wejście bez konieczności czekania na kogoś przez kwadrans. Jednocześnie pozostawiały mu niewielki margines, gdyby wydarzyło się coś nieprzewidzianego. Spojrzał na zegarek jeszcze raz, choć doskonale wiedział, która jest godzina. Potem zerknął przez przednią szybę. Mężczyzna stojący po drugiej stronie ulicy palił papierosa. Kobieta wychodząca z pobliskiego sklepu poprawiła pasek torebki. Taksówka zatrzymała się przy krawężniku, wysadziła pasażera i po kilkunastu sekundach odjechała. Lucien nie robił tego świadomie. Jego wzrok po prostu rejestrował szczegóły. Twarz. Sylwetka. Kierunek. Wyjście. Nawyk, którego nigdy się nie pozbył.
    Wysiadł z samochodu dopiero wtedy, gdy na zegarku pojawiła się umówiona godzina. Zamknął drzwi i przez moment poprawił mankiet koszuli. Srebrny sygnet na prawej dłoni odbił światło latarni. Lucien oparł się lekko o samochód i skrzyżował ręce na piersi. Nie zamierzał pisać, że już jest. Nie zamierzał też dzwonić. Powiedziała, o której skończy. Ufał jej słowom, a jeśli coś się zmieniło, dowie się o tym, kiedy trzeba. Kilka minut później drzwi baru otworzyły się i na chodnik wyszła grupa osób. Lucien uniósł wzrok. Nie szukał jej nerwowo. Nie musiał. Jedno spojrzenie wystarczyło. Rozpoznał ją natychmiast. Wyprostował się i poczekał, aż Wilhelmina dostrzeże go po drugiej stronie chodnika. Dopiero wtedy ruszył w jej stronę.
    — Wyglądasz, jakbyś miała za sobą wyjątkowo udany dzień — odezwał się jako pierwszy Lucien i pozwolił, aby jego ramię delikatnie, z lekką rezerwą objęło kobietę w ramach przywitania. Chwilę później wysunął z marynarki paczkę papierosów. Nie palił zbyt często, ale jego własny dzień udowodnił mu właśnie, dlaczego ludzie w ogóle palą.
    — Mój dzień był niewiele lepszy — dodał spokojnie, wyjmując jednego papierosa, którego zapalił i porządnie się nim zaciągnął. — Chociaż przynajmniej wiem, kto sfałszował dokument. Nie wiem jeszcze tylko, dlaczego zrobił to tak nieudolnie.
    Uniósł wzrok na Wilhelminę, a na jego twarzy pojawił się cień rozbawienia.
    — Podejrzewam, że twój wieczór ma ciekawsze zakończenie, skoro zdecydowałaś się mnje tu ściągnąć.


