21 kwietnia 2017

[KP] I want to somebody

 Josephine Lorens
urodzona 21 marca 1995 roku w Chicago  siostra bliźniaczka zmarłej Rose szalona optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary całe życie w podróży ⚝ złakniona przygód i nowych wrażeń pociąga ją adrenalina i niebezpieczeństwo fanka sportów ekstremalnych  pozornie silna i twarda, ale tak naprawdę skrywa w sobie wiele delikatności w Nowym Yorku kilka miesięcy ⚝ 
Chciałaś przygody, niebezpieczeństwa i miliona nowych wrażeń. Miałaś dosyć sztywnych zasad, staroświeckich rodziców i idealnej siostry. Pragnęłaś zaznać czegoś nowego, oderwać się od szarej rzeczywistości, która cię dobijała i nie pozwalała żyć tak jak chciałaś. W wieku siedemnastu lat spakowałaś plecak i wyjechałaś ze Stanów. Podróżowałaś po wielu krajach Europy, zawierając mocne przyjaźnie, a także doświadczając na własnej skórze jak niesprawiedliwe potrafi być życie. Mimo, że miałaś przy swoim boku wiele ludzi, zawsze byłaś samotna. Nie miałaś opoki, nie miałaś kogoś, kto mógłby o ciebie zadbać. Dopóki nie trafiłaś do NY.
Jesteś pewna siebie, spontaniczna i dobra. Masz serce wypełnione złotem, chociaż czasami źle go używasz. Postępujesz niewłaściwie, popełniasz za dużo błędów i bywasz nietaktowna. Niezmiennie jednak - szczera do bólu i prawdziwa. Nie nosisz masek, przed nikim niczego nie udajesz i zawsze jesteś sobą. Nie kłamiesz, nie oszukujesz i nie jesteś intrygantką. Bywasz zbyt wylewna, a kiedy ci na czymś zależy walczysz o to całym sercem. Bronisz własnych wartości i swojego zdania. Nigdy się nie poddajesz i wierzysz w dobro, istniejące w każdym człowieku.



Witam się po raz drugi z moją Jojo. Przepraszam za tak nagłe zniknięcie i zapraszam do wątków, starych bądź nowych. Bawmy się!

12 komentarzy:

  1. [Cześć :) Przychodzę z dość sporym opóźnieniem, bo też nie ma mnie w domu, ale lepiej późno niż wcale :) Jeśli masz ochotę, to możemy kontynuować nasz stary wątek. Mam zapisane rozpoczęcie, więc mogłabym Ci je ponownie podesłać, no ale w razie czego to najwcześniej jutro :)]

    MAILLE CRESWELL

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Nie byłabym sobą, gdybym na początku nie pochwaliła przeuroczego gifa w karcie. I jak ten uśmiech pasuje do całej Josephine! Cudnie ♥
    Panienka do rany przyłóż, chciałoby się powiedzieć. Gerald z pewnością nauczyłby się być przy niej bardziej... Ludzki. Poza tym odrobinę zazdroszczę jej tych wszystkich podróży, które odbyła w swoim życiu. Zazdroszczę, ale z drugiej strony piekielnie bym się tego bała.
    Nie miałyśmy okazji się spotkać, ale mam nadzieję, że tym razem nie uciekniesz nam z bloga tak nagle. A najlepiej wcale. Życzę Ci samych niezapomnianych przygód z Twoją Jojo - bo inne być nie mogą z taką podróżniczką c: I w razie chęci zapraszam do nas bo nie ukrywam, że chętnie porwałabym tą istotkę na jakiś wątek. Możemy na przykład wykorzystać brata bliźniaka Geralda (zainspirowała mnie wzmianka o bliźniaczce w karcie), z którym nikt tak naprawdę nie wie, co się dzieje i gdzie przebywa. Jojo mogła poznać go w trakcie swoich podróży, a że niedobry z niego pan, ma z nim niewyrównane rachunki. I gdy w Nowym Jorku napotyka gdzieś Geralda, sądzi że to właśnie o niego jej chodzi i to on oberwie po głowie za winy brata. A dalej... Kto wie?
    Gdybyś miała jakieś inne pomysły i życzenia, pisz śmiało. Spełniamy każde c:]

    Gerald

    OdpowiedzUsuń
  3. [I znowu na siebie wpadamy. ;> Hej, cześć. Tak jak wyżej, gdybyś chciała kontynuować stary wątek to zapraszam. c: Ewentualnie na coś nowego.]

