19 lis 2017

[KP] Seize the Day

Właśc. Florian Czajkowski. Urodził się we Wrocławiu (1.12.1982 – 35 lat), skąd uciekł NIEDŁUGO po ukończeniu studiów weterynaryjnych, i w Nowym Jorku otworzył klinikę zajmującą się terapią behawioralną psów. wynajmuje małe mieszkanie na brooklynie, które dzieli z przyjaciółką od wszystkiego i niczego oraz pięcioletnim PANEM PEABODYM, KTÓREGO URATOWAŁ PO ZNALEZIENIU GO PRZYWIĄZANEGO DO DRZEWA W CENTRAL PARKU. Nie pali, bo to śmierdzi, nie pije – bo to otępia, za to lubi wydawać pieniądze na rzeczy, które nigdy mu się do niczego nie przydadzą i na nowe telefony, bo te gubi średnio raz na trzy miesiące. wakacje spędza na zagranicznych wyjazdach, co wykorzystuje do prowadzenia fotobloga oraz serii wideoporadników o tanim podróżowaniu.
Kiedyś jeden mądry profesor powiedział – podstawą szczęścia jest dziękowanie za wszystkie dobre rzeczy, które spotkały nas w ciągu minionego dnia. Często powtarzał, że przed zaśnięciem należy wymienić je sobie na głos, a o poranku wyznaczyć sobie pięć głównych celów do zrealizowania w nadchodzących godzinach tak, żeby wieczorem móc pogratulować sobie wytrwałości i przekonać się, jak wiele jest się w stanie zrobić przy odrobinie samozaparcia. Pewnego razu jeden ze studentów, ten najbardziej znudzony i zawsze siadający na swoim miejscu ze skrzyżowanymi na piersi rękoma, burknął do profesora:
— Próbował pan kiedyś dziękować za ujemny bilans na koncie bankowym? Albo za dorywczą pracę, w której traktują pana jak ostatnie popychadło? O, albo za zimną i obojętną dziewczynę, to jest świetny przykład. Wyobraża pan sobie życie u boku takiej, którą z jednej strony pan kocha, a z drugiej wykrwawia się przy niej do ostatniej kropli?
Profesor przygładził wówczas swoje krzaczaste wąsy i, jak to miał w zwyczaju po zakończeniu wykładu, wyrzucił do kosza notatki, z których przygotowywał się kilka minut przed wejściem do sali. Nachylił się nad katedrą i rzekł:
— Ujemny bilans na koncie bankowym oznacza, że masz jakieś wydatki. Pomyśl. Czy to, co kupiłeś za zaoszczędzone pieniądze, nie przydało ci się nigdy albo nie sprawiło ci przyjemności? A praca. Skoro traktują cię jak popychadło, to dlaczego milczysz? Kobieta? Nonsens. Nie można kawałka drewna winić za to, że nie daje ci ciepła, skoro nie dołożyłeś do niego płomienia ognia, nawet maleńkiej iskry. Mam mówić dalej, młody człowieku?
Student prychnął pogardliwie i opuścił salę wykładową szybciej niż pozostali jego koledzy i koleżanki. To nie był jego ulubiony wykład i tamtego dnia zaprzysiągł uroczyście przed samym sobą, że nie pojawi się na nim już nigdy więcej i egzystencjalne brednie schowa sobie głęboko do buta, bo tam było ich miejsce. A potem płakał, zamknięty w ciemnym pokoju na strychu, pozbawionym okien i świeżego powietrza, a w szlochu tym było słychać wszystkie jego nieprzemyślane decyzje, wszystkie odmowy i każdą niewłaściwie ubraną w słowa myśl, która pojawiła się w jego umyśle, choć wcale nie powinna była tego robić. Rzeczywiście, na wykładzie u profesora nie pojawił się już nigdy więcej, za to na koniec semestru wsunął mu pod drzwi gabinetu niewielką, zapisaną kaligraficznym pismem karteczkę, która pachniała piżmem i pierwszą czerwcową burzą. Traktowała ona tak:
,,Minęły dwie godziny od chwili, gdy tego dnia oderwałem głowę od swojej poduszki. Kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem za oknem czerwień wschodzącego słońca, a moja siostra postanowiła zwolnić łazienkę o wiele szybciej, niż miała to w zwyczaju na co dzień. Nie spóźniłem się na zajęcia, a po drodze uśmiechnęła się do mnie nieznajoma kobieta, tak po prostu. I był to najpiękniejszy uśmiech, jakiego było mi dane do tej pory doświadczyć. Automat nie pochłonął kilku moich złotówek i uczciwie wydał mi gorącą kawę – ni mniej, ni więcej – taką, jaką lubię najbardziej. Teraz, kiedy słyszę za oknem nieśmiałe pomruki burzy, a na podłodze odbijają się zygzaki przecinających niebo błyskawic, myślę jedynie o zapachu powietrza i zroszonej deszczem trawie, gdy drzewa przestaną uginać się pod silnym wiatrem, i okolicę ponownie zaleją promienie letniego słońca. Pogoda szaleje, a ja jestem spokojny. Spokojny jak nigdy. To nie życie trzyma mnie w garści. To ja pociągam za wszystkie jego sznurki jak lalkarz, w którego udziale przypadło najlepsze przedstawienie świata.''
Tym studentem był Florian Czajkowski. Chłopak, który umarł za życia i powstał z martwych, gdy wszyscy zdążyli już opłakać jego stratę.

POWIĄZANIA ———————————————————————————————— MIEJSCA ————————————————————————————————— DZIENNIK

Fc:Eduard Linares (insta)
W razie W zapraszam na maila: nephthys.gabriel@gmail.com ;)