    Lucien

    OdpowiedzUsuń
  19. W innym przypadku najpierw doprowadziłby ją na skraj cierpliwości, gdzie pożądanie zaczęłoby mieszać się z frustracją, a ona w równym stopniu pragnęłaby czuć go w sobie, co po prostu go za to zabić, a dopiero później pozwoliłby jej dojść i zaznać czystego spełnienia. Pobawiłby się z nią w ten sposób, bo powolne roztapianie czyjegoś rozsądku w szaleństwie dawało mu sporą satysfakcję, ale ten przypadek był bardziej osobliwy. To był ich pierwszy raz, przynajmniej tak fizycznie w rzeczywistości, bo to, czego doświadczali w wyobraźni, to inna bajka, dlatego nie chciał specjalnie tego przeciągać. Za bardzo pragnął w nią wniknąć i poczuć ją pod sobą, albo na sobie, a potem zderzyć fantazje z rzeczywistością i przekonać się, jak jej ciało naprawdę na niego reaguje. Był ciekawy, ile w tym ich całym codziennym droczeniu się, było zwykłej gry pozorów, a ile autentycznego pożądania, bo do tej pory oboje idealnie pilnowali momentu, w którym należało wyhamować, żeby trzymać nad wszystkim jakąkolwiek kontrolę, więc ciężko było tak naprawdę przejrzeć drugą stronę i określić, co było prawdą, a co jedynie pustą prowokacją. Ale teraz był zaskoczony. Nawet bardzo, bo wychodzi na to, że oboje pragnęli tego tak samo mocno i bezczelnie, a Wilhelmina oddawała mu się teraz tak słodko, że może powinien zacząć żałować każdej sekundy, którą wcześniej zmarnowali na udawanie obojętności.
    Nie był jednak zbyt dobry w traceniu czasu na gorzkie refleksje, dlatego wolno przeciągnął językiem po jej rozpalonym ciele, chłonąc każde jej niekontrolowane drżenie, a potem zaczął pieścić ją namiętnie i coraz bardziej intensywnie, lekko zasysając wrażliwie miejsce i scałowując z niego gorący żar. Czuł, jak jej ciało napinało się z każdą chwilą, że w pewnym momencie zaczęła poruszać się pod nim niespokojnie, szukając bliskości, która przyniosłaby jej to upragnione ukojenie. Wsunął w nią drugi palec, kiedy powiedziała, żeby nie przestawał i zwiększył tempo, czując, jak jej wnętrze zaciska się wokół niego w gorączkowym skurczu. Wszystkie dotychczasowe wyobrażenia i fantazje bledły w zderzeniu z tym, co działo się teraz tuż pod jego ustami, gdy Mina dochodziła do spełnienia. Spojrzał na nią, nie odrywając się od pieszczot, i uśmiechnął się nieznacznie, patrząc na jej rozchylone w przyjemności wargi. Nimi też się później zajmie. Na pewno są tak cudowne, jak cała ona. A kiedy poczuł, jak jej ciało zaczyna ubierać się w coraz mocniejsze dreszcze rozkoszy, wysunął z niej palce, złapał ją mocniej za uda i docisnął usta do jej pulsującej kobiecości, dając jej dokładnie to, czego tak bardzo potrzebowała i samemu rozpływając się po chwili w słodkim smaku jej spełnienia. Chłonął każdy jej tętniący skurcz i bezbronny ruch bioder, czując w sobie rosnącą satysfakcję. Dostała swoje ukojenie, ale dla niego był to dopiero początek.
    Powoli uniósł się nad nią, nie dając jej zbyt długiej chwili na ochłonięcie czy zebranie rozproszonych myśli. Rozepchnął jej kolana szerzej, wsuwając się między jej uda, i spojrzał jej prosto w oczy, dostrzegając w nich wciąż odbijającą się rozkosz. Uśmiechnął się krótko, a potem bez zbędnego przeciągania, nie spuszczając z niej wzroku, zsunął odrobinę materiał swoich dresowych spodni i powoli, z bezczelną pewnością, wszedł w nią jednym głębokim ruchem, ucinając jej cichy jęk gwałtownym pocałunkiem. Rozchylił jej wargi swoimi i wsunął w nie język, dając jej szansę poczuć posmak jej własnego spełnienia, a przy tym też to jak głęboko zamierza w niej pozostać. Zaczął poruszać się w niej leniwymi, płynnymi ruchami, czując, jak jej ciasne, rozgrzane ciało oplata go i napina się w odpowiedzi na jego fizyczną obecność. A jej usta były dokładnie takie, jak się spodziewał. Cudowne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Aż tak bardzo mnie potrzebowałaś, Mina? — szepnął prosto w jej usta. — Zaciskasz się wokół mnie przy każdym ruchu — zauważył, mrucząc rozkosznie nad jej wargami, bo sprawiała mu tym wielką przyjemność. Wyprostował się zaraz nad nią, przyciągnął ją mocno do siebie za biodra i przyspieszył, uderzając w nią mocniej i wsuwając się w nią głębiej. Patrzył na nią z góry, rozkoszując się widokiem jej ciała, które falowało w narzuconym przez niego rytmie. A po chwili sam zaczął oddychać głębiej przez lekko rozchylone usta, bo z każdym pchnięciem narastała w nim potęga tych doznań i bezwzględna potrzeba zatracenia się w niej całkowicie. Była taka mokra i ciasna, taka rozkoszna, że gdy wsuwał się w nią do końca, przez jego ciało przechodził głęboki, drżący impuls, który pozbawiał go ostatnich barier i jakiejkolwiek powściągliwości. Miał ochotę zatracić się w niej bez reszty, ale dla niej chciał zachować więcej czułości, bo mimo całego pożądania nie chciał sprowadzać tego wszystkiego wyłącznie do jakieś brutalnej, mechanicznej rozkoszy. Mina była dla niego bardzo ważna, dlatego nie chciał, żeby w całym tym szaleństwie poczuła się przez niego zraniona. W głębi duszy pragnął być dla niej oparciem, a nie zagrożeniem. Był intensywnym człowiekiem na co dzień, w łóżku również, ale choć brał dokładnie to, czego pragnął, jej dobro było dla niego ważniejsze niż własna dominacja.

      Brant Dawson 😈🔞

      Usuń