    Carmen & Tyler

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy Maille dostała zaproszenie na zlot food truck’ów, była w ciężkim szoku. Kompletnie się tego nie spodziewała. Nawet o tym nie marzyła, a przynajmniej jeszcze nie, ponieważ Tostmania nie była aż tak znanym food truck’iem jak prawdziwi wyjadacze w tym dość osobliwym biznesie, którzy obstawiali różnego rodzaju imprezy i brali udział właśnie w takich wydarzeniach. Dla niej było to niesamowite wyróżnienie i kiedy już uporała się z niedowierzaniem, roześmiała się w głos, co tylko spotęgowały puste jeszcze ściany nowo wynajętego mieszkania. Zlot miał się odbyć w stanie Georgia, w Atlancie. Pierwszym, co kobieta sprawdziła, była dzieląca ją od tego miejsca odległość. W końcu była tylko przyjezdną z Irlandii, ledwo co zdążyła dobrze poznać Nowy Jork, a gdzie tam mowa o innych miastach czy stanach USA! Według Google Maps od celu dzieliło ją nieco ponad 12 godzin jazdy samochodem, czyli nie tak źle. Bo chyba nie trzeba było dodawać, że choćby nie wiadomo jak duży dystans dzieliłby ją od miejsca zlotu, to zamierzała pojechać i spełnić swoje niewielkie marzenie?
    Mimo tego, że była pijana ze szczęścia, wiedziała, że odpowiednio wcześniej powinna się przygotować i należycie zorganizować. I od razu wiedziała, że sama sobie nie poradzi, a raczej na upartego dałaby radę, ale najprawdopodobniej, żeby to zrobić, musiałaby wypruć sobie żyły. Dla własnego dobra powinna znaleźć kogoś nie tylko do pomocy, ale też do towarzystwa i przetrząsnęła w głowię listę swoich znajomych i przyjaciół, zastanawiając się, kto byłby najodpowiedniejszy. Wielu nie mogła poprosić o pomoc ze względu na obowiązki, które nie pozwoliłyby im tak nagle i niespodziewanie opuścić Nowego Jorku. Właśnie wtedy przed jej oczami stanęła uśmiechnięta twarz Jojo – ta dziewczyna, jej dobra znajoma, żyła podróżami i przygodami, i na pewno byłaby w stanie być gotowa do drogi w pięć minut, choć akurat tego Maille od niej nie wymagała. Niemniej jednak od razu zadzwoniła do dziewczyny i tak, jak się spodziewała, nie musiała długo jej namawiać na wspólny wyjazd.
    Od wykonania tego telefonu minął tydzień – tydzień spędzony na żmudnych przygotowaniach. Maille nie chciała obciążać Josephine niczym ponad pomoc już na miejscu, podczas zlotu, więc sama zajęła się przeanalizowaniem trasy i wynajęciem pokoju w hotelu w Atlancie. Zrobiła zapasy potrzebnych jej produktów, nie wiedząc czy będzie w stanie dostać wszystko na miejscu i spakowała torbę, starając się postawić na minimalizm, ale która kobieta umiała spakować tylko tyle rzeczy, ile w rzeczywistości będzie jej potrzeba? Cały wypad, wliczając w to dni spędzone na podróży tam i z powrotem miał trwać tydzień, więc duża walizka była tutaj zbędna, a jednak Maille i tak z trudem zmieściła się do tej mniejszej.
    Z Nowego Jorku wyjechały późnym wieczorem, gdyż nocą na drogach panował zdecydowanie mniejszy ruch. Po drodze, gdzieś po pokonaniu połowy trasy Creswell planowała zatrzymać się w motelu i nieco odpocząć – nigdy nie była zmuszona prowadzić samochodu tak długo, a co za tym idzie, nie znała swoich możliwości i wolała chuchać na zimne. Oczywiście poruszały się kolorowym food truck’iem, którego na autostradzie wszyscy wyprzedzali, bo też przerobiona na lokal gastronomiczny na kółkach furgonetka nie była w stanie rozwinąć zawrotnych prędkości.
    — Dziękuję, że ze mną pojechałaś — rzuciła w pewnym momencie i odrywając wzrok od drogi, posłała Jojo wesoły uśmiech. — Gdybyś się nie zgodziła, chyba nie miałabym kogo poprosić o pomoc — dodała, wracając do obserwacji jasno oświetlonego pasa ruchu. Nocna audycja w radiu wypełniona była przebojami z dawnych lat, a cyfrowy zegar wmontowany w deskę rozdzielczą wskazywał na godzinę pierwszą w nocy, co oznaczało, że w trasie były już od pięciu godzin.

    [Mam nadzieję, że takie rozpoczęcie może być – starałam się jak najlepiej zarysować całą sytuację i proszę, wysyłam raz jeszcze :)]

    MAILLE CRESWELL

    OdpowiedzUsuń
  5. [Myślałam o tym i niestety przychodzą mi do głowy same banały. A choćby i jakiś przelotny romans, bo jeśli Jojo wierzy w dobro istniejące w każdym człowieku, to i Damien mógł nabrać ją na miłe słowo i maślane spojrzenia. Natomiast jeśli uznasz, że to jednak za dużo, możemy pójść w stronę... No nie wiem, kradzieży? Może pożyczonych pieniędzy? Jak myślisz?
    Bo co do rozbijania piwa na głowie to śmiało! Gerald to nie taka znowu klucha, żeby przestraszył się odrobiny szkła :D]

    Gerald

    OdpowiedzUsuń
  6. [No proszę, niespodziewanie wplątałam złego braciszka w kawał ciekawej historii. Ale to dobrze, niech nie myśli, że będzie wiódł sobie tutaj spokojne życie, o nie. Sądzę, że nie musimy w tym momencie wiedzieć nic więcej, a wszystko ładnie nam się rozwinie w wątku.
    Napiszę nam wieczorem jakieś zgrabne zaczęcie (a przynajmniej postaram się bardzo mocno, by takie właśnie było). Chyba, że będziesz miała na to ochotę i czas wcześniej, to oczywiście zapraszamy c:]

    Gerald

    OdpowiedzUsuń
  7. Oparł swoje czoło o kierownicę samochodu i z zamkniętymi oczami modlił się w duchu o jakieś objawienie. Jeden uśmiech losu. Jakiś znak. Cokolwiek, co pomogłoby mu doprowadzić ten przeklęty dzień do końca. Mimo usilnych starań, mimo tłuczenia pięścią o deskę rozdzielczą i niemal wyrywania z podwozia dźwigni zmiany biegów, silnik nie zamierzał współpracować. Dławił się i wydawał z siebie przeciągłe jęki, aż wreszcie zamilkł na dobre i nic nie wskazywało na to, by miał jeszcze ochotę próbować. Był to jeden z tych dni, nad którymi traciło się zupełnie kontrolę. Wszystko znało swoje miejsce i swój porządek, a jednak nic nie chciało się tego trzymać. Ramię w ramię, jak jeden mąż, bo jeżeli cokolwiek miało się nie udać, najlepiej by nie udawało się wszystko na raz. Analizując cały swój dzień od porannego korka w centrum miasta, poprzez piekielne zamieszanie w szpitalu i falę pacjentów zjawiających się nie wiadomo skąd, jak po straszliwym kataklizmie, aż do teraz, do tego nieszczęsnego parkingu i martwego samochodu doszedł do wniosku, że już nic nie jest w stanie go zaskoczyć. Był zmęczony, głodny i gdzieś pomiędzy gonitwą sprzecznych myśli i epitetów nie było nawet miejsca na złość. Pragnął jedynie dostać się do domu. Rzucić się na kanapę w ubraniu w i butach i tak zaczekać na napływ odrobiny entuzjazmu. Jeśli taki w ogóle miał go dzisiaj nawiedzić.
    Wezwał zaufanego mechanika, ale nie zamierzał na niego czekać. Pozbierał z tylnej kanapy samochodu swoją aktówkę oraz wszystkie rozrzucone po niej dokumenty i udał się ku głównej ulicy z nadziei, że uda mu się szybko zatrzymać dla siebie taksówkę. Nie znosił ich. Wydawały mu się brudne i po takiej podróży miał ochotę czym prędzej wziąć gorący prysznic, choć nie zawsze miało to swoje uzasadnienie. Był po prostu uprzedzony, tak samo jak do zakupów w centrach handlowych i muzyki country. Teraz było mu wszystko jedno i spoglądał na każdy przejeżdżający obok, żółty pojazd błagalnym wzrokiem. Wszystkie miały już swojego klienta, a Gerald wspierając się ramieniem o uliczną latarnię zaczął przeliczać swoje siły na możliwość dotarcia do centrum Manhattanu na piechotę. Absurdalny pomysł, ale może przy jego całkowitej kapitulacji jakaś niewidzialna siła zdecyduje się okazać mu odrobinę litości.
    W tym czasie minęło go wielu ludzi. Niektórzy rozmowni, a inni milczący. Spieszyli się albo spacerowali nie znając swojego dokładnego celu. Korzystali z przyjemnej wiosennej pogody i piękna zachodzącego słońca, które zalewało zroszone porannym deszczem ulice Nowego Jorku purpurowym blaskiem. W dziwny sposób działało to na Geralda uspokajająco, mimo że nie zauważano go i co jakiś czas czuł na swoich plecach czyiś łokieć lub ramię. Nie zwracał na to uwagi aż do chwili, gdy usłyszał gdzieś nieopodal donośny kobiecy głos. Wołała kogoś lub kłóciła się z kimś. Trudno było mu to ocenić, nim nie wyłowił jej wzrokiem pośród sunącego chodnikiem tłumu. Maszerowała dziarsko przed siebie, z twarzą przeoraną grymasem złości i nawet pewnego wstrętu, a jasne włosy rozwiane przez wiatr i podskakujące w rytm jej kroków nadawały całej postaci pewną grozę. Przez chwilę wydawało mu się, że jej wzrok zatrzymał się dokładnie na nim, ale przecież nie miała powodu wrzeszczeć na obcego człowieka w samym sercu miasta. Podjął jeszcze jedną próbę zatrzymania taksówki, a gdy ta przejechała dalej nawet nie zwalniając, zajął się przeglądaniem dokumentów, których nie wiedzieć czemu nadal nie schował do teczki.

    [Et voilà!]

    Gerald

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć! Trochę mnie nie było, ale już wracam do życia i dlatego chciałam zapytać, czy miałabyś może ochotę na wątek z moją El. Myślę, że dziewczyny mogłyby się dogadać w swoim lekkim szaleństwie.]

    Elaine

    OdpowiedzUsuń
  9. [Napisz do mnie na gg, to dogadamy się ładnie :D]

    William

    OdpowiedzUsuń
  10. (Musiałam socie przypomnieć wiadomości z GG, bo już nie pamiętałam jak dokładnie tam miało być. Ale jak najbardziej możemy już przeskoczyć do sylwestra właśnie. To która z nas pisze?:))

    Tyler

    OdpowiedzUsuń
  11. — W to nie wątpię! — Z rozbawieniem pokręciła głową, widząc, jak Josephine cieszy się na ten wyjazd. Maille nie mogła lepiej wybrać sobie towarzysza podróży, w końcu raczej długo nie wytrzymałaby w towarzystwie mruka, który byłby tylko i wyłącznie na nie oraz nieustannie narzekałby na zmęczenie. Potrzebowała właśnie kogoś takiego jak Jojo, pełnego energii i niegasnącego entuzjazmu. Mogła mieć tylko nadzieję, że dziewczyna się nie rozczaruje i już na miejscu faktycznie jej się spodoba, bo też miało ich czekać kilka dni ciężkiej pracy. Zlot food truck’ów oznaczał bowiem długie kolejki oraz nieustannie przewijające się nowe twarze przyciągnięte wizją dobrego jedzenia podanego w niecodziennym miejscu oraz w równie niecodzienny sposób. Dla Irlandki było to jednoznaczne z dobrą zabawą, ale dla Josephine niekoniecznie mogło tak być, choć z drugiej strony Lorens wiedziała, na co się pisze i raczej nie zgodziłaby się na tę wyprawę, gdyby nie miała na nią ochoty, prawda?
    — Na miejscu będziemy dopiero około południa — odparła z uśmiechem, nie mogąc się nadziwić temu, jak bardzo Jojo się niecierpliwiła. — A za godzinę powinniśmy dojechać do motelu, gdzie trochę się zdrzemniemy i o świcie ruszymy dalej — wyjaśniła, kątem oka obserwując swoją rozmówczynię. — I pomagać będziesz mi musiała we wszystkim! — odparła ze śmiechem i posłała blondynce dłuższe spojrzenie, zaraz jednak wróciła do obserwowania drogi przed nimi, bo choć ruch nie był duży, to i tak bezwzględnie należało zachować czujność. — Na tego typu zlotach zawsze jest niesamowity ruch — kontynuowała, spoglądając przed siebie. — Oprócz nas, będzie tam pewnie całkiem sporo innych food truck’ów, a co za tym idzie, pojawi się ogrom wygłodniałych ludzi. Jeśli nam się poszczęści, na co liczę, będziemy miały ręce pełne roboty, więc najzwyczajniej w świecie razem ze mną będziesz robiła tosty. — Obróciwszy głowę, posłała Jojo wesoły uśmiech. — Wcześniej przygotujemy sobie wszystkie składniki, wszystkiego cię też nauczę, więc zostanie nam tylko składanie tostów do kupy, że tak powiem. Nic trudnego! — podsumowała i mrugnęła do niej porozumiewawczo. — Zlot trwa trzy dni. Jutro, a właściwie dzisiaj — poprawiła się, zerknąwszy na zegarek — dotrzemy na miejsce i wszystko przygotujemy, a jutro zacznie się zabawa. Później zostanie nam cały dzień na odpoczynek i małe zwiedzanie — dodała i lekko zmarszczyła brwi, zastanawiając się czy powiedziała o wszystkim, co najważniejsze. Zresztą, bardzo podobne informacje przekazała znajomej już przez telefon, kiedy pytała, czy Josephine w ogóle ma ochotę z nią jechać.
    Maille nieco pomyliła się w obliczeniach, ponieważ do motelu nie dotarły po godzinie, a po czterdziestu minutach, co oznaczało, że miały całkiem dobre tempo. Podczas krótkiej rozmowy z recepcjonistą Creswell ziewała głośno raz po raz, a to oznaczało, że bardzo dobrze zrobiła, iż z góry zaplanowała odpoczynek mniej więcej w połowie trasy. Początkowo zastanawiała się czy nie obejdzie się bez tego, lecz ostatecznie uznała, że nie będzie przeceniała swoich sił. Chwyciwszy swój bagaż, skinęła na Jojo i ruszyła za recepcjonistką, która miała zaprowadzić je do ich pokoju.

    MAILLE CRESWELL

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozwolił, by obca kobieta szarpała go za ubranie, choć tak naprawdę nie wiedział, co było tego powodem. Nie wiedzieć czemu, nawet nie próbował ją o to wypytać tylko pozwolił wszystkim jej żalom i złości wylać się na niego oraz na nieznajomych spoglądających na nich zdezorientowanym wzrokiem, nim otrząsnął się z pierwszego szoku i zaczął analzować jej słowa. Były zupełnie pozbawione sensu, przynajmniej w odniesieniu do jego osoby. Bo co on mógł? Nie wypisać komuś recepty takiej, jakiej od niego oczekiwał? Izolował się ostatnimi czasy tak bardzo, jak to tylko było możliwe i zrażał do siebie ludzi niemal przy każdej możliwej okazji. Nawet niechcący, ale jednak udawało mu się to po mistrzowsku. Gdyby chociaż pił tak jak dawniej i nie pamiętał większości ze swoich wieczorów i ciężkich poranków, mógłby podejrzewać blondwłosą kobietę o jedną ze swoich upatrzonych i nieprzemyślanych ofiar. Choć nigdy nie robił z nimi nic więcej poza niewinnym flirtem i komplementami zbierającymi się w jego ustach nie wiadomo skąd i nie wiadomo czym inspirowanymi. A że nie spoglądał nawet na alkohol od dorbych kilku lat, skończyły mu się logiczne jego zdaniem wytłumaczenia. Z niemałym żalem oberwował dokumenty rozwiewane przez wiatr pomiędzy latarniami i budynkami, które plątały się beztrosko u stóp mijających ich nowojorczyków. Poświęcił im wiele czasu. Zbyt wiele, by mogły po prostu rozsypać się po miescie i dać podeptać się pierwszemu lepszemu włóczędze w trampkach i śmieszną torbą przerzuconą przez ramię. Nie to jednak było jego największym zmartwieniem. Jeśli tak można było nazwać kobietę, która wyraźnie pomyliła go z kimś innym i próbowała wyegzekwować u niego coś, co bez wątpienia jej się należało. Niekoniecznie od Geralda, ale czuł się coraz bardziej zaintrygowany.
    — Uspokój się wreszcie! — zmęczony szarpaniem i krzykami nie mającymi dla niego żadnego znaczenia ani tym bardziej sensu, pochwycił nadgarstki nieznajomej i trzymał je mocno niczym w kajdanach, by choć przez chwilę nie miała możliwości dosięgnąć go i targac nim dalej w najlepsze. Jej wielkie jasne oczy i okalająca twarz burza słomkowych włosów nie wyglądały na żaden charakterystyczny znak. Choć urokliwa i pełna wdzięku, dziewczyna nie odblokowała w jego pamięci żadnego konkretnego wspomnienia. Nic, co mogłoby uzasadnić ten nagły napad złości. Niewiele brakowało, by poczuł na swoim obliczu siarczysty policzek lub pięść zatrzymującą się nagle na czubku jego nosa. Tylko dlatego, że czekał spokojnie na taksówkę. To jakiś żart? — Nie upadłem jeszcze tak nisko, żeby zacząć kraść. I gdybym miał okazję zmajstrować komuś dziecko, z pewnością bym o tym pamiętał.
    Ciągle ściskał nadgarstki nieznajomej i nie wypuścił ich nawet, gdy podsadził ją na ławce. Kucnął przed nią i tym sposobem ich oczy mogły znaleźć się na równym poziomie. Wzrostem niestety odbiegał nieco od normalności i tym sposobem mógł zrekompensować tą niedogodność — Albo mnie z kimś pomyliłaś, albo chodzi ci o mojego brata — wyjaśnił spokojnym głosem i dopiero wtedy wydało mu się to tak prawdopodobne. Bo kto jak nie Damien mógł potraktować kobietę w ten sposób? — A z resztą... I tak mi nie uwierzysz — machnął wreszcie dłonią i tak jak usadził kobietę na ławce, tak ją na niej zostawił. Przysiadł jednak na jej oparciu, ze względu na rozsypane po chodniku dokumenty nie mając już się do czego spieszyć — Palisz? — zapytał, wysuwając ku niej paczkę papierosów. Sam też tego nie robił, a przynajmniej nie na co dzień i często miał przy sobie awaryjnych kilka sztuk. Chciał brnąć w tą sytuację dalej, choć sam nie wiedział po co. Nawet zaczynało go to bawić, choć historia nieznajomej na żart się nie zapowiadała.

    Gerald

    OdpowiedzUsuń